Narty - skionline.pl
Jump to content

Zibi28

Members
  • Content Count

    289
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

225 Excellent

About Zibi28

  • Rank
    Średnio zaawansowany

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Przy jakiej przepustowości wyciągu, góra staje się lunaparkiem? Czy siermiężne orczyki też mogą czynić górę lunaparkiem? A tak na poważnie, trochę mnie mierzi jak "prawdziwi" narciarze mówią(piszą), że orczyk eliminuje "sieczkę" z góry. Bo ponoć taki trudny.
  2. Chyba dwa dni temu pokazywałem szybownikom zmianę w pogodzie przy chyba trzygodzinnym jej odświeżeniu. Czasami tak na niebie bywa. Są układy bardziej przewidywalne i te mniej. To co zaprezentowałeś to jest szacunkowe przejście frontu atmosferycznego, tak mogę się domyślać po skoku temperatury. Moje robaczki liczą pogodę do piątku, więc jeszcze nie wiem co wymyślą na weekend. Ale zakładam że w grudniu w Szczyrku spadnie śnieg a w Białce włączą armatki:;) Mogę przyjąć zakłady o jedno piwo że tak będzie:;) Z sympatycznym kolegą - szybownikiem z Poznania toczę długodystansową dyskusję o tym czy burze omijają Poznań. Oczywiście on twierdzi że omijają. W końcu trafiła się burza która zalała Poznań po kolana, zadzwoniłem do niego i przyznałem mu rację - bo wyjątek potwierdza regułę:;) Ale dyskusja trwa nadal. Oczywiście z browarem w ręku:;) A na poważnie, w naszym Kraju miesiącami względnego wyciszenia atmosfery, są miesiące luty i sierpień. W innych miesiącach sytuacja może być dynamiczna. I jest, czym dłuższy horyzont czasowy, tym pogoda bardziej się rozjeżdża z rzeczywistością. To nic nadzwyczajnego, to jest taka prawidłowość.
  3. Kiedyś, i to w sumie, wcale nie tak dawno, nauka czytania i pisania była dostępna tylko dla nielicznych.....
  4. Trochę więcej wiary w ludzi. W czasach kiedy była siermiężna infrastruktura, to tylko zapaleńcy jeździli na nartach. Dostępność i łatwość opanowania "trudnej sztuki narciarskiej", pozwoliło zasmakować w nartach dużo większemu gronu, dla mnie to duża zmiana na plus.A przy okazji średnia jakość narciarza zjechała w dół. Po prostu narty stały się sportem prawie że masowym. Za to z tak dużej grupy łatwiej jest znaleźć dobry narybek do sportowego uprawiania narciarstwa i dla mnie to też jest na plus. Więc nie łączyłbym tych dwóch różnych grup, aczkolwiek jedna jest dawcą młodzieży dla drugiej. Naszą naturalną potrzebą, jest potrzeba rywalizacji i dążenie do doskonałości. I chyba od tego są kluby. Ale jak ktoś jedzie raz w roku na tydzień w góry, bo ma ochotę, czas i kasę, i takich jest większość to takie wrażenie pewnie będziesz miał. Ale z drugiej strony lepszy tydzień na nartach w Białce lub Szczyrku niż na plaży w Egipcie, na pewno z korzyścią dla zdrowia.
  5. Śmiem twierdzić że to na razie tylko marketing. Ale, z drugiej strony, można o czymś narciarskim poczytać. W każdym bądź razie, jakoś nie mam zaufania do tych zapowiedzi.
  6. Miś: Janek, nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy Peweksami. Dostajemy za tego misia, jako konsultanci 20% ogólnej sumy kosztów i już. Więc im on jest droższy, ten miś tym... no? Koniaczek?Hochwander: Podwójny... Stać mnie!Miś: Noooo...
  7. Trudno się z taką oceną nie zgodzić. W wyprawach komercyjnych chyba jest podobnie, a w każdym bądź razie, powinno być. Z tym, że nie ma kolegi który oceni stopień trudności, od tego jest właśnie "firma komercyjna". Oceni czy w ogóle można "turystę" zakwalifikować, potem ocenia jego wydolność, i przygotowuje do tego najważniejszego. A w trakcie akcji monitoruje postępy i w razie wystąpienia zagrożeń, mówi schodź.
  8. Są dwie strony medalu, po jednej stronie jest klient - turysta a po drugiej stronie, jest firma, która zajmuje się "wciągnięciem" turysty na szczyt. Więc po kolei, firm organizujących wycieczki na szczyt pewnie trochę jest, więc pewnie rywalizują między sobą o turystę. Będąc turystą, to pewnie spytał bym się ile to kosztuje i czemu tak drogo:;) Ale w następnej kolejności to pewnie poszukałbym informacji, jak długo firma istnieje, czy mnie nie oszuka, czy skutecznie wprowadza turystów na szczyt i czy po zdobyciu góry wszyscy szczęśliwie wracają do domu. Czyli są to pytania dość podobne do tych, które się zadaje przy wyborze szkoły jazdy:;) A z kolei firma, aby mogła się utrzymać na rynku, to po pierwsze, musi zadbać o klienta, a klient - turysta musi wejść na szczyt i z niego zejść i być zadowolonym z usług firmy. Wiemy dobrze że Antek z ulicy zanim doszedł by do bazy pod Mount Everest to już będzie miał zadyszkę i spasuje. Więc firma aby mieć w swoim portfolio same powodzenia, co umożliwi im dostęp do szerszego i bardziej zasobnego klienta, a przy okazji również do kasy, to musi sobie tak dobrać turystów, aby jakoś na tę górę wleźli. Więc jakby nie patrząc zwykłym leszczom pewnie odmówią, czyli jakaś weryfikacja klientów mysi być przez nich robiona. Oczywiście główną weryfikacją, będzie wlezienie na tą cholerną górę. No i trzeba sobie zadać pytanie, jak dużym wyzwaniem jest zdobycie Mount Everestu, jaki to jest stopień trudności. Samo przebywanie w bazie głównej pod Mount Everestem to już spory problem. Byłem na 5500 i wiem że nie jest to proste. Ciekaw jestem czy któryś z dyskutantów odczuł brak tlenu na własnej skórze, zaręczam że to jest już spory problem. No ale zostawmy to preludium. Szerpowie przygotowali trasę a wspinacze - turyści mają tylko wejść na górkę i z niej zejść. Atak szczytowy porównałbym do biegu maratońskiego, chociaż nie, chyba bardziej do triatlonu. I to triatlon z ustalonym czasem końcowym. Jeżeli się w czasie nie zmieścisz, to jesteś trupem. Można sobie zadać pytanie, a jak to? Ano tak to, że w strefie śmierci za długo przebywać się nie da. Albo zabije mróz albo brak tlenu, albo wespól wzespól, i jedno i drugie. Firmy komercyjne o tym wiedzą, więc chcąc nie chcąc, muszą tak weryfikować i przygotować turystów, aby prawdopodobieństwo powrotu z góry było jak największe. Bo wbrew pozorom, poza tym że pomagają na tę górę wleźć, to jeszcze dbają o to, aby delikwenci z tej góry zeszli żywi, czyli dbają o ich bezpieczeństwo i chyba ta ostatnia rola jest moim zdaniem nie do przecenienia. Więc nie wierzę, że i firmy i himalaiści którym się marzy wejść na górę gór są zupełnymi "leszczami". A że od czasu do czasu ktoś na tej górze ginie? No cóż, brak tlenu i zimno mogą zabić każdego, wystarczy odpowiednio wolno na tę górę gór wchodzić.
  9. Wujot opisał historię Koreańczyków, którzy poszli w pięciu po zwłoki swojego kolegi. Pewnie czytałeś i wiesz czym to się skończyło. To trochę jest w sprzeczności z tym co napisałeś. Jeśli chodzi o test wydolności, to jest nim właśnie próba wejścia na szczyt. Tempo wchodzenia jest weryfikowane przez "biuro turystyczne" i jeśli go turysta nie "zda", to jest zawracany. Oczywiście zawsze może się nie posłuchać, ale wtedy wsiada do łódki, która płynie tylko w jedną stronę Przy takim niedotlenieniu i zimnie, to każdemu, bez względu na przygotowanie, organizm może odmówić posłuszeństwa. Na to nie ma mocnych. Ale o tym tylko wtedy można się przekonać, jak się tam jest. Wystarczą trzy minuty bez powietrza i człowiek schodzi z tego świata. Niedotlenienie jest czymś niewyobrażalnym, zresztą zimno też.
  10. Bardzo miło wspominam, swoje spotkania z "tubylcami". Kawa, dobra kolacja i "wkładka" do kolacji:;) Ponoć niektórzy wracali ożenieni:;) Jednym słowem, staropolska gościnność. Dużo by opowiadać, ale chyba nie to miejsce. Oczywiście zdarzają się rzadkie przypadki, że tej gościnności zabraknie. Kolegom którzy wylądowali na ściernisku koło Nowogrodu Bobrzańskiego, właściciel zagrodził wyjazd z pola ciągnikiem i zażądał opłaty lotniskowej. Zabawa z pazernym właścicielem trwała do następnego ranka, z policją, prokuraturą i tv w tle. Rosnący rzepak na polu ma bardzo gęstą strukturę, więc jest spore prawdopodobieństwo że lądowanie na nim może dobrze się nie skończyć. Więc wszystko co żółte(kwitnący rzepak) omijamy szerokim łukiem. Wbrew pozorom, nawet z niedużej wysokości 500 metrów jest sporo kilometrów kwadratowych pod nami, aby upatrzyć sobie coś sensownego. Mamy wypracowane procedury i przechodzimy trening, aby te wybory były bardzo świadome. Ale tak do końca to nigdy nie wiemy co nas spotka na ziemi. Kiedyś lądowałem na lotnisku w Nadarzycach, przymierzyłem się do zielonego pasa, tuż obok głównego betonowego pasa. Jednak w ostatniej chwili zmieniłem decyzję i wylądowałem na głównym pasie, bo w tej równej trawie mogły być przecież ukryte jakieś "wojskowe" niespodzianki. A tu song, na starym betonowym pasie było wybrzuszenie w poprzek którego z powietrza nie sposób było wypatrzeć i niestety przy lądowaniu uszkodziłem płozę. W lotnictwie tak jak ze zdobywaniem Mount Everest, nie da się ryzyka wyeliminować, wprawdzie mamy wypracowane procedury, jak to bezpiecznie robić i to ryzyko minimalizować, ale statystyki mówią, że od czasu do czasu coś się dzieje.
  11. Niestety, z mediami tak jest. Jak na właśnie ukończonych w Stalowej Woli Szybowcowych Mistrzostwach Europy, że było ich tak dużo że jakby ich nie było. Tak jakikolwiek wypadek lotniczy, to jest ich cała zgraja, niestety wielokrotnie byłem tego świadkiem. Ale z drugiej strony, czytać o czymś normalnym, jest po prostu nudne. Kto by takie gazety kupował. Więc się nie dziw. A propo latania szybowcowego, bardzo lubimy latać po trasach, co czasami kończy się lądowaniem w polu, dla nas jest to element rzemiosła, nic szczególnego. W jakichś buraczkach, ziemniakach czy innej łące, byle nie w rzepaku:;) W środowisku wielokrotnie już mieliśmy ubaw po pachy, jak do szybowca w "burakach" przyjeżdża siedem zastępów straży pożarnych, bo samolot spadł. Oczywiście jest to dokładnie opisane w mediach, zazwyczaj z adnotacją, "że pilot był trzeźwy". A mi się zawsze flaki wywracają na drugą stronę, jak zamiast samolot piszą awionetka. Więc nie dziw się, że media piszą o efektownym wypadku lotniczym, czy też, że na Evereście ktoś został, a nie o tym, że tysiące gdzieś tam zginęło, bo to już tylko "nudna" statystyka. No cóż, takie rzeczy lubimy czytać, to takie nam podrzucają.
  12. Przypominam, jakbyś zapomniał, prywaciarz robi to dla pieniędzy. Zasadą funduszy inwestycyjnych jest, kupić firmę, wyprowadzić na wysoki level i sprzedać z dużym zyskiem, najczęściej inwestorowi branżowemu. Z tego co pisali, to inwestor zarobił górę kasy.
  13. No muszę Ci przyznać rację. Ocieplenie daje w pierwszej kolejności "rozchwianie" atmosfery. Więc zjawisk "z przytupem" jest po prostu więcej. Ale konia z rzędem temu kto powie że dzisiejsza burza to jest tego efektem. Pewnie klimatolodzy są jedynymi którzy mogą określić, czy i w jakim tempie postępuje to groźne zjawisko. Nie jestem klimatologiem, więc nie będę się wkręcał w temat. Wolę się skupić na tym co jest za oknem. A właśnie trwają Szybowcowe Mistrzostwa Europy w Turbi koło Stalowej Woli. Naszym świetnie idzie. Sebastian Kawa w swojej klasie prowadzi:;) Pogody są bardzo trudne. Tradycyjnie wraz z rozpoczęciem mistrzostw,nie brakuje opadów deszczu. Jaka miła odmiana dla rolników. Kiedyś rozgrywano mistrzostwa świata w suchym Teksasie, które też odbywały się pod rzęsistymi opadami, a rolnicy skomentowali że mogą organizować takie zawody co roku, aby tylko lało:;)
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...