nie chce być posądzany o napieranie
Pamiętacie wypadek Mazocha na W.Krokwi w Zakopcu,oczywiście pomoc była natychmiastowa na skoczni,problem się pojawił w szpitalu,że taki uraz czaszkowo-mózgowy wymaga leczenia w ośrodku specjalistycznym w ramach oddziału OIT i neurochirurgii-najbliżej Kraków.W czasie kiedy jeszcze stan zdrowia skoczka był bardzo ciężki też pojawiły się głosy strony czeskiej,dlaczego nie było transportu śmigłowcem,a tylko karetką,co opóźniło dotarcie do w/w ośrodka.Tu problem polegał,na tym,że w godzinach wieczornych/a konkurs odbywał się późno/ śmigłowce LPR nie latają i tak jest dalej obecnie-ma się zmienić.Natomiast tutaj doszło do wypadku w godzinach,gdzie było jeszcze widno,nie wiem może jakieś inne problemy techniczne się pojawiły,a może oszczędność organizatora zawodów.Inną kwestią jest odniesiony uraz-nie znam dokładnie,jaki typ złamania,ale podejrzewam,że wieloodłamowe z uszkodzeniem naczyń i być może nerwów,w ośrodku gdzie podjęto wstępne leczenie-nie było specjalistów,którzy chcieli podjąć ryzyko rekonstrukcji uszkodzonych elementów,dltego po wstępnym zaopatrzeniu przekazano go dalej.Jasne,że czas gra rolę,ale być może uszkodzenie było tak skomplikowane,że pomimo leczenia doszło do powikłań-czyli wtórnego niedokrwienia kończyny lub zakarzenia,co spowodowało martwicę i w następstwie amputację kończyny.Dla zawodnika narciarstwa alpejskiego to dramat życiowy i FIS powinien płacić mu dożywotnią rentę.Ocena niemieckiego biegłego nie jest wystarczająca,zawsze jest wiele opinii w takich przypadkach.Ten problem dotyczy większości terenów,gdzie odbywają się zawody PŚ,oczywiście Zakopanego też-może nie z tym śmigłowcem,ale z ośrodkiem,który zajmuje się takimi urazami-oddz czy klinika ortopedyczna czasmi jest bezradna.