marboru Napisano 25 Marzec 2011 Zgłoszenie Share Napisano 25 Marzec 2011 (edytowane) Znalezione na Bloogu Artura Andrusa... ZWIERZENIA POCZĄTKUJĄCEGO NARCIARZA Dzieciństwo miałem beztroskie. I nudne. Do najodważniejszych na podwórku nie należałem. Kiedy moi koledzy strzelali z procy, skakali z drzewa albo pływali w niedozwolonych miejscach, ja byłem ministrantem. Było to najbardziej ekstremalne przeżycie, na jakie było mnie wtedy stać. Nigdy nie należałem do żadnej subkultury. Ale już należę. W ramach nadrabiania zaległości z dzieciństwa, postanowiłem rzucić się w nurt szaleństwa. Białego. Od niedawna jestem narciarzem. Kolega prawnik (a zimą również instruktor) twierdzi, że biorąc pod uwagę moje umiejętności i styl jazdy, nazywając siebie „narciarzem”, narażam się na proces cywilny o naruszenie dobrego imienia przedstawicieli tej dyscypliny sportu. To on zaproponował mi pracę na kursach dla dzieci. Chciał mnie wypuszczać przed grupą i mówić swoim podopiecznym: „Jak nie będziecie grzeczne, to będziecie jeździć jak ten pan”. No rzeczywiście, jeśli styl zjazdu porównywać do kobiecej urody, to nie jestem ci ja Claudią Schiffer stoku narciarskiego. Chyba lepiej wychodzi mi pisanie wierszy. Pierwsze kroki w butach narciarskich stawiałem pod okiem majora Krzysztofa P. – byłego komandosa. Z tego co wiem, jego odejście ze służby nie było efektem mojego szkolenia narciarskiego, ale na pewno jego służba miała wpływ na skuteczność procesu nauczania. Wiedziałem, że nigdzie się nie schowam, że nie ucieknę. Próbowałem nawet nawiązać kontakt z oddziałem mafii włoskiej w rejonie Madonna di Campiglio, ale odmówili mi ochrony. Major Krzysztof P. był tak zadowolony z moich postępów w nauce, że na koniec turnusu, w nagrodę, podarował mi koszulkę z napisem „Fundacja Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych „GROM”. Mam ją do dziś i zakładam zawsze, kiedy chcę wejść do jakiejś szczególnie obleganej dyskoteki. Działa. Nigdy żaden z bramkarzy nie odważył się zagrodzić mi drogi. Wszyscy się nabierają. A gdyby tylko uważniej przyjrzeli się mojej muskulaturze wylewającej się spod t-shirta, domyśliliby się, że w jednostkach specjalnych mogłem służyć co najwyżej w pionie kwatermistrzowskim, w sekcji rozdzielania wysokokalorycznych porcji żywnościowych. Ale wracajmy do narciarstwa. Od kilku sezonów uprawiam tę dyscyplinę sportu dla satysfakcji. Ale nie swojej, tylko tych, którzy zjeżdżają razem ze mną. Jakżeż wzrasta poczucie wartości u każdego, kto widzi mnie na stoku. A nie widzieć mnie nie można. Kupiłem sobie najjaskrawszy kombinezon świata. To ze strachu przed zagubieniem. W przypadku wypadku, pies tropiący nie musi nawet opuszczać swojej budy. Z odległości kilkunastu kilometrów może łapą wskazać czerwony punkcik przebijający się przez białe pokrycie. To będę ja przysypany lawiną. Nie mam tego jak sprawdzić, ale podejrzewam, że teraz z kosmosu widać gołym okiem dwa punkty: Wielki Mur Chiński i mój kombinezon na stoku narciarskim. Mur jest dłuższy, ale ja jestem wyraźniejszy. Własnej satysfakcji szukam w poświęconej narciarstwu pracy naukowo – literackiej. Zbieram materiały do „Słownika narciarstwa potocznego” (to jest wymyślony przeze mnie styl jazdy – ja się potaczam z góry na dół). Oto kilka przykładowych haseł: * Orczyk Jędrzej (1859- 1935) – bogaty góral z Białki Tatrzańskiej, uważany za ojca wyciągów narciarskich. 17 stycznia 1906 w Zakopanem, podczas wesela jednego z synów Curusia, Orczykowi skradziono nowe sanie Forda. Następnego ranka, Jędrzej wpadł najpierw na pieniek do rąbania drewna, a potem na pomysł. Założył narty i podróż powrotną do domu odbył jadąc za koniem. Obraz górala – narciarza, wyciąganego pod górę na linie (a tak naprawdę były to lejce), został utrwalony na malowidle wykonanym na szkle przez córkę Orczyka – Jagnę. Dzieło, przypadkowo odnalezione w roku 1937 przez grupę archeologów z Uniwersytetu Jagiellońskiego na ścianie po słowackiej stronie domu Jadwigi Orczykówny, zainspirowało grupę inżynierów z Politechniki Lwowskiej do zaprojektowania pierwszego wyciągu narciarskiego, nazwanego na cześć odkrywcy Orczykowym. * Skipas – podłużny, wykonany ze skóry przyrząd do dyscyplinowania nieposłusznych narciarzy. * „Wyciąg krzesełkowy” – maść stosowana w przypadkach stłuczeń i opuchnięć kończyn. Wyrabiana przez górali z Poronina poprzez rozpuszczenie niewielkiego krzesła z drewna sosnowego w spirytusie i serwatce. „Wyciąg krzesełkowy forte” zawiera dodatkowo odrobinę wysuszonej burej kociej sierści, zrzuconej na trawę w czasie pełni, w marcu, za stodołą. I jeszcze może przykład twórczości literackiej: „Śniegu. Biały śniegu. Leżysz sobie z brzegu, Leżysz sobie z boku, Leżysz ty na stoku Słońce w tobie lśni. Śniegu nasz. A chłopaki na ratraki! A dziewczęta tak się śmieją, Tak radośnie, bo im płatki Śniegu wpadły do pałatki. Oj, ty śniegu, ty figlarzu…” Wspominałem już, że lepiej mi idzie pisanie wierszy niż jazda na nartach. To teraz proszę sobie wyobrazić, jak ja jeżdżę. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------- :) Edytowane 25 Marzec 2011 przez marboru 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.