Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Aldok63

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    448
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    14

Zawartość dodana przez Aldok63

  1. Aldok63

    Konkurs PS Soelden - wyniki!

    Panie Riesch Vonn Zettel Panowie Janka Raich Svindal
  2. Alpejki ze śląskiej ziemi podbiją świat? Czy to przyszłość śląskiego i polskiego narciarstwa? Stoją od lewej: Katarzyna Toniak (rocznik 1994), Agnieszka Kopeć (1995), Aleksandra Juras (1994), Barbara Fronczek (1995) i Hanna Jakubowska (1994) Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta Dietetyk, psycholog, antropomotoryk, treningi na austriackim lodowcu. Czy sztab specjalistów i zaangażowanie rodziców sprawi, że dziewczyny z Katowic będą śmigać na nartach szybciej niż znakomite Austriaczki czy Niemki? Zawodniczek katowickiego klubu VIS Sport jeszcze nie znajdziecie na listach startowych Pucharu Świata. Mają dopiero 14-15 lat, ale za plecami sztab ludzi, którzy nie tracą nadziei, że kiedyś doczekamy się alpejki na światowym poziomie. - Gdy klub rozpoczynał działalność, chodziło nam głównie o rekreację. O to, by miło i na sportowo spędzić czas. Z czasem jednak kilku rodziców dostrzegło, że ich córki mają talent i postanowiło, że pomoże im go rozwinąć - opowiada Aleksandra Żywicka, prezes klubu. Tak powstała grupa. Żartuję, że to jedyny taki zawodowy team, w którym wszystko jest podporządkowane kilku nastolatkom - uśmiecha się Wojciech Kopeć, ojciec 14-letniej Agnieszki. VIS działa w oparciu o katowicki AWF, tak więc ma doskonały kontakt z fachowcami, którzy wiedzą, jak poprowadzić sportowców do sukcesów. - Motorem napędowym grupy jest profesor Grzegorz Juras, znakomity antropomotoryk - zdradza Żywicka. Zaangażowanie Jurasa nie jest przypadkowe, bowiem na nartach jeżdżą dwie jego córki. - Wiedza, dostęp do jednego z najlepszych laboratoriów w Polsce to jeszcze za mało, by przesądzać o tym, że w przyszłości dziewczyny będą odnosić sukcesy. Statystycznie rzecz biorąc, zdziwiłbym się jednak, gdyby w tak wielkiej aglomeracji jak śląska nie znalazła się nawet jedna zawodniczka, która potrafi zjeżdżać na nartach na poziomie światowej czołówki - mówi. Żywicka podkreśla, że dziewczyny mogą też liczyć na pomoc dietetyka, psychologa i oddanych trenerów - na czele z Leszkiem Wykrotą, przed laty czołowym polskim alpejczykiem. To jednak wszystko mało, bo gdzie w Katowicach znaleźć pokryte śniegiem góry? - I na to jest jednak sposób - uśmiecha się Kopeć. - Gdy rozpoczyna się wrzesień, dziewczyny niemal co dwa tygodnie wyjeżdżają na lodowiec. Do Austrii, do Włoch. Raz nawet śmigały na nartach na krytym stoku w Holandii. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w zderzeniu z zawodniczką z Austrii, która może jeździć na nartach każdego dnia przed i po szkole, to o wiele za mało. No, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo - rozkłada ręce. Tej zimy dziewczyny będzie można spotkać przede wszystkim w austriackiej Karyntii, a dokładniej na lodowcu Molltaler. - Mimo naszych najszczerszych chęci, godzin spędzonych na śniegu zniwelować nam się nie uda. Pod tym względem zawodnicy z alpejskich krajów zawsze będą bić nas na głowę. My czekamy na super talent, oni stawiają na masowość. Tam, gdy kontuzji nabawi się jedna dziewczyna, to trzydzieści kolejnych już czeka, żeby zająć jej miejsce. Taki Herman Maier był przecież murarzem zanim przebojem wdarł się do kadry Austrii. Możemy tylko mieć nadzieję, że nam też trafi się kiedyś taki murarz - kończy Juras. Dla Gazety Małgorzata Tlałka, była narciarka, w latach 80. razem z siostrą Dorotą należała do światowej czołówki Fajna inicjatywa i właściwie jedyna droga, by wychować wartościowego zawodnika, bo na Polski Związek Narciarski to raczej nie ma co liczyć. Słyszałam o tej grupie - wiem, że to zdrowe, chętne do pracy dziewczyny. Oby tylko starczyło ambicji i energii rodzicom, którzy napędzają ten pomysł. Bo możliwości i plany to jedno, a ich realizacja to drugie. Nawet w Zakopanem, gdzie warunki do uprawiania narciarstwa są jednak lepsze, mieliśmy podobne grupy, ale zostało już po nich tylko wspomnienie. W czasach, gdy razem z siostrą zaczynałam karierę, mogłyśmy tylko pomarzyć o takich warunkach. To była partyzantka. Do wielu rzeczy dochodziło się na zasadzie prób i błędów. Na szczęście omijały nas kontuzje, więc nawet improwizacja dotycząca obciążeń treningowych nie była w stanie nas zatrzymać. Źródło: Gazeta Wyborcza
  3. Czy to ostateczna decyzja? Hermann Maier - Herminator - odstawił narty Hermann Maier Austria Jakub Ciastoń2009-10-19, ostatnia aktualizacja 2009-10-18 17:28 Maier Fot. SERGEY PONOMAREV AP - Ja nie chcę po prostu zjechać na dół, ja chcę zniszczyć wszystkie tyczki na trasie - mówił Hermann Maier. Legenda narciarstwa niespodziewanie zakończyła karierę - Jesteś za niski, zbyt drobny, masz za słabe kolana, z taką budową ciała nie masz u nas czego szukać - usłyszał 15-letni Hermann od trenerów, gdy chciał dostać się do juniorskiej kadry Austrii. Próbował kilkakrotnie, zawsze mu odmawiano. Ze zwieszoną głową wracał do rodzinnego Flachau, gdzie ojciec miał szkółkę narciarską. Zimą Hermann był w niej instruktorem. Żeby mieć co robić latem, ukończył kurs murarski i trafił do firmy budowlanej. Przez sześć lat trudnił się układaniem cegieł. Po 12-14 godzin dziennie. Murarska kariera Maiera została przerwana gwałtownie 6 stycznia 1996 r. Był tzw. forerunnerem w gigancie Pucharu Świata we Flachau. Jako zawodnik lokalnego klubu przecierał trasę dla alpejskich gwiazd. Ktoś zmierzył mu czas. Miał 12. wynik i spisał się lepiej niż większość zawodowców. Wreszcie dostał powołanie. - 26 października 1995 r. o 15.30 - odpowie potem na pytanie dziennikarzy, kiedy murował ostatnią w życiu cegłę. Po raz pierwszy wygrał w lutym 1997 r. w Garmisch, w supergigancie. Potem triumfował w tej konkurencji jeszcze 23 razy. Wicekról tej szybkościowej konkurencji Pirmin Zurbriggen wygrał ich "tylko" 10. - Ja nie chcę po prostu zjechać w dół, ja chcę zniszczyć wszystkie tyczki na trasie - rzucił Maier po jednym ze zwycięstw. - Nie pamiętam narciarza, który jeździłby tak agresywnie, znajdował zawsze najkrótszą drogę. On jest z innej planety - mówił Stephan Eberharter, najlepszy po Maierze Austriak w tamtym czasie. Rywale nazywali go bestią, zwierzęciem, bo na mecie potrafił ryczeć jak lew na polowaniu. Rozdzierał kombinezon, pokazywał gołą klatę i krzyczał: - Jestem Herman Maier! Jestem najlepszy! Był arogancki, szorski, mówił mało, ale dosadnie. - Chcę zostać proboszczem Flachau. Ministrantem już byłem - odparł pytany, o czym jeszcze marzy po dwóch złotach MŚ w Vail. Ryzykowana jazda owocowała spektakularnymi upadkami. Ten najsłynniejszy miał miejsce podczas zjazdu na igrzyskach w Nagano w 1998 r. Maier stracił równowagę przy prędkości 120 km/godz., przekoziołkował kilkanaście razy, przeleciał sto metrów, przebijając siatkę zabezpieczającą, i wylądował głową w śniegu. Makabra. - On chyba nie żyje - powiedział jeden z komentatorów telewizyjnych. Maier wstał, otrzepał się ze śniegu i o własnych siłach zjechał na dół. 72 godziny później zdobył złoto w supergigancie. Wyprzedził Didiera Cuche'a o 0,6 s. Po kolejnych trzech dniach wygrał gigant. Nad Eberharterem miał blisko sekundę przewagi. Trafił na okładkę "Sports Illustrated". Gratulacje przysłał m.in. Arnold Schwarzenegger. - Może Terminator nakręci o mnie film - żartował Maier. To wtedy zaczęto go nazywać Herminatorem. Maier polubił to przezwisko. Na swojej stronie internetowej do dziś kończy wpisy słowami "Mit herminatorischen Grüssen". Rok później Schwarzenegger przyjechał zobaczyć Maiera na żywo w Vail. Herman wygrał, wieczorem spotkali się w knajpie przy czymś mocniejszym. Ktoś rzucił pomysł, by sprawdzili się w siłowaniu na rękę. Terminator przegrał z Herminatorem. W 2001 r. Maier był bogiem. Zdobył Kryształową Kulę za PŚ z przewagą blisko 800 pkt nad Eberharterem. Odniósł 13 zwycięstw w sezonie, co udało się dotąd jedynie Stenmarkowi. W sierpniu, tuż po powrocie z lodowca w Chile, miał wypadek na motocyklu. Wjechał w niego 70-letni kierowca. - Uratujcie moją nogę - błagał chirurgów przed narkozą. Operacja trwała siedem godzin. - Noga została praktycznie zmielona. Poza wielokrotnym otwartym złamaniem kości pozrywane zostały niemal wszystkie mięśnie. Rany były tak rozległe, że musieliśmy dokonywać przeszczepów skóry. Szok operacyjny był dla organizmu tak wielki, że w pewnym momencie przestały pracować nerki - opowiadał doktor Arthur Trost. W trakcie operacji lekarze długo rozważali amputację, ostatecznie nogę uratowali. - Narty? Zapomnijcie. Będzie musiał od nowa uczyć się chodzić - powiedział Trost dziennikarzom. Przez półtora roku Maier walczył o powrót na stok. Zamiast piszczela prawej nogi do dziś ma 32-cm tytanową śrubę, wokół której tworzą się kostne narośle. Jego łydka przypomina bardziej zmutowanego kalafiora niż ludzką kończynę. Wbrew ostrzeżeniom lekarzy już kilka miesięcy po operacji przypiął sobie do nóg narty. Początkowo biegowe, później, gdy dostał od sponsora specjalny but na uszkodzoną nogę, także zjazdowe. Latem 2002 r. wznowił treningi z austriacką ekipą. Prawą nogę złamał jeszcze raz, długo się przyzwyczajał, ale się nie poddał. W styczniu 2003 r., 16 miesięcy po wypadku, wygrał supergigant w Kitzbühel na uznawanej za najtrudniejszą na świecie trasie Streif biegnącej z Koguciego Grzebienia. Następnego dnia nie było na świecie gazety, która nie pisałaby o tym na pierwszej stronie. - Nie mogę w to uwierzyć - mówił Maier, a z jego oczu leciały łzy. Wypadek go zmienił. Odtąd już nigdy nie był bestią. Wyciszył się, nabrał pokory, ale determinacji i chęci do ciężkiej pracy nigdy mu nie zabrakło. W 2004 r. człowiek z tytanową śrubą w nodze zwyciężył po raz czwarty w klasyfikacji generalnej PŚ. Wyczyn ten jest uznawany za jednej z największych powrotów w historii sportu. To wtedy Maier opublikował wspomnienia "Wyścig mojego życia". Po wypadku triumfował w PŚ 12 razy, zdobył cztery medale MŚ i olimpijskie. Ostatni raz na najwyższym stopniu podium stanął 20 listopada 2008 r. w Lake Louise. W ostatni wtorek niespodziewanie zakończył karierę. Jeszcze tydzień wcześniej udzielał wywiadu dziennikowi "Der Standard", w którym opowiadał, że przygotowania do igrzysk w Vancouver idą bardzo dobrze. - Zawsze podejmowałem decyzje spontanicznie. Uznałem, że to koniec. Jestem zdrowy, w pełni sił. To dobry moment, by odejść - powiedział na konferencji 36-letni Maier, z trudem powstrzymując łzy. Markku Datler, dziennikarz "Die Presse" Maier, zaczynając karierę, miał 24 lata. Wiele osób w Austrii uważa, że gdyby wcześniej poznano się na jego talencie, wygrałby nie 54, ale 60-70 zawodów. Gdyby nie wypadek z 2001 r., być może mógłby się ścigać ze Stenmarkiem pod względem liczby zwycięstw w PŚ. Odszedł, bo ze swoim menedżerem uznali, że tak będzie najlepiej. Noga Maiera ciągle się odzywała, musiał przechodzić dodatkowe zabiegi. W marcu miał artroskopię kolana. Operacja się udała, ale testy na śniegu już nie. Czasy były najwyraźniej dużo gorsze od oczekiwań. Nie chciał być zapamiętany z miejsc w trzeciej dziesiątce. Choć od dawna zajmował dalsze lokaty, trudno nam wyobrazić sobie teraz pisanie o nartach bez Maiera. Nie podjął jeszcze decyzji, co dalej. Nasza federacja i sponsorzy kochają go bezgranicznie, nie dadzą mu zginąć bez względu na to, czy zamarzy mu się bycie trenerem, czy start w rajdzie Paryż - Dakar. Cały czas nie wykluczamy też, że za rok zmieni zdanie i wróci choć na jeden, ostatni sezon. Andrzej Bachleda, najlepszy polski alpejczyk, dwukrotny medalista MŚ Maier był wyjątkowy, wszystko robił po swojemu. Zapadał w pamięć, bo miał tę swoją chropowatą, twardą osobowość. To był prosty austriacki góral o twarzy, która nie kryła może wielkiego intelektu, ale na nartach jeździł genialnie. Miał absolutnie wyjątkowe czucie śniegu. Widziałem w swoim życiu może dwóch ludzi, którzy potrafili podobnie precyzyjnie przykładać nartę do śniegu w każdym momencie na trasie - byłego mistrza olimpijskiego z Innsbrucka François Bonlieu i Ingemara Stenmarka. Obaj mieli inną posturę niż Maier, a Stenmark jeździł tylko konkurencje techniczne, ale czuli śnieg perfekcyjnie. U Maiera zawsze uderzał ten kontrast - twardej osobowości i miękkiej jazdy. Tego nie da się nauczyć, z tym trzeba się urodzić. Dziś jest 15 narciarzy w szybkościowych konkurencjach na wyrównanym poziomie. Ale podobny do Maiera jest tylko Didier Cuche. To też taki "kołek", ale tak wielkiego talentu jak Maier nie ma. Najlepiej zapamiętam oczywiście Nagano. Byłem wtedy na igrzyskach z synem [Andrzej Bachleda junior zajął 5. miejsce w kombinacji]. Nigdy nie zapomnę, jak Maier wyciągnął palec w górę, by pokazać, że żyje po upadku. Wypadek z 2001 r. przeszkodził w karierze, ale nie sądzę, by Maier mógł doścignąć Stenmarka. Pamiętajmy, że Szwed nazbierał ponad 80 zwycięstw w czasach, gdy były tylko trzy konkurencje - zjazd, slalom i gigant, a Maier miał cztery i właśnie w tej nowej, czyli supergigancie, był najlepszy. W zakończenie kariery tak do końca nie wierzę. Justine Henin i Kim Clijsters w tenisie też niby kończyły, ale zaraz wracały. To jest czasem taki grymas. Może Hermann jeszcze wróci. HERMINATOR W LICZBACH 2 złote medale olimpijskie - za gigant i supergigant w Nagano (1998). Do tego srebro w supergigancie i brąz w gigancie z Turynu (2006) 3 razy był mistrzem świata - w supergigancie i zjeździe w Vail (1999) i w gigancie w Bormio (2005) 4 razy wygrał klasyfikację generalną PŚ. Pięciokrotnie triumfował tylko Marc Girardelli 6 zwycięstw odniósł na najtrudniejszej trasie w Kitzbühel 24 wygrane supergiganty to rekord tej konkurencji 28 lat czekali Austriacy na zwycięstwo rodaka w klasyfikacji generalnej PŚ. Triumf Maiera w 1998 r. był pierwszym od 1970 r., gdy zwyciężył Karl Schranz 50 mln euro zarobił na kontraktach sponsorskich według austriackiej prasy 54 razy wygrał w sumie zawody PŚ. Na liście wszech czasów wyprzedza go jedynie Ingemar Stenmark (86). Za nim są Alberto Tomba (50), Girardelli (46) i Pirmin Zurbriggen (40) Koniec kariery Maiera » Źródło: Gazeta Wyborcza
  4. Aldok63

    Polska - nowe inwestycje

    Kanapą w sześć minut na Skrzyczne Szybkie czteroosobowe kanapy z osłonami od wiatru wywiozą turystów na szczyt.W dół narciarze pomkną szerszymi i wygodniejszymi trasami. Centralny Ośrodek Sportu chce zmodernizować popularny ośrodek na Skrzycznem.Na pierwszy ogień pójdzie przebudowa górnego odcinka kolejki z Jaworzyny na Skrzyczne o długości 1.3km..Planujemy budowę nowoczesnej, czteroosobowej i szybkiej kolejki,która będzie kursowała z prędkością 5m na sekundę-mówi Grzegorz Kotowicz,dyrektor COS w Szczyrku. Nowe kanapy wjadą z Jaworzyny w ciągu sześciu minut. W godzinę będą mogły wywieżć2,4tys. osób. To powino skrócić kolejki.Kanapy mają również być wyposażone przed zimnem i wiatrem. Zaprojektowaniem nowej kolejki zajmuje się już słowacka firma Tatrapoma.Budowa rozpocznie się, gdy tylko pieniądze na wyciąg przekaże Ministerstwo Sportu.W Szczyrku mają nadzieję ,że prace ruszą jak najszybciej. Niewykluczone,że nawet w przyszłym roku. Następnie ma zostać przebudowany dolny odcinek kolejki Szczyrk-Jaworzyna.Modernizację przejdą również trasy narciarskie.-Chcemy znacznie poszerzyć zarówno trasę FIS ,jak iKaskadę-zapowiada Krzysztof Marek,kierownik kojejki. MAC. gazeta.pl
  5. Aldok63

    serwis

    Serwis Ja polecam Sosnowiec,SPORT SYSTEM ul.Sadowa 2
  6. W Szczyrku może ubyć aż dziewięć wyciągów Ewa Furtak Przez lata największym utrapieniem dla gospodarza ośrodka narciarskiego w Szczyrku były urządzane przez właścicieli gruntów blokady. Czy za sprawą decyzji sądu blokady będą dla ośrodka ostatnią deską ratunku? - pisze Ewa Furtak. Kolejne sezony narciarskie w szczyrkowskim ośrodku narciarskim Czyrna-Solisko zaczynały się tak samo: doniesieniami, że właściciele gruntów na trasach i pod wyciągami blokują przejazd narciarzom, bo nie dogadali się z gospodarzem ośrodka Gliwicką Agencją Turystyczną. Efekt konfliktu: nieczynna większość wyciągów w ośrodku i narciarze uciekający do Ustronia, Wisły, Korbielowa. Inauguracja zeszłorocznego sezonu wyglądała inaczej: spółka Szczyrkowski Ośrodek Narciarski, utworzona przez prywatnych właścicieli gruntów, wydzierżawiła ośrodek. Narciarze, choć wyglądało na to, że Szczyrkowi bardzo trudno będzie odbudować dobry wizerunek, chyba przebaczyli, bo dopisali. Marcin Kędracki, prezes Gliwickiej Agencji Turystycznej, miał dodatkowe powody do satysfakcji, bo Ministerstwo Skarbu Państwa podjęło decyzję, o którą od dawna zabiegał: Agencja, a wraz z nią ośrodek, miała zostać sprywatyzowana. Wygląda na to, że wszyscy cieszyli się przedwcześnie. A to za sprawą wyroku Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej. Uznał, że trzeba usunąć podpory, liny, betonowe umocnienia, bo powstały bez zgody właścicieli gruntów. Sprawa ma źródło jeszcze w czasach ostrego konfliktu pomiędzy GAT-em a właścicielami gruntów. Skierował ją do sądu jeden z tych właścicieli Stanisław Richter. Wygrał w pierwszej, a teraz w drugiej instancji. Wyrok jest już prawomocny. Richter jest przekonany, że decyzja sądu nie stoi na przeszkodzie prywatyzacji ośrodka, o którą walczy od lat. Uważa, że wręcz przeciwnie: zmieni wartość wyceny ośrodka i umożliwi udział w prywatyzacji właścicieli gruntów. Dla prezesa Kędrackiego ten wyrok to jednak klęska - diabeł wyskakujący z pudełka. Już policzył, że w ośrodku może ubyć aż dziewięć wyciągów. Niektóre trzeba będzie rozebrać, a jeden stanie się zupełnie bezużyteczny z powodu braku wyciągu-łącznika. Kędracki nie ukrywa: realizacja postanowień sądu oznaczałaby w zasadzie koniec ośrodka, tym bardziej że zgodnie z planami zagospodarowania przestrzennego nie wszystkie wyciągi można byłoby odbudować. I przypomina: "Postanowienia sądów trzeba w Polsce realizować". Na razie wszyscy myślą, jak wybrnąć z patowej sytuacji. Kędracki proponuje, by Richter jako właściciel działek zablokował je i nie pozwolił rozebrać wyciągów. Ale zaznacza od razu: "To oczywiście tylko taki mój czarny humor". Bo sytuacja jest zła. Richter podpowiada jedyne jego zdaniem wyjście z sytuacji: "Uznajcie wreszcie nas za współwłaścicieli". Sprawa wróciła do punktu wyjścia. Od lat piszemy o kolejnych inwestycjach narciarskich w Wiśle. Modernizowane są tam kolejne ośrodki, przybywa kolejek linowych. O szczyrkowskim konflikcie pisaliśmy też w "Gazecie" wiele razy. Kolejni burmistrzowie Szczyrku mówili nam to samo: "To dla miasta żyjącego z narciarstwa katastrofa, ministerstwo musi jak najszybciej rozwiązać problem". Zwracaliśmy się wiele razy do kolejnych ekip rządzących Ministerstwem Skarbu Państwa z pytaniem, czy mają już jakiś pomysł na Szczyrk. "Pracujemy nad tym", "Analizujemy sytuację" - słyszeliśmy w odpowiedzi. Czasem któryś z kolejnych ministrów wysyłał dla świętego spokoju swoich przedstawicieli do Szczyrku, były tutaj także wyjazdowe posiedzenia komisji sejmowych. Ale na tym się kończyło. Konkretów nie było. Dopiero teraz pojawiły się konkretne plany rozwiązania problemu, czyli prywatyzacja. Tyle że być może jest już na to za późno. Kędracki mówi: "Trzeba to było zrobić już dawno temu. To wszystko przez to, że przez tyle czasu na Szczyrk nikt nie spojrzał okiem prawdziwego gospodarza". To samo mówi Richter. I trudno się z nimi nie zgodzić. Bo to całkiem realne, że zamiast pisać o modernizacji szczyrkowskiego ośrodka, przyjdzie nam relacjonować jego rozbiórkę.
  7. Miałem operacje kolana Wczoraj,7.07.2009r.przeszedłem operacje kolana w Oddziale Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej w Brudzowicach Rozpoznanie: Uszkodzenie więzadła krzyżowego przedniego stawu kolanowego prawego.Chondromalacja kłykci kości udowej i piszczelowej drugiego stopnia. Leczenie operacyjne: Artroskopia stawu kolanowego prawego. Przy pomocy shavera usunięto przyrośniety fałd przednio-przyśrodkowy. Waporyzacja więzadła krzyżowego przedniego. Dzisiaj,rano opuściłem oddział i jestem w domu, mam poruszać się o kulach przez dwa tygodnie ,po tym terminie mam rozpocząć rehabilitacje. Myślę, że zdąże przed sezonem narciarskim złapać forme.
  8. Kalendarz-Narciarstwo Alpejskie PŚ,PE -drugiej połowy 2009 roku Narciarstwo Alpejskie 24-25.10 Sólden.PŚ.G (k+m) 9-10.11 Reiteralm.PE 2xSG(m) 14-15.11 Levi. PŚ,S(k+m) 17-11 Wittenburg.PE,S(m) 20.11 Wittenburg.PE.S(k) 25-26.11 Levi PE,2xG(m) 25-29.11 Suomu. PE,22xS(m) 28-29.11 Aspen. PŚ,G,S(k) 28-29.11 Lake Louise PŚ,Z,SG(m) 1-2. 12 Trysil. PE,S,G(k) 3-4. 12 Val Thorens, PE,S,G(m) 4-6. 12 Lake Louise. PŚ,2xZ,SG(k) 4-6. 12 Bever Creek PŚ,Z,G,K(m) 5-6. 12 Kvitfjell PE,SG,K(k) 8-9. 12 Lenzerheide PE,S,G(m) 11. 12 Kronplatz. PE,G(m) 11-12.12 Alleghe. PE,S,G(k) 11-13.12 Val D'ISERE PŚ,SG,G,K(m) 12-13.12 Aare PŚ,G,S.(k) 14-18.12 Zauchensee. PE,Z,SG,K,(K) 16. 12 Obereggen PE,S, (m) 18. 12 Pozza. PE,S (m) 18-19. 12 Val Gardena.PŚ,Z,SG,(m) 18-20. 12 Val D'ISERE PŚ,Z,SG,(K) 19. 12 Madonna Di Campiglio.PE,S(m) 20-21. 12 St Sebastian.PE,S,G,(k) 20-21. 12 Alta Badia. PS,G,S(m) 28-29.12 Lienz. PŚ,G,S,(k) 29. 12 Bormio. PŚ,Z,(m). Skróty: G-slalom gigant, S-slalom, SG-supergigant, Z-zjazd, K-kombinacja.
  9. Paerson kończy Siedmiokrotna mistrzyni świata 28-letnia Anja Paerson ze Szwecji ogłosiła ,że w 2010r. kończy karierę. Sport.21.04.2009r.
  10. Ja proponuje ,zrzutkę na NOWY BOLID , bo BMW SAUBER jest za skąpe.!!!
  11. Aldok63

    ankieta

    A , gdzie pracujesz !!! w IPN-ie .
  12. Zbudzi wiosnę w sercach Wielkanocny ranek. Olśni blaskiem słońca i tęczą pisanek. Ucieszy serdeczną przyjaciół gromadą Czas wypełni swojską i smaczną biesiadą. Niechaj miną Święta w zdrowiu i radości Darząc powodzeniem w wielkiej obfitości. WESOŁYCH ŚWIĄT !!!!! Dla braci narciarskiej !!!
  13. Sporty zimowe-Narciarstwo Zatrzymany w niedzielę były austriacki trener narciarski Walter Mayer pozostanie w areszcie - zdecydował w środę sąd w Wiedniu, podając jako uzasadnienie obawę przed mataczeniem. 52-letni Mayer jest kolejną osobą zatrzymaną ostatnio, po kolarzu K., w wyniku powołania specjalnej komisji mającej za zadanie wyjaśnić przypadki stosowania dopingu w austriackim sporcie. W środę sąd zdecydował, że 32-letni K. może opuścić areszt. Zarówno kolarz K., jak i Mayer łączeni są przez prokuraturę ze sprawą aptekarza Andreasa Zoubka, któremu zarzuca się rozprowadzanie wśród sportowców niedozwolonych środków. Mayer - w przeszłości trener Austriackiego Związku Narciarskiego, który opiekował się biegaczami i biathlonistami -oskarżany jest o handel EPO i innymi środkami dopingującymi. Jego podopieczni zdobywali m.in. złote medale mistrzostw świata. Źródło: PAP
  14. Kubica ma instynkt zabójcy "Kubica ma instynkt zabójcy" Motosporty - Formuła 1 28.03.2009 | 14:48 Mistrzostwo świata w 2009 roku Roberta Kubicy mnie wcale nie zdziwi, mówi znakomity przed laty austriacki kierowca Formuły 1 Gerhard Berger. Jego zdaniem Polak jest prawdziwym fighterem i "ma podobnie jak Michael Schumacher instynkt +zabójcy+". "Robert Kubica należy do tych zawodników Formuły 1, których ja nazywam prawdziwymi kierowcami - powiedział Gerhard Berger w przededniu startu do pierwszego wyścigu w tym sezonie - GP Australii. - On jeździ nie tylko szybko i znakomicie panuje nad bolidem. Ma coś takiego co miał Michael Schumacher - instynkt zabójcy. Jeżeli kogokolwiek interesuje moja opinia na temat Polaka, to powiem tylko, że jego mistrzostwo świata w 2009 roku mnie nie zdziwi. Na pewno ma ogromny potencjał". Gerhard Berger podkreślił, że zespół BMW-Sauber, w którym jeździ Polak, jest silny w tym roku jak nigdy. "Wiem jak znakomicie może pracować ten kolektyw - powiedział Gerhard Berger. - Oni bardzo wcześnie rozpoczęli pracę z nowym bolidem. Niemiec Nick Heidfeld z BMW-Sauber musi mieć świadomość, że będzie konkurować z prawdziwą gwiazdą. Powinien znacznie poprawić swoje umiejętności, gdyż inaczej jest bez szans". Brytyjczyk Jenson Button z Brawn GP-Mercedes rozpocznie z pole position niedzielny wyścig o Grand Prix Australii, inaugurujący 60. sezon mistrzostw świata Formuły 1. Robert Kubica z ekipy BMW- Sauber wystartuje z drugiej linii. W sobotnich kwalifikacjach był czwarty. Źródło: PAP
  15. Aldok63

    Kaprun 2009

  16. Aldok63

    Kaprun

  17. Aldok63

    Kaprun 2009

www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...