Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 08/26/2022 in all areas

  1. Wczoraj byłem przejazdem w Tyliczu, wrzucam więc aktualne zdjęcia prac w obu stacjach narciarskich. Master Ski Budowa 6 os. wyprzęganego krzesełka. Zakupili używany wyciąg z Austrii z regionu Saalbach wyciąg Sportbahn Asitzkogel. Przy dolnej stacji będzie bardzo duży parking ciągnący się wzdłuż potoku nad którym powstanie mostek by na ten parking dojechać. Budowę nowego wyciągu wykonuje Mostostal Zabrze. Powyższy wyciąg działał w Saalbach w latach 1999-2022 https://www.skiresort.info/ski-resort/saalbach-hinterglemm-leogang-fieberbrunn-skicircus/ski-lifts/l92614/ Został zastąpiony przez nowoczesne 8 osobowe krzesełko. https://www.skiresort.info/ski-resort/saalbach-hinterglemm-leogang-fieberbrunn-skicircus/ski-lifts/l107969/ Tylicz Ski Poszerzone dojazdy z 3 tras do dolnej stacji oraz zwiększone miejsce na kolejki do wyciągu 3 os. 🙃 Zabrało to trochę parkingu przed samym wejściem pod wciąg. Zapowiada się że boczne parkingi zostaną poszerzone.
    16 points
  2. Na dalekie eskapady czasu brak, ale i blisko koło domu bywa ładnie:
    8 points
  3. Dane mi było zakosztować z początkiem września Gór Białych na Krecie. Kreta w 90% składa sie z gór wiec jedynie "liznąłem" temat tego co tu można zrobić... a można sporo. Czytałem gdzieś że 30 szczytów powyżej 2000m, do tego duży wybór stopnia skomplikowania tras - dla każdego, zarówno spacerowiczów jak i ekspertów aż po alpinistów. Do tego sporo spektakularnych wąwozów i sporo jaskiń i innych dziur. Najlepsze ....prawie ZERO ludzi w górach.. Raj dla tych którzy lubią chodzić. Szczyty widać z każdego zakątka wyspy... z miasta i z wody.. Góry sa bardzo fajne.. Ale wąwozy to jest to dla czego warto tutaj przyjechać!! ..pewnie tutaj wrócę....
    8 points
  4. Albis - Labe - Elbe - Łaba. Na krótkim odcinku w Szwajcarii Czesko-Saksońskiej jest rzeką graniczną, ale ponad dwie trzecie jej długości (blisko 800 km) przypada na odcinek niemiecki. Po relacji z Czech zapraszam na drugą część bloga z Elberadweg - szlaku w granicach Republiki Federalnej Niemiec, a przynajmniej tej jego części, którą udało się nam przejechać w sierpniu tego roku. Niedziela, 21 sierpnia W niedzielę rano ciężkie chmury wisiały jeszcze nad doliną Łaby, ale przestało już padać. Wkrótce po wyjeździe z Dečina docieramy do granicy. Trochę się dziwimy, że opuszczamy terytorium ... Czechosłowacji : Jadąc po niemieckiej stronie mamy widok na Hřensko - bramę do najciekawszych szlaków Szwajcarii Czeskiej. Ciekawostka: Hřensko jest najniżej położoną miejscowością Czech - 115 m npm. Po niedawnych pożarach w obydwu parkach narodowych wznowiono już ruch promów na Łabie i otwarto szosę łączącą Hřensko z niemieckim Bad Schandau oraz część szlaków turystycznych. Do odwołania nieczynny jest szlak do Pravcickiej Bramy i wąwóz Kamienicy, gdzie pożar był najstraszniejszy. Znad rzeki nie widać szlaków pożogi - niestety okolica zmaga się również z plagą kornika-drukarza, który spustoszył świerkowe lasy i to już bardzo widać. Pijemy pierwszą niemiecką kawę i podziwiamy panoramę Bad Schandau: Przełom Łaby - część niemiecka: Twierdza Königstein - podziwiamy z dołu: Z lewego brzegu przeprawiamy się promem na prawy, do uroczego Kurort Rathen, skąd zaczyna się szlak pieszy do skalnych baszt (Bastei), górujących nad Łabą: Sakwy zostawiamy w jednej z restauracji, rowery przypinamy na zewnątrz i ruszamy na wędrówkę. Widoki? Sami zobaczcie! A to już pobliska Pirna: Na wieczór zajeżdżamy do Drezna - okazuje się, że zarezerwowany przez booking apartament jest w bardzo alternatywnej dzielnicy Nordstadt - pełnej knajpek, klubów, graffiti itp. Ciekawa okolica i pełna życia, choć w nocy było nawet spokojnie.
    8 points
  5. Piątek, 27 sierpnia Powrót pociągiem zaplanowaliśmy na piątek, w godzinach przedpołudniowych - aby uniknąć weekendowego tłoku w Deutsche Bahn. Wiadomo - bilet za 9 euro cieszy się popularnością, a jeden z pociągów naszego połączenia jedzie do Stralsundu, czyli nad morze. Rano mamy jeszcze trochę czasu, żeby pokręcić się po Magdeburgu, bo poprzedniego dnia już było za późno. Ostatnia fotka nad Łabą: Katedra - podobnie jak w Dreźnie - odbudowana z gruzów po wojnie. Udaje się wejść do środka przed nabożeństwem, choć oficjalnie nie ma o tej porze zwiedzania. A po przeciwnej stronie placu - Zielona Cytadela. Ostatni projekt Friedensreicha Hundertwassera, wzniesiony w 2005 roku. Gdy byłam w Magdeburgu w 2008 roku, cytadela była dużo bardziej różowa - przez kilkanaście lat drzewa urosły i coraz bardziej korespondują z nazwą obiektu: Pora zbierać się na dworzec. W pociągu dość tłoczno i duszno - cały przedział rowerowy zawalony sprzętem i kłótnie, kto i dlaczego ma wstać. Tłumy również na dworcu Berlin Hauptbahnhof i oblężone windy. Czterdzieści minut na przesiadkę okazuje się zapasem w sam raz, zanim przeniesiemy się z górnego poziomu na dolny i na właściwy peron. W składzie do Stralsundu już luźniej i więcej miejsca na rowery. Wysiadamy w Pasewalku, a ponieważ jest jeszcze "młoda" godzina, to zamiast jechać kolejnym pociągiem do przygranicznego Tantow, ostatnie 50 km pokonujemy rowerami - przy okazji pokazując naszym znajomym z Krakowa, gdzie jeździmy na co dzień. Robimy sobie postój w Krugsdorfie, żeby obejrzeć pałac i odpocząć trochę nad jeziorkiem Kiessee. Granicę przekraczamy w Dobieszczynie. Na liczniku ponad 900 km. Wyprawę kończymy następnego dnia rundką honorową i pamiątkowym zdjęciem w Szczecinie. Mam nadzieję, że dane mi będzie kiedyś dokończyć szlak Łaby odcinkiem w północnych Niemczech, aż do ujścia w Cuxhaven. A może w odwrotnym kierunku? O ile w Czechach, zasadniczo do okolic Pragi jedzie się "z górki", to w Niemczech jechaliśmy ... pod wiatr, czasem naprawdę silny i uciążliwy. Dlatego też większość niemieckich sakwiarzy spotykaliśmy jadących z naprzeciwka. I generalnie ten niemiecki odcinek jest bardziej popularny - od wielu lat wybierany jest przez ADFC jako najlepszy długodystansowy szlak rowerowy. Choć nam bardzo podobało się również w Czechach i ten czeski odcinek też polecamy. Z noclegami na trasie nie ma problemu, o ile nie traficie na jakiś festiwal czy inną masową imprezę. Ceny - od 900 do 2000 koron za dwójkę w Czechach i analogicznie od 52 do 72 euro w Niemczech, w zależności od standardu oraz opcji zjedzenia śniadania. Cała trasa zasadniczo jest dobrze skomunikowana koleją, więc można kombinować z odcinkami według własnej koncepcji i możliwości. Polecam też stronę: https://www.elberadweg.de/ - są różne wersje językowe, niestety polskiej brak. I niezawodną radreise-wiki z roadbookiem (po niemiecku): https://radreise-wiki.de/Elbe
    8 points
  6. Jaworzyna Krynicka udostępniła informacje na swojej stronie internetowej odnośnie nowej kolei krzesełkowej.
    7 points
  7. "Karnety narciarskie tej zimy wzrosną trochę wszędzie, ale nie we Friuli Venezia Giulia. Tereny narciarskie Tarvisio, Sella Nevea, Piancavallo, Zoncolan, Forni di Sopra i Sappada nie zmienią cenników pomimo inflacji i kryzysu energetycznego. Region Friuli Venezia Giulia ogłosił to już w lipcu ubiegłego roku w komunikacie prasowym, ale od tego czasu minęły ponad 2 miesiące, a w międzyczasie inflacja i rachunki dalej wzrosły. Jednak blokadę skipassów potwierdził niedawno Sergio Emidio Bini, radca ds. produkcji i turystyki Friuli Venezia Giulia." „Istnieje tylko jeden region, w którym urlop narciarski w tym roku będzie kosztował tyle samo, co w 2021 roku… i to jest Friuli Venezia Giulia! skipass i już komunikowaliśmy się w lipcu, aby dać pewność operatorom w sektorze! Jesteśmy szczęśliwym wyjątkiem, gdzie indziej jest inaczej: Cortina d'Ampezzo + 11,3%, Courmayeur + 8,9%, Bormio + 13%, Madonna di Campiglio + 7,8%, żeby wymienić tylko kilka. Zamiast tego we wszystkich ośrodkach Friuli Venezia Giulia nie będziesz musiał płacić dodatkowo euro za dzień na śniegu w porównaniu do zeszłego roku”. Za translatorem z włoskiej strony Zródło: https://www.dovesciare.it/news/2022-09-20/friuli-venezia-giulia-il-prezzo-degli-skipass-sara-invariato-la-stagione-sciistica? Skipassy: https://www.turismofvg.it/en/mountain365/skipass/daily-skipass-and-multiday-ticket W tym sezonowy za 450 euro https://www.turismofvg.it/en/mountain365/skipass/cartaneve Sezon narciarski zaplanowano od 8 grudnia do 21 marca 2023 roku. Wyjątkiem Sella Nevea gdzie będzie można jeździć do 10 kwietnia (a bywały sezony że i do majówki).
    7 points
  8. 🙈 Aż ręce opadają..! Przypomnij sobie kiedy Słowacy kupili udziały w SMR, a kiedy zaczęła się budowa. Podpowiem... po trzech latach! Tyle zabrało przygotowanie pozwoleń, wyprowadzenie wszystkich kwestii prawnych, zawarcie umów itd. Dajmy im trochę czasu i wtedy ocenimy.
    7 points
  9. Jestem umówiony z instruktorką mojej córki od jazdy konnej, że jak będzie u nas śnieg, spróbuję jazdy na nartach za koniem. Może to będzie jakaś alternatywa ? Oczywiście piszę to, pół żartem, pół serio.
    7 points
  10. Nareszcie doczekałam się tegorocznego urlopu - dwa tygodnie rowerowej laby! Wróć - nie laby, tylko Łaby. Jak było? Świetny i urozmaicony szlak, zarówno dla miłośników zwiedzania jak i pięknych krajobrazów. Cała trasa ma blisko 1300 km długości, z czego 370 km przypada na Czechy, a pozostała część na Niemcy. Na jedną wyprawę to dużo, ale rzeka jest na tyle blisko Polski, że można trasę podzielić na odcinki, albo wybrać jej fragment. Tak właśnie zrobiliśmy i my tego lata. Niedziela, 14 sierpnia Jest niedzielny poranek, szósta rano, w środku długiego, sierpniowego weekendu. Piękny wschód słońca. Zaspana córka podwozi mnie i moją drugą połówkę na dworzec, na Intercity "Matejko". Szczecin-Przemyśl to prawie najdłuższa trasa kolejowa w Polsce. My jednak jedziemy nim tylko do Wrocławia, gdzie mamy przesiadkę. W tym roku urlop będzie "eko" - auto zostaje w domu, a my dojedziemy do Łaby pociągiem i rowerami. Benzyna droga, inflacja i kryzys paliwowy szaleją, więc cena za bilety kolejowe dla dwóch osób z rowerami (przezornie kupione z miesięcznym wyprzedzeniem) - jedyne 74,20 zł - cieszy. Jakaś ekstra promocja weekendowo-grupowa, bo cena bazowa była dwa razy wyższa. W pociągu haki na rowery (obok stojaków na narty!) i półki na sakwy. We Wrocławiu okazuje się, że TLK z Warszawy ma półtorej godziny opóźnienia, które dalej rośnie. Udaje nam się przebukować bilety na pociąg Kolei Dolnośląskich, ale w Sędzisławiu - gdzie mieliśmy spotkać się z zaprzyjaźnioną parą z Krakowa, będziemy godzinę później. Umawiamy się więc ze znajomymi w Kamiennej Górze, gdzie można coś zjeść przed dalszą drogą. Polregio KD nabity ludźmi i rowerami, dobrze, że jedziemy niedaleko. Okazuje się, że nasi przyjaciele mają awarię roweru - dosłownie rozsypała się sztyca siodełka. A tutaj niedziela i żaden serwis nie pracuje. Co za pech! Na miejscu, w Kamiennej Górze zastanawiamy się, czy uda się zablokować sztycę, która wpada do rury podsiodłowej. Wpadam na pomysł, aby wykorzystać butelkę Cisowianki do redukcji średnicy, oklejamy sztycę taśmą - i proszę! Prowizorka, bo prowizorka, ale dało się dojechać przynajmniej na nocleg w Czechach, a następnego dnia poszukać czynnego sklepu rowerowego z serwisem. Z Kamiennej Góry jedziemy do Krzeszowa bardzo wygodną i widokową DDR-ką. Góry na razie mamy tylko na horyzoncie. W Krzeszowie, w opactwie benedyktynek, trwają przygotowania do odpustu 15 sierpnia. Oglądamy zespół klasztorny i barokowy kościół: Dalej kierujemy się w stronę Chełmska Śląskiego. To urokliwe, nieco senne miasteczko, zdecydowanie na uboczu. Warto obejrzeć zabytkowy rynek i bardzo ciekawe, drewniane Domy Tkaczy z XVII wieku: Za Chełmskiem zaczyna się podjazd w stronę granicy. Ale nie jest ani bardzo stromy, ani szczególnie długi, więc jedzie się dobrze, nawet z sakwami. Ostatnia wioska po polskiej stronie to Okrzeszyn. Tutaj kończy się asfalt, a granicę pokonujemy szutrową drogą. Po czeskiej stronie dojeżdżamy do szosy, która na szczęście okazuje się niezbyt ruchliwa i spektakularnym zjazdem - mijając ośrodek narciarski Petrzikowice - dojeżdżamy do przedmieść Trutnova, gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Do Łaby coraz bliżej. [cdn.]
    7 points
  11. Środa, 24 sierpnia Szlak rowerowy Łaby na północnych krańcach Saksonii i w Saksonii-Anhalt prowadzi głównie przez tereny rolnicze i wały powodziowe - niekiedy oddalone od rzeki o kilka kilometrów. Mało mam zdjęć z "terenu" z tego dnia, bo i co tu fotografować? Czasem zbliżamy się do rzeki - wtedy widoki są ładniejsze: Naszym celem tego dnia jest miasto Marcina Lutra i reformacji - Wittenberga. W Elster (niedaleko ujścia Elstery do Łaby) zmieniamy lewy brzeg na prawy, korzystając z jednego z promów. Mostów na Łabie na tym odcinku nie ma zbyt wiele i są czasem oddalone od siebie o wiele kilometrów: Sama Witenberga jest przepiękna i bardzo niemiecka. To wręcz esencja protestanckiego ducha środkowych Niemiec, a świetnie zachowana renesansowa zabudowa i liczne tablice pamiątkowe działają na wyobraźnię. Łatwo poczuć się tutaj jak w burzliwych czasach XVI wieku, kiedy mieszkali w mieście Marcin Luter, Lukas Cranach, Filip Melanchton czy Thomas Müntzer. W Wittenberdze jesteśmy w dniu, który jest świętem narodowym Ukrainy. Tutejsza społeczność uchodźców zbiera się właśnie na rynku, pod pomnikiem Lutra. Trochę abstrakcyjnie brzmi w tej scenerii odśpiewana gromko "Czerwona Kalyna", ale w sumie - czemu, nie? Żal mi trochę opuszczać to miasto i mam odczucie niedosytu. Ale chcąc dojechać następnego dnia do Magdeburga, musimy podciągnąć jeszcze przynajmniej kilkanaście kilometrów. Nocujemy w Coswig - dość nijakim i prowincjonalnym miasteczku, w pensjonacie "Pod złotym winogronem". [cdn.]
    7 points
  12. Wtorek, 23 sierpnia We wtorek rano przekropił nas jeszcze lekko deszcz - ostatni w trakcie naszej wyprawy. Przeczekaliśmy pod wiatką i ruszyliśmy dalej przez saksońską krainę pałaców i winnic. Opactwo cysterek Marienstein w Mühlberg/Elbe. Tutaj zahaczamy nawet o skrawek Brandenburgii. Belgern: Torgau z pięknym zamkiem, w którego fosie mieszkają ... trzy niedźwiedzie: Nocleg znajdujemy kilka kilometrów za Torgau, na kwaterze prywatnej u miłej, starszej pani. [cdn.]
    7 points
  13. Poniedziałek, 22 sierpnia Tego dnia było więcej zwiedzania, niż jeżdżenia, dlatego kilometraż (53 km) niezbyt imponujący. Apartament w Dreźnie mogliśmy zatrzymać do godziny 13.00, było więc sporo czasu, aby objechać atrakcje, choć oczywiście bez zwiedzania licznych muzeów. Te mam zresztą już zobaczone, gdy byłam w Dreźnie dziesięć lat temu. Drezno, to takie nietypowa metropolia, w którym tzw. Nowe Miasto (Dresden Neustadt), w którym nocowaliśmy, jest starsze niż starówka - Altstadt, zbombardowana w czasie wojny. Wszystkie zabytki to rekonstrukcje - niektóre całkiem nowe, bo odbudowę Katedry zakończono ledwie kilkanaście lat temu. Neustadt, przed fasadą naszego hostelu: Fantazji nie brakuje również właścicielom samochodów - pardon, trabancików: Na drezdeńskiej starówce - katedra (katolicka) pw. Świętej Trójcy (po lewej) i zamek Wettynów (po prawej): Gmach opery: Zwinger - z rozgrzebanym remontem, ale dało się znaleźć fotogeniczne zakamarki: Katedra luterańska pw. Marii Panny (Frauenkirche) Z widokiem na jedną z uliczek: Orszak książęcy z miśnieńskiej ceramiki - bardzo znane miejsce w Dreźnie: Akcent rowerowy - można i tak zwiedzać Drezno: Łaba w Dreźnie: I panoramka na "do widzenia": Ruszamy na północny zachód - w stronę Miśni: Otóż i ona. Miśnia - Meißen. Uniknęła losu Drezna i zachowała swoją historyczną zabudowę. A co za Miśnią? Za Miśnią zaczyna się najmniejszy region winiarski Niemiec - nawet nie wiedziałam, że Saksonia ma takie tradycje. Mijamy winnice na zboczach wzgórz, a nocleg wypada nam w pensjonacie "końskim", z własną ujeżdżalnią, świetną kuchnią i cudnym zachodem słońca. [cdn.]
    7 points
  14. Hel, co robić jak nie wieje? Oczywiście siadamy na rower Puck Puck, też czekają na wiatr Rewa Cypel Rewski Jedziemy na Hel Hel port Najdalej na Północ, trasa Władysławowo - Jastrzębia Góra - Karwia nową ścieżką rowerową W Jastrzębiej Górze plaża solidnie poszerzona. To samo w Chałupach Karwia Niepowtarzalny zachód słońca z muzyką Chopina na plaży.
    7 points
  15. Poniedziałek, 15 sierpnia Pierwszą sprawą do załatwienia tego dnia było znalezienie serwisu rowerowego w Trutnovie i naprawa sztycy w krossie koleżanki. Kawałka sztycy, który wpadł do rury podsiodłowej i się zaklinował, nie udało się wyciągnąć, ale nowa sztyca została docięta flexem na wymiar i zamocowana. Można jechać dalej. Warto zatrzymać się w Trutnovie na chwilę przy jednym z mostów na Upie i na starówce - obejrzeć ładnie położony rynek z wielkim smokiem na fasadzie ratusza. Już od rana miasto tętni życiem i przyciąga turystów. Pierwsze skojarzenie - fontanna Neptuna. Ale co robiłby Neptun w Trutnovie? Przy bliższym poznaniu okazało się, że to nie Neptun, lecz Karkonosz - Duch Gór, a w ręku trzyma nie trójząb, ale kij wędrowca. Przy dworcu kolejowym znajdujemy ciekawy, wielopoziomowy parking rowerowy z automatyczną windą. A z dworca można dostać się pociągiem na początek Labskiej stezky we Vrchlabi, albo jeszcze wyżej - do Szpindlerowego Młyna (podobno jeżdżą w lecie cyklobusy z Vrchlabi). Dla chętnych jest jeszcze opcja wtaszczenia roweru wyciągiem na Medvedin i dojechanie do schroniska - Labskiej Boudy, a stamtąd dojście do źródeł Łaby. U źródeł Łaby byliśmy już w lipcu, podczas naszej wędrówki Głównym Szlakiem Sudeckim. Pozostaje nam więc teraz "odhaczyć" po kolei miasta, których herby tworzą mozaikę. Opcja z dojazdem pociągiem do Vrchlabi niestety jakoś mi umknęła na etapie planowania trasy, bo skupiłam się nad możliwościami dotarcia nad Łabę rowerem. Z Trutnova do Vrchlabi raczej słabo, bo nie da się ominąć głównych dróg - a chcieliśmy uniknąć jazdy z sakwami w dużym ruchu samochodowym. Ale jest fajna trasa nr 4300 do następnego miasteczka - Hostinne. Po drodze wioska Vlčice, w której pomieszkiwał Jan Amos Komeński i nawet ponoć pracował w bibliotece tamtejszego zamku nad swoją "Didactica magna". Na horyzoncie widoki na stoki narciarskie Černej Hory w Jańskich Łaźniach: W Hostinnem zjeźdżamy nad Łabę, na ok. 50-tym kilometrze biegu rzeki. Od tego momentu będą nas prowadzić drogowskazy Labskiej cyklotrasy nr 2. Generalnie oznakowanie tras rowerowych w Czechach jest bardzo dobre. Szlaki - lokalne i długodystansowe - są ponumerowane, porządnie opisane i łatwo odnaleźć ich przebieg w terenie. Jakość nawierzchni jest natomiast bardzo różna. Prowadzą w większości bocznymi, mało uczęszczanymi drogami asfaltowymi, ale sporo jest fragmentów z brukiem, gruntowych czy szutrowych, zdecydowanie mniej jest typowych ścieżek dla rowerów. Poza krótkim fragmentem w granicach miasteczka Hostinnne szlak odchodzi od rzeki, albo biegnie asfaltową szosą wysoko nad zalesionym wąwozem i dopiero w okolicach zapory wodnej Les Kralovstvi ponownie prowadzi przy korycie Łaby. Na rynku w Dvůr Králové nad Labem (znanego z ogrodu zoologicznego) Bardziej terenowy fragment trasy przed Kuks: Samo Kuks to barokowa perełka - kurort-rezydencja, w którym mieścił się okazały szpital sanatoryjny z ogrodem, Kuks było też ważnym ośrodkiem sztuki drukarskiej w XVII w. Widok na szpital i jego ogrody: I na muzeum starodruków (prywatne): Po muzeum oprowadzał nas jego kustosz - emerytowany profesor muzyki i historii. Człowiek wielkiej pasji i erudycji. To była prawdziwa przyjemność. Miło się spacerowało po Kuks i jego zabytkach, ale czas upływał i trzeba było coś postanowić w sprawie noclegu, szczególnie, że na wieczór zapowiadane były burze i ulewy. Postanowiliśmy dojechać do miasteczka Jaromeř i tam coś poszukać. Niestety odbiliśmy się od jednych, drugich, trzecich drzwi ... W końcu udało się w pobliskim Josefovie. Akurat wolny był na jedną noc apartament w dawnej oberży z XVIII wieku, z czasów, gdy - na polecenie wspomnianego już w tym wpisie cesarza Józefa II - powstawała twierdza. Dzisiaj pensjonat Wunsch prowadzi potomek mistrza kamieniarskiego, który budował fortyfikacje i sam budynek. Bardzo sympatyczny właściciel i bardzo sympatyczne miejsce - jeśli będziecie w pobliżu, to szczerze polecam. A więcej o twierdzy Josefov - w kolejnym wpisie. [cdn.]
    7 points
  16. Tego, czy będzie w Polsce nie wiem, bo nie ode mnie to zależy, ale ze swojej strony zrobiłem wiele, aby zrobić pierwszy krok w tym kierunku. Organizacja WST to bardzo, bardzo duże przedsięwzięcie. Jeżeli komuś się wydaje, że wystarczy kawałek górki, wyciąg i można robić test, to grubo się myli. Ponad 20 lat pracowałem na to, aby Gerhard przyjechał do naszego kraju. Udało mi się znaleźć partnerów, którzy są gotowi wziąć udział w tym projekcie. A co dalej będzie... Czas pokaże.
    7 points
  17. i koniecznie niech zobaczy Kasprowy bo jeszcze gościu pomyśli że w Polsce są same pagórki narciarskie
    7 points
  18. Bardzo prawdopodobne powstanie oświetlenia trasy czerwonej na Czantorii w Ustroniu. Oferta wybrana 14.09 - według zapisów umowy, wykonawca ma 90 dni od podpisania - nie wiem czy to już nastąpiło. Ale to jest temat na najbliższy sezon zimowy. Więcej na samej stronie miasta Ustroń, do którego należy KL Czantoria - https://ustron.bip.info.pl/dokument.php?iddok=24026&idmp=31&r=o
    6 points
  19. Zmiana miejscówki. Lokomotyw tym razem, zwiedzać nie będziemy. Idziemy w miejsce docelowe. Warto tu przyjechać. Schodzimy po schodkach w dół. Zaczynamy bardzo fajną trasę turystyczną. Są bałwany solne. Tam gdzie nie ma soli. Czasem trzeba coś podeprzeć. Takimi urządzeniami wyciągano sól. Dużo pomników. c.d.n.
    6 points
  20. Kraków to też przenikanie się historii z współczesnością. Tuż obok galeria handlowa. A zaraz obok. Tam jeszcze wrócimy. Tymczasem. Wisła płynie. Ten Pan w oknie to całkowity przypadek. Wisła cd. Zacumowane barki - knajpki. W drugą stronę. To też historyczne dzielnice. Mają one swój charakter. Okrąglak, podobno serce Kazimierza. c.d.n.
    6 points
  21. Czarny Groń..wczorajsza "inspekcja". Wybetonowana została cała droga na parking (koniec tłuczenia sie po kocich łbach). Budynek na górze pewnie będzie na zimę gotowy. Na tablicy nazwany jest "budynkiem gospodarczym" ale stawiam raczej na to że będzie to knajpka ....i dobrze.
    6 points
  22. Co do prognoz z perspektywy klienta ON, uważam, że: W nadchodzącym sezonie praktycznie nie będzie zbyt dużych kolejek. Sądzę, że np. w Wiśle będzie luzzz przez cały sezon – wyłączając śląskie, feryjne weekendy. Szczyrk również zaskoczy. Raz, ceną za dzienny karnet, dwa – zdecydowanie mniejszym tłokiem, niż w latach ubiegłych. Białka, oprócz ferii warszawskich, też będzie do strawienia wcześniej, jak pod koniec marca. Sprawdzi się teoria Marionena – wydawania tej samej kasy na mniejszą ilość czasu na stoku. Patrząc na gestorów ON – duże ośrodki jeszcze się prześlizgają, bazując na obrocie, możliwościach kredytowania etc. Rok będzie krytyczny dla lokalnych graczy. Kosmiczny wzrost kosztów plus odpływ klientów może rozłożyć stacje typu Stożek, czy Świniorki. Jeżeli ludzie zastanawiają się teraz nad skróceniem czasu spędzanego pod prysznicem – to jakim cudem mają nie redukować kosztów, ponoszonych przy uprawianiu narciarstwa?.......
    6 points
  23. Cześć. Podstawy ekonomi znam, widzę to jednak trochę inaczej. Jak będzie drogo to ograniczę ilość wyjazdów na narty o 50 czy 80 %, będę jeździł bliżej na narty. Jak dalej będzie dla mnie za drogo to zrezygnuję z ON i zostaną mi skitury. Podobnie z drożejącym paliwem, tankuję za te same kwoty, tylko mniej jeżdżę. Teraz moda na ekonomię, jak jeszcze niedawno na covida. Jakoś wszyscy jeszcze pracę mają i nie siejmy zamętu na zapas.
    6 points
  24. Wiemy już, że wszystkie 3 czeskie inwestycje, planowane wstępnie na ten sezon, zostały przesunięte na przyszły (z wyjątkiem Cervenohorskiego Sedla, które też z rocznym opóźnieniem ma udostępnić tej zimy wyprzęganą kanapę). Dobrą wiadomością jest jednak ta, że 1 z 3 planowanych nowości na sezon 2023/24, powoli się urzeczywistnia. Została już wycięta przecinka pod wyciąg i nową trasę w miejscowości Orlicke Zahori (14km za Zieleńcem) - będzie to całkowicie nowy ośrodek, z kanapą 4-os. o długości 1457m i przewyższeniu ok. 290m (735-1025m npm.). I niestety chyba tylko jedną trasą, o urozmaiconym nachyleniu.
    6 points
  25. Na razie Alcaraz jest mega obiecującym tenistą, który jako najmłodszy w historii wygrał jeden turniej wielkoszlemowy. Do miana GOAT to jeszcze cholernie daleka droga, zwłaszcza, że Djokovic i Nadal mają tych tytułów ponad 20 każdy. Może niech Alcaraz wygra powiedzmy z 15 wtedy będzie można się zastanawiać. Generalnie co chwilę wyskakuje się z określeniami drugi Federer, Nadal, Djokovic, a potem przychodzą spadki formy, kontuzje, problemy z psychiką, czasem nawet przyśpieszony koniec kariery. Absolutnie nie życzę tego Alcrazowi, ale tak jak napisałem do bycia graczem wszechczasów to jeszcze baaardzo długa droga przed nim.
    6 points
  26. W Łodzi kradną ostatnio rowery nawet te miejskie wiec i ja na kradzionym. Zaparkowałem w garażu aby mi nie ukradli. Jazda miejska. Barca i Polsat…
    6 points
  27. Mam wrażenie, że ci klienci 5 gwiazdkowych hoteli najczęściej nie przyjeżdżają do Krynicy jeździć na nartach Pozostaje mieć nadzieję, że nie wybudują tam kolejnej makabryły architektonicznej, tylko jakoś ta inwestycja wpisze się w krajobraz. Połączenie jakichkolwiek stacji narciarskich w Krynicy to i tak tylko sfera marzeń narciarzy. Tam na miejscu nikt specjalnie nie jest zainteresowany jakimikolwiek połączeniami . Ja tylko cieszę się że udało mi się kilka lat temu, w ramach wycieczki skiturowej zjechać tą dawną trasą ze Słotwin do Czarnego Potoku, bo wygląda na to, że nie będzie już okazji.
    6 points
  28. Odnośnie Jaworzyny, konsekwentnie i trochę po cichu realizują swój plan. Jaworzyna Krynicka W planach PKL na 2022 rok, dotyczących rejonu Jaworzyny Krynickiej, jest budowa nowej kolei krzesełkowej „Izwór” o długości ok. 1 km, która pozwoli stworzyć alternatywny sposób dostępu do ośrodka, co istotnie poprawi komfort klientów. Kolejne inwestycje planowane są na 2023 rok. Obejmą one wymianę istniejących orczyków na koleje krzesełkowe, a także rozbudowę infrastruktury hotelowo-gastronomicznej w rejonie dolnej stacji. Łączny szacowany koszt planowanych inwestycji w Jaworzynie Krynickiej wyniesie ok. 100 mln zł. https://www.pkl.pl/post/polskie-koleje-linowe-prezentuja-strategie-rozwoju.html
    6 points
  29. Góry już były ale pisząc o Krecie nie sposób nie wspomnieć o plażach i zjawiskowych lagunach. Dwie najsłynniejsze i najbardziej oblegane to Elafonisi i Balos. Obie przecudnej urody, przy czym na tej pierwszej tłok jak nad Bałtykiem - zapewne z racji tego że autem można tam wjechać prawie na samą plaże. Na Balos jest nieco luźniej a jak ktoś wie gdzie sie udać to całkiem pusto a i nawet kawałek cienia można znaleźć (ekskluzywne miejscówki w oliwnym gaju). Żeby tutaj dotrzeć trzeba przejechać jakieś 8~10km bitą drogą a potem zejść ze 2km nad morze a co za tym idzie potem wyjść te 2km w palącym słońcu po stromym, kamienistym podejściu...ci co w klapkach lekko nie mają 🙂. Balos w rankingu najlepszych plaż zajmuje 24 miejsce na świecie i 5 w Europie -wiec "wypas".😉 Elafonisi.. Balos.. Taplanie sie w tych "dziurach" - rewelacja! Oczywiście nie sposób pominąć przepysznego jedzonka które serwują wszędobylskie małe knajpki.. ..ja jednak preferuje własnoręcznie przygotowane specjały spożyte "rodzinnie" w położonej na uboczu chatce na wsi którą wypożyczyliśmy..
    6 points
  30. Czwartek, 25 sierpnia Ostatni dzień naszej wyprawy wzdłuż Łaby i najdłuższy dystans, bo ponad 100 km. Początek nawet fajny, druga część dnia - nieco mniej. Taka trochę monotonna jazda wałami przeciwpowodziowymi przez średnio ciekawy krajobraz. Ale od początku: Zaraz rano przeprawiliśmy się w Coswig na drugi brzeg. Szlak niby zasadniczo prowadzi obydwoma brzegami, ale w praktyce często jednak ten "drugi" wariant to nieatrakcyjne objazdy, słabo oznakowane. A że mostów na naszym odcinku jest niewiele, to pozostają promy. Trzy razy przeprawialiśmy się tego dnia w ten sposób. Cena? 1.50-2.00 euro za osobę i rower. Widok z promu na panoramę Coswig: Niedaleko zatrzymujemy się w pięknych ogrodach w Wörlitz - na drugie śniadanie i na zrobienie porządku z rowerem Mai, której schodzi powietrze i to z obu kół: Kolejny przystanek to Dessau - w sumie ciekawe miasto z licznymi obiektami architektury nurtu Bauhaus. Patrząc na te nowoczesne budowle, aż trudno uwierzyć, że powstały sto lat temu. Most na Łabie - już współczesny, ale pasuje do kolorytu miasta: Kolejny prom w Breitenhagen i ostatni - w Barby: Jeszcze parę obrazków z trasy: Pod wieczór zatrzymujemy się na kolację w Schönebeck, a do Magdeburga docieramy już o zmierzchu: "Z tak daleka, aż tutaj" - głosi napis na moście. To dobre podsumowanie naszej wyprawy. [cdn.]
    6 points
  31. Do Osieczek czerwonym, potem Wydma Lubiatowska, morzem w stronę Lubiatowa i do Bezinmiennej a potem jedna bramka wzdłuż morza i powrót szlakiem pieszym choć szeroko. Fajna urozmaicona traska.
    6 points
  32. Poniżej relacja z sobotniej wycieczki do mojego rodzinnego miasta Lublińca. Trasę miałem już zaplanowaną od dawna, ale zawsze cos przeszkadzało w jej realizacji, w końcu jednak się udało:-) Czwarta rano, ruszamy razem z Sylwkiem, w setupie rowerowym przybyła sakwa/płetwa na górnej rurze - po tej wycieczce mam dość mieszane uczucia co do niej. Pierwsze zdjęcie z wycieczki po prawie 2,5h jazdy z dwóch powodów, ciemno i cholernie zimno. Według prognoz temperatura miała nie spaść poniżej 8 stopni, stąd założyłem dość cienkie rękawiczki - i to był błąd bo przez pierwsze 1,5h temperatura oscylowała w okolicy 2-3 stopni. Jak tylko wyszło słoneczko, temperatura zaczęła się powoli podnosić i jazda byłaby super przyjemna. Byłaby, ponieważ z tych okolic oprócz pięknych widoków zapamiętałem nagminnie pootwierane bramy gospodarstw i puszczone samopas psy. Od małych burków radośnie poszczekujących na które wystarczyło się mocno wydrzeć, po wielkie białe bydlę, które wyleciało z jednej z tych otwartych bram i niebezpiecznie blisko biegło koło tylnego koła Sylwka. Niefrasobliwość właścicieli granicząca z głupotą. Pierwszy odpoczynek po około 75 km, kolejne będziemy robić dość regularnie co około 40-50km. Wjeżdżamy w lasy spalskie Most w Spale na Pilicy Zalew sulejowski, tu robimy drugi popas. Przy okazji zdejmujemy z siebie trochę ciuchów, temperatura już przyjemne kilkanaście stopni. I kolejny przystanek, widać, że zmieniliśmy województwo:-) Bardzo ładne okolice Rozprzy Zalew Cieszanowice na rzece Luciąży lewego dopływu Pilicy Za Trzepnicą mocno pogarsza się stan asfaltu i trwa to przez około 25km do Kołbiel Wielkich. Tyłek na tym odcinku mocno dostaje w kość. Ale okolica bardzo ładna, teren lekko pofałdowany, lasy, pola. W Żytnie 213 kilometr wycieczki. Meta zaczyna wydawać się coraz bardziej realna. W sklepie spożywczym kupujemy wodę i piwo. Po drugiej stronie ulicy zauważam Żabkę i od razu wpadają jeszcze po dwa hotdogi. Dodatkowo w tej miejscowości trasa wykręca w końcu trochę bardziej na zachód i wiatr wiejący od wschodu zaczyna wyraźnie pomagać. Stawy na Warcie w okolicach Skrzydłowa Teren coraz bardziej pagórkowaty - wjeżdżamy w północne rubieże Jury krakowsko-częstochowskiej. Za Mstowem trafiają się ze dwa krótkie podjazdy po około 10-12%. Mając w nogach prawie 250km mocno je odczuwam - uda pieką okrutnie. Ostatni odpoczynek w Częstochowie. Uda mocno zapieczone (przynajmniej u mnie). Krótki telefon do brata czy jest w domu i czy przyjmie w krótką gościnę dwóch wędrowców:-) I koniec, dojeżdżamy do Lublińca około 30 min po zaplanowanym czasie. Szybki prysznic u brata, przebieranie w cywilne ciuchy i o 20:00 wsiadamy do pociągu powrotnego "Śnieżka" relacji Szklarska Poręba - Warszawa Gdańska. W Warszawie Sylwek na rowerze jedzie do domu, po mnie przyjeżdża syn i około północy melduję się w domu. Jeszcze szybka kolacja i lulu. Podsumowując - pogoda dopisała, nie licząc porannego chłodu temperatura oscylowała w granicach 17-19 stopni, wiatr czasem trochę przeszkadzał, a czasem pomagał zwłaszcza w końcówce. Co do samej trasy to ilość szutrów/gruntówek była minimalna. Niestety słabych asfaltów, było sporo, zwłaszcza ten odcinek za zalewem cieszanowickim. Obyło się bez żadnej awarii, kapcia itp. Kondycyjnie też było całkiem nieźle, nie licząc spalenia ud na górkach za Mstowem całość bez większych kryzysów, choć mniejsze co jakiś czas przychodziły. Cel czyli przejechanie w ciągu jednego dnia 300 km osiągnięty. Sylwek już zaproponował podobnej długości trasę, ale w jego okolice czyli do Węgorzewa - w przyszłym roku jak najbardziej realne:-)
    6 points
  33. Sobota, 20 sierpnia Prognozy się sprawdziły - faktycznie leje deszcz. Do popołudnia nieprzerwanie i intensywnie, więc nudzimy się trochę w pokoju. Ale po szesnastej deszcz słabnie, więc idziemy się trochę przejść na Łabskie Piaskowce nad miasteczkiem i po samym Děčínie. [cdn.]
    6 points
  34. Wtorek, 16 sierpnia Rano wyjaśniła się zagadka, dlaczego nie mogliśmy znaleźć w okolicy noclegu. Otóż właśnie skończył się wielki festiwal muzyczny "Brutal Assault" w Josefovie, organizowany co roku w sierpniu pod murami twierdzy. Jaka muza? Death metal ☠️ Chyba fani już jednak wyjechali, bo na terenie koncertów trwał demontaż i sprzątanie, a w miasteczku już tylko gdzie nie gdzie powiewały smętnie ostatnie banery. Josefov bardzo różni się od pocztówkowych czeskich miasteczek, mijanych przez nas nad Łabą. Zachował niezmieniony układ urbanistyczny osiemnastowiecznej twierdzy, choć nigdy jako twierdza nie był wykorzystywany - pełnił funkcję więzienia i koszar dla różnych wojsk. Ostatnio, do lat 90-tych XX wieku, stacjonowały tutaj garnizony radzieckie. Teraz większość budynków to pustostany, mocno nadgryzione zębem czasu. Niektóre pełnią ponoć rolę scenografii do filmów. Na paradnym i ogromnym placu centralnym, stoi kościół garnizonowy z wieeeelkimi wrotami: Pokręciliśmy się trochę po klimatycznych uliczkach - niestety brakło czasu, aby zwiedzić kazamaty. Jedziemy dalej przez Kotlinę Czeską - w stronę królewskiego miasta Hradec Kralove: I kolejny most na Łabie - już przy wjeździe do miasta: W Hradec Kralove kolorowe kamieniczki starego miasta przyciągają wzrok, szkoda tylko, że rynek zamieniono na wielki parking. Pomiędzy wieżami kościelnymi przycupnęła skromnie kamieniczka siedziby rektoratu tamtejszego uniwersytetu. I jeszcze secesyjna elektrownia wodna z początku XX wieku: Za miastem - na trasie do Pardubic: Same Pardubice są chyba najbardziej eleganckim miastem, przez które przejeżdżaliśmy. A może to wrażenie to też zasługa wspaniałej pogody? Zamek: Pernštejnské náměstí w historycznym centrum miasta - na pierwszym zdjęciu ratusz, na drugim w tle - Zielona Brama: Nie ujechaliśmy tego dnia zbyt daleko - jedynie 65 kilometrów, ale jak tu minąć takie cuda i nie zatrzymać się? Nocleg wypadł nam w Přelouč - hotel był kiepski i blisko dworca, ale miasteczko całkiem ładne: [cdn.]
    6 points
  35. Takie ceny nawet w dużych ośrodkach byłyby kosmicznie przestrzelone do oferty. Za niedługo zrobię sobie listę stacji do których jeżdżę i ich maksymalny cennik dla mnie. Zobaczę w zimie które ośrodki wstrzelą się (o ile) we względnie akceptowalne dla mnie ceny, a które skreślę. W Polsce dla mnie najlepsza jazda jest w niedużych ośrodkach z fajną jedną czy dwoma trasami. Zwykle biorę na takie ośrodki karnet 4h. Dzienny (np. 9-16) brałem czasem w większych ośrodkach typu Jaworzyna Krynicka. Podhale z ofertą TatrySki (dla wybranych stacji typu: Jurgów, Kluszkowce) skreśliłem już w tamtym sezonie przez cennik. W planach mam też odwiedzenie kilku stacji na Słowacji lecz nie tych najbardziej nagłośnionych a raczej takich trochę zapomnianych na uboczu często z ciekawymi trasami i szybkimi orczykami Tatrapomy. Jakie ceny tam będą to też się okaże dopiero przed samym sezonem.
    6 points
  36. Cześć! Jak już mowa o kopalniach soli, to polecam Transylwanie. Dla Ciebie Krzysztof to kierunek nieobcy. Transylwania słynie nie tylko z wampirów i ich księcia Vlada Palownika. Ale już od czasów rzymskich jest tu kopalnia soli, jedna z najstarszych i największych w Europie Salina Turda, jest tu kilka atrakcji których nie ma w Wieliczce. Można pojeździć na diabelskim kole (młynie), popływać łódką (za dodatkową opłatą). Po kupnie biletu można cały dzień spędzić w kopalni. Dla lubiących sport są stoły do bilarda, tenisa stołowego, a nawet mini golf. Kilka fotek Pozdrawiam...
    5 points
  37. Jizerka my love. Kiedyś opisałem turę ale naczelny cenzor mi ja wyciął, znaczy zgłosił, bo sprzęt miałem o gram za ciężki do wątku. Potem o jedna fotkę za daleko i znowu ostracyzm. Tak czy owak miejsce zawsze magiczne. Hotel Jizera4 gdzie zmienił się najemca bazą.
    5 points
  38. A o takich widokach w kwietniu to chyba możemy zapomnieć, 3 kanapy, 10 osób, no trudno się było do kogoś dosiąść aby zabić czas rozmową. pozdrawiam
    5 points
  39. Dwójki z przodu w tym sezonie nie będzie w żadnym z ośrodków. Zieleniec 4 godz. - 120 zł 7 godz. - 140 zł (brak w cenniku karnetu całodziennego) Szczegóły: https://www.skionline.pl/stacje/polska-sudety-zieleniec-sport-arena,osrodek,83,skipassy.html Takie same ceny ma Czarna Góra, tylko aktualnie prowadzi przedsprzedaż -30%
    5 points
  40. Sklepy skiturowe, narty skiturowe, buty skiturowe, wiązania skiturowe: https://8a.pl/narty-skiturowe https://www.tuttu.pl/pol_m_skitour-1059.html https://sport2002.pl/pl/c/NARCIARSTWO-SKITUROWE/201 https://www.chili-sport.pl/skitour-skitury-159?selected_filters=skitour-skitury https://nartykrakow.pl/pol_m_SKITOURING-993.html https://www.skalnik.pl/sprzet-zimowy/skituring https://www.polarsport.pl/skitouring.html https://skitour.pl https://dobrenarty.pl/skituring https://www.weld.pl/narty-skitouring/ https://salewa24.pl/pol_m_SkiTouring_Sprzet-skiturowy_Wiazania-1011.html Poradniki skiturowe: https://8a.pl/8academy/skituring-jak-zaczac/ https://dobrenarty.pl/poradnik-skiturowy/sprzet/skiturowe-abc/ https://skitour.pl/content/8-poradnik-skiturowy https://www.cumbre.pl/skitouring-jak-zaczac-poradnik-dla-poczatkujacych-i-rozpoczynajacych-skitouring-oraz-planujacych-tury-narciarskie/ https://dobrenarty.pl/poradnik-skiturowy/
    5 points
  41. Hintertux budzi się do życia, jest robota do wykonania... Będzie dobrze...
    5 points
  42. Mój tekst na Blogu o nartach, przytaczam całość. Uwaga: silny kontekst ekonomiczny: Austriacy strzelają sobie gole samobójcze. Kolejne bankructwo stacji narciarskiej Flaga Austrii Austria – 85 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni, 9 mln ludności, kraj górzysty: większość powierzchni kraju obejmują Alpy. Najwyższy szczyt: Großglockner – 3797 m n.p.m. Kraj żyje z turystyki, także (może nawet głównie) z turystyki narciarskiej. Lata temu rząd austriacki umożliwił budowę prywatnej infrastruktury wyciągowej oraz noclegowej. O ekologii wówczas nikt nie mówił, w związku z tym góry zostały poprzecinane trasami i wyciągami na skalę nieporównywalną z innymi krajami, np. z Polską. Austria dziś to morze ośrodków, w tym aż 7 ośrodków lodowcowych, z czego aż 5 w Tyrolu. Natomiast najbliżej Polski jest malutki, acz pięknie położony, lodowiec Dachstein. Komunikat Lodowiec ma słabą infrastrukturę narciarską, przynajmniej jak na polskiego kanapowca: trzy orczyki i jedno krzesło dwuosobowe. Trasy ma też dość krótkie, a najdłuższy zjazd liczy sobie zaledwie 2 km. A nawet liczył, bo, jak czytamy w komunikacie: <<<Dachstein glacier cancels alpine ski season The Dachstein glacier in Austria this week announced that it will not be opening for downhill skiing in autumn or winter season 2022-23. The lift company management said that the closure of the ski area has been caused by the extreme heat of the summer months and a general lack of snowfall. The future of the ski area will be evaluated next spring.>>> Przetłumaczę krótko: <<<Lodowiec Dachstein nie będzie czynny dla narciarzy w sezonie 2022/23. Operator wyciągów stwierdził, że zniszczenia pokrywy lodowej w lecie były zbyt duże. O dalszej przyszłości ośrodka zadecydujemy w przyszłą jesień – za rok.>>> Źródło komunikatu: Dachstein glacier cancels alpine ski season (skiresorts.net) Drugie spektakularne bankructwo. Najpierw Ötscher, teraz Dachstein To już drugie spektakularne bankructwo stacji narciarskiej w Austrii w ciągu zaledwie 1 roku. Tak, bankructwo, bo w <<<straty spowodowane ociepleniem klimatu>>> wierzą tylko naiwni. Mowa o ośrodku położonym na wysokości 2700 m n.p.m. Zimą potrafi tam spaść i utrzymać się nawet 3-4 m śniegu. Generalnie można podejrzewać, że chodzi o coś innego. O co? Moim zdaniem o: ceny energii; małą popularność ośrodka bez kanap. Rok temu koniec działalności ogłosił Ötscher. Tu nie było wątpliwości. Ośrodek załatwiła pandemia, a raczej pandemiczne (niezwykle ostre) restrykcje dla miejscowych i turystów w Austrii. Austriacy praktycznie nie życzyli sobie turystów, wahając się między całkowitym pozamykaniem wszystkiego, a przyjęciem gości na paszporty covidowe, które akurat w Austrii były bezwzględnie egzekwowane. Jak to się skończyło w przypadku np. polskich narciarzy, wcześniej chętnie Austrię odwiedzających? Ekstremiści próbowali pojechać i zetknęli się z praktycznie pustymi trasami. Większość... pojechała na wyjazd do Białki, Szczyrku lub Zieleńca, gdzie... nie było żadnych ograniczeń. Polskie ośrodki zarobiły jak nigdy, austriackie – spotkały się z kłopotami jak nigdy. Generalnie Austria powiedziała turystom auf wiedersehen i... jednocześnie się dziwiła, że ci nie przyjechali. I nie odnoszę się tu do poglądów za lub przeciw obostrzeniom, po prostu stwierdzam fakt... ekonomiczny. No cóż... Pandemia minęła, choć ponoć jeszcze nie do końca. Na pewno pozostawiła wpływ na decyzje klientów. Na przykład mówi się, że rynek lotniczy będzie się odbudowywał przez dekadę. Jeśli chodzi o narty, można by otwierać i cieszyć się napływem turystów, gdyby nie... kolejny kryzys, tym razem inflacyjno-energetyczny. Inflacja zabrała potencjalnym klientom pieniądze na wyjazd i z góry można założyć, że aktywnych narciarzy w sezonie będzie mniej, a i ich aktywność może być mniejsza. Energetyka i ceny energii dobiły kosztowo stacje narciarskie. Położenie stacji Dachstein, wcale nie najlepszej w Styrii, choć najwyższej, wydaje się więc zasadne... ekonomicznie. Ile lat będzie nieczynna? Zależy to od tego, ile lat potrwa kryzys. Bo załamanie wcześniej nieustającej koniunktury kiedyś musiało przyjść. Można by rzec klasycznie: potrwa 7 lat. Wznowienia pracy ośrodka (o ile przetrwają urządzenia) można się więc spodziewać ok. 2030 r. Moźe? Austria strzela sobie samobóje Czy te decyzje nie są przedwczesne? Nie wiem, ale panika zapanowała, gdy ceny energii na giełdach sięgnęły sufitu. I to sufitu nieakceptowalnego dla nikogo. Firmy zaczęły ogłaszać wygaszanie produkcji i nagle – czary mary – ceny energii zaczęły spadać, a w tle nawet ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Na polskiej giełdzie panika nastąpiła, gdy cena energii za megawatogodzinę sięgnęła ponad 2000 zł w sierpniu. No tak, ale dziś wynosi ona już tylko 645 zł, co dokumentuję zdjęciem: Problem w tym, że oferty do firm na 2023 r. zostały wysłane przez przedsiębiorstwa energetyczne wówczas, gdy ceny wynosiły ponad 2000 zł, a nie teraz, gdy spadają. Niemniej docelowo cena musi wrócić do względnej normalności, bo żaden biznes nie wytrzyma wzrostu kosztów o kilkaset procent. Są to zdarzenia nienormalne. Nienormalnie może więc być chwilowo, ale na dłuższą metę działa (jak zawsze) prawo popytu-podaży. Jak cena jest za wysoka, wygasa popyt, bo nie opłaca się produkować samochodów, statków lub chleba, a podaż rośnie, bo się opłaca produkować drogą energię. Ale tej nadwyżki... nie ma już kto kupować. I wówczas ceny... lecą na łeb i szyję, bo muszą. Tak samo jest z istotnym czynnikiem cenotwórczym: wspomnianymi uprawnieniami. Kiedyś kosztowały 5 euro za papier. Ale banki i fundusze je skupiły w celu spekulacji i... nie wypuszczały na rynek. Ceny więc wzrosły do nawet 90 euro w sierpniu br. Tyle, że przecież... kiedyś banki i fundusze muszą je sprzedać. Zaczęły trochę sprzedawać i nagle – czary mary – mieliśmy na początku września już 65 euro. Dziś jest o 10 euro drożej, bo banki i fundusze... przystopowały. Ale – powtarzam – kiedyś będą musiały je sprzedać. A mają tych uprawnień w swoich aktywach, proszę mi wierzyć, naprawdę dużo. Pojawia się więc zasadnicze pytanie: — Czy Austriacy nie są w gorącej wodzie kąpani i czy nie strzelają sobie samobója? Moim zdaniem... strzelają. Wiem, dziś świat nie jest rozsądny, zwłaszcza ekonomiczne, ale z czego, donnerwetter, mają tam żyć, jak pozamykają wyciągi. Z produkcji energii z paneli? Z dotacji Unii Europejskiej i KPO? Może jakiś czas tak, ale co potem? Austria to zagłębie narciarskie, tak jak Grecja to morze, ciepło i wakacje letnie. Można spróbować narciarstwo robić w Grecji i plażowanie w Austrii, tyle, że to się nie uda. Co było do udowodnienia. Over Maciek Hochkar w Austrii. 2016 r. https://blogonartach.blogspot.com/2022/09/austriacy-strzelaja-sobie-gole.html https://www.skiresorts.net/dachstein-glacier-cancels-alpine-ski-season/
    5 points
  43. Udało Nam się wygospodarować kilka dni na objechanie kilku tras tu i ówdzie 😋, pogoda w kratkę ale jeździć trzeba 😘
    5 points
  44. Nie ma żadnej górki na której jeździ się na nartach bez kijków. Narciarstwo i kijki to kanon, aksjomat. Jak ktoś nie ogarnia kijków to jest snowboard...
    5 points
  45. oho, znowu zaczyna się rozpowszechnianie fejków. eh, pelikany https://fakenews.pl/spoleczenstwo/szwajcarski-plakat-donies-na-sasiada-zarob-200-frankow-to-fotomontaz/
    5 points
  46. Środa, 17 sierpnia Z czym kojarzy się Kraj Pardubicki? Oczywiście - Wielka Pardubicka! Wyścigi konne wśród pól i siwe konie rasy kladrubskiej. Do do Kladrub nad Łabą i cesarskiej stajni Franciszka Józefa wiedzie nas łabski szlak w środowy ranek. I Łaba tutaj taka dzika ... Wkrótce szlak wspina się na wzgórze w Tyńcu nad Łabą, gdzie odłączamy się na czas jakiś od rzeki. Dziesięć kilometrów drogi po słonecznych pagórkach dzieli nas od Kutnej Hory ze wspaniałymi zabytkami, wpisanymi na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Słońce praży niemiłosiernie i temperatura rośnie do ponad trzydziestu stopni, a my mozolnie robimy kolejne metry przewyższenia. Wreszcie rysują się na horyzoncie dostojne sylwetki kościelnych wież Kutnej Hory. Najpierw Sedlec i trochę makabryczna Kaplica Czaszek z XVIII wieku. W samej krypcie ossuarium - z gigantycznym żyrandolem z ludzkich kości - nie można robić zdjęć. Jedynie przez szybkę, kondygnację wyżej. Vanitas ... Bardziej niż memento mori przemawia do nas jednak carpe diem, jedziemy więc podziwiać dalsze skarby Kutnej Hory. Po drodze nostalgiczne stare skody: W najwyższym punkcie miasta stoi przepiękny kościół św. Barbary: Zjeżdżamy z Kutnej Hory z powrotem w stronę doliny Łaby. To nie Chorwacja, to Kolin (choć temperatury - jak nad Śródziemnym ☀️😞 Przy mrożonej kawie i tostach na kolińskim rynku rezerwujemy kolejny nocleg. Wyboru za bardzo nie ma - ale wolny jest apartament w czterogwiazdkowym hotelu w Nymburku. Trochę drogo, lecz cóż zrobić. Po drodze mijamy bokiem Podiebrady, z lekkim żalem i refrenem piosenki Jaromira Nohavicy z tyłu głowy ("A schody jadą, choć mogłyby stać, na stacji Jerzego z Poděbradu"). Może kiedyś wrócimy pozwiedzać. Ale Nymburk wieczorem też jest cudny ... [cdn.]
    5 points
  47. W stronę Wierzchucina. Jest rower. Pożyczony. Ale nie znaczy, ze gorszy. Kota tez mógłbym pożyczyć. Ale tu jednak ma swój dom. W Szklarskiej w Apartamentach Huty mamy rosyjskiego (sic! brytyjski może?) oswojonego, a w Szpindlu w Pohoda rudzielca. To dziwne bo psa miałem tylko.
    5 points
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...