Świętuj z nami 30 lat
SportFelieton

Heinz Rubi

Pionier carvingu. Nieznana historia carvingu.

SKI: Jak naprawdę narodził się carving?
H.R.: Pierwsze narty carvingowe? Były to oczywiście Big Footy, ale do tego jeszcze wrócimy. Dużo, dużo wcześniej pierwszym prawdziwym i na dodatek bardzo dobrym carverem był... Ingemark Stenmark. Tak, tak - ten sam świetny slalomista! Choć nikt o tym nie wie, jego narty zostały specjalnie zaprojektowane w fabryce Elana. Miał narty carvingowe już w latach 1973-74 i trzeba przyznać, że jeździł na nich przepięknie -jak nikt inny w Pucharze Świata. Oczywiście nikt nie miał pojęcia o co chodzi, bo to była wielka tajemnica! A Stenmark jeździł lekko, płynnie i fantastycznie. Oczywiście nie tylko dzięki nartom, ale także dzięki swemu niewątpliwemu talentowi. Bez dwóch zdań - miał wielkie możliwości. Ale narty wiele mu pomogły!

SKI: Co było potem?
H.R.: Potem nadeszła rewolucja snowboardowa. Pierwsze snowboardy były co prawda do niczego i nie dało się na nich carvingować, ale szybko zaczęto je wcinać i wtedy nadszedł prawdziwy boom. Fabryki nart odczuły go bardzo boleśnie, niektórzy chcieli nawet zwijać interesy. Właśnie wtedy w fabryce Kneissl w Kufstein zaprojektowano Big Footy. Zaprojektowano je z myślą o dzieciach -takich, które nie chciały jeździć "na poważnie", lecz chciały tylko bawić się na śniegu. Był to więc projekt wyłącznie dla dzieci, ale przypadkowo była to jednocześnie faktyczna data narodzin nart carvingowych. Natomiast pierwszym " wiadomym" modelem stricte carvingowym były także narty Kneissl o nazwie Ergo.

SKI: Jaka była wtedy twoja rola?
H.R.: Dostałem jeszcze ciepłe Ergo do przetestowania i byłem pierwszym człowiekiem, który zdał sobie sprawę, że carvery wcale nie są tylko dla najlepszych narciarzy, jak początkowo sądzono. Wprost przeciwnie: wszystkim dają wiele radości. Są dla początkujących, dla ludzi w starszym wieku, ale przede wszystkim dla przeciętnych narciarzy. Od początku starałem się te przewagi nart carvingowych lansować. Ale najpierw sam nauczyłem się na tych nartach jeździć, a dopiero potem pokazałem to ich konstruktorom!

SKI: Jaka była długość twoich pierwszych carverów?
H.R.: Miały długość 180 cm. W ogóle produkowano wtedy tylko dwie długości Ergo: 180 cm dla mężczyzn i 150 cm dla kobiet. Opinia o długości nart była wtedy tradycyjna: im lepszy narciarz, tym dłuższe narty, a ludzie na krótkich nartach wyglądają głupkowato. Ta sama opinia dotyczyła produkcji carverów, bo nie mogło być inaczej. Dlatego wkrótce pojawiły się carvery o długości 2 metry i dłuższe! Dopiero moja grupa zaczęła ludziom uświadamiać, że krótsze carvery pracują o wiele lepiej! Nie myślcie sobie, że przyszło to łatwo: coś, co dzisiaj wydaje się oczywiste, wymagało w istocie wielu starań.

SKI: Kiedy nastąpił mentalny przełom w akceptacji carverów?
H.R.: W 1994 roku byłem w Tignes na Mistrzostwach Świata instruktorów narciarskich. Jeden ze szwedzkich zawodników, na start do giganta przyszedł właśnie z Ergo. Wszyscy inni pukali się w czoło i radzili mu zmianę nart na jakikolwiek model z grupy Race. On oczywiście wystartował na Ergo i... odniósł sukces! Był to pierwszy przypadek, kiedy kto-próbował oficjalnych carverów podczas opiniotwórczych zawodów.

SKI: Potem przyszedł czas na Puchar Świata?
H.R.: Tak jest -sami wiecie co było dalej. Carving zdominował najpierw gigant i supergigant, a teraz przyszedł czas na slalom. Sezon 1999/2000 był dla tej ostatniej konkurencji przełomowy. Taka jest teraz rzeczywistość, że rozmawiając o zawodnikach startujących w Pucharze Świata rozmawiamy o 100 procentowych carverach! Natomiast kulisy carvingowej dominacji w zawodach są całkowicie mniej różowe. Otóż prawda jest taka, że FIS przez całe lata świadomie walczył z carverami! To się po prostu nie mieściło w ich koncepcji rozwoju narciarstwa. Pamiętam wielu trenerów, wmawiających młodym zawodnikom, którzy chcieli próbować carvingu: "nie możesz używać takich krótkich nart, potrzebujesz o wiele dłuższych!"

SKI: Jaki był prawdziwy powód walki FIS z carvingiem?
H.R.: FIS to skostniała organizacja, która nie tak łatwo akceptuje nowości. Dla FIS liczy się tradycja i chce mieć kontrolę nad wszystkim. Carving nie narodził się w głowach trenerów FIS, lecz w fabrykach. Carving pochodzi nie od zawodników, ale od projektantów nart! Do tej pory było odwrotnie -to FIS dyktowała, jakie narty należy produkować. Wprowadzenie carverów to także wielka zmiana dla szkół narciarskich, bowiem carving narzuca zmiany w metodyce nauczania. Nawet teraz, kiedy rewolucja carvingowa jest już nie do zatrzymania, niektórzy instruktorzy FIS (znani mi osobiście) walczą z carverami z całych sił. Konflikt polega na tym, że jeszcze nie było sytuacji, w której przemysł narciarski narzucał instruktorom jak mają jeździć! Trudno jest się z tym pogodzić i nic dziwnego, że wielu jest zawiedzionych. To co się uczyli przez całe lata jest już nieaktualne. Szkoły FIS miały programy, metodykę, książki etc. Wszystko to wzięło w łeb! Teraz książki, o tym jak należy jeździć, piszą fabryki. Ja uważam, że to dobrze!

SKI: Jednak na poziomie Pucharu Świata FIS chyba już zaakceptował zmiany?
H.R.: Oczywiście, szczególnie, że koniecznym stało się inne ustawienie bramek. Skręty w gigancie mają teraz zupełnie inny radius. Skręt gigantowy stał się bardziej "okrągły", a między bramkami jest więcej miejsca. Siłą rzeczy narty carvingowe są w takiej sytuacji o wiele szybsze. To samo stało się z zeszłym sezonie w slalomie: więcej miejsca między bramkami, przy większym podkręceniu. Carvingi naprawdę to lubią i bez takich nart nie masz szans na trasie. Tradycyjne narty są do niczego.

SKI: Czy nie uważasz, że slalom stał się zarazem czytelniejszy dla widzów?
H.R.: Oczywiście! Jazda jest bardziej płynna, atrakcyjniejsza, bardziej elegancka -nie są to tylko skoki jak dotychczas. Właściwie dopiero teraz jest to prawdziwy slalom! Ale ja będę zadowolony dopiero kiedy ze slalomu ostatecznie zniknie długa, slalomowa tyczka. Jestem pewien, że tak się wkrótce stanie. Długa tyczka wymusza na zawodnikach siłę i potężną muskulaturę. Przykro jest patrzeć, jak w letnich miesiącach na lodowcach "obija się" tyczkami małe dzieci, które trenują by być dobrymi slalomistami. Byłoby jeszcze bardziej elegancko jeździć slalomy na krótkich bramkach, takich jak np. w zawodach snowboardowych. Długiej tyczce daję jeszcze góra 2 lata. Ale mogę się oczywiście mylić.

SKI: Czy ty także byłeś kiedyś zawodnikiem?
H.R.: Oczywiście! Kiedy spojrzycie na lata 60-te, czyli lata mojej młodości, to zobaczycie, że wszyscy młodzi narciarze w Alpach byli zawodnikami. Odbywało się wtedy mnóstwo imprez. Oczywiście były to tylko zjazdy i slalomy, bo giganta jeszcze nie odkryto. W mojej okolicy odbywało się w sezonie kilkadziesiąt różnych zawodów. Problem był tylko w pogodzeniu tego wszystkiego z nauką w szkole. Gdybym wtedy był taki dobry jak teraz, kiedy mam 60 lat, to byłbym prawdopodobnie na światowym topie!

SKI: Co było wtedy dla ciebie ważniejsze: szybkość czy technika?
H.R.: Szybkość ponad wszystko!!! Nawet dziecko ma taki priorytet. Żadne nie chce ładnie jeździć. Dla dzieci liczy się szybkość. Stąd się bierze moja filozofia w nauczaniu dzieci. Zaprojektowałem dla Kneissla dziecięce carvery o nazwie Ergolino. Są one tak przemyślane, by dziecko nie tylko mogło "kreślić" koła, ale przede wszystkim by poczuło prędkość. Tego potrzebuje najpierw: odkryć szybkość. Rodzice często robią dziecku wielką krzywdę wołając: "uważaj; jedź ostrożnie; wolniej; zakręcaj; zatrzymaj się; etc.". Ja uważam, że nie można uczyć dziecka skrętów, póki nie poczuje czym jest prędkość. Musimy im pozwolić na to odkrycie. Dla dzieci dobry narciarz, to szybki narciarz, ale jeszcze lepszy jest skoczek narciarski. Ja, będąc dzieckiem, myślałem tak samo. Sam chciałem być skoczkiem. Dla mnie to właśnie był król nart. Rodzice chyba nie rozumieją tego, bo popatrz co się dzieje na każdym stoku: "wolniej!, zwolnij itd".

SKI: Wiem coś o tym, bo sam tak mówię do swojego dziecka.
H.R.: Nie rób tego, to wielki błąd! Pozwól mu jeździć, oczywiście pod pewną kontrolą i koniecznie w kasku i bez kijów. I nie zatrzymuj go. Niech odkryje szybkość. Któregoś dnia powie ci: "tatusiu nauczyłeś mnie świetnie jeździć!". Taka postawa przyda się twojemu dziecku nie tylko na śniegu, ale w całym życiu. Będziesz miał po prostu odważniejsze dziecko.

SKI: Wróćmy na chwilę do kijów. Zalecasz nie używanie ich przez dzieci?
H.R.: W pierwszych 2-3 latach jazdy, w szwajcarskich szkołach narciarskich nie polecamy używania kijów przez dzieci. Dzieci i tak nie potrafią skoordynować pracy kijami, a ponadto jest to niebezpieczne. Kijami mogą się przypadkowo uderzyć, a ponadto nie mając kijów, uczą się lepszego balansu. Dzieci tak naprawdę nie mają pojęcia co można robić z kijami.

SKI: Pytam o kije, ponieważ moja 5-letnia córka zadała mi pytanie: "Czemu nie mam takich kijów jak Hermann Maier"

H.R.: Powiedz jej, że Maier potrzebuje ich tylko po to, by się odepchnąć na starcie. Zastosowanie kijów na zawodach było widoczne w zeszłym roku podczas prologu PŚ w Tignes. Michael von Gruenigen w drugim przejeździe zgubił kij i jadąc już bez niego obronił swoją drugą lokatę.

SKI: Zostańmy jeszcze na chwilę w tematyce Pucharu Świata, bo w końcu to także carving pełną gębą. Kiedy rozmawiałem z kilkoma zawodnikami, startującymi w PŚ, wszyscy zwrócili mi uwagę, że aby być dobrym w jakiej-konkurencji, trzeba dysponować odpowiednią masą?

H.R.: Zgadza się i dlatego wygrywają tacy zawodnicy jak: Maier, Kjus, Aamodt czy Christian Mayer - wszyscy po ok. 100 kg wagi. A popatrz na Gruenigena - ma świetną technikę, świetny styl jazdy, ale jest szczupły i nie ma przez to szans. Potrzebuje bardzo specyficznych warunków, by o co-powalczyć.

SKI: Takim pozytywnym przekładem zwycięstwa techniki nad masą jest chyba Benni Raich?

H.R.: Tak. On jeździ rzeczywiście świetnie, ale jest jeszcze młody, więc zobaczymy co będzie za 2 lata.

SKI: Co sądzisz o Hermanie Maierze, bo nam się wydaje, że jego osoba jest dobroczynna dla rozwoju całego rynku narciarskiego na świecie?

H.R.: Jak najbardziej się z tym zgadzam. Herminator jest bohaterem, herosem, kimś kto ciągnie młodzież do uprawiania narciarstwa. Jest świetną postacią medialną. Jego przeciwieństwem jest właśnie Michael von Gruenigen. - ten jest zbyt cichy i przez to jest fatalnym promotorem, absolutnie nie jest osobą medialną. Nie ma w nim agresji, nie ma szaleństwa, po prostu świetnie jeździ i tak samo cieszy się z 1 jak i z 3 miejsca. Dla Maiera to nie do pomyślenia: żądzą nim emocje, jest bohaterem publicznym jak Alberto Tomba. Ale przede wszystkim ma charyzmę, a to bardzo ważne. Jego akcje wzrosły oczywiście po pamiętnym, fatalnym upadku na Olimpiadzie w Nagano.

SKI: Jaka jest twoja opinia na temat free ride?
H.R.: Myślę, że tak naprawdę firmy narciarskie lansują ten styl jazdy dla poprawy swojego image. Przynajmniej taki jest cel free ride'u w wykonaniu najlepszych. Ale to co oni robią nie jest, w moim odczuciu, normalne, a ci ludzie są świrami. Dla mnie jest to antyreklama narciarstwa -tam człowiek ociera się o śmierć. Być może pomaga to przy sprzedaży nart, ale nie powinno się tego tak bardzo lansować, gdyż zagraża to normalnym narciarzom, którzy uważają, że każdy może jeździć tak jak na zdjęciach free rideowych. To jest oczywista bzdura. Muszę jednak dodać, że free ride z doświadczonym instruktorem jest naprawdę piękny. Pierwsze kroki w głębokim i dzikim śniegu koniecznie trzeba odbywać pod okiem doświadczonego free ridera, przewodnika. W kwestii reklamowej jest to na pewno zmiana na "plus". Do tej pory image producentów opierał się wyłącznie na Pucharze Świata. Free ride to zupełnie coś nowego - można go "sprzedawać" podobnie jak snowboard.

SKI: I ostatnie pytanie -jaka jest twoja rola w fabryce Kneissla?
H.R.: Pracuję w dziale promocji międzynarodowej. Jestem odpowiedzialny za szkolenie sprzedawców. Kładę nacisk oczywiście na produkty carvingowe. Organizuję szkolenia na śniegu, pokazuję styl jazdy, uczę ich carvingu, pozwalam przetestować sprzęt. Seminaria organizuję praktycznie na całym świecie -także w Japonii, Korei czy USA. Lubię zajęcia na śniegu i staram się, żeby przynajmniej 90% szkoleń było praktycznych. Jestem też odpowiedzialny za zespół doświadczonych narciarzy, którzy testują zaprojektowane narty przed ich wdrożeniem do produkcji. Wreszcie sam projektuję narty.

SKI: Dziękujemy za rozmowę.

Wywiad przeprowadzili: Jacek Trzemżalski i Paweł Rygiel

Dodaj skionline.pl do ekranu

iPhone i iPad Safari

  1. Stuknij Udostępnij (w nowszym Safari najpierw „•••”).
  2. Przewiń listę i wybierz „Do ekranu początkowego”.
  3. Stuknij „Dodaj”.

W innych przeglądarkach na iPhonie ta sama opcja jest w menu Udostępnij.

Więcej o aplikacji