cz.2Czas wreszcie odpocząć i porobić fotki.Dziś przejrzystość powietrza wyjątkowa,więc też widoki nieziemskie! Niestety nie wziąłem ze sobą odpowiedniego aparatu. Od razu wspomnę,że było widać Tatry w pełnej krasie,co nie często się w lecie zdarza,do tego nawet Małą Fatrę! Nie sądziłem,że ten szczyt jest stąd widoczny. Zdjęcia są jakie są...
Jak już było widać,dalej ruszyłem w kierunku Małego Skrzycznego i Malinowskiej Skały.Trasa jest piękna! Non stop widoki na całe pasma Beskidów i Tatr. Do tego niezbyt wymagająca technicznie trasa. Zastanawiałem się czy nie pocisnąć na Baranią,bo ponoć do końca tak fajnie.Ale czas naglił...
Dalej skierowałem się w stronę Salmopolu. Trasa początkowo wydawała się całkiem przyjemna,ale do czasu. Po drodze ostry podjazd,gdzie trzeba było zsiąść z roweru. Ja już byłem mocno wymęczony,więc łatwo nie było. Tam jest jeszcze jakiś szczyt - Malinów - i w końcu można dotrzeć do Białego Krzyża.
Teraz to już sielanka do Wisły,gdzie jeszcze obfity posiłek pod skocznią...
Od tego momentu to już tylko tłuczenie kilometrów po płaskim i walka z czasem - trzeba było po żonkę do roboty jechać.Szło dobrze,ale na koniec złapałem flaka - 3 raz w ciągu może tygodnia! Pech jakiś. Na szczęście wszystko mam co trzeba i szybo się z tym uporałem. Po Dżonkę zdążyłem co do minuty! Dzień bardzo udany,ale dzisiejsze widoki na długo zapadną mi w pamięci...Na koniec jeszcze liczby:- dzisiejszy dystans to 132 km.- przewyższenie nieco ponad 1800 m.Pozdrawiam,Johnny