Kowalczyk wygrała dzięki szatańskim nartom
Justyna Kowalczyk po raz kolejny oczarowała swoją postawą Val di Fiemme. W sobotnim biegu ze startu wspólnego na 10 km klasykiem Polka zrealizowała swój plan w 100 proc.: wygrała wszystkie premie i jako pierwsza minęła linię mety. Mam szatańskie narty, krzyknęła do trenera w trakcie biegu.

- Moim celem było wygrywanie bonifikat sekundowych, a na finiszu miałam zobaczyć jak będę się czuła. Miałam dzisiaj świetnie posmarowane narty. Tak więc, gdy na drugiej premii zorientowałam się, że mam 3-4 sekundową przewagę postanowiłam, że nie będę czekać na Marit Bjoergen tylko pobiegnę ile sił, a jeżeli mnie dogoni, to najwyżej będziemy finiszować razem. To jej się jednak nie udało, dzięki czemu mogłam dobiec sama do mety, powiedziała po biegu uśmiechnięta Justyna Kowalczyk.
Oprócz znakomitej dyspozycji na podbiegach w sobotę podopieczna Aleksandra Wierietielnego błyszczała również na zjazdach.
- Przed sezonem dużo czasu poświęciłam trenowaniu zjazdów. Czasem pokonywanie ich wychodzi mi lepiej, czasem gorzej, skromnie wyjaśniła biegaczka z Kasiny Wielkiej.
