Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.02.2009 uwzględniając wszystkie działy
-
Uff, jakos sie wyrobiłem z robotą, zawsze tak Jechaliśmy 10 godzin, grupa z Wrocławia , Szczawna Zdroju i Wałbrzycha, Bielawa nawaliła. Było 800 km. i tłok przez Monachium, normalne. Legowisko super, polecam. to pensjonat U FOIDLA w St. Johann in Tirol, warunki doskonałe, bez wyżywienia bo my zawsze swoje a do knajpki nie było nawet czasu, opowiem dlaczego. Region narciarski to Alpy Kitzbuheler zebrane w jeden olbrzymi region "ALL STAR CARD" http://www.skimap.kitzalps.com/ to link do mapy 7 regionów. Zaczęliśmy od St. Johann, cały dzień to jeżdżenie na trzech "rodzinnych trasach". Dlatego rodzinne, ponieważ wszyscy bawiliśmy się jazdą w bliskim sąsiedztwie a do tego na różnej trudności stokach (czarny, czerwony, niebieski). Ciepłe winko na stoku daje miłą przerwę na gwałtowne wyrzucenie z siebie zachwycenia tym wszystkim ( niektórzy byli na nartach za granicą po raz pierwszy). Pierwsze zmęczenie i wspaniały smak jaggermaistra, piwo i obiadek. Później spacerek 5 minut do nowego aqvaparku z rurą, gorącym basenem na otwartym powietrzu i bicze. No i dlatego ie było czasu na knajpy, jedynie późnym wieczorem komu się chciało. W cenie wyjazdu - 1300 zł na osobę - karnet na kilkaset kilometrów, 7 noclegów w doskonałych apartamentach i 3 godziny codziennych rozkoszy w aqvaparku. 2 Dzień - SKI SAFARI w kołyskach kitzbuhel z gondoli w Kirchberg przez Ehrenbah i Pengelstein, widokowy przejazd nad przepaścią na Wurzhohe, powrót po 2 godzinach do Pengel.... i różnymi zjazdami do ewakuacji na czerwonej i niebieską do Kirchberg, ( zdążyliśmy ). Powrót do St. Johann 10 km. i piwko, wódeczka obiadek i cholerna ochota na walnięcie się w łóżeczko ale obiadek przede wszystkim a potem masochizm na biczach wodnych i na zjeżdżalni. 3 Dzień - SALBACH - trochę stracony bo byliśmy skatowani a poza tym pogoda paskudna (wiatr, opady, mgła). Teren to przecudna kołyska i na pewno tam wrócę bo mam niedosyt tego regionu. Trudno, powrót 20km. i normalka. 4 Dzień - powrót na Pengelstein i szaleństwo do bólu po wszystkich możliwych wyciągach. Można oszaleć z obawy, ze nie wszędzie się zdąży. To tak jakbyście cały dzień jeździli szukając swojego stoku do jeżdżenia i nie znaleźli go a wracacie tak zjechani, że tylko alkohol ratuje zycie. Mieliśmy przygodę, taka mgła, że 10 m to tajemnicza odległość a byliśmy w połowie 4,5 km trasy do mety, jakoś zeszła po 300 metrach. 5 Dzień St. Johann dla rozluźnienia to było jak powrót do źródeł, jazda na lampach. 6 Dzień !!!!!- To był zupełny odjazd!!!!!!, polecam zjeździć region Winklmoos. Wjazd na szczyt nówką gondolą 15 osobową a potem jazda po całym terenie, dziewczyny na niebieskich i czerwonych a my na wszystkich. Czarna tylko jedna 1800 metrów ale obłędna z górnym stokiem muldziątkiem niezapomnianym przez mojego kolegę, ja zdobyłem się na niego ale nie zdążyłem bo już zjeżdżaliśmy. Jest to szczyt pokryty szerokimi stokami łączącymi się różnego rodzaju trudnościami, można cały dzień szaleć po tym stoku w pełnym słońcu a jest się świeżym jak rankiem. Był to najpiękniejszy dzień no i pożegnalny. Gorąco polecam karnet 7 REGIONÓW, to nowy i całkiem udany pomysł. Ten karnet 204 euro, ma w sonie też Kaprun z Zelam ZEE. Szkoda, ze tydzień to taki baaaardzo sciśniety okres w życiu narciarza. Jutro jadę do Zieleńca.2 punkty
-
Niestety moje zyczenie sie nie spełniło.Dotarłem pod Soszów przed 8-wydawałoby sie ze o tej godzinie to bułeczka z masłem zeby zaparkowac auto pod sama stacja-nic bardziej mylnego-samochód z przyczyn ode mnie nie zależnych musiałem zostawic na "parkingu" poniżej parkingu z wyciagu Rowienki.Droga od tego parkingu bardzo ostro wije sie w góre i oczywiscie moj samochod nie był w stanie pokanac tych kilku stromych podjazdów-droga calutka biała ,sniegu na drodze ubite dobre 30 cm ,nie podsypane niczym.Ok rozumiem ze góralom sie nie chciało wstac wczesniej i przygotowac dojazdu do stacji(jest to o tyle dziwne ze oni z tego zyja i powinni zrobic wszystko zeby klienci byli zadowoleni-dla mnie to dowod ze wychodza z załozenia po co i tak przyjada.)-ale przynajmniej mogli zablokowac wyjazd i nie puszczac samochodów wyzej bo kazdy kto próbował wjechac musiał sie cofac i tak robił sie KOCIOL-samochody cofały sie ,manewrowały a na parkingu było jak w burdelu.Jak waracałem o 12-30 to korek był od tego nieszczesnego miejsca gdzie grzezły samochody do mostku oddalonego jakies 1km w dól.Biedni ci ludzie co stali w tym korku nie wiem czy udało sie szybko rozładowac ten korek,moim zdaniem nie,droga waska i miałem problem ze zjechaniem w dół-pytanie co robili parkingowi oprócz pobierania opłaty,czemu nie zablokowali drogi.Naprawde to co zobaczyłem woła o pomste-nigdy czegos takiego nie widziałem-tepi ludzi chcieli za wszelka cene wyjechac na sama góre ,co dzisiaj i z łancuchami bylo nie lada wyczynem.Ok narty na ramie i do góry.A tam dupa.Stok ratraka nie widział dzisiaj i szcerze mowiacv nie wiem kiedy ostatnio.Muldy od samego rana siegajace po pas i to nie jest zadna sciema.Ludzi z rana garstka ,potem ok 12 zaczeli sie zjezdzac niedzielni narciarze.Moim zdaniem przez 2,3 dni nie ma czego tam szukac dopóki snieg sie nie ulezy i panowie z obsługi nie zrobia porzadku ze stokiem uzywajac do tego ratraka!!!!!!!1 punkt
-
Podróż + apartamenty: Podróż właściwie odbyła się bez problemów: wyruszyliśmy jakoś 5-6 rano i dojechaliśmy do Rosenheim pod Monachium (gdzie nocowaliśmy) na jakąś 19-20. Rano (ok 12) ruszyliśmy już docelowo do Ortisei. Apartamenty załatwiałam przez net więc towarzyszyła nam nutka niepewności co tam tak naprawdę zastaniemy. Czekały na nas 4 apartamenty w sumie dla 17 osób w jednym miejscu (ale w 3 budynkach). Nie było to tak banalne jak myślałam znaleźć 4 apartamenty 4-5 osobowe usytuowane blisko siebie. O przebieraniu w cenie nie było mowy więc brałam co było. Sama się miło zaskoczyłam bo apartamenty były udanym celem poszukiwań (generalnie ceny oscylują w granicach 700-1000€ a my mieliśmy za 540-600€). Jakby ktoś chciał się tam wybrać to polecam tego gospodarza który stawał na rzęsach żeby nas zabawiać (co nie było konieczne ale było niezwykle sympatyczne). W cenie apartamentu był karnet na codzienne wejścia na basen w miejskim ośrodku sportowym. Miasteczko: Ortisei jest przepięknym miasteczkiem i dość sporym ale wciąż zachowującym klimacik tyrolski. Wieczorem można przejść się na spacer po głównym „deptaku” ciągnącym się przez całe miasto, na którym jest pełno restauracji, pubów „apres ski”, sklepików z pamiątkami i sklepów sportowych. Tuż pod kolejką gondolki wyciągającą na Alpe di Siusi jest lodowisko z wypożyczalnią łyżew – jak ktoś lubi to można pojeździć. Co nas zaskoczyło – parkingi które nie są płatne (np. przy supermarketach)a są oznaczone tabliczką że można stać 90 minut maja swoich stróżów w postaci karabinierów. Wymagane jest żeby za przednią szybką umieścić karteczkę z napisaną ręcznie godziną przyjazdu (którego nikt nie sprawdza) i wtedy mamy 90 min spokoju. Jeśli nie ma karteczki to jest mandat (nie wiem ile ale obcokrajowców kilka razy na moich oczach łapali). Parkingi pod stacjami gondolek są piętrowe (wysokość 2,15 m po stronie Alpe di Siusi albo 2,20 m po stronie Secedy) więc jak ktoś jest wyższym samochodem i to z trumną na dachu to powinien stanąć na odkrytym parkingu na którym powinno się być najpóźniej 8:50 bo potem nie ma miejsc bo odkryte parkingi są malutkie. Parkingi są standardowo w cenie 4 - 8 euro. Skipasy: Kupiliśmy skipasy DolomitiSuperski, które kupuje się w centrum miasteczka, pod ruchomymi schodami wyciągającymi do gondolki na Secedę. Za 6 dni daliśmy po 193€/os. ale warto, bo teren na który obowiązują te skipasy jest niemożliwy do objechania w 6 dni. Nie były potrzebne fotki do tych skipasów. Nartowanie dzień po dniu: 1 dnia pojechaliśmy najbliżej nas czyli do Alpe di Siusi. Była to niedziela więc sporo ludzi. Trochę stania w kolejkach do przelotowych wyciągów ale do przeżycia. Trasy cudownie przygotowane, głównie płaskie i szerokie, takie „rodzinne”, na mapkach widnieją jako czerwone ale to bardzo mocno naciągany kolor tras. Piękne słoneczko i błękitne niebo! 2 dnia pogoda taka sama więc pojechaliśmy znów do Alpe di Siusi bo nie przejechaliśmy wszystkiego – w końcu się troszkę pobawiliśmy na ustawionych slalomach i gigantach i na speed trapie (mój max to 86 km/h i do tego „myszkowanie” nart w gratisie a braciszka 90 km/h, ale koleś który za nami jechał miał 102 km/h). To był już poniedziałek więc zrobiło się luźno po weekendzie i rzeczywiście trasy pięknie były utrzymane co zobaczycie na fotkach – sztruksik można było znaleźć nawet po południu. 3 dnia My (ja, mój brat i wujo) pojechaliśmy drugą gondolką z przeciwnej strony miasta na Secedę. Reszta „ekipy” została na Alpe di Siusi. Pogoda się popsuła nieco, popadał śnieżek. Przejechaliśmy do St. Christiny, tam na drugą stronę miasta „metrem” Express Val Gardena i potem gondolką na Ciampinoi. Tam, kupa ludzi. Zaliczyliśmy oba Saslongi, niestety w nienajlepszym stanie były, szczególnie góra od szczytu Ciampinoi i dół obu tras – zwały mokrego śniegu do kolan a pomiędzy nimi lód. Gdyby nie ilość ludzi to nawet można by było się pobawić na tych muldkach. Trasy tam są bardziej strome, węższe niż w Alpe di Siusi i pięknie położone w lesie. Powrót z Secedy trasą nr 2 (La Longia) o długości 10,5 km. 4 dzień reszta znów pojechała na Alpe di Siusi (ileż można?) a ja i mój brat pojechaliśmy nieco dalej zwiedzić Ciampinoi w kierunku Selva Gardena. Pogoda znów była ładna, nieco chmurek ale generalnie słoneczko. Staliśmy pół h w kolejce do gondolki na Dantercepies ale reszta wycieczki była w miarę ok. Niestety namordowaliśmy się na przejściach przez parking, ulicę i po schodach do góry (nie ruchomych) żeby dostać się na pozostałe trasy. Trasy pięknie w lesie położone w tym przepiękne czarne trasy – niekoniecznie trudne ale piękne. 5 dzień to Sella Ronda – koszmar ferii narciarskich. Nie żałuję że tam pojechałam i straciłam na to calutki dzień. Jestem bogatsza o doświadczenia i nikomu nie polecam tego czegoś. Ludzi całe bataliony, muld jeszcze więcej, kolejki do wyciągów potworne, jedyny plus to piękne widoki. Zdjęcia odkryją całą tajemnicę Sella Rondy. 6 dzień powrót do Alpe di Siusi i już na spokojnie robienie tych tras które pamiętaliśmy jako fajne:) Na trasie 78 (czarna) odbywały się zawody Ski Eldorado, nie miałam za bardzo czasu na to żeby oglądać zwłaszcza że zawody były na etapie oglądania trasy (gigancik). Trasy biegowe: W całym regionie Val Gardena jest baaardzo dużo tras biegowych i bardzo dużo biegaczy. Niestety trasy zarówno dla spacerowiczów jak i biegaczy dość często przecinają trasy zjazdowe co automatycznie stwarza zagrożenie, ale wypadku żadnego nie widziałam. Widocznie jakoś rozsądnie uważają nawzajem na siebie. Galerię postaram się w weekend spłodzić1 punkt
-
No i zepsułeś całą zabawę A gdzie radość z zgadywania i myślenia dla innych?? Tak, w wielu alpejskich ośrodkach jest wprowadzony kategoryczny zakaz z korzystania/przebywania na trasach narciarskich od godziny 17 do 8 rano dnia następnego pod karą grzywny od 500 e. I to trzeba wiedzieć koniecznie!!1 punkt
-
To była co prawda 10tka.. ponoć 11 jest trochę inaczej zrobiona ale masz rację, zresztą jutro wezmę kabel do pracy i zdjęcia wrzucę0 punktów







