Snując się po Budapeszcie - dzień czwarty
W dniu dzisiejszym mamy luz... Widzieliśmy już wszystko, co zaplanowaliśmy
Myśleliśmy, by pójść na termy, ale jakoś ochoty nie było na moczenie się w wodzie...planowaliśmy Labirynt tutaj polecany nam - popatrzyliśmy na zdjęcia w necie i stwierdziliśmy, że nie. Opanowało nas lenistwo.
Wyszliśmy dzisiaj na miasto po prostu zrobić sobie rajd po knajpach i planowaliśmy jedynie wypoczynek na ławce z książką w ręku. Ostatnia, dziesiąta część Wojen Wikingów została w całości przeczytana przeze mnie na Węgrzech.
Generalnie wyszedł nam fajny dzień pełen luzu i dobrych dań.
Na pieszo w sumie i tak zrobiliśmy ponad 13 kilometrów... Paula stwierdziła, że ona by umarła jakby każdy nasz dzień miał być taki leniwy 😮 Ona potrzebuje planu, celu, ruchu 😮 WOW!
Chyba się starzeję?
Pierwsza z restauracji, którą odwiedziliśmy... było pyszne, madziarskie Gnoczi.
Później postanowiliśmy jeszcze raz za dnia zwiedzić Stare Miasto.
Zaczęliśmy od murów i oręża...
Były różnego rodzaju działa - mi się spodobały najbardziej moździerze
Piękne muzeum ukryte gdzieś w bramie...
Kawka z widokiem na św. Mateusza Wyborna!
I tutaj byłoby wszystko ok gdyby nie zwyczaj, że w kawiarniach pali się tu papierosy. Zamiast do kawy zjeść ciastko uciekliśmy szybko z kawiarni - nie lubimy smrodu papierosowego. Ruscy turyści, którzy nas obsiedli dookoła jak jeden mąż wszyscy wyjęli fajki i zaczęli na nas dymić.
O nie, nie - dziękujemy za takie towarzystwo.
Natomiast konnych? Lubię!
Kolejna warta polecenia miejscówka - piwko, pycha!
Alternatywy 4 i Anioł?
Przespacerowaliśmy trochę tą część starego wzgórza...
...i stwierdziliśmy, że wieczorem gdy wszystko jest podświetlone - znacznie jest tu ładniej.
Kolejna atrakcja Budapesztu:
Nie jechaliśmy!
My jednak wolimy wyciągi narciarskie niż takie...
Kolejne piwko i pizza Diavola we włoskiej restauracji w pobliżu Bazyliki św. Stefana - po drugiej stronie!
Pyszne i piwko, i pizza. Jedna na pół dla nas była w sam raz.
Potem było czytanie w pobliżu wczoraj odwiedzonej fontanny
Gdy się książka skończyła przeszliśmy na stronę Buda.
Jak widać ruch na Dunaju duży. Statki niemieckie...aż z Bawarii 😮
Ale nie tylko - imponujący hotel na wodzie na zdjęciu poniżej:
I znowu znaleźliśmy się na Starym Mieście.
Żygacze?
Obiad zjedliśmy w knajpie polecanej przez @Bumer.
Wieprzowina ze świnek pędzonych jedynie na żołędziach - rewelacja!
Cena dania niestety też nie mała - warto było jednak spróbować. Dzięki Andrzej!
Powoli kończymy naszą przygodę ze stolicą Węgier.
Dzisiaj jeszcze wieczorem romantyczna kolacja we dwoje i wyrywamy się z cywilizacji - wracamy do domu.
Oczywiście po drodze planujemy jeszcze jakieś zwiedzanie - ale o tym napiszę już z domu.
Pozdrawiam serdecznie!
marboru
Ale mina