Narty - skionline.pl
Jump to content

marboru

Registered VIP Users
  • Content Count

    5,662
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    479

marboru last won the day on August 19

marboru had the most liked content!

Community Reputation

17,673 Excellent

1 Follower

About marboru

  • Rank
    Weteran
  • Birthday 04/22/1975

Personal Information

  • Imię
    Mariusz
  • Miejscowość
    Radom
  • About me
    Amator narciarstwa

Ski equipment

  • Narty marka
    Salomon X-Race SL 165, Stockli Laser GS 180
  • Buty marka
    Salomon X-Max 120
  • Gogle
    Kask firmy Kask

Skills

  • Styl jazdy
    ...na dwóch nogach...czasami na jednej...
  • Poziom umiejętności
    1

Recent Profile Visitors

31,618 profile views
  1. Na szosie jest inaczej. Tu mam wrażenie, że znaczenie ma wszystko - obręcz, szerokość opony (te poniżej 25 wydają się być najmniej odporne). Precyzja w ułożeniu opony do obręczy ma kolosalne znaczenie, a tu wszystko małe, wąskie - o błąd i niedokładność nietrudno. Obręcze karbonowe nie są delikatne - są bardzo wytrzymałe ale niestety nie są odporne na uderzenia, czy wyszczerbienia itd. Trzeba być delikatnym, przy operowaniu przy nich, zwłaszcza przy zdejmowaniu opon, wymianie dętki itd. No, a cena jednej obręczy? Często potrafi przekroczyć 5000 złotych Pogoń za lekkością w rowerach szosowych kosztuje... W weekend wstępnie planujemy kajaki na Wiśle ale jeszcze nie wiem, czy to wypali? Jak nie wypali, to się odezwę - może zrobimy tą Warkę? Szczerze, to kusi mnie Góra Kawiarnia, w Górze Kalwarii No ale to dla nas dystans ok 180 km i wyprawa na cały dzień - nie wiem, czy się uda? Jesteśmy w kontakcie jakby co.
  2. Tego typu pomiary podawane są w różny sposób. Ja piszę na podstawie mojego urządzenia, które ma specjalną funkcję (winget - to chyba fachowe nazewnictwo?) do tego typu pomiaru. W trakcie podjeżdżania pokazuje mi, to w czasie rzeczywistym (trzeba się do netu podłączyć). Komputer rowerowy Garmin 830. Pomiar wskazywany jest uśredniony na 500 metrach. Na ekranie, wygląda, to mniej więcej tak: Oczywiście ekran można sobie spersonalizować. Na ile jest to dokładne? Nigdy nie zgłębiałem tematu.
  3. @tanova jesień, polska złota jesień i szosa...to już niebawem przed nami. Uwielbiam tą porę roku na dwóch kółkach! Dzięki Magda Za Wisłę musimy dalej wyjechać - Lubelszczyzna jest piękna Kajaki na przełomie Wisły? Mam nadzieję, że niebawem pokażę jakąś relację i przekonam Cię, że Królowa Polskich Rzek, to prawdziwa Królowa Pozdrawiam serdecznie!
  4. @lski@interia.pl Michał w weekend eksplorował te tereny. Wysłał kilka fot do mnie. Świetnie tam Zielono... Jest co zwiedzać Pusto... Jest gdzie się napić No i dwujęzyczny klimat...
  5. Ja i Paula jeździmy na oponach 28. Paula ma bezdętki zalane mlekiem, u mnie tradycyjna dętka. Opony dobrej jakości, wzmacniane. Po szutrach, kamieniach, koci łbach również jeździmy i mimo tego typu defekty mieliśmy sporadycznie. Pierwszy przypadek - obydwoje guma gdy wjechaliśmy na jakieś rozbite butelki (jeszcze na rowerze MTB i Crossowym). Paula na Fitnessie i ja na swoim starym Fitnessie (również opony bez tradycyjnej dętki) - zero gum. W Specu - guma i w sumie na własne życzenie. Wyraźnie słysząc, że coś się wbiło w oponę jechałem tak z 5 kilometrów... wbite szkło z każdym obrotem koła wchodziło coraz głębiej... w taki sposób aż do przyszczypania Gdybym zareagował i wyciągnął szkło, to tej gumy też by nie było. Podstawa również - sprawdzenie i dopompowanie kół przed jazdą. To, w naszym domu mój miły nawyk, obowiązek - 7mka w każdym kole. To kwestia przyzwyczajenia i doświadczeń. Często bywa, że wymieniona dętka w "polu", na tym samym wyjeździe, ponownie się przebija... Dlaczego? (opinie i opowieści moich kumpli, wyczytane w necie). Zazwyczaj dlatego, że usunięcie takiego defektu często jest niedokładne. Robione na szybkości, w złych warunkach - powoduje kolejny defekt... Sama wymiana dętki, to nic trudnego - spasowanie opony do obręczy po wymianie dętki - to najczęściej przyczyna kolejnego defektu. W "polu" rzadko jesteśmy precyzyjni. Częste przyszczypanie dętki, złe ułożenie opony z obręczą... Często w takich warunkach dochodzi również do uszkodzenia opony. A jak ma się karbonowe obręcze...to jeszcze inna bajka... Tu precyzja, finezja i delikatność jest mocno wskazana. Uszkodzić łyżką, to potem płacz i duże koszty... No ale każdy ma swoją rowerową filozofię Ja to szanuję. Da się dużo chodzić...ale grozi, to wywinięciem "orła" No i jak się dużo chodzi, to trzeba bloki co kilka miesięcy wymieniać. Wolałbym już zdjąć skarpetki i na bosaka szorować. Lubię z gołymi stopami pochodzić czasami Zdrowe to Tylko trzeba na szkło uważać Dzięki @cyniczny
  6. @tanova wkręcona w kajaki Dzięki za fajną relację. Drawa była dwa lata temu jednym z rozważanych, wakacyjnych celów - wygrała Puszcza Borecka ze względu na odległość podróżowania. Fajnie tam - kiedyś z pewnością się wybierzemy.
  7. @cyniczny kolejny super fajny wypad rowerowy! Dzięki za relację W życiu tyle najeździłem kilometrów, a gum w sumie, razem z Paulą złapałem trzy...na 6 lat jazdy... ODPUKAĆ!!! Akysz, by nie zapeszyć!!! Dlatego też nigdy nie wozimy ani zapasu, ani łatek. Zawsze gdzieś w odwodzie wóz serwisowy... Wam się one dosyć często przytrafiają. Pytanie, czy to nie jest przypadkiem wina opon? Popatrzcie na to co macie na obręczach - może warto zainwestować w ich wymianę? Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Kumpla Cyklistę!
  8. Wycieczka rowerowa do Kazimierza Dolnego nad Wisłą Miejscowość, cel kolejnej naszej rowerowej wyprawy jest powszechnie znana. Nie tylko z historii, zabytków i pięknego rynku ale również z nart Przecież w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą znajduje się moja "codzienna" narciarska górka Relacji, tu na forum, z nart w KDnW jest tu przecież cała masa Dzisiaj, w tą piękną, słoneczną niedzielę, postanowiliśmy z Paulą zrobić sobie wycieczkę rowerową za Wisłę właśnie, w lubelskie! Łącznie udało się nakręcić 151 kilometrów, przepłynąć dwoma różnymi promami Wisłę oraz zjeść świetne, włoskie jedzenie na obiad. Mapka: Z domu ruszyliśmy po śniadaniu i kawie ok godziny 10siątej. Kierunek: Kazanów, Lucimia, Janowiec - fajne asfalty, po drodze pyszne jeżyny w lesie, a sama trasa niezwykle malownicza pośród pól i mazowieckich klimatów. Pierwsze zdjęcia, tuż przy ujściu Zwolenianki i obszaru chronionego - przy pięknym, drewnianym młynie Czysta woda, taras i pokoje do wynajęcia... może kiedyś się skusimy - bo miejsce naprawdę z niezwykłą atmosferą. Drewniany taras, leżaki i w zasięgu roweru wiele ciekawych miejsc: ujście Iłżanki, Solec nad Wisłą, Janowiec, Kazimierz i Nałęczów. Świetna baza na rowery, kajaki, ryby... marboru: Tuż za młynem, w kierunku Lucimi mamy fajny 500 metrowy podjazd - pokazuje się przez moment 11% na Garminie 😮 Kilka minut i jesteśmy w Janowcu. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zrobili jakiegoś zdjęcia z zamkiem Z drugiej strony widok na tutejszy, zabytkowy kościół: Mijamy miasteczko i kierujemy się w stronę promu. Ten akurat jest po drugiej stronie, więc znowu z nudów - zdjęcia Paula ze statkiem pirackim... Cierpliwy kolarz... No i mamy nasz środek lokomocji Koszt promu, to 6 złotych od osoby (za rower opłat nie pobiera się). Ludzi na pływadełku niewiele. Trzy samochody i dwoje rowerzystów Przez chwilkę można pokontemplować Królową Polskich Rzek. Mostek kapitański: Pamiętacie taki wakacyjny serial dla młodzieży sprzed lat "Szaleństwa Majki Skowron"? Poniższy obraz właśnie ten film mi przypomniał... ...kilka chwil zadumy i wspomnienia przychodzą tak łatwo. Wysiadam jako ostatni Nawet chciałem zawrócić Tak mi się spodobało, że "na poczekaniu" wymyśliłem, że wrócimy też promem, tylko innym - z drugiej strony Kazimierza. Dla chcących powtórzyć nasz wyczyn rada: w stronę Kazimierza kierujcie się drogą na wale, pod wałem droga, to bruk - nas wytelepało dosyć mocno z 7mką w oponach. Kilka chwil i docieramy na rynek w Kazimierzu Jak w każdą niedzielę - tłumy i poruszanie się po rynku i okolicach - w butach, prowadząc rowery. Paula, a za nią jakaś czarownica? Pokręciliśmy się to tu, to tam... ...i wylądowaliśmy we włoskiej restauracji mającej bardzo przyjemny ogródek na zielonej trawce Jedzonko niedrogie i bardzo smaczne. Najedzeni i pełni wigoru postanowiliśmy szybko uciekać z tego turystycznego miejsca pełnego straganów, cukrowej waty, lodów i wszelakiej maści kuglarzy, cyganek i innych czarodziejek. Minęliśmy ośrodek narciarski i tuż za rondem i wyborem kierunku na Puławy skręcamy w lewo, do następnego promu. Ponownie, po 6 złotych od "twarzy" i płyniemy dosyć osamotnieni... ...trochę drogawo ta impreza, ale warto! Promy na Wiśle mają swój klimat i polecam każdemu skorzystanie gdy będzie w okolicy Kolejne skojarzenie z poniższym widokiem? Tym razem film "Rejs"... - Panie Kazimierzu klucze... - Kluczbork? … Kajaki! Koniecznie musimy dotknąć w tym roku Wisłę wiosłami. Jest piękna! Tuż po opuszczeniu naszego statku mamy podjazd. 11% i kolejny dobry kilometr porządnej górki - spójrzcie na wykres z mapki - ok 80 kilometra. Przed Janowcem uzupełniamy bidony i fundujemy sobie deser w postaci pysznych lodów. Pełni energii kręcimy pozostałe do domu 50 kilometrów. Niedziela mija nam niezwykle szybko i świetnie. Jesteśmy bardzo zadowoleni z kolejnej wycieczki rowerowej Paula dzisiaj przekręciła na liczniku 3000 km w sezonie. Marboru przekręcił dzisiaj 5000 km w sezonie. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  9. Tour de Święty Krzyż - świętokrzyski klasyk szosą Długo w domu nie usiedziałem. Po rozruszaniu mięśni, po płaskim we wtorek (54 km), po powrocie z czterodniówki szosowej na południu Polski - ponownie wizyta z szosą w górach. Tym razem Góry Świętokrzyskie wraz z Paulą Świętokrzyski klasyk, to trasa wokół Łysej Góry i Świętego Krzyża oraz Łysicy. Dzisiaj trochę zaspaliśmy...do 10 zdrowy sen 😮 Po pysznym śniadaniu szyba decyzja - pakuję rowery do Corolli i w drogę. Było trochę obaw, czy dwie szosy zmieszczą się, jedna na drugiej, do środka auta - okazały się niesłuszne. Po zdjęciu przednich kół, bez problemu się mieścimy. Jedyne co, trzeba było pomiędzy rowery włożyć miękki i gruby koc. Parkujemy w Nowej Słupi i po szybkim złożeniu bików - ruszamy w drogę. Kierunek jaki obraliśmy, to Nowa Słupia - Bodzentyn - Święta Katarzyna - Kakonin - Święty Krzyż - Nowa Słupia, łącznie prawie 62 km. Nasz cel widoczny z początku naszej wycieczki: Pierwszy odcinek, na rozgrzewkę, do Bodzentyna - z górki i płasko. W samym miasteczku, na początku, fajny podjazd po bruku w stronę zamku - jest krótko, ale bystro. Garmin wskazuje nawet 11%. Docieramy na Zamek Oczywiście jedno zdjęcie w tym miejscu, to mało Paula: marboru: Odwiedzamy śliczny ryneczek w Bodzentynie Ruszamy w stronę Świętej Katarzyny - podjazd. Kilka kilometrów z nachyleniem max 7% (przez chwilkę). Mijamy stok narciarski Baba Jaga, wjeżdżamy do odcinak leśnego - Świętokrzyski Park Narodowy - krótki, fajny zjazd, po czym łagodnie trasa wznosi się w kierunku miasteczka. Zatrzymujemy się przy tutejszym Klasztorze Benedyktynek. Foto Podjeżdżamy dalej. Po prawej mijamy stok narciarski w Krajnie, na wzniesieniu odbijamy na Krajno 2. Stąd piękna panorama w stronę Kielc z wyraźnie widocznym, kieleckim Telegrafem. Pięknie Teraz mamy świetny zjazd Kierujemy się w stronę Kakonina. Z tej wioski można podejść (dłuższa droga) na Łysicę. Zatrzymujemy się w klimatycznym miejscu, przy początku szlaku. Paula i jej Koleżanka z bliska Stodoła W tym miejscu, znajduje się również bar. Można zjeść tu coś ciepłego, kupić coś do picia. Serwują tu pyszną szarlotkę. My po chwili odpoczynku i po przerwie ruszamy dalej. Teraz przed nami istne interwały. Po długim zjeździe, do głównej drogi, zaczynamy podjazd w stronę głównego celu naszej wyprawy. Na początek mamy krótką ściankę podjazdu w Bielinach 19% (jakieś 100 metrów) po czym mozolnie wspinamy się do góry. Kolejna krótka, 200 metrowa ścianka 14%, po czym zaczyna się odcinek interwałowy. Zjazd, podjazd, zjazd, podjazd. Docieramy do głównej drogi prowadzącej na Święty Krzyż. Teraz mamy już tylko pod górę. Od szlabanu i oznaczeń Świętokrzyskiego Parku Narodowego na sam szczyt jest podjazd ok 7% i długości ok 2 kilometrów. Zaczyna się próba dla Pauliny. Jedzie dzielnie trzymając moje koło, jestem pozytywnie zaskoczony tym jak sobie radzi. Z upływającymi metrami zaczynam słyszeć, że ktoś dyszy za plecami Mimo wszystko, daje radę Dziewczyna! Pod koniec, przy samym szczycie zaczyna się wypłaszczać do 5% - tu już zmieniam przerzutki na cięższe i wyraźnie zostawiam Partnerkę Zaprawa po górach jest W każdym bądź razie jestem dumny z Pauli - świetnie, to wyjechała! W sumie, to jej rekordowy pod względem przewyższenia podjazd. Docieramy do celu. Ponieważ jest święto, to turystów mijamy sporo. Trzeba uważać, zsiadamy więc z rowerów i również zwiedzamy. Robimy pamiątkowe zdjęcie na górze. Mimo, że jest błękitne niebo, to mamy już chłodno. Kręcimy się krótko. Piękna panorama Inskrypcja przy wejściu do świątyni: I powoli zbieramy w drogę powrotną. Nowa Słupia, to miasto partnerskie Budapesztu. I pewnie dlatego też posąg tego Pana... a może jest jakiś inny powód? Ktoś zna? Jeszcze pamiątkowe zdjęcie z wieżą telewizyjną... ...i z bliska: Jedziemy w dół. Ze względu na duży ruch na drodze uważamy, by nikogo nie rozjechać. Pełna koncentracja, a dłonie na manetkach hamulcy. Po leśnym odcinku zjazdu docieramy w okolice parkingów gdzie znajduje się karczma. Jemy pyszny schabowy z kapustą i ziemniaczkami opiekanymi. Siedzimy na zewnątrz, słońce zaszło i zrobiło się chłodno - dalsza część zjazdu jest szybka (szeroki, dobry asfalt, pełna widoczność). To wisienka na torcie takie rowerowanie w dół. Docieramy kolejny raz do drogi głównej - świetną sprawą jest to, że przy szosie wydzielona jest po obydwóch stronach ścieżka rowerowa. Jedzie się komfortowo i bezpiecznie. W drodze do Nowej Słupi mamy jeszcze jeden podjazd maksymalnie 7% i potem już do samego auta ponownie, przyjemny zjazd. Kończymy naszą kolejną przygodę bardzo zadowoleni. Polecamy każdemu zabranie roweru w Góry Świętokrzyskie i przejechanie naszego śladu. Pozdrawiamy marboru i Paula
  10. Bardziej wygląd a nie forma... Mój wjazd na Przehybę trwał ok 50 minut... najlepsi wyjeżdżają to w 20 minut 😮 Za pochwałę stylówki - dzięki Jest plan z Michałem pojechać w stronę Beskidu Niskiego... ...tamtejsze tereny bardzo mnie pociągają. Również z uwagi na małą ilość turystów, mniejszość narodową Łemków. Chciałbym coś zjeść regionalnego i zobaczyć dokładnie kilka drewnianych Cerkwii... Odezwę się gdy będę planował kolejny wyjazd w tamte strony. To ja dziękuję Góry trzeba sobie dawkować. Dobra forma na płaskim nie oznacza formy na podjazdach. Jak się marzy o Stelvio...i innych przełęczach, wjazdach alpejskich - to trzeba zacząć od mniejszych wyzwań. Bardzo fajne miejsce Widoczki - miód. Trasy dla kolarzy w każdą stronę z przełęczy świetne! Pozdrawiam serdecznie!
  11. Przehyba 1150 m npm - trzeci najtrudniejszy podjazd szosowy w Polsce Cóż? Mój Przyjaciel Michał na tej Górze był dziesiątki razy - gdyby, w czasie odwiedzin u niego, nie było jej na liście naszych wyjazdów, to wyjazd byłby niepełny. Na szczęście udało się zrealizować plan. Nie bez przyczyny Przehyba jest zaliczana w trójce najwyższych i najtrudniejszych podjazdów szosowych w Polsce. Ponad 7 kilometrów i zero przepłaszczeń… Średnio na całej długości podjazdu ok 11-12%. Miejsca ze wskazaniem 8%...to chwile oddechu... Kilka ścianek powyżej 15% - wąska droga, która trzyma wznios na całej długości. Góra, którą z tego powodu razem z Michałem nazwaliśmy, trochę nieładnie, "Locha". Wjazd na "Lochę" miał być przeze mnie wykonany bez chwili odpoczynku, na raz - bez schodzenia z roweru na odcinku: Gaboń - Szczyt. Czy się udało? Tak - udało się! Mapa - zwróćcie uwagę na tętno i kadencję... była walka! Odcinek Gaboń do "szlabanu" jest dosyć łagodny - max 6%. Później droga się zwęża, pogarsza i jest nie mniej niż 7%. Podjazd jest typową wytrzymałościówką. Kto nie jest odporny na maksymalny wysiłek trwający ok 50 minut (tyle mi zajął wjazd), to raczej nie wyjedzie tej Góry "na raz". Jak się raz zatrzyma - będzie trudno wsiąść, wpiąć się w pedała i ruszyć. Góra jest harda! Coś co najbardziej mi przeszkadzało w jeździe? Temperatura +30 i odcinki nasłonecznione...a jeszcze bardziej stado z 200 much, które uparcie mi towarzyszyły do końca podjazdu. Naprawdę ciężko oganiać się od tego towarzystwa jak kręci się 16% podjazdu. Siadały wszędzie...na rękach, nogach, a potem jak strąciłem sobie okulary z nosa odganiając się od nich (Michał mi je podjął z drogi) na oczach - masakra! Pot lał się ze mnie strumieniami ale dałem radę! Satysfakcja z osiągnięcia celu - bezcenna! Wielu piechurów biło nam brawa w trakcie pokonywania przeszkody 😮 To było bardzo miłe! Wieża na Przehybie: Tutejszy kościółek, w którym co niedziela odprawiana jest msza: Schronisko: Widok w stronę Tatr niestety trafił nam się słaby... Na szczycie Cola i naleśniki z owocami Radość, radość, radość! Czemu Garmin zaniża wysokość? Michał mi tłumaczył, że są w nim dwie wysokości: baryczna i GPS... nie za bardzo kumam o co chodzi - ktoś wytłumaczy? TDP i jego podjazdy: Harnaś i Gliczarów moim zdaniem są o wiele łatwiejsze niż cel, który sobie wyznaczyłem na koniec tego wyjazdu - Przehybę. Na obydwóch tych podjazdach z wyścigu - trudnością są bardzo krótkie ścianki powyżej 25% (rożne źródła, różnie podają - punktowy wznios) - mój Garmin na obydwóch (mierzy to na odległości 500 m) ani razu nie wskazał wyniku większego niż 18%. Zjazd z Przehyby niezwykle niebezpieczny z uwagi na małą szerokość drogi i kiepski miejscami asfalt oraz turystów. Starałem się go zjechać (do szlabanu) nie przekraczając 40 km/h. Podsumowując - bardzo udana czterodniówka w polskich górach i na polskich górkach z rowerem szosowym. Miejsca jakie odwiedziłem - piękne, mało uczęszczane i potrafią zachwycić. Ile jest jeszcze, jeszcze ładniejszych? - z opowieści Michała wynika, że cała masa! Dlatego też, pewnie niedługo wrócę w te strony! Kiedy? Zobaczymy. Dane wyjazdu: Kilometraż łącznie: 321,88 km. Włączny wznios: 4790 m. Pozdrawiam serdecznie marboru
  12. 131 kilometrów po Beskidzie Wyspowym Niedziela również zaczyna się leniwie kawą i pysznym śniadaniem. Krótka narada i wybieramy kierunek podróży - Beskid Wyspowy. Jeszcze dosyć mało znane miejsca wśród turystów miały dostarczyć nam pustych asfaltów i klimatycznych krajobrazów. Chcieliśmy się wczuć w tutejsze wioski i zrobić sporo mało uczęszczanych dróg, które jak słyszeliśmy są tu świetne. Jak wyglądała na mapie ta podróż? Proszę: Jak widać było sporo podjazdów i sporo świetnych zjazdów. Na całej trasie jeden ok 30 kilometrowy fragment uczęszczanej drogi z Krościenka przez Kamienicę do Pcimia. Zaczęliśmy w Starym Sączu kierując się w stronę Velo Dunajec. Foto na tle ołtarza papieskiego: Po kilku kilometrach rozgrzewki docieramy nad Dunajec. Piękna rzeka z brązową wodą po sobotnich opadach deszczu: Kierujemy się drogą w stronę miejscowości Młyńczyska. Ok 30 kilometrów łagodnego podjazdu, średnio ok 2% z końcówką 12%. Docieramy na drogę Zalesie-Stara Wieś. Tutaj mamy malowniczy widok Michał, rowerki i przydrożna kapliczka: Kierujemy się na przełęcz w stronę Starej Wsi. Zaliczamy wysokość ponad 811 metrów Ciekawe dlaczego Garmin wskazał inaczej? Widok z Przełęczy pod Ostrą w stronę kierunku z jakiego przyjechaliśmy: Zaliczamy świetny zjazd w stronę Limanowej! WOW - adrenalina jest świetna. Droga szeroka, bezpieczna, praktycznie bez aut. Wisienką na torcie długiego podjazdu jest "rura w dół". W Limanowej jemy w przydrożnej Karczmie obiad i jedziemy dalej - przedzieramy się w stronę Mogielicy i przełęczy Rydza-Śmigłego. Zaraz po kilkuset metrach zjazdu, skręcamy na rondzie w lewo i rozpoczynamy krótki ale bardzo bystry podjazd 14%. Po osiągnięciu szczytu dostrzegamy cel naszej podróży - Mogielicę najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego, jeden z 28 wierzchołków zaliczanych do Korony Gór Polskich. Przedzieramy się pustymi, lokalnymi drogami - widoki piękne Po kolejnym krótkim zjeździe zaczynamy dość wymagający, miejscami 12% podjazd pod ww przełęcz. Ostatni fragment płaskiego odcinka: Polska wersja krów od Milki: Końcówka, to ok 2 kilometrowy odcinek 10%. Dookoła pięknie! Po chwili jesteśmy u celu! Razem z Michałem: Kolejny świetny zjazd do Jurkowa! Tutaj uzupełnienie bidonów i przerwa na lody. Krótki, bystry podjazd...i skręcamy w kierunku miejscowości Łętowe gdzie zjazd jest po prostu czymś niesamowitym - pełna widoczność trasy i osiągnięta maksymalna prędkość na rowerze w moim życiu sięgająca blisko 76 km/h. Ostatni widok w stronę Mogielicy: Nasza droga: Docieramy do drogi 968 i kierujemy się na Przełęcz Przysłop-Gorce, która znajduje się na wysokości 750 m npm. Po drodze trasa i wyciąg narciarski w Lubomierzu...kilka razy planowałem tam dotrzeć z deskami i jak na razie się nie udało Z daleka, w lato - wygląda zacnie Jesteśmy na przełęczy - tutaj szereg mapek ze szlakami, po których chodził Jan Paweł II: Widok w stronę Gorców z przełęczy - pięknie! Ze szczytu przełęczy na sam dół, do miejscowości Zabrzeż 20 kilometrowy zjazd gdzie biję swój rekord życiowy prędkości 😮 Ten odcinek pokonuję w 30 minut - WOW!!! Średnia 40 km/h. Wjeżdżamy na Velo Dunajec... ...na którym znajduje się fajna ścianka do podjazdu 19% Kończymy dzień dystansem 131 kilometrów i sumą podjazdów 1565 metrów. Bardzo fajny i udany dzień szosowy! W drodze powrotnej już rozmawiamy o kolejnym wyzwaniu dla mnie. Codziennej Górze Michała - Przehybie! Ją zostawiamy sobie na poniedziałek. CDN
  13. "Rywalizacje" nie są komiczne. Wiele jest bardzo fajnych. Dlaczego? Bo mają wątek społeczny. Z tego powodu Endomondo jest świetne! U mnie w Firmie udało się przeforsować rywalizację dla wszystkich Pracowników z bardzo słuszną ideą - każdy kilometr pokonany przez pracownika, to 1 złotówka dla dzieciaków i dwóch fundacji (w tym "Mam Marzenie") - dzięki temu, ludzie ruszyli uprawiać sport, a fundacja dostała kupę kasy, bo prawie 400 000 złotych. Podobnych inicjatyw na Endo jest dużo - Strava, to typowa aplikacja nastawiona jedynie na zysk i klientów premium, generalnie jest ona stworzona głównie dla triatlonistów, kolarzy. Kalorie w Endomondo są takie same jak w Garmin Conekt - dane są identyczne. Kalorie liczone po mierzeniu aktywności tylko przez Endomondo - faktycznie są zawyżone Co moim zdaniem również zachęca do zwiększenia aktywności
  14. Adam, jak byś się dobrze przyjrzał, to byś się kapnął, że dane z Endomondo są danymi z Garmina Garmin Conekt bezpośrednio po treningu ładuje mi dane do Endomondo i do Stravy. Za Stravą nie przepadam - wolę Endomondo. Dlaczego? Bo w Endomondo mam historię treningów z 6 lat (różne aktywności). A Strava? Ma segmenty i to wszystko - to mnie nie kręci. Cyfry są dobre dla matematycznych kolarzy...ja się zaliczam do tych romantycznych A tak naprawdę - najbardziej szczegółowe, dokładne dane treningowe są w Garmin Conekt, w którym też są segmenty. Pozdrowienia
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...