Witam,
przedstawię moje przemyślenia po tygodniu na SON-e, jako że młody narciarz jestem , niestety tylko duchem. Cóż, zachęcony przez moich kolegów wychwalający stary SON z orczykami zjawiliśmy się z rodzinką w tem kultowym miejscu. Miejsce urocze, trasy bardzo zróżnicowane i wymagające, extra, bajka niestety się skończyła bardzo szybko. Przez tydzień dostępnych było 8 tras (w lutym) bodajże z 20, w międzyczasie dwie czerwone wyłączone z powodu naśnieżania jedna na dwa, druga na trzy dni, ludzi od groma. Jeżeli ktoś mówi że w Białce jest dużo ludzi to się myli, bo pod kanapami na Solisku było tyle samo jak nie więcej. Po 6 dniach moje nowe narty na ślizgach mają relify jakie można zobaczyć na wewnętrznych ścianach piramid egipskich. Po czem dnia siódmego "zaliczyłem" BSA, a tam o dziwo, dało się naśnieżyć i przygotować trasy, NIESAMOWITE!!!. Byłem wy tym roku i w Białce i w Szyczyrku, i tak sobie myślę, że SON jeszcze musi jeszcze dużo, dużo popracować aby obsłużyć tą ilość narciarzy którą jest w stanie wywieść na Małe Skrzyczne, a podobno w tym roku postawią jeszcze jedno krzesło. Tego tygodnia pobytu oczywiście nie zaliczam do straconych, ćwiczyć można wszędzie, tyle że w wypoczynkiem nie ma to wiele wspólnego, to samo tyczy wszelkich usług około narciarskich - miejsc noclegowych restauracyjnych i innych. Szczyrk to niestety jeszcze PRL.
Pozdrawiam wszystkich,
WB