Świętuj z nami 30 lat
SportFelieton

Heinz Schilchegger

Zobaczycie mnie na podium

Kiedy w marcu 2000 w Obertauern spotkałem Heinza Schilcheggera, nie odniosłem wrażenia, że rozmawiam z potencjalną gwiazdą Alpejskiego Pucharu Świata. Nasze spotkanie odbyło się podczas testu Atomica, w hotelu rodziny Schilcheggerów, gdzie Heinz wystąpił jako gwiazda wieczoru. Okazał się być bardzo sympatycznym facetem bez odrobiny gwiazdorskiego zadęcia. Mimo stosunkowo młodego wieku, jest członkiem kadry narodowej Austrii. Sam uważa się za specjalistę giganta, w którym miał już niezłe wyniki - trzykrotnie stał na podium i swoje nadzieje na zwycięstwa wiązał tylko i wyłącznie ze startami w gigancie. Tymczasem w pierwszym tegorocznym slalomie Pucharu Świata w Park City Heinz odniósł niesamowite zwycięstwo! I może nie samo zwycięstwo jest sensacją, ale styl, w jakim tego dokonał, po prostu nokautując rywali. W pierwszym przejeździe jechał po zniszczonej trasie z numerem 35 i wskoczył na 4 pozycję. W drugim już nie dał konkurentom szans i mimo dziur pojechał jak natchniony, wygrywając zdecydowanie. Jego ostatnie słowa naszej marcowej rozmowy brzmiały: "zobaczycie mnie na podium..."

SKI: Powszechnie wiadomo, że nie jest łatwo dostać się do teamu narodowego Austrii. Powiedz, jaka była twoja droga?

Heinz Schilchegger: Urodziłem się i mieszkam w Obertauern - w samym sercu rejonu narciarskiego. Narty towarzyszyły mi od dzieciństwa. Mój ojciec był instruktorem i trenerem. Miałem 2 lata, kiedy pierwszy raz postawił mnie na nartach. Później wysłano mnie do szkoły narciarskiej w Schladming. W 1990 roku po raz pierwszy dostałem się do szerokiej kadry młodzików. Potem zaczęły się starty w juniorach, Pucharze Europy i wreszcie w Pucharze "wiata. Od tej pory jestem w narodowym teamie, a od trzech lat w pierwszej grupie giganta. W tym czasie trzy razy byłem na podium w gigancie. Brzmi to w sumie bardzo prosto, ale uwierz mi: po drodze nie było łatwo.

SKI: Jak wygląda kwalifikacja do ścisłego teamu narodowego Austrii?
H.S.: Musisz być w pierwszej 20. w danej konkurencji w Pucharze Świata. Wtedy z reguły jesteś w teamie.

SKI: Do tego czasu startujesz na własną rękę?
H.S.: Zgadza się. Czasem, kiedy jesteś w pierwszej trójce Pucharu Europy, także możesz zostać dołączony do drużyny. Są od tych reguł odstępstwa i możesz znaleźć się w narodowym zespole na wyraźne życzenie trenera.

SKI: Oprócz giganta startujesz także w slalomie?
H.S.: Tak, ale ze względu na małą ilość FIS punktów w tej konkurencji, mój numer startowy jest dość odległy. Chcę, aby sezon 2000/2001 był przełomowy. Nowe slalom carvery są po prostu zaprojektowane dla mnie, a technika slalomowa stała się o wiele bardziej podobna do gigantowej. Jest więcej jazdy na krawędziach, a to jest dla mnie o wiele lepsze, jako dla lżejszego i młodszego stażem zawodnika.

SKI: Jakich długości nart teraz używasz?
H.S.: W slalomie 170 cm, a w gigancie 198 cm. Pomyśleć, że kiedy zaczynał się poprzedni sezon używało się nart 195 cm w slalomie! zobacz, jaka dokonała się zmiana!

SKI: Jak wyglądają twoje wyniki w lokalnych austriackich zawodach?
H.S.: W ostatnich Mistrzostwach Austrii byłem drugi w gigancie za Benni Raichem, natomiast w slalomie byłem trzeci: wygrał Mario Matt, a drugi był Kilian Albrecht.

SKI: Gdzie to było?
H.S.: W St. Lamprecht niedaleko Murau w Styrii. Jako ciekawostkę powiem ci, że jestem też wojskowym Mistrzem Świata w gigancie.

SKI: Podobno jest tam bardzo silna konkurencja?
H.S.: Bezpośrednio za mną był Michael von Gruenigen, trzeci był Millet, czwarty Raich, piąty Patrick Holzer.

SKI: Czy myślałeś o startach w supergigancie? Dla gigancistów jest to szansa do poprawy wyniku w ogólnej klasyfikacji.

H.S.: Nawet gdybym chciał, nie jest to wcale łatwe. W tej konkurencji startuje tak wielu Austriaków, którzy plasują się w pierwszej 15. Pucharu "wiata, że na długo wszystkie miejsca są zajęte. Musiałbym załapać się do pierwszej trójki w Pucharze Europy. To wszystko powoduje, że nie wiążę swoich planów ze startami w supergigancie. Celem na ten sezon jest poprawienie wyników slalomowych i wyrównanie ich poziomu z wynikami gigantowymi.

SKI: Nie bez powodu pytam cię o starty w supergigancie - dla tych gigancistów, którzy myślą o walce w ogólnej klasyfikacji stało się to wręcz niezbędne. Tak zrobił w zeszłym sezonie Christian Mayer i chyba był to właściwy krok. Co więcej Christian wystartował nawet w zjeździe w Bormio i był 10. Wygrał z wieloma typowymi zjazdowcami!

H.S.: Różnica między mną, a Mayerem jest taka, że on waży 95 kg, a ja 20 kg mniej. Myślę, że Mayer będzie dobrym supergigancistą, może być nawet niezły w zjeździe.

SKI: Czy powalczy z Hermannem?
H.S.: Christian to bardzo utalentowany narciarz, ponadto ciężko pracuje. Gdyby tylko potrafił utrzymać formę...

SKI: Czy będziesz wciąż startował w Pucharze Europy?
H.S.: Na pewno nie w gigancie, ale pewnie wystartuję czasem w slalomie, by zarobić trochę FIS punktów. Chciałbym być przynajmniej drugi w końcowej klasyfikacji. Ale prawdę mówiąc slalom to był do tej pory dla mnie ciężki kawałek chleba. Musisz być nie tylko zdecydowany, ale i silny. Potrzeba też sporo szczęścia...

SKI: Z twoimi slalomowymi wynikami chyba nie jest tak źle, skoro zostałeś zaproszony na Superslalom do Sestriere. Jak ci poszło?

H.S.: Owszem byłem tam, ale nie przeszedłem eliminacji. Jeśli zorganizują gigant, to obiecuję, że pójdzie mi lepiej. Wasz zawodnik - Andrzej Bachleda także tam startował.

SKI: Podobnie jak inni młodzi zawodnicy Bachleda skorzystał z carvingowej rewolucji w slalomie...

H.S.: Bachleda ma z pewnością więcej slalomowych punktów ode mnie i faktycznie jeździ teraz dużo lepiej. Ja uważam, że slalom jest teraz bardziej zbliżony do giganta - należy jechać w niskiej pozycji i cały czas na krawędziach, wykorzystując radius krótkich carvingowych slalomek. To jest mój styl jazdy i tak będę jeździł w najbliższym czasie.

SKI: Jakie były twoje wyniki w Pucharze Świata w sezonie 1999/2000?
H.S.: W gigancie zająłem 10 miejsce w końcowej klasyfikacji, a w slalomie to nawet nie wiem - coś poniżej krytyki. Chyba 49., czy coś takiego? Ale tak naprawdę to nie wiem.

SKI: Jak wiele startów musisz zaliczyć w sezonie?
H.S.: W tamtym sezonie startowałem 43 lub 45 razy. Kiedy byłem młodszy startowałem średnio 50- 55 razy: zawody FIS, Puchar Europy i Puchar Świata. Teraz zostały mi "tylko" giganty w Pucharze Świata, slalomy w Pucharze Europy i Świata i... tyle.

SKI: Czy masz problemy z koncentracją przed startem?
H.S.: Różnie to bywa, ale dla mnie najważniejszą rzeczą to być całkowicie wyluzowanym. Wtedy idzie mi dużo łatwiej, niż gdy jestem spięty i zmobilizowany. Gdy podchodzę do zawodów na luzie - wszystko sprawia mi radość, łatwiej mi się skręca, nie martwię się ewentualną porażką.

SKI: Czy oprócz nart Atomica używasz także ich nowych butów?
H.S.: Problem w tym, że mam bardzo małe stopy (nr 26) i Atomic nie miał dla mnie rozmiaru butów race. Być może spróbuję w nadchodzącym sezonie. Jest zresztą taki trend wśród zawodników z austriackiego teamu, jeżdżących na nartach Atomica, by przesiąść się także na ich buty. Moim zdaniem wkrótce zrobi to większość z nich. Beta Race Titanium są bardzo dobre w gigancie, supergigancie i zjeździe. Natomiast do slalomu spodziewam się czegoś nowego. Tutaj buty muszą sprostać odrobinę innym warunkom.

SKI: Czy na zeszłoroczne wyniki Christiana Mayera, o którym rozmawialiśmy, nie miała wpływu właśnie taka zmiana butów? W połowie sezonu przesiadł się właśnie na Atomiki i jego rezultaty stały się o wiele lepsze. Zaczął wygrywać w gigancie i zagroził nawet Herminatorowi. Być może nie miało to związku z nowymi butami, ale z nagłym skokiem formy. Co o tym sądzisz?

H.S.: Myślę, że jednak z butami. Popatrz na Lasse Kjusa, który wygrywał wszystko w sezonie 1998/1999 - używał właśnie tych butów, wtedy jeszcze prototypowych.

SKI: Jeździsz na nartach Atomic, a co z resztą ekwipunku? Buty?
H.S. Lange.

SKI: Wiązania?
H.S.: Także Atomic.

SKI: Kije?
H.S.: Leki.

SKI: Gogle?
H.S. Briko.

SKI: Twój główny sponsor?
H.S.: LGO Obertauern. Właściciel wyciągów. Nie miejscowość, ale właśnie firma, do której należą wyciągi. Tak jest od 2 lat.

SKI: Rejon Salzburger Landu, w którym mieszkasz, jest dość silny, jeśli chodzi o gwiazdy Pucharu Świata?

H.S. Istotnie jest nas kilku w okolicy: Hermann Maier - Flachau, Andreas Schifferer - Radstadt, Michi Walchoffer - Altenmarkt. Hans Knauss też mieszka niedaleko, bo w Schladming w Styrii.

SKI: Hans miał chyba jakieś kłopoty ze zdrowiem w zeszłym sezonie, choć odgrażał się, że to będzie jego sezon?

H.S.: Knauss tuż przed sezonem złamał nogę na treningu w Sölden i potem się to za nim wlokło.

SKI: A twoje kontuzje?
H.S.: Miałem 2 złamania. Pierwsze to noga (także w Sölden) na treningu. Drugie: ramię podczas zawodów w slalomie. Oba złamania na szczęście nie mają wpływu na moje zdrowie i chyba już nie będą miały, bo to ostatnie było 6 lat temu.

SKI: Ile godzin dziennie trenujesz w sezonie?
H.S.: Dużo! Mam tu na miejscu w Obertauern Sportowe Centrum Olimpijskie, gdzie trenujemy razem z Hermannem Maierem. Przyjeżdżają tu także inni Austriacy oraz np. Japończycy i Włosi. Dziennie trenujemy 6-7 godzin w hali oraz oczywiście kilka godzin na śniegu, według standardowego programu.

SKI: A po sezonie?
H.S.: Najpierw krótka przerwa, podczas której testujemy nowe modele nart. Potem wakacje, a w sierpniu wyjeżdżamy do Nowej Zelandii lub Chile.

SKI: Wszystko w ramach drużyny narodowej?
H.S.: Zgadza się. W sumie, jeśli dobrze policzę, mam tydzień, może dwa faktycznych wakacji, bez treningów.

SKI: A propos testowania nart: zdradzisz jakieś szczegóły, co Atomic szykuje w przyszłości?

H.S.: Wiele nie mogę powiedzieć, bo to tajemnica. Powiem tylko tyle, że duży nacisk położono na nowe slalom carvery. Ten segment bardzo dynamicznie się rozwija. Testujemy trzy różne wymiary slalomek, do których wykonania użyto różnych materiałów. Ja osobiście wolę narty mniej agresywne, mniej sztywne. Takie, które są łatwiejsze w prowadzeniu. Może dlatego, że, jak mówiłem, ważę przeciętnie 20 kg mniej niż rywale. Najważniejsze, że narty, na których startujemy są normalnymi modelami ze sklepu. Ta polityka bardzo mi się podoba.

SKI: Twój wiek?
H.S.: 27 lat i myślę, że to dobry wiek, by zacząć wygrywać. Postaram się to pokazać w nadchodzącym sezonie, także na Mistrzostwach Świata w St. Anton.

SKI: Czy Mistrzostwa Świata to twój główny cel?
H.S.: Punkty Pucharu Świata są oczywiście bardzo ważne, ale Mistrzostwa Świata są u nas w Austrii. To dla nas sprawa narodowa. Jakichkolwiek jednak nie miałbym nadziei związanych z St Anton, to nie możesz zapomnieć, że w każdej konkurencji może wystartować tylko 4. Austriaków. Oznacza to, że w Pucharze "wiata muszę pokonać kilku moich rodaków, by dostać się do reprezentacji na Mistrzostwa. Jest nas sześciu w pierwszej piętnastce giganta. Zobaczę też co będzie się działo w slalomie, choć tutaj robi się coraz tłoczniej. Wkrótce oprócz takich nazwisk jak Matt, Raich, Mayer, Schönfelder, Albrecht, Walchoffer, pojawią się nowe (z pokolenia carverów): Florian Seer czy Manfred Pranger.

SKI: A co w Pucharze Świata?
H.S.: W końcowej klasyfikacji chciałbym znaleźć się w pierwszej piątce giganta i wiem, że będzie to bardzo trudne. Końcówkę poprzedniego sezonu miałem jednak bardzo dobrą: byłem 4. w Kranjskiej Gorze, 7. w Hinterstoder i 3. w Bormio. Duże nadzieje wiążę z letnim treningiem, bo program mamy bardzo ciekawy i jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to znów zobaczycie mnie na podium. W gigancie oczywiście...

SKI: Wzrost?
H.S.: 180 cm.

SKI: Waga?
H.S.: 76 kg i uwierzcie, że nie jest to wiele jak na zawodnika. Ten sam problem mają von Gruenigen, który waży 80 kg i np. Benni Raich. Nie jest to może aż tak wielki problem w gigancie, ale w slalomie z taką wagą jest dużo trudniej. Na szczęście w samą porę ruszyła carvingowa rewolucja i dzięki niej, przed nadchodzącym sezonem jestem optymistą.

SKI: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadził
Maciej Trzemżalski

Z ostatniej chwili!

fot. Atomic
Oto kilka słów, które Heinz wypowiedział bezpośrednio po swoim zwycięstwie w slalomie w Park City: "To niewiarygodne! Nie wiem co powiedzieć. W pierwszym przejeździe jechałem z 35 numerem. Trasa była bardzo zniszczona i miałem dwa poważne błędy. Byłem naprawdę szczęśliwy z czwartego miejsca. Postanowiłem, że drugi przejazd pojadę na całego i niech się dzieje co chce. Trasa nie była lepsza, ale ja czułem się dużo lepiej. Mario Matt, który startował z nr 1 i prowadził po pierwszym przejeździe, chyba czuł się nieco zaskoczony tymi dziurami. Po znakomitym letnim obozie czuję się bardzo mocny w krótkich skrętach, ale nie sądziłem, że stać mnie na zwycięstwo. Po tylu latach jazdy w slalomowym ogonie nie spodziewałem się aż takiego przełomu. Doświadczenie się jednak przydało, a moje krótkie slalomowe Atomiki naprawdę skręcały w tych dziurach bez problemu! Także na płaskim odcinku były fantastycznie szybkie. Przez kilka ostatnich lat ciężko pracowałem na ten sukces, ale myślałem, że moje pierwsze zwycięstwo odniosę w gigancie. Kiedy się jest członkiem austriackiej kadry, tylko takie wyniki się liczą. Teraz mogę śmiało patrzeć w twarz publiczności i sponsorom. Mam także ogromną szansę zakwalifikować się do kadry na Mistrzostwa "wiata w St. Anton, które są dla nas (Austriaków) głównym celem w tym sezonie. Liczę na to, że jej nie zmarnuję! Dziękuję za towarzystwo Hermannowi Maierowi, z którym ostro trenowałem cały rok

Dodaj skionline.pl do ekranu

iPhone i iPad Safari

  1. Stuknij Udostępnij (w nowszym Safari najpierw „•••”).
  2. Przewiń listę i wybierz „Do ekranu początkowego”.
  3. Stuknij „Dodaj”.

W innych przeglądarkach na iPhonie ta sama opcja jest w menu Udostępnij.

Więcej o aplikacji