jak my wszyscy tutaj jestem zainfekowany, wiem, że to nieuleczalne i wcale mnie to nie martwi. kiedy jadę na narty - wjeżdzam pierwszym orczykiem/krzesłem i kończę ostatnim - w miedzyczasie odpoczywam podjeżdzając ;) gdy mam gorszy dzień (ach te imprezki w górach) ubieram deskę - wtedy można sobie "popływać". kiedy tylko warunki pozwalają - jeżdzę poza trasami, czasami także fun parki - bez względu na to czy deska czy narty. ZAWSZE jeżdzę w kasku, śmig hamujący odrzuciłem jako oznakę słabości - liczy się tylko CIĘTY SKRĘT ...no i frajda :) a prawa do tej nie odbieram nawet tym jeżdzącym pługiem ;-)