Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Kotello

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    52
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Kotello

  1. Dziękuję za dobre słowa Wszystkim dziękuję za miłe przyjęcie. Jankowi dziękuję ponadto za krzepiący przykład udanego późnego debiutu. Istotnie na nartach można jeździć długie lata. Pamiętam, jak w zeszłym roku podziwiałem z perspektywy krzesła pewnego narciarza. Mknął jak szatan pięknymi krótkimi, ciętymi skrętami. Sądzę, że nie wyglądałby źle nawet przy moich/naszych internetowych idolach - Haraldzie Harbie czy Klausie Mairze. Żałowałem, że nie mam przy sobie żadnego sprzętu, którym mógłbym go sfilmować. Traf chciał, że chwilę później jechaliśmy w górę na tej samej kanapie. Poznałem owego dżentelmena po wdzianku, kasku i nartach. Najbardziej zaskakujący był jego wiek - ogorzałe lico i zadzierżysty szpakowaty wąs rotmistrza wskazywały na oko +- 60. Wzruszony załkałem zatem, wygłaszając coś w rodzaju egzaltowanej laudacji na jego cześć. On zaś uśmiechnął się pod rotmistrzowskim wąsem i odparł skromnie, że owszem jakoś jeździ, ale jego brat, który na krakowskim AWF napisał doktorat o narciarstwie, to dopiero zasuwa! - Nauczyć się prawidłowo jeździć, a potem to już kiedy się da i gdzie się da, a najlepiej w Dolomitach - poradził mistrz, a chwilę później pomknął jak strzała. Westchnąłem rozmarzony, widząc już siebie pod lazurowym niebem zjeżdżającego z jakiejś Marmolady, ścigającego się z alpejskim wiatrem. Kto wie, może na 40 urodziny (raptem za dwa lata), które akurat wypadają w marcu, zrobię sobie mały prezent i przebiegle zmyliwszy pogonie, wyruszę w kierunku wskazanym przez mojego mentora. Pozdrawiam.
  2. No i zarejestrowałem się. Ukłony dla forumowiczów. Narciarz ze mnie żaden. W zeszłym roku, przymuszony przez własne dzieci zażyłem lekcji u genialnego instruktora Jędrka. Geniusz jego polega nie tylko na umiejętności przekazywania wiedzy, ale również budowaniu, że tak powiem, morale. Dzięki niemu przełamałem wewnętrzne opory i nauczyłem się w miarę bezpiecznie dla siebie, a przede wszystkim dla innych transportować z góry na dół. Prawdę powiedziawszy, najważniejszym powodem, dla którego zdecydowałem się przypiąć narty, była konieczność podsadzania mojej najmłodszej latorośli na krzesło wyciągu. Jednak owa potrzeba chwili sprawiła, że oto niespodziewanie okazało się, iż jazda (słowa tego użyłem nieco na wyrost:)) na nartach sprawia mi sporą przyjemność. Debiut na stoku był trudny. Po trzech dniach spędzonych na ćwiczeniach na oślej łączce, kiedy już wydawało mi się, że dam sobie radę na tej większej górce, okazało się, że rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. Po serii widowiskowych upadków (tata, żyjesz? odezwij się) sponiewierany zlazłem na dół na piechotę z nartami w garści. Po tym upokorzeniu urągającemu godności człowieka i obywatela chciałem już cisnąć narty w kąt, mówiąc sobie w duchu: coś dla ciebie koziołeczku ta zabawa nie jest zdrowa. Jednak mój najmłodszy synal (podówczas siedmiolatek) ponownie zaczął się domagać podsadzania go na to przeklęte krzesło. Chcąc nie chcąc musiałem więc wrócić na stok. Wreszcie udało mi się jakoś zjechać bez wywinięcia orła, co prawda zatrzymując się co i raz, by złapać oddech oraz roztropnie rozeznać się w sytuacji. Potem było już jednak coraz lepiej. Zacząłem zjeżdżać z jednym jeno przystankiem (przed ostatnim stromym odcinkiem, celem uspokojenia skołatanych nerwów i upewnienia się, że na drodze nie napotkam leżących pokotem dzieci), aż wreszcie któregoś razu zjechałem ciurkiem. No i jakoś poszło. Jeździłem coraz pewniej i szybciej. Coś tam nawet zacząłem próbować wycinać. I kiedy już wydawało mi się, że za chwilę zacznę jeździć jak jakiś Klaus Mair bez mała , całkiem znienacka skończyły się ferie... Ale, rok minął jak z bicza strzelił i za chwilę znów jadę z trójką małoletnich narciarzy w góry. Tym razem cieszę się na ten wyjazd, bo po raz pierwszy wybieram się tam z zamiarem jeżdżenia, nie zaś sterczenia na dole jak gwizdek i czekania, aż się małolaty zmęczą. Trochę przydługa wyszła mi ta epistoła. Może ją przeczyta taki sam lamus jak ja, który zastanawia się, czy w pewnym wieku warto w ogóle zaczynać zabawę z nartami. Opowiadam zatem: warto. Odwagi! Avanti!
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...