Ech, te stare czasy na Pilsku. Ja pierwszy raz jeźdizłem tam w 88 roku. Pamiętam jak jechałem kuszetka z Gdańska to trwał mecz w hokeja Polska-Szwajcaria na Igrzyskach olimpijskich w Calgary, nie było komórek i nikt nie znał wyniku, gdzieś w końcu ktoś wsiadł później i powiedział że przerżnęliśmy. Mimo że jestem z Gdańska wracałem na Pilsko około 50 razy. Jakby policzyć ciągiem to spędziłem tam ponad półtorej roku życia Rożne cuda i dziwy tam widziałem i nic mnie nie zaskoczy, nawet jak nie ruszy w tym sezonie "gotowy" wyciąg.
Pamiętam rzędy autokarów od stacji dolnej w kamiennej aż za rondo w Korbielowie, oddzielne wejścia dla górników i stanie w kolejce do wyciągu około godzinę, bar śnieżynka, bijatyki w domino pubie, wchodzenie codziennie przez dwa tygodnie na piechotę na miziową żeby pojeździć na hałdzie śniegu, kwaśnicę w starym schronisku, wycieczki codziennie do sklepów za granicą po tańszy alkohol, czasem miałem paręnaście pieczątek w paszporcie w jednym sezonie, oczywiście słynne wchodzenie dwa na jeden przez kołowrotki, mój ulubiony wyciąg talerzykowy łącznik, którym jechało się w dół, poprzecinane liny wyciągów w nocy. Aż się łezka w oku kręci.
Szkoda, że nikt nie potrafi wykorzystać potencjału tej góry bo ma ona największe możliwości narciarskie w Polsce