Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 03/05/2020 in all areas

  1. 34 points
    No to w ramach oddechu świeżym górskim powietrzem, w ramach odejścia od kłótni na temat koronawirusa, małe przenosiny na Kasprowy Wierch Co prawda z poniedziałku, ale i tak wiele pewnie nie zmieni się w najbliższym czasie. Dla mnie ten poniedziałkowy dzień to był masochizm w najczystszej postaci, bo być tam i nie jeździć na nartach to grzech No ale byłem w pracy, byłem pod koniec dnia, zdjęcia robiłem, a przy okazji zrobiłem i kilka takich luźnych zdjęć jak poniżej Co prawda zwędziłem jednej miłej Pani z Portalu Tatrzańskiego na kilka chwil jej narty i kije, ale tylko po to, żeby sobie z nimi zrobić pamiątkowe zdjęcie Dzień słoneczny, przepiękny, praktycznie bezwietrznie. Z tego co pytałem kilku narciarzy, to warunki świetne, a zjazd na dół do Kuźnic bezproblemowy, jedynie z małymi przetarciami na dole, ale przy odrobinie uwagi da się przejechać. A popołudniowy Kasprowy w poniedziałek wyglądał tak:
  2. 28 points
    Ciągle staramy się dopracować "najlepszą" formułę wyjazdową. Kiedyś chodziliśmy trawersy (np Ortlera, Silvretty). W zeszłym roku zrobiliśmy parodniowy wyjazd w oparciu o jedno schronisko (Branca) co było bardzo wygodne. Tym razem wyjazd miał być długi i oparty o dwie doskonałe miejscówki. Pierwszą było bardzo znane schronisko Franz Senn Hutte. Można z niego zrobić pewnie z 6 doskonałych celów. Dzień 1 Ten pierwszy to był dojazd i dojście. Odległość jest bardzo zbliżona do lodowcowego ośrodka Stubai. W Neufstift skręca się do Barenband a dalej wąską drogą do parkingu gdzie trzeba założyć foki (i plecak) Dojście jest całkiem konkretne - 740 m vertical i ponad 7 km. Trzeba liczyć 3 godziny. O schronisku napiszę innym razem. Dzień 2 Naszym celem będzie Hinterer bądź Vorderer Wilder Turm (ewentualnie Wildes Hinterbergl). To grupa leżących obok siebie szczytów zlokalizowanych na południowy-zachód od schroniska. Zrobimy to w formie pętli tak aby podchodzić łagodniej a zjeżdżać stromszym lodowcem Lisense. Od rana lampa i widoki na doskonałą jazdę. Idzie się łagodną dość doliną z kolejnymi stromymi progami. W pewnym miejscu skręca w prawo dochodząc do skalistego brzegu kotła. Najciekawsze jest wyjście na lodowcowe platou. Przyjemna ścianka do przejścia i otwierający się widok. Z lewej strony kusi Hinterer Wilder Turm. Z jego zbocza lodowcowe wypłaszczenie wygląda przepięknie... Pora na przepinkę i jazdę. Z początku jest łagodnie ale później robi się w sam raz. Tak jest do samego dołu do miejsca zamknięcia pętli gdzie wjeżdżamy w dolinę. W statystykach wyszło 15 km (całość) i 1150 m vertical. Na mapie są obydwa dni. cdn. Pozdro Wiesiek
  3. 26 points
    Na kanale 3Sat / Alpen Panorama
  4. 24 points
    Kiedy tydzień temu pojechałem do Oberwiesenthal nie spodziewałem się, że to ostatnie podrygi sezonu narciarskiego, który nie był dla mnie udany, a z powodu koronawirusa zakończył się tak, jak wyglądał Krótki wypad na niemiecko-czeskie pogranicze uważam jednak za bardzo udany, ponieważ był on pełen ciekawostek Ciekawostka pierwsza jest taka, że Oberwiesenthal to najwyżej położone miasto w Niemczech (914 m.n.p.m.). A macie, wy wymuskane alpejskie osady! Druga ciekawostka jest taka, że z miasta na górę Fichtelberg wozi narciarzy najstarsza w Niemczech kolej linowa, kursująca od 1924r. Uroczy, czerwony wagonik kursuje co 15 minut a podróż nim zajmuje raptem 4 minuty. Kolejna ciekawostką było to, że podczas mojego pobytu w mieście obywały się właśnie Mistrzostwa Świata Juniorów w narciarstwie klasycznym. Postanowiliśmy zatem z kolegą podopingować skoczków podczas konkursu drużynowego. Chciałem stworzyć pansłowiańską grupę wsparcia, gdyż miałem do dyspozycji flagę polską, czeską, słowacką, ukraińską i rosyjską. Jednakowoż kolega z flagami miał dotrzeć dopiero na drugą serię. W międzyczasie się okazało, że Słowacy i Ukraińcy nie startują, Czesi i Polacy odpadli już w 1. serii, a samą rosyjską flagą jakoś głupio było machać... Toteż w milczeniu obejrzeliśmy, jak chorągiewkami machają, a zawody wygrywają inni... A skoro o skokach mowa, to kolejną ciekawostką jest to, że w Oberwiesenthal mieszka i jego honorowym obywatelem jest Jens Weissflog (jak ktoś nie wie kto to jest, niech zapyta Małysza). Podobno prowadzi tu (Weissflog, nie Małysz) restaurację, ale w niej nie byliśmy, bo na bank serwuje w nich sznycle i soljanki, a te wychodziły nam już uszami Narciarską ciekawostką jest to, że niemiecki ośrodek ten połączony jest z nieodległym, czeskim ośrodkiem Klínovec, tworząc wspólnie tzw. „Interskiregion”. Ośrodki łączy skibus, który co 30 minut wozi narciarzy od ośrodka do ośrodka. Co ciekawe, przystanki znajdują się na szczytach gór – Klínovcu i Fichtelbergu, z jednym przystankiem pośrednim w dolinie, przy niesłusznie budzącym niepokój nazwą, małym ośrodku Neklid. Skibus obsługują Czesi za pomocą dość wysłużonego, wycieczkowego autokaru, którego kierowcą, w dniach gdy akurat z niego korzystałem, był odziany w wełnianą czapkę, wąsaty pan, bez wątpienia o imieniu „Honza” lub „Pepa”. Miał on dość osobliwy zwyczaj – mimo że na znajdującym się na szczycie przystanku pojawiał się często ok. 15 minut przed odjazdem, nie otwierał drzwi, tylko w najlepsze biesiadował w autobusie, smarując chlebíčky różnymi pomazánkami i raz po raz spoglądając na czekających na zewnątrz narciarzy. A przypominam, że przystanki znajdują się na szczycie, a tam często było zimno, mgliście i wietrznie. Dopiero 1-2 minuty przed godziną odjazdu (a nawet po niej), otwierał drzwi i wpuszczał to hipotermiczne towarzystwo do środka. Nic nie było w stanie zmącić spokoju pana kierowcy, nawet sytuacja, gdy w ostro skręcającym autobusie otworzyła się burta i wszystkie narty oraz snowboardy, dzięki sile odśrodkowej, malowniczym wachlarzem rozsypały się po szosie, tamując ruch uliczny w dwóch kierunkach. „Halt!”, „Stop!”, krzyczał cały autobus, a pan kierowca ze stoickim spokojem zatrzymał autobus, otworzył drzwi i pozwolił narciarzom biegać po szosie i poboczu i zbierać swój sprzęt, który wrzucony na powrót do luku bagażowego pojechał wkrótce w dalszą drogę. Na koniec słów kilka o narciarskich walorach Oberwiesenthal. Sam ośrodek nie jest duży i oferuje głównie łagodne, niebieskie trasy, idealne do nauki lub rodzinnego, spokojnego szusowania. Odcinki „czerwone” są krótkie i nieliczne. Jedynie pod kolejką linową znajduje się bardziej wymagająca, oznaczona kolorem czarnym trasa Rennstrecke, posiadająca homologację FIS. Tak jak wspomniałem, Oberwiesenthal tworzy wraz z czeskim Klinovcem tzw. Interskiregion, oferujący łącznie ponad 40km tras. Karnet obowiązujący na oba ośrodki można nabyć przy zakupie skipasu na co najmniej 1,5 dnia. Ośrodki łączy bezpłatny skibus, odjeżdżający co 30 minut raz z jednego, raz z drugiego szczytu, a po drodze zatrzymujący się jeszcze w niżej położonej stacji Neklid. Sam Klinovec jest ośrodkiem większym, oferującym całkiem długie i szerokie trasy, na czele z blisko 3 kilometrową „Jáchymovską” (trasa nr 1). Także sama infrastruktura (wyciągi) po stronie czeskiej jest nieco nowocześniejsza. Narciarze mogą wjeżdżać i parkować na szczycie Klinovca, przy czym wjazd na prowadzącą na szczyt drogę jest płatny (opłata zależy od czasu między wjazdem a wyjazdem). Na szczycie Fichtelbergu i Klinovca znajdują się hotele – ten niemiecki jest czynny, natomiast czeski jest zamknięty i bardzo malowniczo niszczeje, przywodząc na myśl horrory i filmy ze Scooby Doo Jak się okazało, weekend 7-8 marca był ostatnim tchnieniem narciarskiej zimy, bo już w czwartek ośrodek wyglądał tak jak poniżej, a tydzień później dobiła go pandemia. Strona Interskiregionu: https://interskiregion.com/ A koniec mała reklama - można polubić mnie na facebooku, gdzie na moim niekomercyjnym fanpage opisuję różne narciarskie przygody. Zapraszam https://www.facebook.com/skibumpl/
  5. 20 points
    Świetny dzionek zaliczony Ludzi szczątkowe ilości Pogoda ,śnieg i wiatr we włosach Zjazd do samego dołu
  6. 20 points
    Dzisiaj ostatki w SON i COS (oczywiście bez wyciągów). Warunki ciężkie - śnieg mocno nierówny i zmrożony - pewnie po południu było by lepiej. FIS: Później przejście na Małe Skrzyczne i zjazd do Soliska trasami 2 (tutaj najlepsze warunki moim zdaniem) i 4 (tutaj trasa zaczynała puszczać więc w sumie też w miarę się jechało). Widok w stronę tras na pośrednim: I na koniec zjazd jedynką: To już chyba ostatni weekend jazdy na Skrzycznym, może z Małego Skrzycznego będzie się dało jeszcze zjechać za tydzień i FIS-em do połowy. Jako bonus widok na Tatry i Jeseniki (średnio wyraźny, ale widać było je dobrze)
  7. 19 points
    W tym roku z obawy o moje sztuczne serce lekarze zabronili mi jazdy na nartach. Jednakże prosili o dużo ruchu, dzisiejszych warunków nie mogłem odpuścić na ostatni w tym roku taki spacer: @marboru oto prywatna Szwajcaria łodygowska; A serduszko mam ze sobą: No to mój ostatni dzień na nartach w tym sezonie. Na szczęście nowy sezon już blisko. Ale kiedy karnety na Szczyrk będą dostępne? Do zobaczenia: @marionen przez ciebie ryzykowałem dziś moim zdrowiem "Rysiu, Żbiku"
  8. 19 points
    Moja pierwsza wypowiedz w tym temacie. @fredek321 cały czas o tym mówił, może nie tak dobitnie. Tekst z FB lekarki z Rybnika. Ludzie myślcie, to naprawdę nie boli poniżej cytat: UWAGA! Będzie długo, ale myślę że od tego zależy przyszłość nasza i naszych bliskich, jakkolwiek poważnie to brzmi. Jak wiecie, jestem lekarzem, który pracuje w dużym szpitalu, w Szpitalu Wojewódzkim. Może nie mam 30- stu lat doświadczenia w zawodzie, ale zdążyłam już doświadczyć realiów polskiej „służby zdrowia” (jak chętnie niektórzy nas nazywają). Koronawirus – na chwilę obecną mamy 31 POTWIERDZONYCH przypadków w Polsce. Pacjenci są w różnym stanie – począwszy od dobrego stanu, który wymaga tylko obserwacji, po pacjentów z niewydolnością oddechową wymagających respiratora. Gwarantuję Wam, że chorych w Polsce jest więcej, po prostu ich nie diagnozujemy. Dlaczego? Bo nie mamy testów. W moim szpitalu ustawiono namiot, ogłoszono że tam będą mogli udać się ludzie podejrzani o koronawirusa. W dniu wczorajszym nie było ANI JEDNEGO ZESTAWU do pobrania badań w kierunku wirusa. Powtarzam ANI JEDNEGO!!! W chwili obecnej, WHO zmieniła status naszego kraju na tzw.„local transmission” co to oznacza w praktyce? Nie jest dla nas argumentem to, że nie wróciłeś właśnie z Włoch, Chin itd. Nie jest dla nas argumentem to, że Twój syn/mąż/dziadek/kochanek wrócił z tych krajów. Jesteśmy uznani za kraj, w którym wirus JEST. W mojej opinii w RYBNIKU jest tym bardziej (5 potwierdzonych przypadków wśród Rybniczan). Macie objawy, możecie mieć tego wirusa. Czy go macie? Nie powiem Wam bo nie mamy testów by Was wszystkich przebadać. Nie myślcie że mamy lepszą odporność niż Niemcy, Francuzi, Włosi… Nie! Oni badają swoich obywateli. Wg dzisiejszych danych w Polsce przeprowadza się do tej pory 43 testy/milion mieszkańców. W Izraelu 401/ milion, we Włoszech obecnie jest to 826 testy/milion mieszkańców. Dziś GIS zapowiada, że zwiększy liczbę testów, którymi będziemy mogli dysponować i będziemy mogli badać więcej osób. Kolejnym problemem jest to, że naprawdę nie mamy wystarczającej ilości kombinezonów, masek, gogli, rękawiczek itd. Nikt nie przeprowadził nam szkolenia jak ten kombinezon zdjąć, a to jest najbardziej ryzykowne i najłatwiej się wtedy zakazić personelowi medycznemu. Każą nam badać pacjentów, a nie jesteśmy zabezpieczeni. Tym samym możemy zarażać innych. Pamiętajcie, że lekarze, pielęgniarki, ratownicy mogą być również objęci kwarantanną. Jeśli już na samym początku zamkną nas na 2 tygodnie, kto będzie Was ratował w przyszłym tygodniu lub za 10 dni? Szpital wstrzymał przyjęcia planowe – brakuje sprzętu jednorazowego… Rząd i lokalni rządzący zapewniają, że mamy wystarczającą ilość respiratorów, że jesteśmy wydolni, że jesteśmy przygotowani i damy radę. Nie jesteśmy i nie damy! Chyba że pracuję w innej rzeczywistości. Do tej pory, na niejednym dyżurze spędzałam całe noce dzwoniąc po WSZYSTKICH OiTach nie tylko na Śląsku ale również poza jego granicami by znaleźć JEDNO miejsce dla pacjenta zaintubowanego, na respiratorze (pożyczonym) by tam móc go leczyć. Zamawiałam już transport takich pacjentów do Kielc, Kędzierzyna– Koźla itd. bo nigdzie nie było dla niego miejsca. Nie uwierzę, że nagle wszyscy pacjenci OiTów wyzdrowieli, zostali wypisani ze szpitali i nasze OiTy czekają na ofiary koronawirusa. We Włoszech już rozpoczyna się ocena szans, kogo podłączyć do respiratora bo ma jeszcze szanse na wyzdrowienie, a komu pozwolić umrzeć bo sprzętu nie ma. Jeśli wirus u nas się rozszaleje, taka sytuacja wystąpi o wiele szybciej niż tam. Nikt z Was nie chciałby podejmować takich decyzji, każdy z Was chciałby byśmy ratowali Waszych rodziców, dziadków, Wasze rodzeństwa. Co możemy zrobić? Nasz rząd bardzo dobrze wie, że jeśli sytuacja się rozwinie, nie opanujemy tego wszystkiego i będzie O WIELE gorzej niż w Lombardii. Nie mamy szans by to opanować. ALE! Możemy spróbować nie dopuścić do tego, by wirus się tak rozprzestrzenił. Rząd podjął BARDZO MĄDRE decyzje. Zamknięto szkoły, uczelnie, muzea, kina, odwołano imprezy masowe. Ale to nic nie da, jeżeli sami będziemy lekkomyślnie podchodzić do tych nakazów. Często słyszę jako lekarz, że ktoś „APELUJE DO MOJEGO SUMIENIA”. Dzisiaj JA APELUJĘ DO WASZYCH SUMIEŃ: 1) Siedź na dupie w domu w te dni, nie wychodź, nie zwołuj wielkich imprez, nie chodź do klubów i dyskotek, jeśli są jeszcze otwarte. Nie wybieraj się na zakupy do galerii handlowych, NIE CHODŹ NA MSZE DO KOŚCIOŁA (tak! Mówię to ja, śpiewająca psalmy na Waszych ślubach). Chcesz mieć nowe ciuchy – zamów online, albo zaoszczędź i za miesiąc kupisz sobie więcej na nowy sezon. 2) Możesz pracować zdalnie – to tak pracuj! Ja w chwili obecnej marzę o takiej opcji – nie ma szans bym mogła o tym myśleć. Doceń więc tą opcję i wykorzystuj! Możesz wziąć urlop – weź i spędź czas z rodziną. Dobra, może zarobimy w tym miesiącu mniej. Ale lepiej zarobić trochę mniej dziś, niż starać się o rentę za kilka miesięcy. 3) Należy Ci się opieka na dziecko które nie chodzi do szkoły – KORZYSTAJ! Siedź z nim w domu, wyśpij się za wszystkie czasy, pograjcie w planszówki. Nie wypuszczaj dzieci w te dni na zajęcia sportowe by pobawiło się drużynowo! 4) Masz jakiekolwiek objawy infekcji – idź na L4 (możesz w chwili obecnej dostać je elektronicznie, zadzwoń do swojego POZ i uzyskaj szczegóły, nie musisz iść tam osobiście i zarażać wszystkich wokoło). 5) Brakuje Ci leków przyjmowanych przewlekle – powiadom telefonicznie swojego lekarza, po tą są e-recepty w takiej chwili. 6) To że czujesz się dobrze, masz 20-40 lat i uważasz, że możesz iść w weekend na balety w miasto, świadczy tylko o tym jak bardzo jesteś GŁUPI – może nie umrzesz z powodu niewydolności oddechowej w przebiegu koronawirusa, ale możesz go sprzedać innym, schorowanym, starszym, pacjentom onkologicznym, z niedoborem odporności… albo po prostu się okaże, że wcale taki odporny nie jesteś i jednak się przekręcisz. 7) NIE KŁAMCIE LEKARZOM/PIELĘGNIARKOM/RATOWNIKOM/ SANEPIDowi itd. że nie byliście za granicą, że nikt z bliskich tam nie był, jeśli prawda jest inna – to na waszych sumieniach będą zgony osób które zarazicie. Mówcie prawdę, obserwujcie się i w razie czego DZWOŃCIE do Oddz.Zakaźnych i SANEPIDów (numery dwa posty niżej). 😎 Jeśli macie infekcje które można leczyć w domu, to tam je leczcie. Pokazałam Wam że większość szpitali NIE MA NARZĘDZI do diagnostyki i leczenia tego wirusa. Nie każde przeziębienie to koronawirus, większość infekcji górnych dróg oddechowych można wyleczyć cytryną, czosnkiem, miodem, leżeniem w łóżku, paracetamolem, fervexami itd. 9) Kwarantanna, L4, nadzór epidemiologiczny nie jest wakacjami, czasem na odwiedziny, na zabawy w większym gronie. To czas kiedy swoim zachowaniem możecie uratować czyjeś życie. To czas w którym możecie zadecydować o losie Waszych najbliższych. Nie życzę nikomu poczucia winy, że przez Wasze pójście na siłownię, do klubu, na mszę – Wasza mama umrze z powodu choroby, którą przynieśliście do domu. A pamiętajcie, że za złamanie warunków kwarantanny grozi kara w wysokości 5 tyś złotych Nie chcę siać paniki, próbuję Wam uzmysłowić, że tylko od nas samych zależy teraz jak się sytuacja potoczy, bo naprawdę na „SŁUŻBĘ ZDROWIA” na wielką skalę w tym przypadku nie ma w tym państwie co liczyć. Mówię to jako czynny pracownik, który widzi co się dzieje. Nie chcę by ktoś z Was mi współczuł z powodu tego co się dzieje, nie chcę słyszeć „sama sobie wybrałaś”. Nie! Nie o tym mowa. Chodzi mi o to, byśmy WSZYSCY RAZEM wzięli odpowiedzialność za ludzi dokoła przez te kilkanaście najbliższych dni. SIEDŹ NA DUPIE W DOMU, bo inni by chcieli, a nie mogą! P.S Wszystkim życzliwym donosicielom którzy chcą powiadomić szanowną dyrekcję szpitala, że znowu "sram do swojego gniazda" odpowiadam: Spoko! Już mnie tam znają. Mówię co myślę! Zawsze. Im też!
  9. 18 points
    Sobota - trekkingowo po lasach i polach Wczoraj - aby uniknąć tłoku na drogach i tłumów szczecinian - wybraliśmy z Darkiem trasy terenowe w okolicznych lasach i po okolicznych łąkach. Udało się tylko częściowo, bo pomimo zaostrzenia zasad, znów mnóstwo ludzi wyjechało autami do lasów i skutecznie obstawiło wszystkie miejsca, gdzie można zaparkować . Z domu pojechaliśmy najpierw nad jezioro Ogólne (nie ma go na mapach ), nad którym szaleją bobry. To już nie jakieś ponadgryzane krzaki, czy młode drzewka, ale ogromne, poprzewalane pnie : Przejechaliśmy przez łąkę i prowizoryczny mostek nad rzeczką w pobliżu Grzepnicy: A nad rzeczką - wiosna i kwitną zawilce: Kolejną gruntową dróżką dotarliśmy nad prywatne jeziorko w Łęgach, zamieszkałe przez parę łabędzi, które pokazały nam, gdzie nas mają ... W Łęgach skręciliśmy w ulicę Nad Świdwie, aby dojechać dalej polnymi drogami ... gdzieżby indziej, jak nie do rezerwatu Świdwie . Niestety wieża widokowa, z której podziwiać można było do niedawna wspaniałą panoramę jeziora i okolicy od ubiegłego roku jest wyłączona z eksploatacji, a w obecnej sytuacji tym bardziej nie chcieliśmy wchodzić na nią "na dziko". Polną drogą pojechaliśmy do Zalesia. Brama do pałacyku Nadleśnictwa Trzebież, mieszczącego się w pałacyku w Zalesiu - ciekawa robota kowalska: Koza : Na koniec trochę historii w lasach koło mojej miejscowości: Nawet można w lesie jeszcze zauważyć zarys zarośniętych wałów wokół dawnych stanowisk na pojazdy albo urządzenia wojskowe. Miniony tydzień był całkiem dobry rowerowo - oprócz dzisiejszego dnia praktycznie codziennie jeździłam. Dystanse może nie oszałamiające, bo tak około 30-50 km dziennie, ale za to systematycznie. Mam nadzieję, że w kolejnym tygodniu jednak się ociepli na tyle, żeby znów dało się pokręcić. Pozdrawiam.
  10. 18 points
    A mnie dzisiaj wywiało na narty Pogoda taka sobie ale warto było Pozdrawiam wszystkich w tych trudnych czasach.
  11. 17 points
    Ostatni raz na deskach byłem 29.02 na Chopoku. Po ponad 3 tygodniach mocnego przeziębienia będąc pewnym (o ile dzisiaj można być czegokolwiek pewnym), że jest już dobrze udało się dzisiaj rzutem na taśmę zrobić z synem Markiem króciutka turę. Podjechaliśmy pod gondolę w Szczyrku, ale tu był tylko świeży kilkucentymetrowy śnieg bez podkładu. Wiedziałem, że dość pewna warstwa świeżego białego na starym podkładzie jest jeszcze na 1 od mostku, ale jakoś mi dzisiaj tam nie było pod drodze. Padło na start z Soliska. 10 cm świeżego wczorajszego opadu na wąskim pasku jeszcze nie stopniałego po sezonie śniegu pozwoliło na bezpieczne wyjście przez Suche do miejsca tuż poniżej zbiornika na Hali Skrzyczeńskiej. Niestety czas nas ograniczał i dalej nie szliśmy. Krótka przebierka i popitka na drewnianym mostku nowej rowerowej ścieżki i jazda w dół. 10-15 cm puszek wystarczył aby 99% trasy zjechać bezpiecznie i z przyjemnością. Tylko na Suchym zdjęcie nart, aby przejść przez drogę. Żal, że to koniec 😥😷 20200323_094944.mp4 20200323_095108.mp4
  12. 17 points
    Trasa: Złatna - Trzy Kopce - Hala Stefanka (zjazd) - Rysianka - Złatna Piękny zimowy krajobraz. 10 cm świeżego śniegu (poza górną częścią Rysianki - wywiane), zjazd do samego dołu (z 30 metrowym przejściem po drodze).
  13. 17 points
    Dzień 5 Opuszczamy gościnne pielesze Franz Senn Hutte! Przez to dwudniowe załamanie pogody nie zrobiliśmy planowanych głównych celów. Miały to być dwa z trzech: Ostliche Seespitze (3416 m npm), Schrandele (3390 m npm), Ruderhofspitze (3474 m npm). Wieczorem poprzedniego dnia rozmawiamy ze specjalistą ze schroniska w kwestii przejścia do Amberger Hutte. Drogi (dwie) niby są opisane... ale trudno znaleźć dokładniejsze charakterystyki. Po rozmowie wiemy niewiele więcej, ale dowiadujemy, którą by rekomendował. Oczywiście z licznymi zastrzeżeniami, że sami musimy ocenić ryzyko. Będziemy szli przez przełączkę pod Nordliche Wildgratspitze. Prognozowana pogoda jest mocno dwuznaczna, ma się przejaśniać aż do lampy ale jednocześnie idzie gwałtowne ocieplenie. Izoterma "0" ma być gdzieś na 3400 m (!!!). To może oznaczać spore kłopoty. Przed ociepleniem powinniśmy zdążyć przejść przez grań, dalej jest bezpiecznie. Analiza newralgicznego miejsca, przy dostępnych nam danych, daje 0,7 (według metody Muttera) ale to mogą być życzenia... Pierwsza część Jest przepięknie... Tu już jesteśmy na lodowcu z tyłu pięknie widać morenę boczną. A tutaj "dokumentacyjne" zdjęcie kawałka drogi na Ostliche Seespitze, widać, że jest najprawdopodobniej bezprecedensowo efektowna... może innym razem... Tutaj rozchodzą się drogi na Rudorferspitze (z lewej) i na "nasze" przejście. Część druga Czyli przejście. Identyfikujemy stromy żleb. do którego się kierujemy. Pierwsza dwie niemiłe niespodzianki. Pod ścianą jest 41 stopni i w dodatku żleb miał być "chodzony". To wywala w kosmos nasze redukcje. W dodatku są tutaj metry miękkiego śniegu. Mamy teoretycznie dwie możliwości pokonania przeszkody. Przez żleb lub letnim szlakiem po skałach. W żlebie jest jakaś podejrzana poręczówka (na krótkim odcinku). Szlak letni zaś jest niewidoczny (bo zasypany), a jak już napisałem nie wiemy jak jest ubezpieczony. Nie mniej droga przez kuluar jest raczej nie do zrobienia bo jest tam bardzo stromo i multum luźnego śniegu. Kierujemy się więc do stalowej poręczówki widocznej na zdjęciu powyżej (po prawej). Miejsca jest tam co najwyżej na dwóch narciarzy. Ale przypina się tam trójka. Mnie i Adasiowi koledzy rzucają linę i bezpiecznie czekamy na rozwój sytuacji. Po nieskończenie długim czasie jestem przy poręczówce. Paweł poszedł już na rekonesans sprawdzając czy ubezpieczenie jest ciągłe. Czeka go ciężka praca - na stromej skale trzeba dostać się do stalówki odkopując ją na kilkudziesięciu metrach. Zbieram się najszybciej jak potrafię, sprawdzam tylko dla ciekawości jakie są możliwości poruszania pod górę w żlebie. Dosłownie po dwóch krokach jestem unieruchomiony jak mucha w sieci pajęczej, wisząc na kroczu w bezdennym puchu. Gonię po poręczówce do przodu bo druga lina w moim plecaku może być potrzebna do ubezpieczenia. Na szczęście stalówka jest ciągła. Na górze razem z Pawłem szukamy zejścia. Miałem nadzieję, że może jest tam zjazd jakimś wyśnieżonym żlebem. Ale nic z tego, będzie zejście po stalówce. Na parometrowym odcinku brakuje jednak liny. Niby to dość prosty fragment (za to lufiasty) ale po takiej męczącej drodze (i z takim ciężarem na garbie) można zrobić błąd... Zakładamy tam poręczówkę. Paweł zostaje na górze a ja idę rozeznać resztę drogi. Po tej stronie zejście jest po czystej skale. Mając aluminiowe raki na nogach trzeba to zrobić ostrożnie. Przekazuję informację i ląduję po drugiej czekając na luzie (z aparatem) na resztę. Część trzecia Czyli zjazd. Albo wypłata. Nie będę ukrywał - nieadekwatna była ta nagroda! Zamiast metrów puchu: na górze gipsy, niżej paskudne zastrugi a później breja (co akurat lubię). Widać też wszędzie świeże zsuwy. Za to krajobrazy sielskie. Wiemy, że ma się szybko ochładzać więc rokowania co do przyjemności jazdy nie są korzystne. Na razie jednak dojeżdżamy do Amberger Hutte (jest na focie ). Aha - przejście przez grań zajęło nam 3,5 godz! Całość to było 16 km i 1200 m vertical. cdn Pozdro Wiesiek
  14. 17 points
    Dzień 3 Prognoza pogody nie była zbyt optymistyczna. Miało prószyć i być mgliście. Wybieramy więc w miarę bliski cel - przełęcz pod Kraulscharta. Idzie się tam boczną doliną wychodzącą na schronisko od strony południowo-wschodniej. Widok na schronisko z tego kierunku. Nasze cele majaczą gdzieś ledwo się rysując. Mijamy po drodze śniegowskaz i wygląda, że pokrywa śniegu jest tutaj ujemna. Przed nami idzie tandem więc jest łatwo z nawigacją i śladem. Później robi się stromiej. Nasi "przewodnicy" robią gdzieś przepinki na ścianie więc samodzielnie (pod wodzą Kamila) docieramy na przełęcz. Wiele nie widać ale ostrożnie wychylając się widać pod nami drogę na Ostliche Seespitze (który jest moim osobistym typem do zrobienia). Zjazd jest w pięknym miękkim ale brak widoczności nie pozwala cieszyć się tak bardzo jakby to było możliwe. Szczególnie, że zjeżdżamy krótszym wariantem, w skomplikowanym dość terenie, gdzie można spaść z klifów. Nie mniej jednak uznajemy, że było bardzo fajnie. W statystykach wyszło 10 km (6 km podejście, 4 km zjazd), vertical 1030 m. W ruchu byliśmy 3 godz. Sporo czasu zajęło nam nawigowanie w nieznanym terenie (przy powrocie) gdzie trzeba było zrobić parę wycofów. Nie mniej i tak lądujemy wcześnie w schronisku gdzie siedzimy sobie przy piwie i gaworzymy. Na mapie wyglądało to tak (opisany dzień to ten z lewej) Dzień 4 Prognoza raczej nie dawała wielkich nadziei. Miało (i było) gorzej jak wczoraj. Na pewno jednak nie odpuścimy sobie wyjścia... Postanawiamy uderzyć w stronę Kreuzspitz (i sąsiedniego Ostliche Knopenspitz). Wejścia (zresztą wspinaczkowe) nie były realne ale gdzieś pod ścianę zawsze można spróbować podejść. Początek trasy był identyczny jak dzień wcześniej. Pogoda zaś taka. Po drodze dokładnie oglądamy mijaną z lewej grań szukając przełączki co tam miała być. Typujemy miejsce gdzie chyba widać ślady łażenia, robię fotę. Zapamiętujemy to miejsce Stopniowo docieramy do kotła zamkniętego paroma szczytami. Tutaj zaczyna się niewielki lodowczyk - Knotenspitzferner. Ponieważ solidnie w tym miejscu wieje, a korzyści z dalszego pchania się nie widać, postanawiamy wracać. Zjazd podobnie jak wczoraj jest ostrożny. A ponieważ trochę szybko bylibyśmy w schronisku to postanawiamy sprawdzić przejście tym kominkiem co go sfotografowałem. Ta decyzja miała, nawiasem mówiąc, całkiem dalekosiężne skutki. Wejście (bez nart) okazało się wredne, niby nie za bardzo stromo, ale luźny piarg pokryty śniegiem nie pozwalał poczuć się pewnie. Szczególnie, że z Kamilem uznaliśmy, że wejdziemy to z buta. Reszta widząc nasze kłopoty założyła przytomnie raki. Kominek ma w centralnej części założoną poręczówkę ale brakuje czegoś na wyjściu. Oglądamy na górze sytuację po drugiej stronie (na tyle ile widać) i schodzimy. A ponieważ czasu jest nadal dużo to robimy stanowisko. Wszystko ta zajęło nam akurat tyle czasu ile trzeba. Spokojnie jedziemy na piwo. Wyszło 700 m vertical, około 8 km. Jak na taki dzień to nieźle... cdn Pozdro Wiesiek
  15. 17 points
    Dzisiejsze Pilsko, od 9:00 do 14:30. Było z foki i z wyciągu. Rano Strugi pełne, wolny parking z tymi resztkami po budowie staję pierwszy w miejscu, w którym nie robi się maras / głębokie błoto (rano tak myślałem) Temperatura od -4 do +2. Na 5 - tce twardo (jak na naturalny śnieg podejrzane). Widać, że robią ją na puchar Pilska. Od rana do 11:30 stał od samej góry gigant, kawałek za pierwszy zakręt. Słonecznie cały czas. Widoki super. Wiatr max 2 ms. Poza tj. Kopiec i góra do 12:00 można było pojeździć po świeżym. Tak na oko z 10 cm nowego. Przejechałem wszystkie przecinki, te bliżej nieczynnych wyciągów szybciej zdegradowane. Góra 5 - tki twarda do 13-tej. Na szczycie latają na kitach i ......... fajne warunki u góry @jacekmaDa się zjechać do Szczawin 5-tką bez problemów jak i kombinacją 6-tki i 4-ki. Od Strugi dużo podchodzących, nie badałem tylko zjechałem kolejką. Kolejka na Szczawinach bez bramek, można zjechać kiedy się chce tj do 16:30. Karnety promocja - 15%. Parking 20. Parę fotek z legala (choć. kto to wie ) Micha się śmieje. Przy takich widokach nie muszę jeździć Jedna poważna kontuzja (biodro), było śmigło. Mam nadzieję, że nic poważnego. Trzymam kciuki. Pozdrawiam mirekn
  16. 16 points
    @marionen rano powiedział,że idzie po bułki ...a tu prosze Karkonosze KPN pozwala spacerować, ale tylko pieszym. Nic nie napisali,że nie wolno chodzić z nartami...
  17. 16 points
    Przepraszam Was bardzo, ale kompletnie nie miałam czasu na forum....wpadłam na chwilę dosłownie poczytać coś tam, ale nie było czasu i weny na pisanie...Obiecuję, że nadrobię zaległości w wolnej chwili i wszystko Wam opowiem, ale potrzebuje jeszcze chwilę czasu.... Powiem tylko że zdobyłam Puchar Polski i MPA i Family Cup dzięki dużej ilości eliminacji Jestem troche wykończona po sezonie po mniej więcej wyglądało to tak że poniedziałek-czwartek praca po 10,5 godziny, plus dojazdy więc w domu tylko spanie.....piatek, sobota i niedziela wstawianie 4,5,6 rano i zawody....i tak prawie całą zimę, z małymi wyjatkami.....Co prawda warto było ale muszę odpocząć Co prawda jest niedosyt bo właśnie kupiłam nowe narty, chciałam pojechac w Alpy, Dolomity, gdziekolwiek w końcu się wyjeździć za granicą i znów nie wyszło......No ale zbieram siły i opowiem Wam wkrótce co i jak się u mnie po kolei działo
  18. 15 points
    Dzisiaj u nas od rana wieje lodowaty i huraganowy wiatr, momentami nawet zacina drobnym śniegiem, więc z roweru nici. Ale wczoraj i przedwczoraj trochę pokręciłam. Piątek - szosowo do Trzebieży Zachciało mi się nad wodę, gdzieś - gdzie szeroki horyzont. Jeszcze w tym roku nie byliśmy z Darkiem nad Zalewem Szczecińskim, więc tam właśnie pojechaliśmy w piątek. Mieliśmy nadzieję, że z powodu koronawirusa nie będzie tak dużego ruchu jak zwykle. Ale ruch na trasie ze Szczecina do Trzebieży był spory. Całe szczęście, że wkrótce powstanie tam ścieżka rowerowa, to będzie bezpieczniej jechać. Fragmentami jest już nawet gotowa. Bardzo przeszkadzał i utrudniał jazdę porywisty "w mordę wind". W samej Trzebieży raczej pusto. Przystań żeglarska - o tej porze powinna tętnić życiem i przygotowaniami do wodowania łódek, a tylko s/y "Śmiały" smętnie kołysze się na wodzie: Restauracja "Portowa" pamięta lepsze czasy ... W okolicach promenady i plaży spaceruje tylko kilka osób, wszystkie knajpki i budki z jedzeniem oczywiście zamknięte na głucho. Dziwny widok w zazwyczaj tętniącym życiem miejscu. Tym razem więc bez szarlotki w kultowym barze "Zalew" ... Na pociechę w drodze powrotnej mieliśmy z wiatrem, a ruch na szosie przez Puszczę Wkrzańską - dużo mniejszy.
  19. 15 points
    A dziś na Pilsku bogactwo Warunki super Twardo ale nie lodowo Pękna jazda Ostatni dzionej zjazdowy ...
  20. 15 points
    marcowe nartowanie na Jaworzynie 09.03 Jest jak jest w tym sezonie więc długo sie nie zastanawiałem. Zakazałem synowi iśc do szkoły i udaliśmy sie na Jaworzynę, żeby potestował troche nart bo mu cos trzeba kupić. Rano na dole 0° C, u góry trochę chłodniej ale temperatura szybko poszła do góry. Było więc miękko. Kolejek zero a koło południa już w zasadzie pustki. Po trzech zjazdach zostawiam GSy, zmieniam narty i jest OK. Młody przesiada sie na moje RTMy zatem ja testuję Progressory F19 córki. Są zaskakująco fajne na takim śniegu i 75 pod butem wystarcza. Koło 12 przeskakujemy na trasę 5 i tu szok. Jest duuuuużo lepiej a przy wyciągu nawet trochę zmrożonego sztruksu. Katujemy więc tą trasę i czasami zaglądamy na 1-kę - tam już poważne wyzwanie dla wielu - stok rozorany na maksa. O 16 wjazd ostatnią gondolą i na górze niespodzianka - piekny sztruksik na sam dół. Dzień 36 jak najbardziej udany
  21. 14 points
  22. 14 points
    Pilsko dziś zdecydowanie zimowe Mróz ,wiatr, słoneczko
  23. 14 points
    Start Strugi,ok 300m z buta Potem już turowanie na Szczawiany,Miziową,Pilsko Następnie szlakiem wzdłuż granicy Palenica z Halą Cudziochową,Trzy Kopy i Rysianka Powrót analogicznie ze zjazdem z Pilska do Szczawin Dziś było wszystko tj.słońce, mróz,srogi wiatr, śnieg,zawierucha Udany dzionek i w nogach ładnych parę kilometrów
  24. 14 points
  25. 14 points
    Gdzie Mariusz był nie wiem,KPN duży. Kablować go do sanepidu byłoby totalną zbrodnią...
  26. 14 points
    W ramach kwarantany dziś samotnie Wierchomla w tą i nazad Piękny dzionek
  27. 14 points
    Miałem jechać jutro, ale przy tym tempie zmian sytuacji, zakończyłem sezon dziś. Pogoda okazała się idealna, także lepszej już jutro być po prostu nie mogło. Już z drogi przez Kowary widać były błyszczące, ośnieżone wierzchołki Karkonoszy, które z tego miasta prezentują się prawie jak Tatry. Rano wstałem dość późno (bo nie planowałem dziś jechać) i na kamerkach zobaczyłem to samo co wczoraj, czyli kompletne pustki (w przeciwieństwie np. do Czarnej Góry, gdzie otwierają dopiero o 9-tej, a i tak już tam ludzie jeżdżą), ale ilość ludzi na miejscu o 12-tej trochę mnie zaskoczyła. Nie wiem gdzie tam się parkuje w szczycie sezonu, ale dziś trafiłem na ostatnie wolne miejsce na tym głównym parkingu przy dolnej stacji kolei, złożonym z 4 poziomów, a każdy zaledwie na kilkanaście aut. Ktoś na tym, lub sąsiednim forum napisał niedawno, że Karpacz i Szklarska to jest patologia totalna pod względem organizacji. Takich słów bym może nie użył, ale faktycznie, na pięknej pogodzie i krajobrazie zalety tego miejsca się właściwie kończą. Najpierw kolejka do parkometru (jakby nie można było płacić u parkingowego), bez możliwości wydawania reszty i z koniecznością przewidzenia z góry, jak długo będzie się jeździło. Zapytałem w kasie czy w ogóle można dziś gdziekolwiek coś zjeść... i odetchnąłem z ulgą, bo na szczęście przy dolnej stacji czynna była jedyna budka z gastronomią (głównie pieczone ziemniaczki nadziewane różnym farszem - całkiem ok), więc zacząłem od posiłku, jako że na dół na nartach zjechać się nie da i nie bardzo mi się chciało zjeżdżać potem krzesełkiem specjalnie na posiłek. Krajobraz na górze piękny - świerki, przysłaniające wyschnięte badyle, tworzące jeszcze niedawno główny motyw krajobrazu Karkonoszy - tak jakby świeżo zasadzone. Oficjalnie "czynna" Śnieżynka ma w 80% warunki bardzo dobre (jak już kiedyś pisałem, większość tej trasy to trawers, więc nie zamierzałem nią jeździć), ale od momentu przejazdu pod starym krzesłem już katastrofa - lepiej zdjąć narty. Nie był też zagrodzony przejazd na Puchatka, choć jest oficjalnie zamknięty. Podwójny orczyk, oraz 2-osobowe krzesło bardzo się wloką - zwłaszcza, że nawet II odcinkiem wsiada się i wysiada w butach narciarskich, trzymając narty w ręku (mimo, że bez problemu mogliby tam śnieg podsypać). Cała górna część trasy zmrożona i w niektórych miejscach wywiana. Mimo słońca, było dość zimno. Przejazd na Halę Szrenicą w jedną stronę wąską rynną, w drugą stronę (w kierunku orczyka "Świąteczny Kamień") z podejściem. Sama Hala bardzo w porządku, ale tam by mi się znudziło po 2 przejazdach. Być może Szrenicę od strony narciarskiej ratuje Lollobrygida, niestety nie było mi dane sprawdzić. Na razie to coś jak połączenie archaicznej infrastruktury Pilska z dawnym Chopokiem sprzed inwestycji - piękny krajobraz, duża wysokość n.p.m., ale by na tak wietrznej kopule przygotować właściwie trasy, trzeba by wzorem Chopoka postawić mnóstwo armatek i płotków chroniących przed wiatrem (a to też szpeci krajobraz i niekoniecznie to popieram). Szrenica faktycznie od jura zamknięta, ale pani w kasie pocieszała, że to na razie "zawieszenie" sezonu, bo trwać ma on do połowy kwietnia.
  28. 14 points
    Piękny dzień kobiet dziś Pojeżdzone czas do domku na obiad
  29. 14 points
    Dzisiejszy dzień na KW był najlepszym moim dniem na nartach w tym sezonie. Pogoda, warunki oraz ludzie dopisały. Nie ma co wyjeździłem się że hej :).
  30. 13 points
    Dzisiaj też trochę pokręcone - pętelka prawie 30 km nad Roztokę Odrzańską. Chłodniej niż ostatnio, przed południem nawet lekko mżyło, ale popołudnie słoneczne. Na początku płaskim lasem ... A potem wzdłuż wału powodziowego. Parę dni suchej pogody, to gruntowa droga przejezdna. Miejscami trochę błota i kałuże, ale do ominięcia.
  31. 13 points
    Dzień 6 Startujemy z Amberger Hutte (którą już zdążyliśmy polubić). Ze względów bezpieczeństwa (trójka) zaplanowaliśmy, spokojną i przyjemna (czyli niezbyt stromą i niezagrożoną) wycieczka na przełęcz pod Windacher Daunkogel. Podobnie jak i wczoraj, w górach jest pusto. Zdecydowaną większość trasy musimy torować (co w największym stopniu robi Kamil zyskując przydomek Radzieckiego Lodołamacza Atomowego). Przy miękkim podłożu jest to duża praca do wykonania. Na końcu czeka nas widok na Hocher Stubaier Hutte - malowniczo położone schronisko. Zjazdy są w mocno przetworzonych śniegach ale - my nie damy rady??? W statystykach wyszło około 14 km (wszystko) i 1050 m vertical. W sam raz jak po wczorajszej długiej turze. Zjazd z ON Stubai do Gries Przy okazji sprawdziliśmy sobie możliwość tego zjazdu freeride. Wygląda to dobrze! Zaczynamy z orczyka Daunscharte, przechodzimy przez przełęcz i w dół przez lodowczyk Sulztaferner. Dalej jest efektowna, ostro wcięta, stroma i zróżnicowana rynna z progami (fota). Na pewno zagrożona lawinowo więc do zrobienia w odpowiednich warunkach. Na zdjęciu widać ślady więc ktoś to jeździ. Byłoby to 1500 m vertical (obok Amberger Hutte i dalej do Gries). Dół oczywiście płaski. Natomiast logistyka tego przedsięwzięcia nie jest łatwa bo lądujemy w Langenfeld. Chyba najłatwiej jest to zrobić z Insbrucka i w oparciu o busy. Dzień 7 Sytuacja lawinowa zdecydowanie się poprawiła. Możemy pozwolić sobie na bardziej stromy teren. Celem będzie Kuhscheibe. Na niebie mamy istne szaleństwo. Można złapać takie, na poły abstrakcyjne, obrazki. Później po drodze widzimy taki zamek. Na górze jest Aby nie było nudno to na szczycie Dominka zalicza inicjację. Czyli, to co prawie każdemu się zdarza, pierwsza zgubiona narta w terenie. Jadąca samodzielnie deska to jedna z paskudniejszych chwil w życiu skiturowca! Mnie się to zdarzyło na Grossvenedigerze tyle tylko, że pojechała gdzieś hen po horyzont znikając mi z oczu. I wtedy pożyczyłem od Pawła jego deski (mamy ten sam rozmiar buta) zjechałem odszukałem zgubę (wbitą przed stromym przełamaniem lodowca). I dzisiaj historia się przedziwnie zapętliła bo Paweł jakimś cudem złapał uciekinierkę. Rycerze są jeszcze na świecie! Zaletą takich sytuacji jest to, że nartę gubi się tylko raz. Wierzcie mi, że tak jest. A dalej w telegraficznym skrócie jazda w szreni, spotkani Austriacy i... uśmiechnięta Dominka - no w końcu nie codziennie spotyka się rycerza! Wyszło 11 km (zjazd i podjazd) i 1100 m vertical. W ruch byliśmy 2,5 godz a drugie tyle to przeżycia pięknościowo-towarzyskie. cdn Pozdro Wiesiek
  32. 13 points
    Już trzeci dzień spędzam w domu z rodziną. Zaczynamy się zaprzyjaźniać.Okazuje się że -syn w tym roku zdaje maturę -córka w ubiegłym roku już za mąż wyszła -mąż zmienił pracę -.... Fajni są.
  33. 13 points
    Najprawdopodobniej to już jedna z ostatnich tur do Szczyrku ze zjazdem do samego dołu bez uszczerbku w sprzęcie A było przecudownie....
  34. 13 points
    Zamiast siedzieć w domu i słuchać o tej (ś)wirusomanii, wyskoczyłem jednak na 2h na Czarną Górę - prawdopodobnie na przedostatnie narty w tym sezonie, bo w nd zapowiada się pełne słońce i może uda się zakosztować w końcu Szrenicy od samej góry. Ceny na Czarnej już posezonowe, czyli 45 zł za 2h. Ludzi garstka, łącznie może ze 100 osób. Szacunek, że przy tak niskiej frekwencji ratrakują i czerwoną i czarną trasę. Oczywiście w górnej połowie, bo dolna czarnej zamknięta. Pogoda w końcu się zlitowała (chyba czytając moje żale w innym wątku na wieczne zachmurzenie) i choć na godzinkę wyszło słońce. Co do warunków, na nieco zmrożonym błocie (po deszczach) leży ok. 1cm świeżego śniegu. Ogólnie w górnej połowie warunki są całkiem dobre, od połowy (tzn. od połączenia tras) raczej "zupa".
  35. 13 points
    Wy tu tak gadu gadu o Białce a ja dziś uderzyłem do Szczyrku. Oczywiście jestem daleki od ochów i achów nad TMRem. Koncepcją zamknięcia Julków ostro mnie wku...i. Dziś była jednak tak bajeczna pogoda, że nawet gdyby mi piach wprost pod narty sypali to by mi się gęba cieszyła. Zaparkowałem na chodniku pod COS chyba jako szósty. Na kanapie w COS odbiłem się 8:14. Miałem wrażenie, że jestem tam sam. Sporo dzisiejszych wjazdów w COS samotnych. Z kolejek to były tam chyba raz dwie czwórki przede mną. Szybko okazało się, że FIS zamknięty i nawet jakieś pirackie próby zjazdu się nie udadzą, bo na górze była ekipa co pilnowała by tam nie wjeżdżać. Ondraszek jak to ondraszek-kilka razy można dać radę ale to słaby wariant jak się wie, że obok epicko przygotowany FIS(tam jakieś zawody snowboardowe miały być). Przy pierwszym przejeździe duże zaskoczenie na Jaworzynie. Skonczył się ślad ratraka i trafiłem w pole kamieni. Aż chciałem narty przepraszać. Później okazało się, że jeden ślad ratraka jest tuż przy lesie i da się to pole kamolców ominąć. Poza samą Jaworzyną na początku na ondraszku spoko warunki. Przetestowałem też 2 razy orczyk. Jeden raz na górę i drugi do przecięcia się z FISo-Kaskadą(oczywiście bez kolejek). Fragment Kaskady do Jaworzyny słabiutki już od rana. Pod orczykiem bardzo spoko(ekipa ostro łopatowała na całej trasie). Za długo nie wytrzymałem w COS i przeskoczyłem do SON. Do Hali warunki petarda. Pierwszy zjazd 7-ka i tu zabolało znowu pod nartką(na dole trasy). 4-ka jakby lepiej ale tu zamiast kamolców różne dziwne przecierki. Do „żółtej” kolejki na parę minut(tak „parę” ludzi za bramkami). Tam jak wiadomo wsiada się po 4 więc za szybko to nie idzie. Następnie cisnę 1-ką. Tu była poezja. Tyle, że moje umiejętności nie za bardzo na tą trasę no i trzeba mieć ostre narty. Mostek to jest przygoda(na szczęście nie dla mnie). Za mostkiem szkoda gadać. Do gondoli parę metrów po kamolcach i błocie(jestem pewien, że mieli coś tam utwardzać lepiej w tym sezonie-coś im nie poszło). Do gondoli zupełny brak kolejki. Zjechałem jeszcze raz zamkniętą 3. Tak mniej więcej od zakrętu w prawo to duża przygoda. Ale spokojnie da się to ogarnąć. Jak by w TMRze mieli trochę pomyślunku to by poprzedniej nocy to dośnieżyli. Następnie „katowałem” trasę z Kopy. Tu była kolejka zazwyczaj od bramek. Ale 6 osób to idzie sprawnie. Co prawda znowu spadło dziecko, ale nawet sprawnie to jeździło. Do orczyka na Małe były momentami kolejki na kilkanaście osób. Unikałem. Jak już stałem to tak może w 5 osób. Z Małego też idealnie, do tego poetyckie widoki. O 13 uznałem, że Solisko to już zbrodnia na nartach. Zrobiłem jeszcze 1-kę(nadal do mostku trzymała się idealnie) i znowu powrót na Kopę. Następnie ok 15 przebitka na COS. Liczyłem, że otworzą FIS ale ten był zamknięty do końca. Warunki na Jaworzynie to już był horror. Ondraszek puścił miejscami. Co ciekawe COS śniegowo jeszcze gorzej niż SON. Ostatni raz na kanapę wsiadłem o 15:51. Wcześniej ostro nadawali przez megafony, że jazda tylko do 16. Chwilę po 16 zjechałem z nartami w rękach na dół. Zrobiłem pierwszy raz na nartach ponad 100km(z wyciągami oczywiście). To może żaden wyczyn, ale dla mnie to symboliczne. Posilałem się kiełbasą w knajpce w górnej części 4-ki i w tym barze wyżej przy 1-ce(kaszanka). Najwięcej luda oczywiście w Kulfonce. Dzień narciarsko mega udany. Narty mają trochę inne zdanie ale krawędzie całe a resztę się jakoś uzupełni. Jak na „namber łan” w Polsce to patrząc na całokształt to oczywiście licho(zamknięta „niebieska”, kamolce ukryte w śniegu, kosmiczne przecierki). Wolę jednak takie wiosenne warunki i brak kolejek niż super warun i półgodzinne stanie(raz bo raz ale stałem tyle do kanapy na Kopę w zeszłym sezonie). PS. Zdjęcia nie są w kolejności, ale nie mam już dziś weny by to zmienić.
  36. 12 points
    Jak taka pogoda to kręcimy.......:)
  37. 12 points
    Kręcę się po tej okolicy, ale jeszcze nad ten Ług nie trafiłem,muszę go uwzględnić w planowaniu trasy. Z rana było chłodno więc pierwszy etap przejażdżki wybralem otwarty, słoneczny w kierunku Wisły. Kościół i ruiny klasztoru w Opactwie Po dotarciu do Wisły następne 30km jechałem wzdłuż wału Powrót Puszcza Kozienicka Na ostatnich kilometrach mijałem jeszcze stara nieczynną gorzelnię Dziś piękna pogoda więc udało się przejechać pierwsza 100 w tym roku. Pozdrawiam Marek
  38. 12 points
    Zdjęcia z poniedziałku: Przez mostek przechodziłem w nartach. Kilka błotnych odcinków też Poniżej Szczawin jednak sporo chodzenia z buta. Do góry szedłem prawie cały czas na fokach, bliżej nie znaną mi ścieżką.
  39. 12 points
    Od dzisiaj pracuję zdalnie... Moja pierwsza Videokonferencja... Przygotowałem się znakomicie - cholera wie, czy wirus po łączach się nie rozprzestrzenia? 🤪 Marboru w pracy:
  40. 12 points
    Cześć Kolega Fredek przede wszystkim uświadomił mi - dzięki Fredek - że musimy przyjąć postawę myślenia nie o sobie czy przez własną perspektywę ale myślenia o innych i dla innych. Wydawało mi się zawsze, że tak myślę, ale posty Fredka zmusiły mnie do rewizji swoich działań w kwestii podstawy myślenia bo często jest tak, że działania, które nam się wydają niezwykle altruistyczne tak naprawdę wynikają z pewnych egoistycznych pobudek. Warto się czasami zastanowić nad swoimi działaniami i ich motywami. Pozdrowienia i Szacun
  41. 12 points
  42. 12 points
    Jaworzyna Krynicka dzisiaj. Ciepło, miękko, muldziasto, jednym słowem kartoflisko i to praktycznie od samego rana. Warunki trudne, jazda wyczerpująca, ale zawsze lepszy taki dzień na stoku niż żaden, tym bardziej że być może ostatni w sezonie.
  43. 12 points
    Jest ktoś ? pozdrawiam mirekn
  44. 11 points
    To i ja się pochwalę nowym nabytkiem 😛 Do tej pory jeździłem rowerem typu cross-jednak wkręciłam się bardziej i zdecydowałem o zakupie szosy. Najgorzej ,że zakup roweru to dopiero początek wydatków hahahah (akcesoria,buty itp)
  45. 11 points
    Dzisiaj upłynęło 2 tygodnie mojej kwarantanny (od powrotu z Alp) i zgodnie z prawem mogłem się gdzieś ruszyć. Co prawda pogoda nie była taka zachęcająca (kończyłem przy 0 C). Za to zero luda na całej trasie. Abstrakcyjnie pusto. Większość odcinków jechałem pierwszy po świeżutkim... błotku. Gdzieś tam bliżej cywilizacji były pojedyncze ślady. Zasadniczo Wrocław - Oława i nazad. Zrobiłem po południu 80+ km, co najmniej połowa to była twarda walka o byt na dziewiczych, mało znanych ścieżkach. Wracałem z przemarzniętymi palcami stóp, ogólnie też wychłodzony (bo bielizna, krótkie spodnie i cienki SS, grube rękawiczki) z przykurczami łydek (do tego dupsko mnie bolało bo byłem nie na swoim siodełku i plecy też bo coś z geometrią nie tak) ale... z bananem (na zmianę z grymasem). Parę fotek z trasy. To były miłego początki (później było lepiej) Znalazłem dwie nowe bardzo fajne ścieżki, teraz nie ma zieleni i wszystko świetnie widać. Obydwie dotąd pomijałem bo pewnie nie było ich widać. Jedna jest zarąbista. Teraz trochę białych klimatów. No i spotkałem rzeźbę z bardzo znaną personą. Jeszcze zajrzałem jak tam bobry w Siedleckim Lesie (działają, oj działają). Po koniec odebrałem jeszcze tel od żony. Zobaczcie co ta kwarantanna robi z kobietami , nawet 5 godzin nie wytrzymają bez swojego faceta! Po prawdzie to ciemno już było. Czyli dzień do przodu. I jeszcze kąpiel we wrzątku (chyba z pół godziny) - prawdziwa nirwana. Pozdro Wiesiek
  46. 11 points
    Dzisiaj piękna pogoda, ciepło, słonecznie, trzeba było trochę pokręcić. Zrobione 80 kilometrów w strefie tlenowej, średnia prędkość, w sporym wietrze wyszła 27 km/h. Celem tej wycieczki był, to chyba tradycja naszych początków każdego roku, Ług Helenowski w Puszczy Kozienickiej. Łącznie w 2020 roku na liczniku 580 km, w tym ok połowy na trenażerze...i kto by pomyślał, że zamiast na nartach, gdzieś na alpejskich stokach, trzeba było zacząć wcześniej niż zwykle, rowerowanie. Rubas Zadowolona z fajnego dnia Paula Oczywiście nie obyło się bez przygody... ...wlazłem na stary, prowizoryczny pomost wędkarski. Zostało popełnione, na mnie, poniższe, zdjęcie: Po czym pomost się zawalił 😮 Wpadłem w wodę i błoto do połowy łydki 😮 Rower ocalał, jak leciałem w dół, ten był nad głową... ...trochę czyszczenia na brzegu i kontynuowaliśmy jazdę Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  47. 11 points
    jak codziennie - 3 godziny rowerem po lesie
  48. 11 points
    Dzień 9 Według pierwotnego planu miał być po prostu zjazd (zasadniczo po drodze) do auta. Tak aby gdzieś koło 12:00 - 13:00 ruszyć do Polski. Ten zjazd trochę mnie gryzł - 700 m vertical tak po prostu??? Zewnętrzne okoliczności były psychicznie obciążające. Nagle w sobotę późnym popołudniem dowiedzieliśmy się o kwarantannie i o tym, że Austriacy zamkną całe góry. Dotychczas takie informacje nas omijały bo łączność telefoniczna praktycznie nie istniała, a za wifi płaciliśmy 5 Euro za 30 min, więc sprawdzaliśmy szybko głównie różne serwisy pogodowe i omówienia lawinowe. Wieść o kwarantannie przyszła w sobotę na tyle późno, że nie warto było już skracać wyjazdu bo do 24:00 nie było szans zdążyć do kraju. Schronisko było już opustoszałe, dosłownie ze 4 ekipy. Obsługa dezynfekowała ściany. Zaszokowało nas, że poinformowali, że pozamykają nawet winterraumy. Dostaliśmy za to w gratisie butelkę wina (na poprawę nastroju?) i co elektryzujące, możliwość zwiezienia naszych bagaży (to normalnie kosztuje 2 Euro/kg). Z drugiej strony były jeszcze inne przesłanki: - to nie przez przypadek przeszliśmy w drugim dniu tę grań. Mieliśmy jeden bardzo interesujący track sugerujący, po drugiej stronie, ciekawą możliwość zjazdu. Problemem było to, że żadnych innych opisów w przewodnikach i internetach (poza wizualizacją na FAT Map) nie było. Ale na tablicy w schronisku wyraźnie pokazano inną, podobną choć krótszą, opcję. - źlebik i jego najbliższe okolice były przebadane i wyglądały dość spoko. - zjazd miał być głównie na 35 stopniach, z dwoma 40 stopniowymi stopniami (czyli bajka). - miało być kilkanaście centów świeżego (co zresztą zauważyliście w ostatnim odcinku). - prognoza bajeczna - lampa, brak wiatru i dość ciepło. - stabilna (czyli w trendzie) dwójka w prognozie. - obliczony czas wskazywał, że powinniśmy zmieścić się z odjazdem między 14:00 a 15:00. Czyli OK. Były to mocne przesłanki za tym aby zrobić ten wariant powrotu. Po analizie sytuacji, decyzję zostawiamy na rano do sprawdzenia czy coś się nie odmieniło... Nie odmieniło się, jadymy! Załatwiamy od Austriaków wór na śmieci (wypełniamy go wszystkim co niepotrzebne). Waży chyba ze 20 kilo. Zostawiamy sobie co prawda uprząż, minimalny szpej i jedną linę (na wypadek jakiegoś zjazdu) ale po raz pierwszy jest całkiem lekko. Zacznę za żlebikiem - rzut oka (ostatni) na Franz Senn Hutte i efektowną grań co ją przeszliśmy. Teraz musimy się wspiąć, pokonując kolejne gołoborza. To już ostatnia przeszkoda. Pole na górze foty to już będzie zjazd. Jesteśmy gdzie powyżej 2700 m npm. Chcę pociągnąć trochę wyżej (pod skały) ale reszta nie widzi takiej potrzeby bo w głowie siedzi im już tylko... Zjazd! Kreślimy więc takie szlaczki. Pokonujemy ścianki, efektowne rynienki. Czyż muszę dodawać, że jest jak w piosence Maanamu. Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie Ruch, magnetyczny ruch, i jazda przy ścianie Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie Ruch, magnetyczny ruch, i jazda przy ścianie Jeszcze po drodze rozeznajemy opcje zjazdu z sąsiedniego kotła (dochodzi do naszego z prawej) są tam nawet jacyś narciarze. I... I refleksja przyrodniczo-artystyczna W dole widać koniec - dół wyciągu towarowego. Tu kończy się miła jazda ostatni kawałek jest w szreni. A to już na dole. I rzut oka na przebytą drogę. Zaczynaliśmy gdzieś kawał za widocznym tu progiem. Przy wyciągu robimy sobie grupowego selfiaczka. Dzięki ekipo, jazda (i podejścia) z Wami to była prawdziwa przyjemność! Myśleliśmy, że to tutaj się odbiera bagaż ale okazuje się, że zwożą to jeszcze gąsienicowym pojazdem do kontenera przy parkingu. Przy okazji starszy Austriak nas komplementuje mówiąc, że obserwował nasz zjazd i, że był bardzo dobrze zaplanowany. Miło jest to usłyszeć... rozpiera... nas... narodowa duma! Jeszcze ze 3 kilometry po drodze (i trochę po polach obok)... I tak nagle, skończyło się... Wyszło prawie 12 km (wszystko) i 1350 m vertical. To lubię. Pozdro Wiesiek
  49. 11 points
  50. 11 points
    Na Szrenicy w sobotę sypało cały dzień a wczoraj wyszło słońce, po nocnym przymrozku i warunki były bardzo dobre. Przez 4h 35 km w dół to w naszych warunkach całkiem fajny rezultat, co świadczy doskonale o tym jak było 😁
Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...