Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.04.2009 w Odpowiedzi
-
Tatrzańska Łomnica w kwietniu Witam, W ubiegłą sobotę byłem w Tatrzańskiej Łomnicyj jak się komuś chce czytać to moje wrażenia poniżej: Wyjazd 5:00 z Katowic (A4, Zakopianka, Bukowina, Łysa Polana) i o 8:15 byliśmy już na parkingu pod kasami. Pogoda nam dopisała już od samego rana. Mijając Kraków ok. godz. 6: 00 było już 9 stopni. Pogoda i towarzyszące nam widoki po drodze zapowiadały, że będzie to udany wyjazd. http://www.skionline.pl/forum/picture.php?albumid=81&pictureid=720 Kolejka miała ruszyć o 8:30, ale jak przyjechaliśmy pod dolną stację to wagoniki już jeździły. Było sporo aut, więc chyba dlatego ruszyła wcześniej. Parking nieduży już był pełny, na szczęście udało nam się jakoś zmieścić. W odróżnieniu od wielu polskich stacji narciarskich, parking pod samymi kasami bezpłatny:). Kolejki do kasy i do wagonika niewielkie, właściwie ich nie było. Domyślam się, że to przez ceny, bo całodzienny karnet to wydatek 27euro. Z drugiej strony to jest chyba nadal taniej niż w Alpach. Wiem, że tras mniej i wagoniki może trochę ciaśniejsze, ale bliżej i jak na jeden dzień, to jest gdzie pojeździć, a widoki są naprawdę niesamowite. Szkoda tylko, że karnet narciarski nie obejmuje wjazdu na Lomnicki Stit (2634 m n.p.m.). http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=741 Jeśli ktoś miałby ochotę podziwiać widoki z takiej wysokości, to musi kupić dodatkowy bilet (20 euro) i zostawić narty. Oczywiście są odpowiednie zamykane stojaki. My niestety nie skorzystaliśmy, ale od osób, które zjechały z góry usłyszeliśmy, że warto. Zabrało im to jednak 1, 5 godziny. My nastawiliśmy się na jazdę, więc szkoda nam było trochę czasu, no i euro;) Warunki śniegowe na wszystkich trasach były dobre. Dolne odcinki są dośnieżane i chyba tylko dzięki temu była na nich wystarczająca ilość śniegu umożliwiająca zjazd do samego parkingu. Patrząc na nie miałem wrażenie jakby ktoś rozwinął tam specjalny dywan kończący się przy dolnej stacji i parkingu, bo poza trasą już było zielono. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=721Oczywiści im wyżej, tym więcej śniegu. Górne trasy nie są dośnieżane, ale w tym sezonie to nie jest problem, bo warunki pewnie będą jeszcze w majowy weekend. W połowie 2-odcinkowej kolejki wyjeżdżającej na Skalnate Pleso (1751 m n.p.m.) można się przesiąść na nową 4 osobową kanapę, http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=723 która jedzie równolegle do kolejki, ale kończy się na 1357 m n.p.m. i wzdłuż której prowadzą dwie łagodne trasy oznaczone kolorem czerwonym, choć właściwe ich prawidłowe oznaczenie to według mnie kolor niebieski. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=726 http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=725 Jest to oczywiście fragment trasy prowadzącej do samego parkingu. My na początek nie przesiadaliśmy się tylko pojechaliśmy do końca 4 osobowym wagonikiem na Skalnate Pleso (1751m n.p.m.). http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=728 Już z tego miejsca można podziwiać piękne widoki, zarówno pod http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=743 jak i nad nami. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=746 Dla chcących dłużej rokoszować się krajobrazami i słońcem wystawione są leżaki, które przy takiej pogodzie cieszyły się dużym powodzeniem. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=732Jest tu też restauracja i polowy barek. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=739 (Przykładowe ceny napojów w euro: piwo 2, herbata 1,5 cola 0,5l 2) My wjechaliśmy od razu na samą górę na najwyżej położone czarne trasy podobno najtrudniejsze na Słowacji. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=747 Niestety podróż na Lomnicke Sedlo (2190 m n.p.m.) odbywa się starym 2 osobowym krzesłem. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=740 Na szczęście ludzi nie było zbyt wiele i nie musieliśmy długo czekać na wjazd. W miarę upływu czasu ludzi ubywało i kto miał siły i chęci mógł się wyjeździć. Trasa biegnąca wzdłuż krzesełka przypomina mi trochę Gąsienicową, a przy tej temperaturze i muldach potrafi naprawdę wymęczyć http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=738 . Dlatego po pierwszym zjeździe postanowiliśmy zjechać do nowej kanapy i pojeździć na trasach, które miały jeszcze ślady po ratraku i nie wymagały tyle wysiłku. Mała ilość ludzi i duża przepustowość nowej czwórki sprawiła, że można było jeździć na okrągło. Po godzinie 12-tej zjechaliśmy na sam dół do parkingu przebrać się i zregenerować siły przy browarku. Przy takim słońcu polecam zabrać coś na zmianę do przebrania. Parę osób jeżdżących na nartach widziałem w szortach i w koszulkach z krótkim rękawem. Po krótkim odpoczynku wjechaliśmy znowu na Lomnicke Sedlo. Większość narciarzy już leżakowała i bez kolejki jeździliśmy na czarnej trasie, aż do końca, czyli do 16-tej. Oczywiście z krótką przerwą na zrobienie paru fotek, bo naprawdę jest co podziwiać i fotografować. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=745 http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=744 Z czasem muldy na stromych fragmentach zostały rozjeżdżone i jazda wymagała mniejszego wysiłku. http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=81&pictureid=734 Mimo dłuższego dnia o tej porze roku kolejki jeżdżą tylko do 16-tej. Częściowo sami odpowiedzieliśmy sobie, dlaczego nie dłużej. Zjazd do parkingu to spory kawałek (chyba ponad 5km) i w tych warunkach zajął nam trochę. Dodatkowo miejscami trasa jest dosyć wąska, więc my pojechaliśmy poza trasą w grząskim mokrym śniegu. Ja osobiście musiałem zrobić kilka przerw, bo nogi już nie wytrzymywały. Ostatni, dolny odcinek nartostrady poniżej czerwonych tras i nowego krzesła (ok. 2km) jest bardzo płaski i żeby dojechać do przy tak roztopionym śniegu trzeba jechać na wprost najlepiej w pozycji zjazdowej. Na dole byliśmy ok. 16:30. Pakowanie i wyjazd o 17-tej. Droga powrotna to znowu piękne widoki i na szczęście bez utrudnień drogowych. Po 3, 5 godzinach jazdy byliśmy w Katowicach. Ogólnie wyjazd bardzo udany i będzie na pewno powtórzony. Fotki z wyjazdu w galerii, a wkrótce będzie dostępny filmik z wypadu.3 punkty
-
No to i my(ja i cesarska mość) odwiedziliśmy kilka dni temu Grossglockner Resort. W sumie to już koledzy wcześniej ładnie i szczegółowo opisali ten ośrodek. Z tym krzesłem Goldried II to przegięcie bo oprócz tego że na mapkach widnieje jako szóstka to na tablico-mapach rozmieszczonych na stokach również. My natomiast mieszkaliśmy w Kals. Kals to zwykła rolnicza wioska w której widać że do niedawna narty i turystyka związana z nimi była małym dodatkiem do działalności rolniczej, gnojwonik tam jeszcze stanowi centralny punkt zagrody, a zapach kiszonki jest wszechobecny:D. Jeżeli chodzi o atrakcje apres ski to praktycznie nie istnieją, jak dla mnie to element zupełnie nieistotny. Mocną stroną Kals jak na razie są niskie ceny kwater, np. za apartament 4 os usytuowany 100 m od Gondoli Kals i 200 m od krzesła Figolit() zapłaciliśmy 50 euro/doba. Zanim powstała gondola Kals był to zaściankowy ośrodek narciarski zupełnie niewart wielogodzinnej podróży z Polski. Jednak po połączeniu z Martei powstał kompleks narciarski z 110 km tras czyli dokładnie tyle samo co w Bad Kleinkirchheim. Jeżeli miał bym się pokusić o porównanie tych 2 terenów to wyżej stawiam Grossglockner Resort. Nie ma tu co prawda term jak w BKK które notabene moim zdaniem są tam kiepskie i przereklamowane, ale za to mamy ładniejsze trasy. Po wymianie krzesła Goldried na szybką szóstkę(czyli począwszy od sezonu 09/10) komfort jazdy na nartach(krzesłem również) diametralnie się zmieni ponieważ to urządzenie obsługuje znaczną część tras po stronie Matrei. Kilka zdjęć z grossglockner Resort1 punkt
-
2009 Liczyłem,że sam znajdę tu relację któregoś z tuzów dziennikarstwa,w towarzystwie których czekalismy na górze na start,redaktorów Wrońskiego lub Miecugowa,ale skoro redakcja oszczędza na wynagrodzeniu,niech będzie relacja prostego człowieka z prowincji. Trasa w pigułce to start z 2 bramek otwieranych jak na skicrossie,1 km równoległego FISowskiego giganta na ścianie zbliżonej bardzo do Harendy,trasy dwie łącza się w jedną i potem 4 km supergiganta na urozmaiconym profilu,przypominajacym FIS wSzczyrku ,potem znów kilometr giganta-wszystko to z elementami skicrossu,bo na trasie musisz się przepychać z partnerem z równoległego giganta-kto wjedzie pierwszy na odcinek połączony,ten lepszy,i tymi,których dogonisz po drodze.Ja dogoniłem dwóch,pierwszy się usunął,drugi opierał i razem wjechaliśmy dopiero na metę,co spowodowało pewne straty czasowe.Nic dziwnego,że organizatorów poza wpisowym interesowało tylko nasze ubezpieczenie OC-od szkód spowodowanych w domyśle innym uczestnikom wyścigu. Pogoda niestety spłatała figla-2 poprzednie noce zimne,jeszcze o 10 godz. beton,noc zawodów niestety ciepła,wielkie dziury narastały z każdym kolejnym numerem,największe były na końcowym odcinku,gdzie było najbardziej miękko a nogi już czuły 5 km.Nic dziwnego,że na góre transportowano stos dziesięciu toboganów,które nie pozostały bezczynne... Organizacja-normalna ,jeśli myślimy o zawodach z górnej półki-wszystko co do minuty,trasa cała zagrodzona płotem,oglądanie tylko od 7 00 do 8 00, zwożenie ocieplacza w tobie na numer startowy,na mecie stojące party z miejscowymi smakołykami,tłum poprawiaczy trasy,którzy niestety przy kilkunastostopniowym upale niewiele mogli zrobić.Łza się w oku kręci uczestnikom polskich zawodów w egzotycznych miejscach jak Puławy czy Zawoja,gdzie na ostatnich startujących czekały o zmroku wilki,a komisja ciągle liczyła wyniki pierwszej grupy. Tu potrafiono przepuścić 600 zawodników przez trasę 10krotnie dłuższą i po 3 godzinach było po zabawie. W kazdej grupie czołówka to byli zawodnicy,gumy,drugie narty do oglądania, supergigantki na 211 cm,końcówka grup też nie jechała łukami z pługu. W sumie impreza dostarcza tyle adrenaliny,ile cała reszta zawodów w sezonie... Viva Gardenissima!!!1 punkt







