Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 06/07/2020 in all areas

  1. 15 points
    Więc i ja się pochwalę. Po długim okresie nie jeżdżenia (w dzieciństwie miałem dwa wypadki na rowerze), postanowiłem w końcu wyciągnąć i naprawić mój rower który leżał prawie dwa lata bez przerwy w piwnicy. Po kontuzji którą doznałem w lutym, sporo przytyłem, więc trzeba się poruszać trochę.... Wybór padł w połowie maja na Puszczę Augustowską. Na 5 dniowy wyjazd wybrałem się z Krakowa pociągiem Hańcza. Przez te 5 dni, udało mi się zrobić cztery wycieczki, każda od 30 do 50 km. Przełamałem pewne bariery, więc ostatnio zrobiłem parę wycieczek w okolicach Krakowa.
  2. 14 points
    Morze, piasek... "zagraniczne wczasy". Bułgaria żyje we wspomnieniach starszych pokoleń jako wymarzone miejsce odpoczynku. Egzotyczne miejsce kiedyś (nie lubię tego określenia). Wśród młodszych pokoleń jako tanie miejsce na wakacje. Wśród pracowników branży turystycznej obsługujących ruch turystyczny nad morzem - jako najgorszą klientelę. Bułgaria kojarzy się mniej więcej tylko z wybrzeżem. Nie... Mała, biedna bałkańska republika która nie poradziła sobie najlepiej z rzeczywistością od początku lat 90tych. Jeden z piękniejszych górskich krajów Europy w którym dane mi było być. Spędziłem w Bułgarii tydzień - 7 lat temu. Chodziłem kilka dni po górach Piryn, oraz zwiedzając kraj. Bułgarię zapamiętałem pozytywnie. Mam w pamięci spotkanych w górach ludzi, przypadkowego kierowcę którego zatrzymałem żeby mnie podwiózł - opowiadał że Bułgaria jest dnem bo tutaj wszyscy kradną z rządzie. Uśmiechniętą rodzinę która także zabrała mnie na autostop w kierunku Buzłudży. Maszynistę oraz kierownika pociągu osobowego relacji Trojan - Lewski w środkowej Bułgarii z którymi przegadaliśmy 3 godziny o naszych krajach. Konduktorkę w starym radzieckim trolejbusie ZiU-9 miasta Wraca która zażartowała że we wrześniu jeszcze noszę krótkie spodnie (było chłodno dla niej). Wraca była pierwszym bułgarskim miastem które zobaczyłem po wyjściu z pociągu Budapeszt - Sofia. Smutne bloki na tle majestatycznych gór Starej Płaniny. Wraca, wracam. Pod koniec lipca lecę do Bułgarii na tydzień. W góry. Będą to wyśnione wczasy, po ograniczeniach w podróży, Bułgaria wydaje się być spełnieniem marzeń. Jeśli macie wspomnienia, rady, itp będę wdzięczny. Planuje zrealizować 2 dniową wycieczkę po Starej Płaninie (centralna część), i 2 dni w Pirynie. Moje zdjęcia z przed kilku lat.
  3. 14 points
    Spakować sakwy i jechać gdzieś, gdzie pięknie. Wyruszać rano, nie wiedząc, gdzie będę spała wieczorem. Taką włóczęgę rowerową uwielbiam i tak spędzam aktualnie długi weekend. Weekend zaczął się dzisiaj wczesną pobudką, bo o 9.06 odjeżdża polregio do Szczecinka, a mam na dworzec 17 km. Początkowo mieliśmy z Darkiem startować właśnie że Szczecinka, ale koncepcja zmieniła mi się jeszcze raz dzisiejszej nocy, po lekturze map i prognoz. W efekcie zaczęliśmy objazdówkę ze Złocieńca. Chcemy pojechać nad morze Starym Kolejowym Szlakiem R15, a potem z Mielna do Świnoujścia R10, czyli Velo Baltica i wrócić zachodnią stroną Zalewu Szczecińskiego. Ledwie wysiedliśmy z pociągu, a tu zaczęło mżyć. Schowaliśmy się pod wiatą, pogapiliśmy na procesję, a tu siąpi i siąpi. Trochę przestaje i znów kropi. Pokręciliśmy się po Złocieńcu - ładne miasteczko. W Złocieńcu R15 krzyżuje się z R20 czyli Trasą Pojezierzy Zachodnich. Stąd prowadzi również jeden ze starszych szlaków rowerowych - do Połczyna-Zdroju, zbudowany jeszcze w latach 90tych na nasypie dawnej linii kolejowej i włączony jako odcinek do długodystansowego Starego Kolejowego Szlaku. Dawne budynki kolejowe i infrastruktura turystyczna: Pierwsze 20 km jechaliśmy chyba trzy godziny, bo co trochę padało, czasem nawet mocno. Na popołudnie prognozy były trochę lepsze, postanowiliśmy więc przeczekać deszcz przy obiedzie. Trafiliśmy do sympatycznej agroturystyki z karczmą w miejscowości Toporzyk, nad rozlewiskiem, w którym właściciele hodują ryby. Pstrąg faszerowany warzywami i sielawa były pyszne i świeżutkie, a jeszcze piwo z lokalnego browaru z miodem drahimskim. Mhmhm 😋... No i prawie przestało padać. Dla odmiany świat spowiła tajemnicza mgła. Takie klimaty: Czyż to nie jest wymarzona pogoda, aby jechać nad morze? No to jedziemy dalej. Połczyn-Zdrój: Za Połczynem jeszcze kilka km nowej, "kolejowej" ścieżki: Druga połowa odcinka szlaku że Złocieńca do Białogardu prowadzi bocznymi, mało uczęszczanymi asfaltami, po bardziej pofałdowanym terenie. Trochę odmiany. Z atrakcji mieliśmy jeszcze taką W sumie odcinek Złocieniec-Białogard ma 70 km, nam wyszło trochę więcej, bo kręciliśmy się jeszcze trochę po okolicy. Łącznie z dojazdem na pociąg zrobiliśmy blisko 100 km. (cdn.)
  4. 14 points
    W ramach propagowania Dolnego Śląska będę od czasu do czasu wrzucać co ciekawsze nasze trasy mtb. Strefa MTB Sudety, Walim Czerwona. Krótka charakterystyka Bardzo zmienna i efektowna trasa. Koniecznie. Dużo otwartej przestrzeni i widokowych łąk. Nie jest bardzo trudna ale strome, leśne podjazdy po deszczu mogą dać solidnie w kość. Trudności te skoncentrowane są w pierwszej części trasy. Zaczynamy przy popularnym Jeziorze Bystrzyckim (Lubachowskim). Jedziemy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jezioro Bystrzyckie - Boreczna Pierwsze 2,5 km to asfalt brzegiem zbiornika z efektownymi pejzażami. Teraz musimy wjechać na grzbiet wzgórz. Czeka nas, miejscami stroma, wspinaczka doliną potoku, po ścieżce z korzeniami. Po deszczach zdecydowanie trudna. Na grzbiecie jest zdecydowanie spokojniej, mamy utwardzone drogi leśne z otwierającymi się widokami. Przy Borecznej wyjeżdżamy z linii lasu i mamy na dłużej otwarty piękny krajobraz. Po drodze mijamy piękną restaurację gdzie kucharzy Wojciech Harapkiewicz. Znajdziemy tam menu najwyższego lotu i, co ważne, oparte głównie o nasze lokalne produkty. Boreczna - Glinno Teraz czeka nas wymagający (najtrudniejszy na dzisiaj) odcinek leśny. Zaczyna go stromy kamienisty zjazd do doliny bezimiennego potoku nad Lutomią Górną a później dłuższy, trudny (szczególnie po deszczu) podjazd. Wyjazd z lasu kończy nasz mozół. Okolice Glinna to znów piękne widoki oraz asfaltowe zjazdy i podjazdy. Glinno - Jezioro Bystrzyckie Zaczynam podjazdem, mijamy Walim i pięknym, spokojnym, kameralnym asfaltem poruszamy się na północ. Później jest wąska stroma ścieżynka przez zarośnięte łąki (piękne widoki z brzózkami) a w lesie, porastającym grzbiet, utwardzone drogi gruntowe. Teraz już tylko szybki zjazd, pilnujemy tu hamulca aby zatrzymać się przy platformie co ją zauważymy kątem oka. Widoki na jezioro w dole są piękną klamrą spinającą ten dzień. Jeśli interesują Was inne szczegóły (metryczka, gpx) to na www.rowerem.info znajdziecie. Pozdro Wiesiek
  5. 14 points
    Cieszyn kolejny raz podzielony Wprawdzie znam Cieszyn z granicą na Olzie którą zniesiono w 2007r ale nie przypuszczałem że tak szybko zobaczę granicę znowu zamkniętą. Smutne takie miasto podzielone na pół. Tęsknię za tobą Czechu/ Polaku - takie banery są po obu stronach rzeki, dodatkowo oświadczyny Czecha dla Agnieszki Drugi most zamknięty całkowicie. Mostek rowerowy i ścieżki po drugiej stronie niedostępne. Jednak byłem w Czechach Miejsce Pamięci Basen przygotowuje się do otwarcia Rynek obrazuje pustki w mieście, nie pamiętam tak pustego Cieszyna.
  6. 13 points
    Dzisiaj mini wycieczka po Chorzowie. Śląskie miasta się zmieniają. Kopalni brak. Czasem zostają szyby... nie szklane... suchar żarcik he he. Okolice szybów są rewitalizowane. Pokaze jeden z przykładów. Oraz rewitalizacje jednego z najbrzydszych rynków w Polsce. Rynku w Chorzowie przeciętego estakadą z DK79. Zaczynamy. Szyb Prezydent. Jeden z najlepszych punktów widokowych na Śląsku. Niestety z moim lekiem przestrzeni mogę tylko Was zapewnić ze widoki są super. Od Tatr po Jesieniki (a może i dalej?). Jak widać okolica zamieniona w maly park. A z drugiej jego strony mamy zadbany plac zabaw i parę atrakcji dla deskarzy, rowerzystów itp Ścieżka rowerowa można z Chorzowa Starego dojechać szybko do centrum Chorzowa. Niestety ścieżka powstała w miejscu tramwaju. Zlikwidowanego, co zawsze wzbudza we mnie mieszane uczucia. Rynek w Chorzowie na paru fotkach. Duza tężnia . Super zrobiona z obracającym się kołem. Niestety ale mam wrażenie że splywa tam zwykla i w dodatku syfiasta woda. Sprawdzę następnym razem. Za tężnia stoi pomnik jednego z najważniejszych dla rozwoju okolicy (i nie tylko) ludzi: Fryderyk Wilhem hrabia Reden. Co ciekawe i w sumie dla mnie niespodziewane, knajpki w okolicy pełne... a nie jest to super bogata dzielnica delikatnie mówiąc. Inna czesc zrewitalizowanego rynku to okolice Urzędu Miasta. Czysto, bardzo schludnie i świetna mała architektura. Na drugim zdjęciu wspomniana estakada. Po remoncie jest neutralna dla oka. Kompletnie!! Nie czuje się jej ogromu i tego jak ingeruje w przestrzeń rynku. Nie widać za dobrze na zdjęciach ale kazda podpora estakady została obudowana pawilonem. Mega pozytywny projekt. A zaraz obok Pan Gerard kopie piłkę. I jeszcze widok na ul.Wolnosci, główna ulice centrum miasta i deptak. Kiedyś, nie dawno, raczej zaniedbana ulicą handlowa. A teraz nawet zyjacy deotak z paroma knajpkami i kawiarniami, nie pustymi i nie mega pełnymi. Na koniec typowy widoczek ze Śląska. Małe jeziorko, park i bloki w zieleni. Tak się kiedyś budowało. Współczesna deweloperka to klatki dla kurczaków. Pozdrawiam
  7. 13 points
    Lista Przebojów. 20 najlepszych kawałków z ostatnich 2 tygodni. Część pod 20%. Pozdro Wiesiek
  8. 13 points
    Dzień drugi Pogoda dalej nie rozpieszcza - za oknem rano chmury i mgła. Ale nie pada i jest cieplej niż w czwartek. Od Białogardu Stary Kolejowy Szlak biegnie w dwóch wariantach - przez Koszalin do Mielna oraz przez Gościno do Kołobrzegu. Obydwa na około 50 km. My decydujemy się na pierwszy z nich. Ale najpierw runda po białogardzkiej starówce, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Potem szlak biegnie wzdłuż rzeczki Liśnicy. W odróżnieniu od odcinka Złocieniec-Białogard, ten do Mielna wcale nie jest oznakowany, a niektóre fragmenty jeszcze nie istnieją, a w zasadzie istnieją jako polne drogi albo leśne dukty: Pod Bialogardem: Niestety, @Bumer nie trafiłam nad jezioro, o którym piszesz. Pojechaliśmy w stronę Pomianowa, a potem zjechaliśmy z asfaltu w teren. Nad Radwią trochę pobłądziliśmy. Prawie pokłóciłam się z Darkiem i prawie zgubiłam telefon na jakichś leśnych wertepach. Ale Radew - bardzo ładna. Fajna byłaby na kajak. Do Strzekęcina dojeżdżamy przy pierwszych kroplach deszczu i pomrukach burzy. Postanawiamy przeczekać nawałnicę w tamtejszym Bursztynowym Pałacu. Oczekiwanie umila nam kawa i wykwintna szarlotka. A gdy przestaje padać, przechadzamy się po pięknym parku wokół pałacu. Darek przy balustradzie. Od Strzekęcina przez Koszalin do Mielna jedziemy nudną ścieżką rowerową wzdłuż drogi wojewódzkiej. Duży ruch, brzydko, dobrze że chociaż bezpiecznie. 25 km. A nad morzem? Inny świat - sztorm, mgła i lodowaty wiatr. Szlak R10 prowadzi miejscami przez las asfaltową autostradą, miejscami tuż przy plaży, a miejscami środkiem przez miejscowości. Wszędzie mnóstwo ludzi, niestety, chodzą i jeżdżą jak stado krów. Kiepska sprawa w długi weekend czy w wakacje. Sarbinowo: Pod Kołobrzegiem: Zdjęcia z Kołobrzegu wyszły średnio Nocujemy w Grzybowie. Jutro cdn.
  9. 13 points
    Dziwna ta pogoda w ostatnich tygodniach Jazdy stosunkowo niewiele (żadnej trasy powyżej stówki), trzeba celować w godziny bez deszczu...a i tak nas zlało, z Paulą kilka razy (ooo jak ja nie lubię potem prać rowerów gdy całe w piachu brudne). Dzisiaj w Boże Ciało udało się wstrzelić w okno bez opadów Pięć dych zrobione! Co mnie bardzo cieszy? Zszedłem ponownie z wagą poniżej 80 kilogramów 😁 Po drugie odzyskałem formę i można rzec, że w tej chwili mam ją na życiowym poziomie. Intensywne jazdy wychodzą już ze średnią powyżej 31km/h, jazda w tlenie również z 3ką z przodu. Na interwałowych segmentach Stravy udaje się wykręcić niezłe wyniki grubo powyżej 40 km/h. Jest dobrze! Więcej regeneracji i noga zaraz lepiej podaje. Aaaa teraz kontrowersyjny temat... Ogoliłem nogi jak przystało "prawdziwemu" kolarzowi "Chabry z poligonu wiozę Ci do domu..." Co mi to dało (do tej pory sierści miałem dużo na sobie)? Przede wszystkim, w takie dni jak dzisiaj (bardzo duża wilgotność i ciepło), odczucie chłodu w czasie jazdy - to naprawdę świetne gdy pęd powietrza chłodzi pęciny. Po drugie taki stan, to większa higiena - nie czepiają się mnie już drobne owady, kurz i ogólnie brud. Po trzecie opalam się bardziej równo - ręce, nogi Po czwarte... jak patrzę na wyniki, to jestem wyraźnie bardziej aero i szybszy Żart. @Paula na szosie ma równie dobre wyniki jak ja... Mocna jest skubana i w okolicy wszystkie segmenty na Stravie należą do niej...a często jest w pierwszej trójce rywalizując nawet z wieloletnimi kolarzami - na przykład na segmencie gdzie przejechało ok 100 kolarzy ma 3 wynik i średnią na dystansie ok 4 kilometrów bliską 40 km/h (delikatne górki, dołki). No ale dojście jej do takiej formy, to nie tylko mądre treningi, to także bieganie, ćwiczenia obwodowe, dieta (mało mięsa). Czasami gdy wyjeżdżamy razem i mam gorszy dzień, to jest wyraźnie mocniejsza ode mnie... Pełen szacun!!! Dzisiaj w makach Kontynuując wątek pogodowy...to bieżący rok jest strasznie dziwny... Do tej pory było raczej chłodno, teraz deszcze... generalnie jest większy wiatr niż rok, dwa lata temu. Jazdy nie są łatwe i lekkie. Dotychczas, a mamy prawie połowę czerwca, wyjechaliśmy na krótko (spodenki, koszulki) dopiero trzy razy 😮 Oby było cieplej i bardziej stabilnie z warunkami... w planach na czerwiec pierwszy dla mnie, w sezonie, dystans 200 kilometrów...i pierwsza w życiu dla Pauli wyrypa na takim dystansie. Trzymajcie kciuki Z rowerowym pozdrowieniem! marboru i Paula PS. @mifilim teren, który pokazałeś widziałem wcześniej. Szacun dla chłopaków, że zrobili dla miłośników MTB taką miejscówkę. Cieszy Twoja forma!!! Do przodu Stary!!!
  10. 12 points
    W zeszły weekend miałem okazję uczestniczyć w szkoleniu zorganizowanym w nowo otwartym, a w zasadzie mocno stuningowanym, skill parku Wołowe Trasy pod Kielcami. I tak nosiłem się z zamiarem przypomnienia o tej miejscówie, więc teraz 2 w 1. Wspomniane miejsce to 2 trasy zjazdowe ze szczytu góry Biesak i 1 podjazdówka (mapka TU) a na dole skill park. Wszystko zrobione za sprawą miejscowych zapaleńców Jacka i Patryka z pomocą innych zapaleńców - za własną kasę i własnymi ręcyma. Jest to obecnie jedyna taka miejscówa w okolicach Kielc, znana doskonale rodzimym i nie tylko raiderom małym i dużym. Świetne miejsce zarówno dla początkujących jak i bardziej zaawansowanych szczególnie teraz po rozbudowie. Można powjeżdżać, pozjeżdżać, poćwiczyć bandy, stoliki, dropy, hopki, muldy itd. Oczywiście skala ciut mniejsza niż w prawdziwych górach, ale i tak sztos. Samo szkolenie świetna sprawa - chłopaki wiedzą o czym mówią i wiedzą jak to przekazać. Dzień super udany. Zatem parę fotek z soboty Wołek pokazuje jak to się robi Tydzień wcześniej było oficjalne otwarcie. Parę fotek tych, co trochę bardziej Foto: Daniel Kordos No i najmłodszy adept w akcji @kmarcin to już wiesz co masz robić? Nie. i jeszcze clip by Szymon331
  11. 12 points
    Pokręciliśmy dzisiaj troszkę, a za cel obraliśmy sobie obiad u Wlocha w Smołdzińskim Lesie😛, było pysznie polecam🍻
  12. 11 points
    Pierwsza zagraniczna wycieczka w erze po narodzinch wirusa.
  13. 11 points
    To ja wrzucę kamyczek do ogródka, jedna z piękniejszych znanych mi tras mtb. Bielawa czarna ze Strefy MTB Sudety Krótka charakterystyka Szlak kompletny i doskonały. Jest jazda u podnóża gór, wjazd w górską dolinę i znakomity kawałek przez bród, wąwozem leśnym nad potokiem, w lesie bagiennym. Do tego już klasyczne odcinki po różnej maści drogach górskich oraz ścieżkach pieszych. Kamieni, korzeni a także szczątków roślinnych (najgorsze) do oporu. Miejscami naprawdę stromo. Zaczyna się przy Jeziorze Bielawskim. Przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Bielawa - rozdroże pod Wielką Sową. Wpierw poruszamy się na granicy lasu z widokiem na Bielawę i Pieszyce. Za Kamionną wjeżdżamy w dolinę a później w las wspomnianym interesującym wąwozem. Później jest zdecydowanie normalniej. Jeszcze Polana Potoczkowa. Tam zaczyna się pierwsza niewielka strefa kamieni. Rozdroże - Wielka Sowa - Mała Sowa -Schronisko Sowa Najkrócej, walka na kamieniach. Posiadacze szerokich opon na niskim ciśnieniu będą usatysfakcjonowani. Schronisko Sowa - Kozie Siodło - Przełęcz Jugowska Na początku spokojna droga, dalej od Sowy trochę kamieniście, od Koziego Siodła zjazd po wymagającej ścieżce z licznymi kamieniami i korzeniami. Po drodze na Niedźwiedziej Skale tablica upamiętniająca Hermanna Henkela z takim wierszem jego autorstwa: W górach jestem znowu prawdziwym człowiekiem; tam stajemy się braćmi i wszystko co brzydkie i błahe opuszcza nas Mini pętla do Zygmuntówki Bardzo stromo dla upartych albo... bardzo głodnych. Przełęcz Jugowska - Polana Bielawska. Długa, gładka, szeroka, szutrowa droga wcięta w zbocza gór. Ładne widoki, umiarkowane nachylenie. Szczególnie efektowny jest przejazd przez stok narciarski nad Zygmuntówką. Polana Bielawska - Słoneczna. Rewelacyjny, trudny odcinek po ścieżce dla pieszych, liczne kamienie i korzenie. Po drodze wieża widokowa na Kalenicy. Słoneczna - Bielawa. Na początku bardzo stroma, wcięta w teren droga, póżniej zdegradowany asfalt do miasta. I jeszcze trochę statystyk suma przewyższeń: 1600 m spady średnie: 7% spady maksymalne: 22% kamienie, korzenie: tak walory widokowe: duże walory przyrodnicze: tak rower: mtb oznakowanie: dość dobre Długość trasy: 46.08km Jak ktoś chce gpx to może pobrać ze strony www.rowerem.info lub z apki Dolny Śląsk rowerem pozdro Wiesiek
  14. 11 points
    Wczoraj, ze znajomymi wybrałem się do Cieszyna. Przejechaliśmy w sporej grupie 16 os. z Bielska przez Jaworze, Górki Wielkie w kierunku Ustronia. Następnie przez Cisownicę, Dzięgielów dojechaliśmy do Cieszyna. Zamiast spalać kalorię, chyba je "wysmażyłem" na tym upale. W sumie przejechaliśmy równe 50km. Żeby było ciekawiej, pierwszy raz, cała grupa jechała na elektrykach... oprócz mnie! Więc na podjazdach, a tych było sporo, musiałem się sprężać, cisnąć... itd W Cieszynie wpadliśmy na lunch do restauracji Winowajcy (tuż obok rynku) - polecam. Bardzo dobre jedzenie i świetne wina. Następnie było zwiedzanie Cieszyna, z zamówionym przewodnikiem, a na koniec wizyta w Cieszyńskim Browarze połączona z degustacją. PS Powrót busami, żeby mi ktoś nie zarzucił, że pedałowałem z wynikiem wskazującym
  15. 11 points
    Powrót nie całkiem legalny Początkowo planowaliśmy, że nad Bałtykiem dojedziemy tylko do Międzywodzia, z którego odbijemy na Wolin i wrócimy szlakiem Blue Velo - wschodnim brzegiem Zalewu Szczecińskiego i Jeziora Dąbie. Jednak wiadomość o otwarciu granic od soboty sprawiła, że spontanicznie postanowiliśmy zmienić trasę na wariant zachodni - przez Niemcy. Dopiero wieczorem, leżąc w łóżku w ośrodku na zachodnim krańcu Świnoujścia doczytałam, że Meklemburgia-Pomorze Przednie do końca czerwca nie zezwala na jednodniowe pobyty turystyczne ☹️. Hm, co tu zrobić? Nie byłam gotowa psychicznie na kolejny, koszmarny przejazd rowerem przez S3 - aż do Wolina. Stwierdziliśmy rano, że jedziemy zobaczyć na promenadę transgraniczną, jak się sprawy mają. Najwyżej coś wymyślę. Na granicy żadnych służb mundurowych nie było, tylko peleton niemieckich emerytów, spragnionych świnoujskich klimatów. No to pstryk i dyskretnie odbijamy na niemiecką stronę. Na początku mamy dwie spore górki do pokonania przez las, potem krajobraz południowej części wyspy robi się sielski i trochę nostalgiczny. Wciąż wieje mocny, północno-wschodni wiatr. Jest ciepło, ale rześko. W Anklam - zwrot i od tego miejsca mamy centralnie pod wiatr, który rozdmuchuje się do 8 m/s. Most na Peene w Anklam: Czeka nas walka z wiatrem i odcinek szlaku dookoła Zalewu po starej drodze z płyt betonowych i gruntówkach. Myślałam, że mi zerwie kask razem z głową 😮. Rekompensatą były fantastyczne krajobrazy kwitnących Bagien Anklamskich. Na pierwszym zdjęciu widoczne w oddali pozostałości mostu kolejowego Kamp-Karnin. W Ueckermünde robimy postój. Charakterystyczna ławeczka: Rynek i plaża nad Zalewem: Z tego miejsca mamy już bardziej z wiatrem, który zresztą pod wieczór słabnie. Jesteśmy 40 km od domu, prawie jak w przedpokoju 😉. Na granicy w Dobieszczynie już tylko ślad po kupie piachu, blokującej do niedawna przejście. Jesteśmy w domu ok. 20.45.
  16. 11 points
    Wracam do Was z relacjami Marzyło mi się spędzić dzisiejszy dzień w Tatrach, w sumie pomysł powstał wczoraj i udało się o zrealizowac. Mikołaj ostatnie 2 tygodnie pracował praktycznie non stop codziennie więc też nie chciałam na niego naciskać, ale sam zaproponował wycieczkę rowerową. No i rano zapakowaliśmy rowery do auta i wio na Siwą Polanę. Studiowaliśmy wczoraj wieczorem mapę i trochę internetu i mieliśmy ambitny plan...Przejechać autem albo na Siwą Polanę albo do Zakopanego i stamtąd do Schroniska na Polanie Chochołowskiej i dalej pójść na piechotę na Grzesia. Nie byliśmy tam jeszcze, poza spacerem do Polany Huciska w tamtym roku. Jako, że pospaliśmy dzisiaj i wyjechaliśmy dopiero przed 8 i po drodze zrobilismy małe zakupy i szukaliśmy zapięć do rowerów(w domu nie moglismy znaleźć, ale udało się kupić w Czarnym Dunajcu) to z Siwej Polany ruszyliśmy rowerami dopiero o 10, przy kasie kolejka więc 10.15 można powiedzieć że wystartowaliśmy. Pogoda przepiękna, słoneczko, delikatny wiaterek, ale ciepły i jedziemy. Na początek droga asfaltowa, w miarę płasko, jechało się dobrze. Na polanie Huciska zrobilismy krótką i przerwę i jazda dalej. Niby to tylko 6,4 km - tak pisało w internecie co to jest....a no jednak trochę jest haha. Skończył się asfalt ale było jeszcze całkiem znośnie, dopiero jak zaczęły się "większe" kamienie i bardziej stromy podjazd to było ciężej, ale na spokojnie daliśmy radę, przez moment zdecydowałam się poprowadzić rowerem bo musiałam się napić wody a potem nie mogłam ruszyć 🤣 Temperatura była dosyć wysoka....ponad 20 stopni było, w samochodzie całą droge powrotna 29 stopni pokazywało.... Dojechaliśmy w końcu do schroniska, gdzie zjedliśmy obiadek i z Grzesia zrezygnowalismy bo umarły nam uda Pierwszy nasz wyjazd rowerowy w tym roku i od razu taki a no i była juz godzina 12 więc też nie chcieliśmy już się pchać na górę, bo na prawdę nie mielismy sił, więc po się męczyć i patrzeć która to juz godzina, ze zanim wrocimy to "będzie późno". Na pierwszą wycieczkę w tym roku wystarczy W dół zjeżdzało się baaaaardzo przyjemnie nie pamiętam tak szybkiego powrotu hahaha. W drodze powrotnej zajechaliśmy do Zakopanego na spacer po krupówkach i wrocilismy do domu. Na zakopiance było dosyć pusto co nas pozytywnie zaskoczyło Dzień baaaardzo udany, jestem przeszczęśliwa Poniżej kilka fotek i za niedługo link do filmu P.S. Tak wiem, za każdym razem mam te same ciuchy 🤣🤣
  17. 11 points
    Janek,łobuzie byłem tylko z córką A wracając do wątku dokładnie rok temu w drodze na Passo Stelvio,notabene jedyny teren narciarski Alp czynny tylko w sezonie letnim tj.przełom maja-czerwca (wszystko zależy jak szybko zdażą się odkopać po zimie .Rok temu dojazd był tylko przez Szwajcarię bo makaroniarze nie zdążyli się przebić ,tyle było bialego.) do października.Potem wszystko zamykają na cztery spusty (droga dojazdowa,restauracje,hotele) do następnego sezonu letniego...
  18. 11 points
    W POSZUKIWANIU PODJAZDÓW. No nie znalazłem ale z przejażdżki jestem zadowolony.Jutro trzeba w drugą stronę czegoś poszukać,choć jestem tu co roku i chyba górek nie znajdę....pozdrowienia z Chałup.
  19. 11 points
  20. 10 points
    No to jedziemy dalej - sobota: Wreszcie zmiana pogody - chmury i mgłę zastąpiło słońce, ale wciąż mocno wiało ze wschodu, więc było rześko. Dobrze, że mamy z wiatrem. Zaglądamy na plażę w Grzybowie - jeszcze pustą rano. Kolejną miejscowością jest Dźwirzyno, gdzie szlak R10 poprowadzono ciekawą kładką przez pola wydmowe. Potem jedziemy DDR-ką wzdłuż drogi przez centrum Dźwirzyna, Rogowo aż do Mrzeżyna. Tutaj pierwszy postój w porcie u ujścia Regi, gdzie rybacy właśnie sprzedają świeżą rybę prosto z porannego połowu. Chętnych nie brakuje. Za Mrzeżynem charakter trasy zmienia się. Kiedyś tamtejsze obszary leśne to był teren wojskowy, na który nie było wstępu. Dalej jest tam wojsko, ale część lasów jest dostępna dla osób postronnych. Szlak biegnie szutrowymi i piaszczystymi krętymi ścieżkami oraz przez kilka kilometrów - starą brukową drogą. Na trasie oddano w tym roku MMOR - czyli Modelowe Miejsce Odpoczynku Rowerzystów. Jest wiata z wielkim stołem, gniazda zasilania na energię solarną, również dla e-bike'ów, wifi i tablice informacyjne. Pełen wypas! Mijamy kolejne miejscowości. Niechorze Trzęsacz Na plażach kolorowo od parawanów, w miejscowościach - tłoczno, na szlaku rowerowym - ruch umiarkowany. W Międzywodziu spędzają weekend nasi przyjaciele - umawiamy się, że wyjadą nam rowerami naprzeciw. Spotykamy się gdzieś w lesie za Łukęcinem i jedziemy razem aż do Międzywodzia. Jeszcze wspólną kawa, ale czas szybko mija, a przed nami spory kawałek drogi do Świnoujścia. Ten fragment szlaku w zasadzie jeszcze nie istnieje. Jest bypass drogami gruntowymi i - miejscami - lokalnymi albo wariant jazdy szosą. Na DW 102 przez Wisełkę do Międzyzdrojów na szczęście ruch umiarkowany, jedzie się dobrze - spore górki, można się rozgrzać, zwłaszcza z sakwami. Pogoda pod wieczór trochę się psuje. Lodowaty wiatr że wschodu wzmaga się i przynosi chmury. Dojeżdżamy do Międzyzdrojów. Jest już około 20.00, a przed nami ostatnia prosta - poboczem DK3. Paskudny odcinek i dłuży się niemiłosiernie. Jestem szczęśliwa, gdy docieramy na przeprawę promową. Takie widoki z "Bielika": Jeszcze tylko przejazd przez całe miasto, bo nocujemy w ośrodku prawie pod niemiecką granicą. Tutaj kończy się szlak R10, czyli polski odcinek Euro Velo 10 i 13. A potem krótki wypad na kolację i zakupy. Bardzo tłoczno, mimo późnej pory. Nie czujemy się tak do końca bezpiecznie w takim tłumie.
  21. 10 points
  22. 10 points
    Cześć Sobota przywita ka nas raczej chłodno. Szybkie zwijanie obozu aby było "na sucho" a później trochę błądzenia po okolicznych wzniesieniach w poszukiwaniu jakiejś telefonicznej sieci gdyż uprzedzono nas, że chcąc płynąc odcinkiem granicznym musimy się najpierw zameldować Straży Granicznej. Udało nam się w końcu na trzy razy podać imiona nazwiska i pesele. Końcowy odcinek Czarnej Hańczy jest chyba najładniejszy. Rzeka płynie przez las dość wartko. Na meandrach są fajne skarpy i zdarzają się nawet jakieś zwalone drzewa. Nawet ciężko sobie wyobrazić co tu się dzieje w sezonie. Pól namiotowych jest bardzo dużo a zdarzają się okresy, że na każdym nocuje po kilkadziesiąt osób! Po godzince dopływamy do mostu w Rygolu. Tutaj postój w celu ewentualnych zakupów. Chłopaki szukają sklepu - bez efektu - a my z Jarkiem siedzimy pod jakąś wiatą przeczekując deszcz. Tutaj Czarna Hańcza częściowo przekopem a częściowo starym korytem jako Szlamica odchodzi na wschód w kierunku jeziora Szlamy, które przecina granica z Białorusią. My cofamy się przed most do łącznika z Kanałem Augustowskim. Płyniemy na wschód w kierunku granicy. Mamy przed sobą dwie śluzy. Pierwsza to Tartak, na której nie ma nikogo oprócz wędkarzy. Nie czekając, przerzucamy kajaki przy jazie spustowym i płyniemy dalej w kierunku śluzy Kudrynki. Jak widać pogoda jest przeciętna. Dawno nie płynąłem w czapce. Sluzowanie idzie tutaj sprawnie w dzięki uprzejmości Pana śluzowego będziemy mogli rozbić się na terenie śluzy wracając. Teraz przed nami już tylko kawałek do granicy i nią do ostatniej dostępnej z polskiej strony, granicznej śluzy Kurzyniec. Pasa granicznego nie sposób przeoczyć. Później, według zaleceń Straży Granicznej należy płynąć przy polskim brzegu i nie przekraczać środka rzeki, który przed samą śluzą na rozlewiskach wyznaczony jest przez naszych przyjaciół z Białorusi eleganckimi słupami. Przy śluzie odwracamy dzioby na zachód i wracamy do Kudrynek na nocleg. Wieczór przy ognisku z pieńka przywiezione w luku z Warszawy. Pozdrowienia
  23. 9 points
    Tym razem startujemy z Pszczyny,przez Tychy,objeżdżamy następnie jezioro Goczałkowickie i wracamy przez Goczałkowice Zdrój do Pszczyny. Rynek Pszczyna-nieopodal parkujemy samochody i stąd ruszamy. Następnie kierujemy się na Tychy, mijamy Park Wodny jedziemy dalej na Paprocanacy(świetne miejsce na rower z rodziną bądź czyste leniuchowanie na ,,plaży,, ) Ludzi mnóstwo,kawka,lody i uciekamy ... Kolejny punkt trasy to Kobiór, gdzie znajdujemy świetną trasę w lesie prowadzącą w pobliże jeziora Goczałkowickiego.Droga ta równiutka,szeroka a i widoki niegłupie . Teraz czas na objazd Jeziora Goczałkowickiego-ale po drodze trzeba było uzupełnić zapasy Druga i ostatnia przerwa to molo w Goczałkowicach-długo nie wytrzymałem bo słońce mocno dopiekało i wolałem być w ruchu. Na spokojnie już ostatnie kilometry i meta w punkcie startu Trasa na zmęczenie idealna.Przewyzszen nie było za dużo bo tylko 400m. Podrzucam podgląd trasy: Pozdrawiam Łukasz
  24. 9 points
    W takim razie kilka "zdzisiów" z dzisiejszej przejażdżki do Trzebieży. Taka sobie 50-tka w mieszanym terenie i w miłym towarzystwie współmałżonka i sąsiadki, raczej nie zurbanizowana.
  25. 9 points
    Kolejny dzień pobudka podobnie około 5:00 i po 6:00 ruszam w trasę. Plan na dzisiaj to Olsztynek, okolica Grunwalda i Wzgórza Dylewskie. Trasa około 75 km. Ruszam piękną boczną drogą przez Wigwałd do Olsztynka Klasyczne położenie drzew w skrajni na mazurskich drogach W Olsztynku robię krótki popas w pobliżu zamku krzyżackiego. Przy wyjeździe z Olsztynka trafia się krótki podjazd przy jeziorze Jemiołowo Jezioro Jemiołowo Ten fragment drogi był najpiękniejszy tego dnia Kolejne 20km do Tułodziada jadę DW537. Ruch bardzo niewielki, górka dołek i ładne widoki. Choć jednak wolę węższe asfalty - szybciej droga leci z boku:-) Bezimienny bunkier przy trasie Na Grunwald rzut beretem, ale byłem tam już wiele razy (ostatni raz rok temu), więc tym razem omijam atrakcję. Po dojechaniu do Tułodziadów zjeżdżam z DW 537. Pogoda zaczyna się psuć, zrywa się mocny wiatr i z północnego kierunku nadciągają coraz ciemniejsze chmury, stąd mimo iż w planach miałem lekki popas, naciskam na korby i już bez przerwy dojeżdżam na kwaterkę. Cała trasa wyszła 75 km I koniec, długi weekend minął błyskawicznie. Ale nie ma się co smucić, bo za chwilę mam nadzieję trafie na Pogórze Dynowskie:-)
  26. 9 points
    Tegoroczny długi weekend bożociałowy spędzam w gronie rodzinnym w przepięknej agroturystyce położonej niedaleko Ostródy. Na miejsce dojeżdżamy przed 12:00, jest czas na obejrzenie terenu i zapoznanie się zarówno z przemiłymi właścicielami, jak i stałymi mieszkańcami. Stali mieszkańcy to dwa psy rasy Akita "Aisza" i "Czako". Żona szybko nawiązuje nić porozumienia z pieskami:-) Pierwszy dzień biesiaduję z rodzinką, a ponieważ towarzystwo nierowerowe, więc i ja rezygnuję z przejażdżki tego dnia. Drugiego dnia wstaję około 5:00 i przed 6:00 jestem gotowy do pierwszej trasy - cel Iława. Agroturystyka w porannej mgle. Pierwsze 1,5 km od noclegu to droga szutrowa z dość ostrym podjazdem. I będzie to w tym dniu jedyny odcinek z kiepską nawierzchnią. Pierwsze jezioro Lichtajny, położone kilka km od kwatery. Co do nawierzchni to pozostałe drogi tego dnia będą miały mniej więcej taki standard:-) Powolutku mgła się podnosi zwiastując piękny dzień Od Wirwajd do Samborowa, jadę po DK16 (raptem 4 km). Ruch niewielki, więc jedzie się bardzo przyjemnie. Po drodze mijam most kolejowy na rzece Drwęca wraz z przyczółkiem obronnym zbudowanym na początku XX w. Linia kolejowa Ostróda - Iława. Za Samborowem zjeżdżam z DK16. Od tego miejsca wjeżdżam w najładniejszy fragment dzisiejszej trasy. Wąski asfalt, zero samochodów, po mgle ani śladu - jest pięknie. I taką drogą jadę aż do rogatek Iławy - 20 km mija błyskawicznie Przed Jażdżówką dobijam do Jezioraka - najdłuższego jeziora w Polsce i szóstego pod względem powierzchni. Jezioro i okolice zawsze kojarzą mi się z przygodami Pana Samochodzika i jego autorem Zbigniewem Nienackim. Budowa przy takiej drodze o niewielkim ruchu lokalnym odrębnej ścieżki jest totalnym bezsensem. Nawet jeśli autochtoni robią na niej próby prędkości to wystarczyłoby co kilkaset metrów progi zwalniające, aby co krewkich kierowców przymusić do spokojnej jazdy. Rano ruch zarówno pieszych jak i rowerów jest bardzo niewielki więc jazda iławską promenadą wzdłuż jeziora jest bardzo przyjemna. Nigdzie mi się nie śpieszy, więc zatrzymuję się w co ładniejszych miejscach na sesje foto Objeżdżam też dookoła Mały Jeziorak położony w samym sercu Iławy. Garaże dla sprzętu wodnego. Po wyjeździe z Iławy kieruję się w stronę Rożentalu, gdzie jest przepiękny drewniany kościół z XVIII w. Żeby ominąć jak największy kawałek DK 15 z Rożentalu jadę przez Władyki i Zajączki do Pietrzwałdu Za Napromem jadę kawałek wcześniej wspomnianą DK15. Raptem 3 km, ale to najbardziej emocjonujące kilometry - przypominam sobie dlaczego za wszelką cenę omijam tego typu trasy. Ruch jest duży więc dla swojego bezpieczeństwa trzymam się mniej więcej środka pasa. Po zjechaniu z DK znowu jest sielsko i błogo. Jezioro Kraplewo położone nieopodal miejscowości o tej samej nazwie. Końcówka to kilkukilometrowa jazda po starej DK7. Od kiedy idzie równoległa S7, ruch na drodze bardzo niewielki. Dodatkowo szerokie asfaltowe pobocze powodują, że jazda jest bardzo przyjemna. A widoki z drogi całkiem przyjemne. Trasę kończę wynikiem 108 km
  27. 9 points
    Cześć No to płyniemy dalej... Na jeziorze Postaw zatrzymujemy się w Bazie Rybackiej WPN. Cały czas chcemy kupić bilety do Parku. Zazwyczaj dostaje się bilety z kajakami i od razu płci ale byliśmy pierwsi w tej bazie w tym roku i nie byli przygotowani. Baza była oczywiście zamknięta ale obok budynku stał samochód i jakiś gość na oko wyglądający na parkowca. Szukając miejsca na siku zagadnąłem go czy przypadkiem nie ma biletów lub nie wie gdzie kupić. Niestety... dziwił się trochę, że nie dostaliśmy w AsTourze ale rozumie sytuację i w końcu powiedział, że jako pierwsi możemy płynąc bez biletów i pojechał. Na drodze miął się z innym samochodem, tym razem oficjalnym parkowym z nalepkami, który do nas podjechał. Spytaliśmy się o bilety już tak proforma i nadmieniliśmy, że Pan z którym się minął pozwolił nam płynąć bez. Okazało się, że człowiekiem, który zgodził się, żebyśmy płynęli bez biletów był Naczelny Dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego. Więc mamy luz! Dalej rzeka wije się nienerwowo wśród trzcin. Jest na tym odcinku dość szeroka, płynie w terenie otwartym, momentami zbliżają się do niej zabudowania. Gdy zdecydowanie skręca na północny-wschód zostawiając po prawej stronie spore rozlewisko to znak, że jesteśmy w Maćkowej Rudzie. Musieliśmy się tu zatrzymać aby kolega wymienił fartuch bo wyposażył się w niepasujący do dziury, od innego modelu kajaka. Okazja do pozbycia się śmieci bo odpoczywać nie ma za bardzo po czym. Po dalszej godzince dopływamy do Budy Ruskiej i jakiegoś prywatnego pola. Szybko rozbijamy namioty. Dwóch kolegów zostaje w obozie a my we trójkę płyniemy około 1 km w dól rzeki aby znaleźć wejście do małego lewobrzeżnego dopływu Gremzdówki. Gremzdówką chcieliśmy dostać się do Jeziora Gremzdy ale rzeczka pod prąd zabrała nam zbyt dużo czasu a jak ostatnie gamonie nie zabraliśmy czołówek więc trzeba było wracać mniej więcej po przepłynięciu połowy zamierzonego odcinka. Rzeczka o tej porze roku była nieprzetarta ale niosła tyle wody, że spłynięcie było dość szybkie. Pod prąd szło jak ... pod prąd małą rzeczką czyli targanie. Po dopłynięciu do obozu, już po zmroku byłem tak zmarznięty, że musiałem iść się przebrać do namiotu i chwilkę się ogrzać w śpiworze no i .... obudziłem się rano. Piątek to wspaniała pogoda aczkolwiek zimno. Korzystamy z prywatnej plażki na mały postój i wypicie jakiegoś izraelskiego czy greckiego trunku. Za gościnę zostawiamy 5 pln w puszeczce na stoliku. Dzień mija dość szybko. Na nocleg stajemy w Dworczysku przed mostkiem zaraz za leśniczówka Łozki (w nowym zupełnie wydaniu). CDN. Pozdrowienia
  28. 8 points
    Po sobotnich ekscesach niedzielna rundka miała być lajtowa, przyjemna i - dla odmiany - raczej jak najmniej asfaltu. Udało się to ostatnie, bo chyba najgorszy moment dnia sobie z Darkiem wybraliśmy . Cały dzień straszna wichura, ale ciepło, a w prognozach deszczu nie zapowiadano. Może się przejedziemy? Ale na trekkingach, żeby ... siodełko było inne. Dobra, siadamy po obiedzie na trekkingi - nie jest źle. To może do Stolca przez łąki nad Świdwiem? Pokręcimy coś koło 30 km, wypijemy browarka nad jeziorem Stolsko na spółkę i wrócimy szutrówkami przez las? Jedziemy najpierw "patatajką" - czyli drogą z płyt w budowie w kierunku rezerwatu Świdwie. Du, du, du, du. Potem przez łąki rezerwatu Świdwie. Gwałtowne porywy bardzo utrudniają jazdę, a pomimo wczorajszego deszczu polne drogi miejscami są znów bardzo piaszczyste. A do tego zaczyna padać. Rzucam bardzo niecenzuralne przekleństwa na tegoroczne lato. Dojeżdżamy do Stolca. Po raz kolejny siedzimy tutaj pod wiatą przystanku, przeczekując deszcz. Jaka nazwa, taka pogoda ... Gdy na chwilę przestaje, zaglądamy nad jezioro - sporo osób, pomimo kiepskiej pogody, choć do zdjęcia akurat znalazłam moment bez ludzi. Wracamy przez dwie szutrówki, a potem gruntowymi drogami przez las. Gdy jesteśmy kwadrans drogi od domu - deszcz przestaje padać, a wiatr słabnie. Wkrótce nawet pokazuje się słońce, akurat jak dojeżdżamy pod naszą bramę.
  29. 8 points
    Kolejna wycieczka Miała być stówka z Paulą, ale późno wyjechaliśmy i trzeba było skrócić dystans, bo po godzinie 21, to już się słabo jedzie i człowiek bez oświetlenia mało widoczny jest. Wyszło 86...i to też dobrze biorąc pod uwagę, że w ciągu dnia skwar sięgał w słońcu +31 stopni. Jazda w tlenie, z tętnem średnim 138 - to jak dla mnie 2 strefa. Mapa: Dzisiaj mało zdjęć...i głównym celem była moja Druga Połowa Przerwy były dwie - jak skończyła się droga, drugi raz...na siku Klimatyczne bajorko po drodze Mazowieckie klimaty... Dzisiaj na trasie były dwa podjazdy. Jeden przed Głowaczowem 5%...i za Brzózom 6% I na szczycie 😮 Krówki Łany... Lasy... ...czego chcieć więcej? Weekend rowerowo udany Łącznie z wczorajszym, wieczornym, mocnym treningiem oraz wcześniejszą wycieczką nad Wisłę przekręcone ponad 250 kilometrów. Pozdro!!!
  30. 8 points
    Wczoraj, dzisiaj zrobione ponad 150 kilometrów... ...wczoraj wyjechaliśmy ok godziny 15:00 i to był błąd - jazda była jak w saunie. Prędkość powyżej 30, wszystko ok...poniżej tej prędkości krople potu dosłownie kapały z człowieka. Wypite kilka bidonów, kilka bidonów wylanych na głowę. Masakra! Zdecydowanie wolę chłodniejsze dni. Dzisiaj, by nie powtórzyć wczorajszej sytuacji, wyjazd z rana - do 9tej było jeszcze ok...później, to samo! Na stravie widzę, że wielu kolarzy wyjechało o godzinie 4 rano na trening - trzeba będzie się chyba przestawić. Ufff jak gorąco! Licząc od początku roku (również jazdy stacjonarne) na liczniku ponad 3100 km Pozdrowienia serdeczne z mazowieckich szos! marboru
  31. 8 points
    Tydzień temu wraz ze znajomymi, zrobiliśmy sobie wycieczkę na Radziejową. Sucha Dolina. Wyciąg "Żółw" odmalowany. Wyciąg "Mały". Obok "Żółwia" jest jednym z dwóch działających wciąż wyciągów w Suchej Dolinie. Rok temu udało mi się nim przejechać. Na ścianie Bacówki pod Obidzą, znajduje się piękna malowana mapa. Na koniec wizyta w kultowym Barze "Czercz". Działa! Jedzenie wyśmienite, jeśli nie wiecie gdzie zjeść w Piwnicznej Zdroju, to polecam to miejsce. Dzień wcześniej zadzwoniłem tam i nieśmiało zapytałem czy dalej działa. Usłyszałem śmiech kobiety w słuchawce "no przecież jak słychać to działa!" Obok znajduje się wciąż czynny OW Czercz.
  32. 8 points
    Od maja odkrywam na nowo m.in. Beskid Wyspowy. Jest to bez wątpienia mój ulubiony Beskid, który przechodziłem cały w dzieciństwie. Udało mi się wejść na Ćwiliń, Lubogoszcz oraz Luboń Wielki. Wycieczkę najlepiej zacząć od kawy po turecku... Pierwsze w tym roku borowiki ceglastopore. Jedne z moich ulubionych grzybów, rzadko zbierane. Na każdej wycieczce staram się poświęcić trochę czasu aby coś pozbierać i przywieźć do jedzenia. Grzyby, rośliny, etc. Maj, to miesiąc zbierania pędów sosny z których można zrobić syrop/nalewkę, lub surowe młode pędy poszatkować i dodać jako posypkę do np. spagetti (polecam!) Prawie jak buka...
  33. 8 points
    Cześć Kontynuując płynięcie kanałem dojechaliśmy do najbardziej upierdliwego odcinka pomiędzy wypływem z Serw a śluzą Swoboda. Prosta chyba ze 4 km albo lepiej, później łuk i za nią następna, już krótsza ale równie upierdliwa. Śluzę Swoboda przywitaliśmy z ulgą: Stąd został nam już tylko "rzut beretem" na Studzieniczne. Była jeszcze koncepcja śluzowania się na Białe i kończenia w Gołej Zośce ale płynięcie prawie 8 km pod silny wiatr nikomu tak naprawdę się nie uśmiechało więc na śluzie Przewięź skończyliśmy: Normalnie oczywiście nie wolno ale o tej porze roku jeszcze nikogo nie było więc miły Pan śluzowy pozwolił nam przepakować się na swoim trawniczku, podsuszyć rzeczy i czekać na transport. Cały spływ udało nam się zrealizować bez żadnych zakupów, wioząc wszystko ze sobą (wysępienia połowy bochenka chleba od jakiegoś gościa nie liczę) a całkowity koszt wyniósł około 300-320 pln na osobę z transportem z Warszawy, wynajmem sprzętu, opłatami za pola oraz jedzeniem bez alkoholu, który każdy zapewniał sobie we własnym zakresie ale spożycie i tak było wspólne. Pozdro
  34. 8 points
    Cześć 4 dnia mieliśmy płynąć od śluzy Kudrynki na jezioro Studzieniczne gdzie w okresie licealnym spędzałem wakacje i gdzie jest zajebista miejscówka na cyplu na przeciwko wyspy. Pogoda lekko zweryfikowała nasz plan. Po śniadaniu: I próbie nawiązania kontaktu z rodziną: Zwodowaliśmy się i ruszyliśmy na zachód. Płynięcie po kanale nie należy do jakichś wyjątkowych przeżyć a i kolejne śluzowania połączone z niewielkimi opadami deszczu nie należały do pasjonujących: więc momentami z nudów dostawałem po prostu piany: Na szczęście nasze prośby aby zaczęło się coś dziać zostały wysłuchane: (Tak mnie więcej od połowy jest już fajniej ale wcześniejsze minuty ładnie tworzą klimat) 25 Kanał grad.MP4 Miałem już na wodzie różne akcje pogodowe ale pierwszy raz grad przecisnął mi wodę prze fartuch. Kto pływał to wie, że fartuch wytrzymuje ciśnienie wody w całkowicie zanurzonym czy wywróconym kajaku bez problemu. Po opadzie zrobiło się dość zimno i zdecydowaliśmy się (nie byłem rzecznikiem tej decyzji bo najgorzej płynie się "na rozruchu" a na następny dzień został nam najbardziej upierdliwy odcinek kanału i tylko parę godzin ale trudno) na postój na bardzo cywilizowanym prywatnym polu biwakowym. 5 dzień przywitał nas równo padającym deszczem. Gdzieś do godziny 7.30, poważ nie rozważaliśmy przeniesienie sprzętu na drogę i zamówienie samochodu ale później się przetarło i można było nie uprawiać wiochy tylko płynąć dalej, choć humory były słabe...bo to ostatni dzień.
  35. 8 points
    Dzisiaj parę widoków z centrum Katowic. Niestety ze ścieżkami jest kiepsko. Władze myślą tylko o deweloperach i budują pod nich. Centrum Katowic, Spodek, Muzeum Śląskie, jakas wieża musi być Widoki z tej wieży innym razem. Nawet Gwiazdy tu są... takie piętrowe. Wieża:) Spodek. ... i widok za plecami. 15km jak na pięciolatke to całkiem całkiem wiec pora na zasilenie baterii
  36. 7 points
    Z miasta, wzdłuż rzeki i nad rzekę, a właściwie nad Królową - Wisłę. Szosą z Radomia do Elektrowni Kozienice, ujście Radomki przez okolice i w Puszczy Kozienickiej - łącznie wycieczka na 123 kilometry. Ciekawych zdjęć zrobiłem całą masę, więc nie ma co mitrężyć... ...zaczynam fotorelację z dzisiejszej wyprawy Kilka zakrętów i mijam radomskie lotnisko. Jak widać na poniższym zdjęciu trwają pracę nad pasem startowym. Skręcam w stronę bliskiej sercu miejscowości dla @gregor_g4, Kozłowa. W Jastrzębi w lewo i po raz pierwszy przecinam Radomkę przed miejscowością Bartodzieje. Jak widać, wody jest dużo, po zalanych łąkach widać, że było zdecydowanie więcej. Mijam Bartodzieje i w Woli Goryńskiej kieruję się w stronę Głowaczowa. Tu na szosie niespodzianka, nowy dywanik... Mazowieckie klimaty? Proszę! W Głowaczowie skręt w prawo, w kierunku do Brzózy i ponownie przecinam Radomkę. Tym razem miejsce dosyć, na forum, pokazywane przeze mnie, w relacjach kajakowych. W tym miejscu widać wyraźnie, że wody dużo. Pod mostem na sztucznym progu aż się kotłuje. Tutaj woduje się masa spływów komercyjnych. Dzisiaj również na wodzie kolorowe łódki. Sporo jeszcze na brzegu, grupa zbiera się do wypłynięcia. Ten odcinek rzeki Radomki (Brzóza - Ryczywół, bądź ujście do Wisły) polecam wczesną wiosną, w tych porach roku znajdziemy tutaj masę pięknej przyrody i spokój. Na poniższym zdjęciu jezdnia z Brzózy, w kierunku na Ryczywół. Zakręt w lewo na trasę Kozienice - Góra Kalwaria i po kilometrze w prawo, kierunek miejscowość Kłoda. Tutaj Radomka uchodzi do Wisły. Po drodze mijam koniki i rowerzystów tubylców Tutaj droga się kończy...jak by się dobrze rozpędzić, to... ...wpadłoby się prosto w wody dwóch rzek Mamy tu następujący znak i oznaczenie. Robię krótką przerwę... ...i szybko uciekam. Cała zgraja komarów mnie dopada!!!! Szosa wzdłuż wsi biegnie na skraju Radomki, widoki z tego miejsca są... No właśnie, jak byście nazwali te widoki? 😮 Koniki z bliska W szerszej perspektywie, u góry, po lewej stronie widoczne wody Wisły, na pierwszym planie mniejsza z rzek. Jadę w kierunku Elektrowni Kozienice, gdyby nie ilość a w zasadzie mnogość słupów wysokiego napięcia można by rzec, że jest tu przepięknie...tfu... jest przepięknie! Ziemie tutaj żyzne! Uwielbiam lato, gdy zboże już wysokie. Klimaty... Tutejsze asfalty są świetnej jakości! Docieram ponownie nad brzeg Wisły. Robię przerwę, jem batona i podziwiam raz masę wody, dwa olbrzymie zabudowania Elektrowni. Wody i tu masa. Główki się przelewają, wędkarze którzy zazwyczaj tutaj łowią ryby muszą szukać innych miejsc na ryby. Wejść się nie da, kamienie całkowicie zalane. Przy Elektrowni trwa praktycznie cały rok pogłębianie dna. Czym to się robi? Tym... W szerszej perspektywie wygląda, to tak: Elektrownia z miejsca mojego postoju? Proszę podziwiajcie tego olbrzyma 😮 Jednak wolę taki widok... ...niż taki 😮 Wracam, w stronę domu Tym razem w Brzózie kieruję się w stronę Radomia. Po drodze podziwiam pola, górki, tutejsze lasy i puste drogi. Pięknie Dzisiaj mam treningową jazdę w tlenie, więc mocno pilnuję tętna by nie osiągać dużych zakresów. Jadę sobie wolno, nieśpiesznie. Mijam mazowieckie wioski Robię trochę głupie rzeczy... puszczam kierownicę, wyciągam aparat i robię zdjęcia w trakcie jazdy Muszę skończyć z takimi praktykami... no ale... bociany... Zbliżam się ponownie do Puszczy Kozienickiej. W lesie jest chłodno i przyjemnie Droga powoli się wznosi i są tutaj nawet nizinne serpentyny Sto pierwszy kilometr i znowu krótka przerwa. Powód? Rzeka Pacynka... strasznie malownicze miejsce. Pozostałości po tamie, to już tylko kilka betonowych ruin... Po młynie, który był nieopodal nie ma już nawet fundamentów Jest tutaj czyściutko i na tej małej rzeczce występuje podobno pstrąg. To zasługa radomskiego koła wędkarskiego, który kilka lat temu prowadził tutaj zarybienia. Ostatnie zdjęcie mojej maszyny... ...i swoją wycieczkę kończę w osiedlowej pizzerii na jedzonku, coli i lodzie Za mną 123 kilometry Ręce, nogi czerwone... opalenizna kolarska jest wyraźna po dzisiejszym, słonecznym i ciepłym dniu. Mapka: Paula dzisiaj pracowała...więc wieczorem, gdy trochę się schłodzi czeka mnie jeszcze trening. Jutro kolejna wycieczka, tym razem już we dwoje Pozdrawiam serdecznie marboru
  37. 7 points
    123 kilometry pustymi drogami... ...z Radomia nad Wisłę pod Elektrownię Kozienice. Ujście Radomki Dużo wody... 😮 Dym i...mega komin 😮 Puszcza Kozienicka I urocza Pacynka... Zapraszam do pełnej relacji na moim blogu, pod linkiem: Pozdro dla rowerzystów! marboru
  38. 7 points
    Poniżej relacja z szosowej trzydniówki po Pogórzu Dynowskim i Przemyskim, którą przejechałem z Marcinem i Sylwkiem w ubiegły weekend. Dzień pierwszy: Dynów - Arłamów - Dynów 150 km 1700m przewyższenia Poranek jak zwykle zabójczy. Pobudka 2:40, Marcin przyjeżdża po mnie dokładnie o 3:15, Sylwka odbieramy kilka minut przed 4:00 i w drogę. Droga do Dynowa ma zająć około 4,5 h. Na kwaterę docieramy o 8:30, około godzinki zbiera nam się na przebieranie, składanie rowerów. W pośpiechu Marcin myli kaski:-) Ostatnie dopinania i w drogę. Dzisiaj trasa najdłuższa - jeździmy po Pogórzu Przemyskim. Główny cel to Arłamów znajdujący się mniej więcej w połowie dystansu. Ma być około 140 km i 1500 w pionie. Wyjedzie jednak trochę więcej, ale o tym za chwilę. Kwatera położona jest tuż przy stacji kolei wąskotorowej Bachórz. Dodatkowa zaleta to pobliska karczma serwująca świetne i całkiem przystępne cenowo jedzenie. Pierwsze podjazdy w okolicy Dylągowej Przepięknie położony kościół w miejscowości Nowy most w Sielnicy oddany jesienią 2019 roku. Początkowo most był planowany jako kładka pieszo-rowerowa, stąd zapewne szerokość jego pozwala na zmieszczenie tylko jednego pojazdu. Na końcach przeprawy zamontowana jest sygnalizacja świetlna sterująca ruchem. Pierwszy popas mieliśmy robić trochę później, ale altana wołała "siadajcie i rozgośćcie się". Na płotku po lewej widać, gdzie niedawno była woda Sporo kilometrów zrobiliśmy wzdłuż Sanu Pierwsze zwiastuny złego. Musieliśmy zmienić trasę bo droga była zamknięta. Objazd do Birczy zaczynał się już w Iskaniu i prowadził przez Jawornik co niezbyt nam pasowało. Postanowiliśmy pojechać dalszą drogą do Brzuska, tam odbić na Hutę Brzuską i w okolicy Boguszówki dojechać do DK28. Droga okazała się bardzo fajna, a bonusem był dodatkowy podjazd:-) Na razie udaje nam się omijać burze...na razie Widoki z dodatkowego podjazdu znakomite Jeszcze tylko szalony zjazd do DK28 i prawie koniec objazdu. Do Birczy praktycznie nie wjeżdżamy, tylko odbijamy na kolejny podjazd na Groń - kolejne 200m w górę. Takich zapadnięć/obsunięć dróg widzimy całkiem sporo. Jedne bardzo świeże jak te, inne mające już kilka lat. Widać, że żywioły rozdają tu karty. Dolina rzeki Wiar W Makowej zaczynamy główny podjazd tego dnia do Arłamowa. Około 10km 300 metrów w pionie z czego ostatnie 4 km ze średnim nachyleniem 7% Podjazd zrobiony - niestety w międzyczasie zepsuła się pogoda. Burza dopiero się rozkręcała. Postanowiliśmy przeczekać w hotelu ... tj no prawie Po pierwszej burzy zjeżdżamy z Arłamowa do Jamna. Niby trochę kropi, ale jakoś burze nas omijają. Do czasu. Za Łomną w środku lasu dopada nas kolejna. Tym razem nie ma zmiłuj, jedziemy w deszczu i gradzie przez las. Burza nie była zbyt długa, ale za to bardzo obfita. Zjeżdżając do Birczy zamiast drogą jedziemy strumieniami, a na dole wiele zalań i podtopień - tu główna ulica w Birczy DK28. Za mostem znajduje się piekarnia, widać jej dach - totalnie zalana. W Birczy odpoczywamy dłuższą chwile w pobliskiej restauracji, jemy pizzę i rozmawiamy z panią z obsługi, która twierdzi, że takiej wody to tutaj nigdy nie widziała. Z Birczy mamy 37 km na kwaterę, jest nam zimno, ale tylko do ostatniego podjazdu tego dnia na którym momentalnie się rozgrzewamy:-) Na kwaterze meldujemy się około 20:00 przemoczeni do suchej nitki. Rowery dzięki uprzejmości gospodarza opłukujemy wodą ze szlaucha i idziemy na nocne Polaków rozmowy. Tam na szczęście suchutko i cieplutko - mamy całe poddasze dla siebie. Gospodarz odwiedza nas jeszcze przynosząc trunek własnej roboty. Na rozmowach spędzamy czas do późnej nocy. Pierwszy dzień długi, wyszło 147 km i prawie 1700 w pionie.
  39. 7 points
    Cześć Tak w wypadku kolan jak i bioder nie ma lepszego środka rehabilitacyjnego i "utrzymującego formę". Zwłaszcza dla narciarzy, którzy kolana mają, z oczywistych względów, w "różnym" stanie. Stały ruch pod niewielkim obciążeniem zwiększa ukrwienie, układ limfatyczny pracuje odprowadzając toksyny. Też nie ma żądnych kłopotów jak jeżdżę stale. Wystarczy, że zrobię sobie przerwę dwa trzy dni i już mnie coś boli. Wtedy wsiadam na rower i po 15-20 km nie ma po bólu śladu. Pozdrowienia
  40. 7 points
    Koniec odbiegania od tematu! Od jutra 20.06 od godziny 6:00 granica słowacka zostanie otwarta dla obywateli Polski! Wszystkich... Śląsk także!
  41. 7 points
    Pałac w Kończycach Wielkich Kościół Kaczyce Zamknięta granica Kaczyce/Karwina Zamknięta granica Kaczyce ul.Sobieskiego/Karwina Pałac w Zebrzydowicach Plaża Zebrzydowice Zamek w Kończycach Małych Restauracja Gościniec Zamkowy - smaczna kuchnia. Trasa https://en.mapy.cz/s/rajavunojo
  42. 7 points
    Od 16 czerwca przestaną obowiązywać kontrole na granicy Austrii z Włochami oraz zniesiony zostanie obowiązek kwarantanny dla podróżnych przybywających do Austrii z 31 państw europejskich, w tym z Polski
  43. 6 points
    Już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł wybrania się na dłuższą trasę fitnessem po terenach przygranicznych. Ale najpierw były zamknięte granice, potem nie było czasu, albo pogoda nie taka. W końcu jednak przyszedł ten dzień i przekonałam Darka, abyśmy wybrali się na konkretną wycieczkę. Jednodniowy wypad do Meklemburgii odpada - ze względu na ograniczenia wjazdu, ale można przecież jeździć w Brandenburgii! Tak więc zaplanowaliśmy wyjazd transgraniczny - zachodniopomorsko-brandenburski, a dokładniej mówiąc fragment szlaku Odra-Nysa prowadzący Doliną Dolnej Odry. Nie była to nasza pierwsza wizyta w tych rejonach - bywamy tam co najmniej dwa razy w roku, nie licząc kilkudniowej wyprawy od Zgorzelca do Szczecina, zaliczonej trzy lata temu. Grunt to wcześnie wstać i mieć dość czasu w zapasie. O 5.40 radośnie obudziłam Darka stwierdzając, że kanapki na drogę gotowe i żeby się szykował . Szykował się i szykował - wyruszyliśmy o 6.40 . O tej porze w sobotę nie spodziewałam się dużego ruchu na ulicach Szczecina, ale jednak przejazd takimi rowerami przez miasto do komfortowych nie należał - światła, krawężniki, krzywa kostka, remonty dróg. Przy lekkich rowerach przeznaczonych na szosę dużo bardziej się to zauważa, niż przy turystycznych trekkingach. Skierowaliśmy się w stronę Rosówka - najbardziej na północ wysuniętego przejścia granicznego z Brandenburgią. Na granicy: Było jeszcze wciąż dość wcześnie - około 9.00 i ruch samochodowy na szosie B2 nie był zbyt duży. Zdecydowaliśmy się dojechać nią do Gartz (Oder), gdzie można wjechać na szlak. Po drodze trochę górek, ładne widoczki i czereśnie przy drodze. Ale tak przy ruchliwym asfalcie, to chyba niezbyt smacznie i zdrowo - choć szpakom zupełnie to nie przeszkadzało! W oddali - panorama Gartz. Na starówce odszukaliśmy bankomat, żeby wybrać trochę euro w gotówce. Do tej pory zwykle omijaliśmy ją bokiem, jadąc promenadą nadodrzańską, a to całkiem ładne miasteczko. Ruina kościoła św. Szczepana, z aktualnie remontowaną wieżą: A potem odszukaliśmy ławeczkę nad Odrą, gdzie zainstalowaliśmy się na drugie śniadanie. Klasyk z Gartz - czyli fotka z pomnikiem na pamiątkę trzech zburzonych mostów przez Odrę. Teraz najbliższy most jest w Gryfinie-Mescherin albo w Krajniku-Schwedt. Kawałek za Gartz znów jedziemy szosą, bo szlak biegnący koroną wałów przeciwpowodziowych jest od dwóch lat w remoncie, a objazd prowadzi niezbyt wygodną drogą z płyt. Od wioski Friedrichstal wracamy na Oder-Neiße-Radweg, najpierw kawałeczek przez las, a potem już nad kanałem w Dolinie Dolnej Odry. Niestety cały czas dokucza bardzo mocny wiatr - południowo-zachodni - więc mamy centralnie "w mordę wind". Na wałach przeciwpowodziowych fatalnie - jedziemy 15 km/h, mam wrażenie że zaraz mnie zdmuchnie, a przecież bynajmniej nie jestem kobietą filigranowej budowy ! Proszę Darka, aby podjął się roli "wiatrołapa" i jakoś chowam za nim, wtedy jest nieco lżej. Zbliżamy się do Schwedt, przed którym trasa prowadzi malowniczym mostkiem nad śluzą w kanale Odry: Samo Schwedt - spory ośrodek przemysłowy z niewielką, ale ładną starówką - mijamy bokiem i dalej zmagamy się z wichrem, mając jako rekompensatę takie widoki: Chwila odpoczynku w Criewen. Tutaj mieści się centrum informacyjne Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry oraz ciekawy pałac z ogrodem - warto zajrzeć. My jednak tym razem tylko przysiadamy na ławeczce obok drogowskazów: Kolejne miejsce to wioska Stolpe z górująca nad wioską wieżą obronną z XIII w. Czyż to nie jest idealna trasa na rowery szosowe? Jedziemy, jedziemy i dojeżdżamy do Hohensaaten, gdzie kilka łódek właśnie się śluzuje na kanale. Ale przez cały dzień nie widzieliśmy ani jednej barki na Odrze. Czyżby żegluga towarowa wciąż nie rozkręciła się po lockdownie? Tutaj po raz pierwszy rzucił nam się w oczy wyjątkowo wysoki stan rzeki. Prawdopodobnie fala kulminacyjna na Odrze, po ostatnich intensywnych opadach na południu Polski. właśnie dotarła na południowy skraj naszego województwa i przeciwległe tereny po niemieckiej stronie. W wielu miejscach jest dużo wody na terenach zalewowych na zewnątrz wałów. Jeszcze kilka kilometrów i już jesteśmy w Hohenwutzen. Jest 13.30 - pora na obiad. Proponuję, abyśmy zjedli w knajpce na Polenmarkcie w Osinowie Dolnym, ale Darek stwierdza, że ogórkową czy pierogi to on ma w domu i że chce prawdziwego Bratwursta . No cóż, w takim razie idziemy do Gasthofu w Hohenwutzen - Darek dostaje swojego bratwursta i piwo, a ja stek drobiowy z grilla i niemieckiego radlera, w przyjemnym ogródku, prawie przy rzece: Na Polenmarkt jedziemy i tak - uzupełnić picie na powrotną drogę, bo pusto w bidonach. Darek na moście granicznym: Odra-Oder. Potężna rzeka, która wreszcie znów łączy, a nie dzieli ... W Osinowie, na targowisku Polenmarkt, po tygodniach zastoju koronawirusowego, znów tętni życie: A my w tył zwrot i wreszcie z wiatrem. Niemiecki brzeg i polski brzeg: W powrotnej drodze wybieramy wariant przy wieży widokowej, czyli bliżej rzeki. Niektóre drzewa stoją całkiem w wodzie. Ale wysoki stan Odry jeszcze bardziej widoczny jest z góry, z wieży: Na kolejnym zdjęciu widać po koronie drzewa, jak mocno wiało! Niestety wiatr przyniósł też chmury frontowe i gdy byliśmy na wieży - zaczęło kropić. Na szczęście póki co - przelotnie i wkrótce przestało. Owieczki pod Friedrichsthal: W samej wiosce pstrykam taką oto aktualną dekorację - ma ktoś fantazję! Dalej pedałujemy do Gartz i odbijamy w kierunku granicznej wioski Staffelde, a następnie na polski Szlak Bielika. Na granicy po raz drugi: Namówiłam jeszcze Darka, żeby skręcić przed Pargowem (ostatnia polska miejscowość na zachodnim brzegu Odry) w lewo, wzdłuż granicy, kawałeczek na górkę z widokiem na Odrę. Mimo, że droga gruntowa, to dało się podjechać szoszówkami. Ładnie, bardzo ładnie! W wiacie w Pargowie robimy ostatni popas na kanapki. Chmury jednak coraz bardziej gęstnieją - nie ma co się rozsiadać, trzeba jechać, szczególnie, że już prawie 19.00. Jedziemy kiepskim asfaltem do Kamieńca, a potem superancką DDR-ką do Kołbaskowa, wśród dojrzałego zboża - chyba wkrótce żniwa! Żeby nie wracać przez Szczecin, wybieramy trasę na zachód od miasta - przez Smolęcin i Karwowo. Kilka podjazdów na wzgórzach stobniańskich - w gratisie. Malownicze ruiny kościoła w Karwowie: Zaraz za wioską niestety znów zaczyna padać i deszcz towarzyszy nam - mocniejszy czy słabszy - prawie całą drogę do domu. Kolejna rowerowa inwestycja w gminie Kołbaskowo, czyli DDR-ka Karwowo-Warnik: Dalej już było tak paskudnie, że nie robiłam zdjęć. Największą ulewę przeczekaliśmy na przystanku w Dołujach - podjechał autobus do Szczecina, ale nie, nie złamaliśmy się! W siąpiącej mżawce dzielnie popedałowaliśmy w stronę Dobrej Szczecińskiej . W domu byliśmy o 21.15 - jeszcze po widoku, zgodnie z planem. To była długa trasa - przy niezbyt sprzyjającej pogodzie, ale przejechana w całkiem dobrej formie, choć niezbyt szybkim tempie. No to pierwszą "dwusetkę" mam za sobą.
  44. 6 points
    Dzień 3 Wstajemy sami z siebie pomiędzy 4:30 a 5:30, stąd bez problemu kilka minut po 7:00 ruszamy na trasę. Gospodarz zapowiada nam, że jest duża szansa iż dzisiejszej trasy nie przejedziemy w całości, bo jedziemy w obszar najbardziej dotknięty zalaniami i podtopieniami. Po pierwszych 13 km dopada nas ulewa, którą przeczekujemy na przystanku Ulewa w miarę szybko przechodzi, za chwile wychodzi słoneczko i robi się pięknie. Marcin I Sylwek W planach była jazda pod Kańczugę, ale decydujemy się skrócić trasę i za Huciskiem Jawornickim skręcamy na Przedmieścia Dubieckie. Zjeżdżając w dół do Przedmieścia Dubieckiego nie żałujemy decyzji. Tu dopiero widać jakie szkody przyniosła wielka woda, która szła tu dzień wcześniej Po skręcie na DW884 w kierunku Bachórza pojawiło się jeziorko, powstałe gdy cała woda spłynęła z góry i zatrzymała się przed drogą. Skręcamy jeszcze raz nad San, aby zobaczyć jak wygląda prom, którym w pierwotnej wersji trasy mieliśmy się przeprawiać. Daleko to byśmy nim nie popłynęli Ostatnie kilometry przed metą to piękne widoki na dolinę Sanu. I to już koniec. U gospodarza myjemy rowery, pakujemy się i w karczmie jemy szybko pyszny chłodnik. Pozostało jeszcze 400 km samochodem. Do domu przyjeżdżam około 20:30 i rzutem na taśmę zdążam na wybory:-) Podsumowując, przejechaliśmy trochę ponad 300km pokonując prawie 4km przewyższenia. Podkarpacie to świetne tereny do jazdy szosowej, bo większość dróg ma znakomitą nawierzchnie. Trochę karty rozdawała pogoda, ale i tak wyszliśmy z tego obronną ręką.
  45. 6 points
    Dzień 2 Trasa Dynów - Straszydle - Dynów. Wyszło około 100 km i 1300 w pionie. Rano pobudka o 7:00. Po wczorajszym ciężkim dniu dość słabo się wstaje. W pierwszej kolejności sprawdzam buty i o dziwo wkładki wyschły całkowicie, buty jeszcze tylko trochę wilgotne - jest nieźle. Po ogarnięciu się, czas na mały serwis rowerów. Pogoda świetna, tym razem kierujemy się na Pogórze Dynowskie. Główny punkt programu podjazd w Straszydle. Rozgrzewka jest od razu za Dynowem, 100 metrów w górę. Kawałek granią obfituje w widoki W Nozdrzcu odbijamy z drogi DW835 i jedziemy malowniczą doliną Baryczki, nie mylić z Baryczą:-) Po osiągnięciu szczytu w Rytej Górce zjeżdżamy na dół do Kąkolówki. Tam Marcin łapie gumę, chwilę gadamy pod sklepem i najpierw puszczamy Sylwka do przodu, później Marcin mówi, żebym też jechał dalej - chyba każdy potrzebuje trochę samotnego kręcenia:-) Mamy spiknąć się znowu wszyscy za jakiś czas, jak znudzi się nam samotna jazda:-) W Białce doganiam Sylwka, ale w sumie tylko na chwilę, bo kawałek dalej odbijam od głównej trasy na podjazd w Straszydle. Sylwek jedzie dalej ustaloną trasą. Górny punkt podjazdu w Straszydle. Teraz czas na pętlę, czyli zjazd do miejscowości przez Nalepki i ponownie wdrapanie się tutaj na górę przez Rzeki i Pustki. Najtrudniejsza część podjazdu - przed i zaraz za tym domem na wprost. Siedząc na siodełku czuję jak przednie koło odrywa się od asfaltu. W sumie nic dziwnego, bo altimetr pokazuje 19% nachylenia. Kawałek przed miejscem gdzie stoją samochody podjazd "wypłaszcza się" do 14%. Nagrodą są widoki i wytopiony tłuszczyk;-) Po głównej części podjazdu za Lubienią odpoczywam sobie chwilę na ławce widokowej. Magnetyczna ławeczka, niby w środku niczego ale każdy z nas w samotności skusił się jej zacienionemu urokowi o czym dowiadujemy się gdy sie spotkamy ponownie. W oddali widoczny Rzeszów - stolica Podkarpacia. Ten Rzeszów ma raptem kilkaset metrów i kilka zabudowań - może to jakaś enklawa:-) Za dziwnym Rzeszowem zdzwaniamy się z Sylwkiem i dalej jedziemy już razem. Niestety do Marcina nie sposób się dodzwonić - cały czas poza zasięgiem. W Nowym Borku postanawiamy zatrzymać się w pobliskim baro-sklepie na małe piwko. Marcina spotykamy dopiero za Błażową jak odpoczywa sobie na pobliskim MOR-ze. Oczywiście minął nas gdy odpoczywaliśmy w tym barosklepie:-) Po ciężkim dniu idziemy coś zjeść do karczmy, towarzyszy nam Duch Sanu:-) Po obiedzie idziemy na kwaterę i tam odpoczywamy tak skutecznie, że wszyscy śpimy praktycznie do rana. Ta regeneracja bardzo jest nam potrzebna.
  46. 6 points
    Połaziłem rodzinnie przez długi weekend w okolicy Małego Skrzycznego. Celem była trasa spacerowa z warunkiem "ale żeby tłumów nie było". Pomimo długiego weekendu i mega popularnej okolicy można trafić tereny po których absolutnie nikt nie chodzi ! Wszystkie stokówki były puste. Można też jakieś potencjalne linie pod zjazdy rozeznać na przyszły mega śnieżny sezon. Obadałem dokładnie miejsce z którego jest zasilany zbiornik na hali i już wiem, który to ciek odpowiada za wodę Mapka i parę fotek poniżej: Pozdrawiam mirekn
  47. 6 points
    Potruchtałem trochę w sobotę po Beskidzie Śląskim. Z uwagi na weekend i słoneczko padło na leśne dukty a nie turystyczne szlaki. Zaliczyłem wszystkie Wisły początki tj strumyczki dające początek Wiśle. Z Slamopola na Przysłup pod Baranią i z powrotem. Biegaczy troje. Plecakowców z 6 -ciu. Na elektrykach około 12 - tu i tradycyjnych bikerów z 10 - ciu. Czyli całkiem spokojnie. W okolicy Salmopola dużo spacerowiczów, ale to już taki urok tego miejsca, bo i samo miejsce urokliwe a i łatwo dostępne. Gdy zbiegałem około 12:00 na Salmopolu tłumy. Wszystkie parkingi przepełnione do granic, droga aż po Juliany obstawiona. Dobra kawa i domowe ciasto na Przysłupie jest czyli można się w połowie zregenerować. Wyszło tak. Parę fotek. A teraz parę info. ze Szczyrku. Od okolic ulicy Orzechowej/Olchowej chodnik zastawione w całości samochodami i tłumami ludzi. Naprawdę było bardzo gęsto i tak prawie aż pod skocznię. Bardzo dużo spacerowiczów. Parkingi pod gondolą pełne. Kolejka spora. Pozdrawiam mirekn
  48. 6 points
  49. 5 points
    ..jedyne media które NIGDY nie kłamią to prąd woda i gaz......no ale to już wszyscy wiedza przecież wiec i sporo ludzi uodpornionych na wszelka propagandę jest - ale na teorie spiskowe tez ...bo to działa w dwie strony
  50. 5 points
    Ależ dupek z ciebie. za Małysza !
Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...