Nie będzie Pucharu Świata, ale i tak Tajner ma czyste sumienie
Na początku stycznia gruchnęła informacja, że Zakopane rezygnuje z zorganizowania imprezy w kombinacji norweskiej. Zawody Pucharu Świata miały się odbyć w najbliższy weekend. Tak się jednak nie stanie. Oficjalnym powodem był brak odpowiednich tras. Stolicę Tatr zastąpi włoskie Val di Fiemme.
Szef Tatrzańskiego Związku Narciarskiego Andrzej Kozak zakomunikował na piśmie prezesowie PZN Apoloniuszowi Tajnerowi, że zawody nie mogą się odbyć. Odpowiedzialność zrzucono na władze Centralnego Ośrodka Sportowego, który według Kozaka nie przygotował na czas tras wokół Wielkiej Krokwi.
- Nic takiego nie ma miejsca. Na terenach, po których biegają narciarze, prace zostały już zakończone. Z powodzeniem można tu już organizować zawody. Nie wiem więc dlaczego zrzuca się na nas winę za odwołaną imprezę - tłumaczył dyrektor Centralnego Ośrodka Sportu w Zakopanem Jan Walkosz - Jambor.
Dziennikarz eurosport.pl na własne oczy widział, że trasy na wschód od Wielkiej Krokwi są czynne i trenują na nich narciarze.
Informacja o odwołaniu zawodów popłynęła do władz FIS, które w mocnych słowach skrytykowały taką decyzję. Jest ona tym bardziej niekorzystna, bo Zakopane stara się o organizację mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym 2017 roku.
- Jeśli nasza kandydatura by przeszła to można by bardziej ruszyć z budową. Tutaj na razie nie ma odpowiednich tras. Przydałyby się odcinki na zachód od Wielkiej Krokwi. Tam są polany, na których można by to zrobić, ale także działki, do których trzeba by mieć prawa. My tego wszyscy chcemy, zapewnia Apoloniusz Tajner.
- Naprawdę nie było szans na zorganizowanie PŚ, dodaje.
Ale to nie była wina tylko trasy? Chodziło o kasę? - pytamy prezesa.
- I o finanse i trasę. Tak wyszło, że komitet organizacyjny, a potem my jako związek znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że musieliśmy przekazać informację o odwołaniu do FIS. Okazało się, że nikt nie chce pokazywać tych zawodów. Wartość transmisji podwoiłaby koszty konkursu. Nagle okazało się, że trzeba na to zapłacić. Nie byliśmy na to przygotowani. Dotychczas telewizja w ramach misji nam to wszystko realizowała. W tej chwili zaczynamy się zastanawiać się jaką przyjąć konstrukcję finansową takich zawodów jak kombinacja norweska i innych. O skokach nie mówię, bo to jest samograj - tłumaczy nam Tajner. - Na razie jesteśmy zdania, że o Puchary Świata kobiet w skokach i mężczyzn w kombinacji norweskiej nie będziemy występować. Chyba, że rozwiążemy problemy z pieniędzmi - dodaje.
