Kowalczyk o Norweżkach: To nie zdarza się w naturze
Aż do soboty Justyna Kowalczyk czekała na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie w Pucharze Świata. - O moich wynikach porozmawiamy dopiero w marcu, mówi w "Przeglądzie Sportowym".

Po wygranych zawodach przedsezonowych w Munio oczekiwała pani więcej na początek zawodów o Puchar Świata. Długo czekaliśmy na pierwszy triumf.
- Racja, Munio rozbudziło apetyty. Tam wydawało się, że wszystko jest jak zawsze, ale nie do końca tak było. Jednak kto wie, może na początku kolejnych sezonów jeszcze dłużej będę musiała czekać na zwycięstwo w zawodach o Puchar Świata. Nie ma co na razie oceniać mojej postawy. Dopiero w Rogli zakończył się wstęp do całego sezonu. Porozmawiamy w marcu o moich wynikach. To będzie dobry czas. Zobaczymy, kiedy było dobrze, kiedy źle, gdzie popełniłam błędy.
Wspomniała pani o "jednej nacji". Okazało się, że Norweżki nie są niezniszczalne i można z nimi wygrywać.
- Wypadek przy pracy...
To już drugi, bo w Davos w sprincie też im nie poszło zbyt dobrze.
- Co mogę powiedzieć? Jasne, że nie miałam zamiaru przegrywać regularnie z dziesięcioma Norweżkami. Charlotte Kalla czy Aino-Kaisa Saarinen też nie. Każda z nas w pewnym momencie była najlepszą biegaczką świata i nie jest możliwe, żeby nagle pojawiało się aż tyle lepszych. To się nie zdarza w naturze. Przecież każda z nas mocno pracowała, nie miała większych kontuzji... Trzeba było po prostu poczekać, Saarinen chyba musi mieć jeszcze więcej czasu ode mnie, ale i ona w tym roku zrobi swoje.
