Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05/30/2019 in all areas

  1. 35 points
    Dzień zaczął się niewinnie. Rodzinka śpi w hotelu, ja mam wolne dla siebie, więc wymykam się po cichu i udaje się ... wiadomo gdzie, KW. Ma być lampa 😀 Zdziwienie na parkingu w Kuźnicach że nikt nie chce ode mnie ani grosza , dziś free 😳 Walę więc pod kasy aby być na górze jednym z pierwszych. I tu się zaczyna😀 W kolejce toczą się rozmowy a obok nie stoi gość z szerokimi dechami. Sam też takie zabrałem. W kasie na pytanie czy jest skipas No Limit pan odpowiada że na szczęście nie ma. Pytam, na szczęście dla kogo? 🤔😡 W gondoli zaczynam rozmawiać z kolegą ze sztachetami i dowiaduje się że jest nastawiony tylko i wyłącznie na offpist, a po 12:00 zamierza uderzyć dalej w góry na turach. Kurna , jestem sam, facet ma plan i zna każdą linie na KW. Jest okazja 😉 Na górze pytam czy mogę z nim pojeździć? Zgadza się i jest moim przewodnikiem. Zaoralismy co się dało na Kasprowym po obu stronach. Las, zleby, pod wyciągiem. Mielismy plan na jeden poważny lajn ale służby parku stanęły na naszej drodze. To był dla mnie poligon. Puch na przemian z wywianym terenem w postaci lodu. Dałem radę i mam nowego kolegę poznanego przez ten piękny sport. Nawet była wspólna herbata i kabanosy w przerwie. Kolega Przemek miał wszystko w plecaku jak na skiturowca przystalo😀 Fotek nie ma wiele bo nie było czasu. Mam dostać parę filmów które Przemek kręcił w czasie przygody . Mam tyle.
  2. 34 points
    No to w ramach oddechu świeżym górskim powietrzem, w ramach odejścia od kłótni na temat koronawirusa, małe przenosiny na Kasprowy Wierch Co prawda z poniedziałku, ale i tak wiele pewnie nie zmieni się w najbliższym czasie. Dla mnie ten poniedziałkowy dzień to był masochizm w najczystszej postaci, bo być tam i nie jeździć na nartach to grzech No ale byłem w pracy, byłem pod koniec dnia, zdjęcia robiłem, a przy okazji zrobiłem i kilka takich luźnych zdjęć jak poniżej Co prawda zwędziłem jednej miłej Pani z Portalu Tatrzańskiego na kilka chwil jej narty i kije, ale tylko po to, żeby sobie z nimi zrobić pamiątkowe zdjęcie Dzień słoneczny, przepiękny, praktycznie bezwietrznie. Z tego co pytałem kilku narciarzy, to warunki świetne, a zjazd na dół do Kuźnic bezproblemowy, jedynie z małymi przetarciami na dole, ale przy odrobinie uwagi da się przejechać. A popołudniowy Kasprowy w poniedziałek wyglądał tak:
  3. 32 points
    W tym roku ze względów osobistych nie mam okazji jeździć na narty, więc gdy pojawiła się szansa na kilkudniowy wypad, postanowiłem odwiedzić jakieś ciekawe miejsce. Po ubiegłorocznej, udanej przygodzie na wulkanie Etna, o czym pisałem tutaj: tym razem moją uwagę przykuła Grecja i największy, działający tam ośrodek narciarski: Parnassos. \ Ośrodek położony jest na zboczach masywu Parnas, ok. 200km na północny zachód od Aten. Jest on całkiem dostępny komunikacyjnie z Polski: z Katowic do Aten w 1 godz. 50 min. dolecimy Ryanairem, a podróż samochodem z Aten do ośrodka zajmuje ok. 2,5 godz. (częściowo płatną autostradą, której koszt to ok. 10 euro w jedną stronę). Największą bliską, większą miejscowością Arachova, stanowiąca sporą bazę noclegową (czas przejazdu do ośrodka to ok. 25-35 min). Jest tam też sporo restauracji i sklepów z pamiątkami, a także sklepów i serwisów narciarskich. W weekend miasteczko jest oblężone, w tygodniu spokojne i senne, w związku z czym sprzedawcy chwytają gościa za gardło już w progu i nie sposób stanąć tak, by nie wyrósł przed tobą, zachwalając jakieś trzymane w dłoni lokalne cudo. Sam ośrodek oferuje ok. 35km nartostrad (niebieskich i czerwonych), obsługiwanych przez wyciągi gondolowe (częściowo połączone z 6-osobową kanapą), 2- i 4- osobowe kanapy, Pomy i wyrwirączki. Składa się z dwóch połączonych mniejszych stacji: Fterolaka i Kellaria, położonych między 1650 a 2250 m.n.p.m. Całodniowy karnet kosztuje 20 euro, a karnety wielodniowe można nabywać tylko na okres piątek-niedziela. Kellaria jest nieco większym ośrodkiem i tu działa dużo większy parking oraz wypożyczalnia i serwis. Wypożyczenie nart i kijków (buty miałem swoje) kosztuje 10 euro za dzień, przy czym sprzęt sprawia wrażenie, hmmm, mocno już zamortyzowanego 😉 Ponadto na stacji pośredniej znajduje się bar, restauracja i druga wypożyczalnia (w opinii personelu wypożyczalni z dolnej stacji – „dużo gorsza”). Trasy mają bardzo fajny profil – położone są ponad linią drzew, są szerokie i przyjemnie nachylone. Tylko te prowadzące do dolnych stacji są nieco węższe. Ilość śniegu i białych szczytów – nawet jak na lichą, tegoroczną zimę – zaskakuje i ukazuje nieco mniej znane oblicze Grecji. Z jednej stacji do drugiej dostać można się gondolowym łącznikiem, z którego rozpościera się ładny widok na Zatokę Koryncką. Ciekawy klimat stacji tworzy jej „antyczna” otoczka. Sam Parnas to mitologiczna siedziba Apolla. Nartostrady mają nazwy zaczerpnięte z mitologii: „Afrodyta”, „Herakles”, „Hera”. Ponadto, około 10 minut jazdy od Arachovy znajdują się Delfy, gdzie można odwiedzić muzeum archeologiczne jak i ruiny starożytnych budowli, w tym świątyni Apolla i świetnie zachowanego amfiteatru. To tutaj działała sławna „wyrocznia delficka”. Można jeszcze wspomnieć o karygodnym poziomie obsługi klienta, choć z drugiej strony trzeba przyznać, że w 8-osobowej gondoli znajomości zawierane są bardzo sprawnie i wagonik często szybko staje się miejscem żywych dyskusji. Sam masyw jest skalisty i pozbawiony roślinności, więc w czasie takiej zimy jak teraz – ubogiej w opady – problemem są kamienie na stokach. Ja podczas pierwszego dnia wjechałem w imponujący głaz, który odłupał spory kęs ślizgu i wygiął krawędź. Na szczęście w wypożyczalni nie przejęli się tym zbytnio 😉 Problem rozwiązałoby naśnieżanie, ponieważ od zmierzchu do świtu temperatura regularnie spada poniżej zera, jednak – podobnie jak Etna – Parnas działa wyłącznie dzięki naturalnym opadom. Reasumując- pewnie niewielu zdecyduje się na narciarski urlop w Grecji, ale podczas zwiedzania Grecji zimą z Ryanairem i wizyty w sławnych Delfach warto pomyśleć o poświęceniu jednego dnia na odwiedzenie greckich stoków Strona internetowa ośrodka: https://parnassos-ski.gr/ Warto też zajrzeć na fanpage na Facebooku, gdzie administratorzy psioczą na prognozy pogody, które chybionymi prognozami silnych wiatrów odstraszają potencjalnych gości, a sami goście psioczą na kamienie i obsługę 😊 https://www.facebook...arnassosski.gr/ A koniec mała reklama - można polubić mnie na facebooku, gdzie na moim niekomercyjnym fanpage opisuję różne narciarskie przygody. Zapraszam https://www.facebook.com/skibumpl/
  4. 30 points
    I ostatnia część. Dziś mój nr 1 to Pośredni. Fenomenalne warunki śniegowe, około 30-40 naturalnego śniegu, do tego miejscami sporo sypnięte lancami i armatami. Ilość śniegu. Hala Hala cd. I tak. Tak też. Taki widoczek. Na górze jakby więcej miejsca. Nowa knajpka w dole. Pod Rudym Kotem - czynne.
  5. 28 points
    Ciągle staramy się dopracować "najlepszą" formułę wyjazdową. Kiedyś chodziliśmy trawersy (np Ortlera, Silvretty). W zeszłym roku zrobiliśmy parodniowy wyjazd w oparciu o jedno schronisko (Branca) co było bardzo wygodne. Tym razem wyjazd miał być długi i oparty o dwie doskonałe miejscówki. Pierwszą było bardzo znane schronisko Franz Senn Hutte. Można z niego zrobić pewnie z 6 doskonałych celów. Dzień 1 Ten pierwszy to był dojazd i dojście. Odległość jest bardzo zbliżona do lodowcowego ośrodka Stubai. W Neufstift skręca się do Barenband a dalej wąską drogą do parkingu gdzie trzeba założyć foki (i plecak) Dojście jest całkiem konkretne - 740 m vertical i ponad 7 km. Trzeba liczyć 3 godziny. O schronisku napiszę innym razem. Dzień 2 Naszym celem będzie Hinterer bądź Vorderer Wilder Turm (ewentualnie Wildes Hinterbergl). To grupa leżących obok siebie szczytów zlokalizowanych na południowy-zachód od schroniska. Zrobimy to w formie pętli tak aby podchodzić łagodniej a zjeżdżać stromszym lodowcem Lisense. Od rana lampa i widoki na doskonałą jazdę. Idzie się łagodną dość doliną z kolejnymi stromymi progami. W pewnym miejscu skręca w prawo dochodząc do skalistego brzegu kotła. Najciekawsze jest wyjście na lodowcowe platou. Przyjemna ścianka do przejścia i otwierający się widok. Z lewej strony kusi Hinterer Wilder Turm. Z jego zbocza lodowcowe wypłaszczenie wygląda przepięknie... Pora na przepinkę i jazdę. Z początku jest łagodnie ale później robi się w sam raz. Tak jest do samego dołu do miejsca zamknięcia pętli gdzie wjeżdżamy w dolinę. W statystykach wyszło 15 km (całość) i 1150 m vertical. Na mapie są obydwa dni. cdn. Pozdro Wiesiek
  6. 28 points
    Mała relacja z legendarnego stoku jakim jest Nosal. Obecne zamknięty, a wywiad z lokalesami dał mi info iż główna blokadą aby przywrócić stok do życia jest Park. Są też podobno zawiści które nie chcą pozwolić aby konkurencja zaczęła ponownie działać. Syn jest w szkółce pod nosalem, więc nie mogłem przegapić takiej okazji. Miałem dwie godziny na tą wyprawę więc trzeba było się uwijać. Ze specjalną dedykacją dla naszego forumowego experta @leitner 😀 Powinienem był zabrać ze sobą nart bo warunki pozwalają na zjechanie do samego dolu. Cdn.
  7. 27 points
    Serdecznie wszystkim dziękuję za kibicowanie, a @marionen i @Annaa za królewskie ugoszczenie i dostarczenie mnie na start - jesteście wspaniali! To był zdecydowanie najtrudniejszy maraton, w którym wziąłem udział. Zupełnie inna liga niż wszystko, co przejechałem dotychczas. Niemal non stop góra - dół, gdzie nachylenie w okolicach 20% było czymś normalnym! Chyba najtrudniejsza próba był podjazd pod jakiś hotel na Podhalu, większość tam wymiekla i prowadziła rower. Ja to wziąłem na raz i wyjechałem, ale serce miło biło chyba 200 na minutę! Myślę, że tam może być nawet 30%! Swoją drogą podjechałem wszystko bez zsiadania z roweru. Pogoga w dumie odpisała, ale w Cieszynie zlapala mnie mocna burza. Sciana deszczu! Przeczekalem, a następnie dojechałem do Ustronia, gdzie postanowiłem wziąć nocleg. Dobra decyzja, choć już się niebo rozjasnialo. Ale 3 noce bez snu nie obskocze. Ruszylem 4 rano, przespalem moze 3 godz.,ale tresciwie! Podjazdy w okolicach Istebnej moga zniszczyć, ale widoki z rana super! Wiedziałem,że burze w rejonie Podbeskidzia i Podhala na pewno będą, więc szybko chciałem opuścić te rejony, mimo widoków. Udało się jedną burze przeczekać pod wiatą i myślałem, że już dalej na sucho. Niestety w okolicy Głodówki złapał mnie deszcz, choć raczej nie groźny. Chyba miałem sporo szczęścia, bo co chwila wjeżdżalem w miejsca, gdzie dosłownie przed chwilą musiało padać! Jeszcze w Pieninach mocna nocna harowa i wreszcie troche płaskiego, lub kazdy w dół. Ale i tu czasem trafił się "niewinny" podjazd 19%. Powoli wjezdzalem w Bieszczady, gdzie znalezienie choćby czynnego sklepu spozywczego jest wyzwaniem. Raz zlekceważylem problem i za to zapłaciłem... Na głośnym żołądku trudno robić kolejne podjazdy. Ale za to ta cisza... Bieszczady to idealny teren na rower! Asfalty idealne! Rzadko zdarzają się źle i raczej to niewielki procent, do tego kompletny brak ruchu samochodowego. Często jeździłem całą szerokością drogi... Niestety temperatury dawały się we znaki i na jakieś 30 km przed Ustrzykami Górnymi miałem mocny kryzys. Ale co się dziwić, kiedy od 6 rano zjadłem 3 bułki z serem, a dochodziła już 16! Na szczęście w Cisnej trafiam na ekstra knajpe i zjadłem wielki obiad - placek po bieszczadzku. To mi dało nie małego powera i znowu sprawnie się wspinalem do Ustrzyk G. Udało się za dnia, choć byłem tam później niż chciałem. Czas jechać do Przemyśla. Jak ktoś myśli, że to już koniec najgorszego, to się może zdziwić! Sam dojazd do Ustrzyk Dolnych może zniszczyć! A to tylko część trasy. Dalej kierunek Arłamów i kolejne 6 tresciwych podjazdów, zanim dojedziemy do Przemyśla. Ale i w końcówce drobne górki były... W końcu meta! Czas lepszy niz zakladalem: 85:49. Od razu mam kwalifikacje do pelnej petli MRDP! Trzeba bylo sie zmiescic w 96 godzinach. Pierwsza noc jechałem, druga spalem ok 3 godz.,trzecią jechałem, czwartą dojechałem do mety o 1:49. Było ciężko, ale cel osiągnięty! Poszło lepiej niż zakładałem. Tyle teraz, powoli wracam do świata żywych... Pozdrawiam.
  8. 26 points
    Szukając śniegu z kolegami, w piątek zakończyłem sezon narciarski w Karkonoszach. Śnieg wciąż od wysokości 1200m w górę 🙂
  9. 26 points
    Na kanale 3Sat / Alpen Panorama
  10. 25 points
    W drodze do Chorwacji weekend na lodowcu należy się 😎 Rano 2 godzinki twardo,potem wiadomo Większość kluby i paru zapaleńców
  11. 24 points
    W górach sporo śniegu, oczekiwany nowy opad.Dla niektórych sezon jeszcze nie zakończony?
  12. 24 points
    Flachau, Wagrain, St. Johann - pierwszy dzień w SkiAmade Część 1 W pierwszy dzień zrobione ponad 100 kilometrów Obszar, który zwiedziliśmy: St. Johann, Wagrain oraz Flachau. Jak było? Było pięknie, było słonecznie i było poniekąd tak jak pisaliście - we Flachau trochę Białki i sporo Ludzi, w Wagrain było w cieniu...a St. Johann na koniec dnia - luźno. Dzień możemy zaliczyć do świetnych Trasy czarne - niesamowite i luźne...a nam było to na rękę! Nie będę się rozpisywał - niech zdjęcia mówią za siebie. Kto rano wstaje, temu? Sztruks! Mapka terenu, po jakim jeździliśmy: Prawie jak w Szczyrku Trasy: Marboru: A gdzieś tam dalej, kolejny ośrodek... Wiecie jaki? Panorama: W pierwszy dzień, było SL: Cudownie w Wagrain 😮 Lecimy do Flachau: Gondola Mocarta? Widoczek w stronę doliny - na niebie balony. Jest mróz - armaty działają! Długi zjazd, to i nogi bolą I do samego dołu... Kolorowo! Alpy Ekipa w komplecie: CDN
  13. 24 points
    Kiedy tydzień temu pojechałem do Oberwiesenthal nie spodziewałem się, że to ostatnie podrygi sezonu narciarskiego, który nie był dla mnie udany, a z powodu koronawirusa zakończył się tak, jak wyglądał Krótki wypad na niemiecko-czeskie pogranicze uważam jednak za bardzo udany, ponieważ był on pełen ciekawostek Ciekawostka pierwsza jest taka, że Oberwiesenthal to najwyżej położone miasto w Niemczech (914 m.n.p.m.). A macie, wy wymuskane alpejskie osady! Druga ciekawostka jest taka, że z miasta na górę Fichtelberg wozi narciarzy najstarsza w Niemczech kolej linowa, kursująca od 1924r. Uroczy, czerwony wagonik kursuje co 15 minut a podróż nim zajmuje raptem 4 minuty. Kolejna ciekawostką było to, że podczas mojego pobytu w mieście obywały się właśnie Mistrzostwa Świata Juniorów w narciarstwie klasycznym. Postanowiliśmy zatem z kolegą podopingować skoczków podczas konkursu drużynowego. Chciałem stworzyć pansłowiańską grupę wsparcia, gdyż miałem do dyspozycji flagę polską, czeską, słowacką, ukraińską i rosyjską. Jednakowoż kolega z flagami miał dotrzeć dopiero na drugą serię. W międzyczasie się okazało, że Słowacy i Ukraińcy nie startują, Czesi i Polacy odpadli już w 1. serii, a samą rosyjską flagą jakoś głupio było machać... Toteż w milczeniu obejrzeliśmy, jak chorągiewkami machają, a zawody wygrywają inni... A skoro o skokach mowa, to kolejną ciekawostką jest to, że w Oberwiesenthal mieszka i jego honorowym obywatelem jest Jens Weissflog (jak ktoś nie wie kto to jest, niech zapyta Małysza). Podobno prowadzi tu (Weissflog, nie Małysz) restaurację, ale w niej nie byliśmy, bo na bank serwuje w nich sznycle i soljanki, a te wychodziły nam już uszami Narciarską ciekawostką jest to, że niemiecki ośrodek ten połączony jest z nieodległym, czeskim ośrodkiem Klínovec, tworząc wspólnie tzw. „Interskiregion”. Ośrodki łączy skibus, który co 30 minut wozi narciarzy od ośrodka do ośrodka. Co ciekawe, przystanki znajdują się na szczytach gór – Klínovcu i Fichtelbergu, z jednym przystankiem pośrednim w dolinie, przy niesłusznie budzącym niepokój nazwą, małym ośrodku Neklid. Skibus obsługują Czesi za pomocą dość wysłużonego, wycieczkowego autokaru, którego kierowcą, w dniach gdy akurat z niego korzystałem, był odziany w wełnianą czapkę, wąsaty pan, bez wątpienia o imieniu „Honza” lub „Pepa”. Miał on dość osobliwy zwyczaj – mimo że na znajdującym się na szczycie przystanku pojawiał się często ok. 15 minut przed odjazdem, nie otwierał drzwi, tylko w najlepsze biesiadował w autobusie, smarując chlebíčky różnymi pomazánkami i raz po raz spoglądając na czekających na zewnątrz narciarzy. A przypominam, że przystanki znajdują się na szczycie, a tam często było zimno, mgliście i wietrznie. Dopiero 1-2 minuty przed godziną odjazdu (a nawet po niej), otwierał drzwi i wpuszczał to hipotermiczne towarzystwo do środka. Nic nie było w stanie zmącić spokoju pana kierowcy, nawet sytuacja, gdy w ostro skręcającym autobusie otworzyła się burta i wszystkie narty oraz snowboardy, dzięki sile odśrodkowej, malowniczym wachlarzem rozsypały się po szosie, tamując ruch uliczny w dwóch kierunkach. „Halt!”, „Stop!”, krzyczał cały autobus, a pan kierowca ze stoickim spokojem zatrzymał autobus, otworzył drzwi i pozwolił narciarzom biegać po szosie i poboczu i zbierać swój sprzęt, który wrzucony na powrót do luku bagażowego pojechał wkrótce w dalszą drogę. Na koniec słów kilka o narciarskich walorach Oberwiesenthal. Sam ośrodek nie jest duży i oferuje głównie łagodne, niebieskie trasy, idealne do nauki lub rodzinnego, spokojnego szusowania. Odcinki „czerwone” są krótkie i nieliczne. Jedynie pod kolejką linową znajduje się bardziej wymagająca, oznaczona kolorem czarnym trasa Rennstrecke, posiadająca homologację FIS. Tak jak wspomniałem, Oberwiesenthal tworzy wraz z czeskim Klinovcem tzw. Interskiregion, oferujący łącznie ponad 40km tras. Karnet obowiązujący na oba ośrodki można nabyć przy zakupie skipasu na co najmniej 1,5 dnia. Ośrodki łączy bezpłatny skibus, odjeżdżający co 30 minut raz z jednego, raz z drugiego szczytu, a po drodze zatrzymujący się jeszcze w niżej położonej stacji Neklid. Sam Klinovec jest ośrodkiem większym, oferującym całkiem długie i szerokie trasy, na czele z blisko 3 kilometrową „Jáchymovską” (trasa nr 1). Także sama infrastruktura (wyciągi) po stronie czeskiej jest nieco nowocześniejsza. Narciarze mogą wjeżdżać i parkować na szczycie Klinovca, przy czym wjazd na prowadzącą na szczyt drogę jest płatny (opłata zależy od czasu między wjazdem a wyjazdem). Na szczycie Fichtelbergu i Klinovca znajdują się hotele – ten niemiecki jest czynny, natomiast czeski jest zamknięty i bardzo malowniczo niszczeje, przywodząc na myśl horrory i filmy ze Scooby Doo Jak się okazało, weekend 7-8 marca był ostatnim tchnieniem narciarskiej zimy, bo już w czwartek ośrodek wyglądał tak jak poniżej, a tydzień później dobiła go pandemia. Strona Interskiregionu: https://interskiregion.com/ A koniec mała reklama - można polubić mnie na facebooku, gdzie na moim niekomercyjnym fanpage opisuję różne narciarskie przygody. Zapraszam https://www.facebook.com/skibumpl/
  14. 24 points
    Podsumowując lutowy wyjazd który odbył się w pierwszej połowie miesiąca: 12 dni szusowania od otwarcia do zamknięcia ośrodków. Według dopasowania do warunków pogodowych rozłożyło się to na: 3x Ovronnaz 2x Grimentz - Zinal 2x St.Luc - Chandolin 2x Anzere 2x Vercorin 1x Crans Montana Łącznie 6,5 dnia słońca, 3,5 dnia opady śniegu, 2 dni zachmurzone. Na tym wyjeździe sporo jazdy pozatrasowej w puchu, trochę po lesie i po trasach. Bardzo udany wyjazd choć niestety w niepełnym składzie. Dorzucam trochę zdjęć z wyjazdu, głównie na góry w tym zbliżenia na poszczególne szczyty. (Opis ośrodków oraz ich zdjęcia już są na pierwszej stronie tematu gdy opisywałem każdy ośrodek, później mogę dodać opis stacji Ovronnaz bo dopiero w tym sezonie udało się tam pojeździć) Zaczynam od szczytów: Matterhorn Matterhorn i Dent Blanche Widok w głąb doliny Val d'Anniviers Matterhorn widziany z innej strony z ośrodka Ovronnaz Weisshorn (mój ulubiony szczyt tamtych okolic) Dymiąca wersja Weisshornu Masyw Grand Combin No i widoczki na najwyższy szczyt Alp - Mont Blanc Widok na Masyw Mont Blanc (ostatni na wprost, łagodna kopuła szczytowa) I z bliższa z ośrodka Ovronnaz Śnieżny Księżyc, pełnia 8.02.2020. Szczyt po lewej to Bietschhorn Kilka szerszych widoczków: Na pierwszym planie Crans Montana, sektor Bella Lui Panorama z Plaine Morte (Crans Montana) Ośrodek Vercorin (na pierwszym planie) "Magiczne" poranne światło w Grimentz - Zinal Otoczenie ośrodka Zinal Panorama ze szczytu Illhorn (część Chandolin w stacji St.Luc - Chandolin) Wyciąg łączący Chandolin z St.Luc i opcje pozatrasowe Panorama z Bella Tola (najwyższy dostępny wyciągiem punkt ośrodka St. Luc jak i całej doliny Val d'Anniviers) Kilka zdjęć z nowego ośrodka - Ovronnaz W dole przy skale miasteczko Ovronnaz a jeszcze niżej Dolina Rodanu. Zachód księżyca nad La Brinta w dolinie Val d'Anniviers Kilka zdjęć z "puchowania" w Anzere
  15. 24 points
    Witam po przerwie. Wróciłem we czwartek z fantastycznego pięciodniowego pobytu w rejonie doliny Oetz. Wyjazd jak to ostatnio wchodzi mi w krew z Gajowy01. Plan wykonany w 100% to znaczy dzień pierwszy Solden, drugi Hochgurgl, trzeci Obergurgl, czwarty powtórka z Solden i ostatni Kuhtai. Pogoda co tu dużo mówić - petarda. Pięć dni totalnej lampy. O ośrodkach pisać nie ma co bo to top topów i w zasadzie wszyscy je znają. Niech te parę fotek odda to jak tam było: Także no...... było ładnie. Na koniec jeszcze krótki filmik: Miłego oglądania.
  16. 23 points
    13.03 - Dzień który zapamiętam na zawsze. Przed 6 rano ruszamy w stronę Pustertal, by po 8 zacząć z ciekawością rozglądać się po dolnej stacji ośrodka ... 3 Zinnen, który w 10000000% spełnia moje narciarskie oczekiwania i daje jeszcze więcej. Kocham szerokie leśne trasy, długie, dobrze nachylone i tutaj mam ich multiplikację. Śnieg był cudowny, o wiele więcej śniegu naturalnego i ten sztruks utrzymujący się ... do zamknięcia 😱 Jak na szczyt sezonu było pusto! Przez 8 godzin byłam w narciarskim niebie i to jakim wygodnym - na każdym kroku widać dbałość o rozwój i inwestycje. Jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, po ostatnim zjeździe do doliny (kilka kilometrów uczciwej czerwonej trasy bez ludzi) miałam w oczach łzy, szczęścia z odkrycia takiego miejsca i smutku że wyciągi już stanęły. Wracam tam!!!
  17. 22 points
    Ponieważ sezon narciarski rozpocząłem z przytupem (1 dzień w Białce, wywrotka i 6 tygodniowe leczenie kontuzji kciuka), odliczałem dni/tygodnie do kolejnego wyjazdu. Po upłynięciu równo 6 tygodni zaplanowaliśmy z Marcinem krótką dwudniówkę. Biorąc pod uwagę odległość, warunki narciarskie oraz po obserwacji w poprzedni weekend kamerekJ wybraliśmy ośrodek Kubinska Hola. Ruszamy we dwóch z Piaseczna w sobotę o 2:00. Mieli nam towarzyszyć nasi synowie, ale mojemu wypadła 18-ka najlepszego przyjaciela, więc nie miałem sumienia go cisnąć, a Patryk nie chciał jechać sam ze zgredami;-) Na parking ON dojeżdżamy o 7:30. Jest mglisto i zimno około -8. Do otwarcia ośrodka jeszcze godzina, więc idę popatrzeć na rozkładające się namioty eventowa (jakiś event Land Rovera) Jak widać praktycznie wszystko otwarte choć przecierek trochę będzie, zwłaszcza na samej górze. Z minuty na minutę mgła ustępuje i już wiadomo, że będzie to piękny dzień. O 8:15 jest już sporo ludzi. Przebieramy się i lecimy na pierwsze krzesło. Krzesło niestety jest dość wolne, niewyprzęgane (w sumie to drugie też). Obsługa co chwilę mocno je zwalnia, zwłaszcza gdy do wsiadania przygotowują się małe dzieci. Ale to nic, cieszymy się pogodą, widokami, no i to dopiero mój drugi dzień na nartach. Już około 10:00 tłum dość mocno gęstnieje, ale kolejki tworzą się do krzesełek (10-15 min). Przerzucamy się na orczyki, gdzie idzie prawie na bieżąco, maks. 2-3 minuty czekania. Po 14:00 już się rozluźnia i jeździmy bez problemu do końca dnia, czyli do 15:30. Z parkingu ruszamy na nocleg, mamy zarezerwowaną kwaterkę w miejscowości Valaska Dubova, około 18 km od Kubinskiej Holi – pensjonat i restauracja Janosikova krcma Nocleg świetny, ceny sensowne (26 euor za pokój dwu osobowy) i przy okazji na miejscu bardzo dobre jedzenie. Drugi dzień pobudka 6:30, wyjazd z kwatery 7:40, pod wyciągami meldujemy się 8:10. Dzisiaj ponownie ma być lampa, ale gdzieś tak do 13-14:00. Mamy nadzieję, że będzie mniej ludzi niż wczoraj. Spełniają się nadzieje, ludzi znacznie mniej. Do krzesełek kolejki maksimum 5 minut, zazwyczaj na bieżąco. „Tłok” w godzinach szczytu na dolnej części trasy Około 14:00 zgodnie z prognozami zaczyna się chmurzyć, ale dalej widoki są piękne. Po południu ludzi na stokach pozostała już garstka. I to koniec, pakujemy się do samochodu i około 16:00 ruszamy do domu, do którego docieramy przed 22:00. Jeszcze tylko ostatnia fotka na ośrodek już z drogi powrotnej. Podsumowując, bardzo udany wyjazd. Ośrodek bardzo fajny, niby z jedną długą główną trasą, ale z kilkoma wariantami – w ciągu dwóch dni nie nudziliśmy się. Dwie rzeczy jakie bym poprawił to wymiana krzeseł na wyprzęgane, ale niekoniecznie szybsze. Jest szansa, że nie musiałyby tak często zwalniać, choć w braku utrzymania płynności też miał wpływ spory ruch pieszych, chcących podziwiać ładne widoki ze szczytu. Natomiast doceniłem zwłaszcza w sobotę, że przepustowość systemu (krzesła + orczyki) są bardzo dobrze dopasowane do tras - mimo dużej liczby ludzi w ośrodku i sporych kolejek do krzeseł, zagęszczenie na stoku nie było zbyt duże i można było swobodnie pojeździć. Druga sprawa to przygotowanie tras, a właściwie chodzi o dolną trasę przy pierwszym krzesełku. Połowa tej trasy (bliżej krzesełka) była elegancko „wylizana”, równiutka, aż miło było jechać. Natomiast na drugiej połowie (praktycznie na całej długości) były sporej wielkości kalafiory – powiedzmy wielkości pięści, czasem większe. Nie wiem czym to mogło być spowodowane, bo te kalafiory tylko tam występowały, dokładnie w połowie trasy. W innych miejscach czegoś takiego nie widziałem. Tak czy siak wreszcie trochę się wyjeździłem i już ostrzę zęby/narty na lutowy wyjazd do Osttirolu :-)
  18. 22 points
    Część 1: Czy w Czarnogórze można fajnie pojeździć na nartach? Ależ tak! Nadarzyła się okazja, aby podróż służbową przedłużyć o parę dni urlopu i zobaczyć, co ten niewielki kraik na Bałkanach ma do zaoferowania zimą. Największy ośrodek narciarski – Kolašin - położony jest o nieco ponad godzinę drogi z Podgoricy, do której z Polski i Berlina można dolecieć samolotem – są połączenia LOT-owskie z Warszawy i Ryanairem z Krakowa, Poznania i Wrocławia oraz z Berlina. Bilety w zimie są tanie – zaczynają się już od 10 euro. Mnie podróż wyniosła niewiele ponad 40 euro w obie strony plus bagaż rejestrowany (50 euro za sztukę w obie strony) i oczywiście dojazd na lotnisko w Berlinie. A że samolot lądował pod wieczór, więc nocowałam w Podgoricy i dopiero rano udałam się w dalszą podróż w góry. Z Podgoricy do Kolašina można dostać się pociągiem lub autobusem. Pociągiem jest bardziej malowniczo, ale rzadko jeżdżą i nie było pasującego połączenia rano. No cóż, może się uda w drodze powrotnej, bo ta linia kolejowa jest bardzo ciekawa – napiszę więcej na ten temat w poniedziałek. Autobusy jeżdżą często – co pół godziny do godziny, ale tylko do osiemnastej, a koszt na tej trasie to 6 euro za bilet. Rzeczywiście płaci się w euro – być może wiecie, że w Czarnogórze oficjalną walutą jest euro, wprowadzone jednostronnie przez miejscowe władze w miejsce marki niemieckiej. Piątkowy poranek w Podgoricy był bardzo deszczowy. Lało jak z cebra przez pierwszą godzinę jazdy autobusem, który mozolnie wspinał się szosą wzdłuż doliny Moračy do góry. W pewnym momencie deszcz zaczął przechodzić w deszcz ze śniegiem, a za chwilę zrobiło się całkiem biało – dookoła, ale również na drodze. Jakie to szczęście, że nie musiałam być kierowcą na zasypanych śniegiem górskich serpentynach! Parę minut po dziesiątej autobus dojechał do Kolašina. Tutaj mam zarezerwowaną kwaterę prywatną – umówiłam się z właścicielką – panią Ljubišą, że mogę wprowadzić się już przed południem. Szybkie przebranie w narciarskie ciuchy i już jestem gotowa na stok! No właśnie, ale który? Bo są tutaj dwa ośrodki narciarskie – starszy i większy Kolašin 1450 i nowszy Kolašin 1600, obydwa położone około 10 km od miasteczka. Są plany rozbudowy i połączenia obydwu stacji, ale na razie każda działa osobno – z osobnymi skipassami. Po krótkiej naradzie z gospodarzami decyduję się na Kolašin 1450. Niestety nie ma tutaj skibusa, ani żadnego innego busa – pozostaje samochód prywatny, albo umówienie się z gospodarzami na transport. Droga jest kompletnie biała, a dookoła zadymka. Droga? Nawet nie widzę, gdzie ona jest – na szczęście za kółkiem siedzi Milan, syn gospodarzy. Przy parkingu jest duży budynek, mieszczący kasy, wypożyczalnię sprzętu i restaurację: A tak to wygląda w srodku: Na taką pogodę jak wczoraj chciałam wypożyczyć jakieś szersze narty allmountain, ale niestety - nic z tego. Sprzęt jak widać - starsze roczniki, chyba z demobilu po jakiejś wypożyczalni w Alpach. W końcu decyduję się na Heady supershape i.magnum, 170 cm, chyba też jakaś przedpotopowa edycja sprzed co najmniej kilkunastu lat. Ktoś rozpoznaje rocznik? Buty na szczęście nieco nowsze, ale za to flex - maksymalnie 80. No cóż, jak się nie ma co się lubi, to się bierze, co jest. Komplet - buty, narty kije w wersji premium (tak, to wersja premium ) - 15 euro. Tyle samo za skipass dzienny. Cały ośrodek oferuje 14,5 km tras i pięć wyciągów - dwa krzesełkowe i trzy orczyki. Przewyższenie - ok. 400 metrów. Wczoraj chodziła sześcioosobowa kanapa Doppelmayera (to ta z prawej strony na mapce) Vilina Voda, obsługująca trzy długie trasy i talerzyk Jezerine na dole dla początkujących. Mapka: Ośrodek ma też swoją stronę internetową, również w wersji angielskiej. Ze dwa razy zjechałam orczykiem, żeby trochę ogarnąć narty, ale głównie jeździłam na kanapie - niestety bez osłon. Zgodnie z prognozami, śnieżyca od godzin południowych nieco słabła, a nawet czasami po południu próbowało trochę przedrzeć się słońce. Od czwartkowego wieczoru do piątkowego popołudnia spadło pewnie coś około 30-40 cm świeżego śniegu i był to pierwszy dzień w sezonie, w którym wreszcie były dobre warunki śniegowe. Dlaczego? Ponieważ stacja nie ma sztucznego naśnieżania - widziałam ledwie dwie mobilne armatki przy orczyku. Generalnie otwarte były dwie trasy długości ok. 1,5 km (czerwona - nr 1) i 2 km.(niebieska - nr 3). Trasy bardzo urozmaicone i dość szerokie. Początek niebieskiej: Niebieska z widokiem na nieczynne krzesełka Cupovi: I końcówka, przy dolnych stacjach wyciągów: Czerwona: Radość, że znów jestem na nartach i że jest taki świetny śnieg! Trzecia trasa, dostępna z wyciągu - czerwona nr 2, nie była w tym sezonie w ogóle udostępniona. Dziewiczy puch na pół metra. Kusiła, kusiła - w końcu wyczekałam przejaśnienie i pojechałam: Jazda po kolana w sniegu, ale jak cudownie! Nawet gleba w ten puch była całkiem spoko, tyle, że trochę trwało, zanim się z tych piernatów wygrzebałam. Fajne cztery i pół godziny na nartach, ludzi malutko - przy wyciągu cały czas na bieżąco. Narty-szrotówki dały radę. Nawet byłam pozytywnie zaskoczona, że tak dobrze to ciężkie cholerstwo szło w kopnym śniegu. Te miękkie muldy jakby po prostu nie istniały. A w perspektywie - kolejny dzień na nartach i to w słonecznej pogodzie. [cdn.]
  19. 22 points
    Sygryda Storrada, czy ktoś zna tą postać historyczną? Córka Mieszka I i Dobrawy Przemyślidanki czeskiej księżnej, siostra Bolesława Chrobrego, ale przede wszystkim spleciona losami z kilkoma państwami europejskimi. Królowa szwedzka, duńska, norweska i angielska. Na przełomie X i XI wieku, jedna z najbardziej wpływowych postaci ówczesnego świata. Jej polskie imię Świętosława. Skandynawski przydomek Storrada - „Dumna”, "Harda". Nassfeld – zaskakuje podobnie jak polskiego pochodzenia, wpływowa, historyczna Królowa. Karyntia może być dumna posiadając taki ośrodek i śmiało mogę napisać, że jest to diament w koronie stacji narciarskich tego regionu Austrii. Drugi dzień jest równie radosny jak pierwszy. Wstajemy rano i czujemy się rozgrzani, pełni wigoru i chęci do dalszej jazdy. Śniadanie jemy w pośpiechu, cieszymy się słonecznym porankiem i to jeszcze bardziej nas pobudza do działania. Kawa… tak, ta chwila z magicznym napojem jest jedynie chwilą, krótkiej pauzy i zadumy. Jedziemy! Z Villach do celu mamy ponad godzinę drogi. Wykorzystujemy ten czas na posłuchanie audiobooka „Królowa” drugiej części, po „Hardej” powieści Elżbiety Cherezińskiej. Na miejscu, w Tropolach jesteśmy tuż przed uruchomieniem tutejszej gondoli. I całe szczęście, bo Nassfeld jest sporym ośrodkiem, i by dostać się na górę szybko, trzeba być wcześnie, by nie wpaść w dużą kolejkę do gondoli. Na parkingu również byliśmy jednymi z pierwszych i mimo, że mieliśmy niewielką drogę do pokonania, do stacji dolnej, to podwozi nas te kilkanaście metrów kolorowy wagonik podpięty do olbrzymiej maszyny Catepilara. Nassfeld - cześć 1 Jesteśmy na górze! Minęliśmy dwie stacje pośrednie i wspięliśmy się do Kofel Center. Tutaj przywitały nas monumentalne, brązowe "kloce". Widok w stronę doliny, z której przybyliśmy: Gondola: Rozglądamy się po okolicy i już wiemy, że będzie to świetny narciarsko, ale również krajobrazowo dzień. Ruszamy na trasy. Paula po każdym zakończonym fragmencie zjazdu uśmiecha się i cieszy jak dziecko. Narty trzymają, jest doskonale! W którą stronę jedziemy? Kierujemy się do wschodniej części ośrodka, w stronę terenów wokół Gartnerkofel 2195 m npm. Tutejsze trasy narciarskie robią na nas kolosalne wrażenie. Jazda na nich jest szybka, bezpieczna, długa. Jest szeroko, a trasy wypieszczone przez ratraki. Wciągamy się w stronę imponujących swą urodą skał. Znajdujemy się teraz w punkcie, z którego widać niemalże wszystkie tereny narciarskie Nasffeld. Nasz wzrok przykuwają widoki, tutejsze przestrzenie oraz horyzont olbrzymich gór po stronie włoskiej tutejszej granicy. Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy się nie wcisnęli w tutejszą panoramę Potężne szczyty i granie w oddali powodują, że robimy dłuższą przerwę by wczuć się w miejsce. Cieszymy się napełnieni pozytywną energią gór. Sięgamy wzrokiem i obiektywem aparatu fotograficznego daleko, daleko do Italii. Przyciąga niczym magnes najbliższa nas formacja skalna Gartnerkofela... Z innej perspektywy wygląda imponująco! Brązowe, masywne, olbrzymie skały... Wychwytujemy wzrokiem dzieło doskonałego rzeźbiarza jakim jest natura. Jeździmy na nartach w obrębie tej części stacji narciarskiej. Kilka razy pokonujemy tutejsze trasy. Robimy zdjęcia ale również kręcimy ujęcia do naszego klipu z wyjazdu. Przyśpieszamy, bo do odwiedzenia inne trasy, inne miejsca w ośrodku. CDN
  20. 22 points
    Pilsko, świeżego od 10 do 15 cm. Wiatr od 5 do 15 ms. Do 15:30 cały czas popadywalo. Tory pod orczykami z naturalnym śniegiem. Góra zero lodu. Stan stoków „po opadzie” Parkingi około 12:30 tak na 80% ludzi na stokach niewielu. Około 15:30 sie rozwiało na chwile. Baba chodzi. Reszta w wątku o Pilsku. Pozdrawiam mirekn
  21. 22 points
  22. 22 points
    Bad Hofgastein Obudziła mnie dzisiaj o czwartej nad ranem wichura. Oho – huragan Ciara vel Sabina rozrabia również w naszej dolinie! Rano dalej wiało, a na dodatek za oknem śnieżyca. Rzut oka na prognozę – mocny wiatr zachodni, ale od godzin południowych przynajmniej opady śniegu mają zanikać. Rzut oka na mapę – co tu mamy osłoniętego od zachodu? Całkiem blisko – Bad Hofgastein. Na taki wybór bardzo nas dzisiaj namawiała też nasza gospodyni. No i nie trzeba odśnieżać samochodu, bo mamy pod nosem skibusa! Nie śpieszyliśmy się za bardzo ze śniadaniem i przygotowaniami na stok, widząc poranną pogodę. Tak było rano: Wczoraj większość wyciągów w Bad Hofgastein i Bad Gastein stała, bo wiatr był południowy, dziś rano na stronie internetowej wyświetlał się status „w przygotowaniu”, ale koło dziewiątej stopniowo zaczęły pojawiać się zielone „ptaszki”. Z domu wyszliśmy dopiero za piętnaście dziesiąta, a że pierwszy przyjechał skibus do Bad Hofgastein, a nie do Angertal, to nim pojechaliśmy – zaliczając jeszcze po drodze rundkę krajoznawczą po miasteczku. Autobus dowiózł nas do nowego, zadaszonego terminalu autobusowego, z którego tylko dwa kroki do dolnej stacji Schlossalmbahn i całego centrum informacyjno-usługowego dla narciarzy. Wszystko jeszcze pachnie tu nowością, bo cała inwestycja została oddana do użytku z początkiem sezonu 2018/2019. Kilka zdjęć pstrykniętych na szybko, w niezbyt fotogenicznych okolicznościach atmosferycznych, ale jako, że @JC pytał ostatnio, to niniejszym zaspokajam jego ciekawość. Dolna stacja, widziana z peronu autobusowego: W środku dominują pomarańczowe akcenty i dużo luster: Same gondole przestronne i wygodne. Dobre i to, bo przyszło nam niestety spędzić w nich więcej czasu, niż byśmy chcieli. Jakieś 200 metrów przed górną stacją utknęliśmy na dobre dwadzieścia minut z jakichś przyczyn technicznych. Za to na górnej stacji dostaliśmy jako rekompensatę vouchery do wykorzystania w dowolnej restauracji w ośrodku. Miły gest. Na górze zadymka, zawieja i mnóstwo świeżego puchu. Prawdziwy powder day! Wiadomość – jak dla mnie – średnia, bo jazda w kopnym śniegu, gdy jeszcze nic nie widać i nie mam orientacji w ośrodku, to nie do końca moja bajka. Pierwszy zjazd trasą H4 bardzo deprymujący – co chwila wjeżdżam w jakąś zaspę, mało co widzę, kiepsko jadę, bolą mnie nogi. Zaczynam się zastanawiać, czy nagle całkiem zapomniałam, jak się jeździ na nartach, czy może dopadł mnie pesel? Postanawiam przenieść się gdzieś na niebieską, najlepiej nieco niżej i na spokojnie unormować sytuację. Dzieci zostają na trasach czerwonych, bo im akurat taki freeride bardzo się podoba, a my z Darkiem zjeżdżamy na H3 i H31 – spokojną nartostradę do Angertal, choć mocno oblodzoną w dolnym odcinku. W międzyczasie na niebie zaczynają się pojawiać pierwsze, nieśmiałe przebłyski słońca. Wsiadamy więc w gondolkę Kaserebenbahn i postanawiamy objechać dzisiaj trasy po północnej stronie ośrodka, czyli Bad Hofgastein. Działały prawie wszystkie wyciągi – oprócz najwyższych krzesełek Hohe Scharte oraz orczyka Schlosshochalmlift. Przy dolnej stacji Kasererbahn - brokuł ze śniegu. Ot, sztuka ... Widok na drugą stronę ośrodka (Bad Gastein) i szczyt Stubnerkogel: Bardzo przypadła nam do gustu czerwona H32, biegnąca początkowo grzbietem wzniesienia, a potem dwiema szerokimi i nachylonymi przecinkami w lesie. W międzyczasie jakoś ogarnęłam jazdę w świeżym śniegu – może dlatego, że zdecydowanie poprawiła się widoczność. Na trasach sporo muld, ale miękkich i sypkich – jeździło się w sumie przyjemnie, a widoki – bajkowe! Dobre warunki na obydwu wariantach H5a wzdłuż krzesełek Weitmoser oraz na trasie H2, którą jeździliśmy pod koniec dnia. Weitmoser: H2: Ta trasa też nam się bardzo podobała, bo jest urozmaicona terenowo. Dzieci zjechały również trasami do doliny, do samego Bad Hofgastein, ale warunki na dolnych odcinkach ponoć nieciekawe – lód i topniejący śnieg, więc my sobie podarowaliśmy. Kolej linowa Pendelbahn Schlossalm: I autorka bloga: W lutym wszystkie wyciągi działają już do 16.00, choć pod koniec dnia panuje już lekki półmrok. Wciągamy się jedną z ostatnich gondolek Schlossalmbahn II i kończymy dzień dobrze po 16.30 ostatnim zjazdem nartostradą do Angertal przy znów pogarszającej się pogodzie i powrotem skibusem do domu - już przy wietrze i opadach śniegu. Dystans – 57,5 km wg endomondo, 31 km zjazdów wg Skiline. Pozdrawiam.
  23. 22 points
    Dzień 3 - Turracher Höhe - spotkanie z legendą? część 1 - zachód Już od jakiegoś czasu chciałem tu przyjechać bo ośrodek był polecany przez wielu. Jak było? Jak na zdjęciach! Zaczęliśmy od części zachodniej czyli na mapce po prawej stronie. Do gustu przypadła mi niebieska 1 (2350 m) w opcji z czerwoną 2 i czerwona 14 (1350 m). Reszta załogi chwaliła niebieską 17 (dla mnie za łagodna) i funcross wzdłuż 1. Trasa 12 wzdłuż gondolo-krzesła ma tylko 950 m i można sobie ją odpuścić. Reszta to orczyki i słabsze trasy. PS Rano koło domu -8, pod krzesełkiem -6, w południe +8, w dolinie w cieniu -3, jak żyć? wjazd Kornockbahn ładnie? widoczki ekipa w komplecie trasa 1 i funcross chillout końcówka 17 17 pisten butler czyli lampka bąbelków dla każdego chętnego czerwona 14 nowoczesny budynek przy stacji dolej Kornockbahn - full wypas - miejsce do odpoczynku, dla dzieciaków kącik z filmami, gratis jabłuszka i chusteczki, cywilizowane kibelki przegląd tras
  24. 22 points
    Bad Hofgastein & Bad Gastein Część 1 Bosko!!! Po prostu bosko... Obydwa "Złe" ON, nie są złe - są fantastyczne! Bad Hofgastein & Bad Gastein, to miejsce dla narciarzy, którzy uwielbiają długie trasy i szybkie gondole. Mocna czerwień, szerokość i GS = doskonały dzień na nartach. Słoneczko, lekki mróz... Pięknie było! Poniżej fotorelacja No to start! Flota 😮 Mapa narciarska: I znowu...kto rano wstaje, temu? Sztruks! O godzinie 8:30 i przez cały w sumie dzień - pustki 😮 Takie nartowanie, to my lubimy! Wciągamy się na Hohe Scharte 2300 m npm. Ostatnie krzesło na horyzoncie. Jedziemy trasą H1 i H2 - na mapce pisze: "Eine der langesten Abfahrten der Ostalpen" Początek: No to sru, po dziewiczej trasie, nie zmąconej nartą narciarza... Kilka kilometrów w takich warunkach 😮 Żyć nie umierać Klimaty... Dalej jest równie dobrze! Końcówka zjazdu jest pod klimatycznym mostem 😮 Znowu gondola - zwiedzamy środkową część Bad Hofgastein. Po drodze mijamy "Zwierza" - nie mieliśmy przyjemności nim jechać. Szybsza była 10siątka! Trasy szerokie, garbate - to co lubimy! Jeszcze tylko gigant... Paula czas: 28:00 Marboru: 26:00 Spadamy do drugiej część ON. Bad Gastein. CDN
  25. 22 points
  26. 22 points
  27. 22 points
    Tak wtedy mi się zdawało a dziś czekam na serce. Żeby jednak doczekać do przeszczepu zaproponowano mi leczenie pomostowe przez wszczepienie mechanicznego wspomagania krążenia czyli pompy która zastępuje lewą komorę. Jestem w 11 dobie po operacji, czuję się ok. W poniedziałek przenoszą mnie na 5 tygodniową rehabilitację. Szelki Bonda na baterie pompy już dostałem, które mają mi umożliwić jazdę na nartach. Myślę, że jak przyjdą te cieplejsze to już będę się ślizgać. Chyba, że znajdzie się serce. A wtedy to już pokażę wam moje plecy. Do zobaczenia na stoku.
  28. 22 points
    Bystra 2248 m npm Dopiero co wróciliśmy z Tatr Długo czekaliśmy, by warunki były w miarę bezpieczne na piesze wędrówki bez raków. Doczekaliśmy się! Weekend i w sumie ponad 54 km włóczęgi po paśmie zachodnim. Celem był polski Błyszcz - 2159 m npm...a wyszła Bystra 2248 m npm. Jak to się stało? Niebieski szlak na najwyższą górę Tatr Zachodnich jest zamknięty do 15 czerwca. Poszliśmy szlakiem czerwonym na Błyszcza... szliśmy, szliśmy i gdy myśleliśmy, że dochodzimy do szczytu, jacyś ludzie, sto metrów przed celem, powiedzieli nam, że to Bystra 😮 Po powrocie sprawdziłem na mapie, że nie zauważając minęliśmy mało eksponowany Błyszcz i przeszliśmy granią (między Górami nie ma oficjalnego szlaku) do samej Bystrej. Za to gapiostwo pewnie powinniśmy zostać ukarani - cóż? Trochę winny jest TPN, który w żaden sposób nie oznaczył Błyszcza...na powrocie jest (jak nam się wydaje) na jego szczycie jedynie słupek graniczny. Na szczęście żaden słowacki strażnik parkowy nie był w tej okolicy. Dwa dni pieszej wędrówki, to następujące szlaki: Dzień pierwszy - Polana Biały Potok, Starorobociańska Dolina, Polana Iwanówka, Iwaniacka Przelęcz, Suchy Wierch Ornaczański 1832 m, Ornak 1854 m, Zadni Ornak 1867 m, Kotłowa Czubka 1840 m, Siwa Przełęcz, Siwy Zwornik, Bystry Karb, Błyszcz 2159 m, Bystra 2248 m. Powrót do Siwej Przełęczy i czarnym szlakiem do Doliny Chochołowskiej. Wyszło nam z drogą na kwaterę 38 km marszu. Dzień Drugi: Polana Biały Potok, Dolina Lejowa, Niżna Kominiarska Polana, Ścieżka nad Reglami, Polana Jamy, Dolina Chochołowska. 16 km marszu. Na wyprawie byliśmy z Jackiem i Dorotą, dla której wejście na ok 1950 metrów było rekordem życiowym wysokości (Ona i Kumpel doszli do Bystrego Karbu) i zawrócili - braki kondycyjne Koleżanki. Kilka zdjęć kompletnie nie po kolei posegregowanych Paula: Na szczycie najwyższej Góry Tatr Zachodnich - Bystrej Kotłowa Czubka: Ekipa Widok z Błyszcza na Starorobociański Wierch - najwyższy, po stronie polskiej szczyt Tatr Zachodnich, 2176 m npm. W Dolinie Lejowej: Owieczki Zbliżenie... Z Jackiem: Granią Widok z drugiej strony Widok z Bystrej na Słowację: Paula i Dorota - Ścieżka nad Reglami: Słowackie tabliczki... Wielkie Bystre Pleso? Na szlaku: Paula: Tuż przed szczytem Bystrej: Widoczki ze szczytu: W drodze na Siwą Przełęcz: Ciągnie Borutę do śniegu Kolejny widok z Bystrej na słowacką stronę: Ludzi w górach nie było wielu... Szkoda, że słoneczka było mniej niż chmur Generalnie i tak było świetnie!!! W Tatry Zachodnie z całą pewnością wrócimy. Kolejny tutejszy cel, to: Wołowiec i Jakubina. Pozdrawiam serdecznie marboru
  29. 21 points
    Część 2: Sobota rano przywitała mnie takim widokiem z okna. Ale cudna pogoda! Potem pyszne śniadanko, przyszykowane przez panią Ljubišę – omlet z lokalnym serem i lokalną szynką. Mniam! A do śniadanka … śliwowica własnego wyrobu, serwowana przez gospodarza . Bałkańska gościnność, nie można odmówić, trzeba chociaż umoczyć usta - choć dla mnie zupełnie nietypowa pora na alkohol. Hmm, jeszcze przez dwie godziny na stoku miałam posmak tej rakiji. Takie „uroki” bałkańskiego nartowania … Od Milana dowiedziałam się, że tego dnia w Kolašinie 1450 uruchamiają dwuosobowe krzesełka i kolejne trasy. I że wszystko będzie wyratrakowane. Późno otwierają tutaj wyciągi – dopiero o 9.30, a zamykają o 16.00. Jesteśmy trochę wcześniej, przed otwarciem - idę do wypożyczalni po odłożone buty i narty, kupuję skipass. Skipassy wielodniowe dają korzyści od bodajże pięciu dni, krótsze – to po prostu wielokrotność 15 euro. W międzyczasie rusza Vilina Voda, więc – w górę serca i cała reszta! Na początek - czerwona nr 2. Tam, gdzie w piątek był totalny freeride, w sobotę jest aksamit i sztruks. Jest ona też najbardziej stroma i spokojnie mogłaby uchodzić za czarną trasę. Potem zjeżdżam do dwuosobowych krzesełek Ćupovi, zdecydowanie w klimacie retro. Jak dowiaduję się od współpasażera, wyciąg pochodzi jeszcze z czasów Jugosławii. Wyciąg jedzie na sam szczyt, ale w połowie trasy jest stacja pośrednia - drewniana budka i garb ze sniegu, na którym trzeba w biegu wyskoczyć. Krzesła jadą dalej, na sam szczyt, ale trasy ze szczytu są nieczynne - za mało śniegu. Na szczęście krzesełka jadą wolniutko, ale i tak co niektórzy są zaskoczeni, że to już koniec i trzeba szybko wysiadać. Przy pośredniej stacji zaczyna się ładna, choć niezbyt długa czerwona trasa 5a: W sumie więc dostępne są cztery trasy - trzy czerwone i jedna niebieska plus łączniki, warianty i płaski stok do nauki. Tak około 10 km stoków. Na czerwonych trasach wzdłuż kanapy Vilina Voda niestety dość szybko robią się muldy, z czasem zaczynają też wyłazić minerały i trawa. Jest sporo ludzi - dominują miejscowi i Albańczycy, którzy ponoć upodobali sobie ten ośrodek na weekendowe wypady, bo u siebie nie mają praktycznie żadnych wyciągów. Ale i tak - jak na słoneczną sobotę - to jest chyba jedna trzecia ludzi jak u nas np. w Czarnej Górze czy Zieleńcu. Przy dwuosobowych krzesłach idzie na bieżąco, przy kanapie - kolejki na maksymalnie kilka minut od 11.00 do 14.00, potem też jazda na okrągło. Końcówka dnia to jednak mocno zdegradowane stoki, nawet zaliczyłam glebę - niegroźną. W ciągu pięciu sekund znalazło się trzech pomocników - pozbierali mi narty, kijki, postawili na nogi i jeszcze na dole pytali, czy aby na pewno nic mi się nie stało . Ach te widoki ... Na ostatnim zdjęciu widać ośrodek Kolašin 1600, który mam zamiar odwiedzić dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie.
  30. 21 points
    Wielki Dzwonnik, w skrócie... Niestety gdy dotarliśmy do celu okazało się, że pogoda nie jest nam łaskawa. Chmura, śnieg, mróz...pełnia zimy 😮 Generalnie, powtórka z rozrywki dnia wczorajszego - zaczęło się źle, skończyło w słońcu Jak było? Były przygody i luźne narciarstwo w świeżym śniegu na GS. Jak widać, puch nie służy prędkości Pierwsza niespodzianka? Kolorowa, podziemna gondola. Druga? Ilość śniegu 😮 ...i cały czas dzisiaj waliły lance. Niesamowita trasa, najlepsza moim zdaniem? Z daleka wygląda tak... biegnie po grani, przy tym "s" (to płotek): Przygoda dnia zdobycie na skiturach GS (87 metrów przewyższenia od orczyka) - szczytu prawie 3000sięcznego ! 😮 Nazwa jest dosyć trudna do napisania, wypowiedzenia Niestety przez cały dzień "Wielki Dzwonnik" skryty był w chmurach Za to ustrzeliłem inny wysoki szczyt, i teraz zagadka... co to za Góra i co się na niej znajduje? Nadmienię, że poniższa fotka została zrobiona z powyższego szczytu, aparatem z zoomem X30. Dzień kończymy szczęśliwi - kolejny adventures udany! I już gdy byliśmy przy aucie i kląłem jak szewc na Top of Austria... ...ten się zlitował 😮 Ukazał swoje oblicze: W doskonałych zatem humorach wracaliśmy do hotelu Więcej szczegółów, wszystkie 43 zdjęcia wyselekcjonowane na dzisiaj, w blogu, po moim powrocie. Pozdrawiamy marboru i Paula. PS. Jutro nie będzie Ankogela, będzie inny ośrodek, praktycznie nieznany na forum... Niespodzianka. Zgadniecie? (ooo to już druga zagadka ).
  31. 21 points
    Pojeżdzone dziś pięknie Fis przygotowany bajecznie
  32. 21 points
    Rehabilitacja przynosi efekty, wkrótce na stok. Tylko uważajcie na moje sztuczne ♥️. VID-20200130-WA0001.mp4
  33. 21 points
    Szczyrk - 26.01.2020, pierwszy dzień na nartach Wczoraj przyjechałem do Szczyrku z synem, i co pierwsze się rzuca w oczy? W centrum wogóle nie ma śniegu. Nic. Dopiero pod gondolą z 5cm, na Solisku już lepiej. Dzisiaj pogoda bardzo dobra, ale marcowa. Słońce i do 5 stopni ale ciepło i nie wiem po co B5 było podgrzewane Dzisiaj 8.40 pierwszy wjazd na Halę Skrzczeńską z Soliska. Rano widać było że pewien fragment 7 jest zamknięty, bo kopy śniegu z lanc i nie ratrakowane, ale później otworzyli. Hala Skrzyczeńska rano Nie chciało się nam podchodzić do wyciągu na Małe Skrzyczne, więc jedziemy na Zbójnicką Kopę i dopiero do talerzyka na MS. 3B tradycyjnie wolna i bez szału ale udało się zjechać bez odpychania! Trasa 3B rano Kilka razy zjechaliśmy z Małego Skrzycznego. Trasa 2 rano zbyt lodowa i dużo gród śniegu nawet dużych, więc po dwóch zjazdach jedziemy na COS Trasa 2 rano Znów na Zbójnicką i trasą 3C na COS. Trasa 3C miejscami mocno brązowa ale bez kamieni. W przeciwieństwie do Ondraszka na którym sporo minerałów ale do ominięcia. Do 11 krzesło na Skrzyczne na bieżąco, max 5 minut, orczyk jeździł głównie pusty. 3 razy Ondraszek i powrót na SMR Skrzyczne Zdjęcie z wyciągu B4 Trasa 3A i piękne widoki Dojazd do 3B - najlepszej szczyrkowskiej trasy biegowej Trasa 3B około 11.30 - kilka osób było ale i tak było wmiarę pusto Jeszcze raz Małe Skrzyczne, warunki coraz lepsze, grudy ludowe po bokach trasy więc jeździ się lepiej niż rano Małe Skrzyczne około 12.00 Zjeżdżamy 7 do Soliska. Na trasie lodowisko i to straszne. Ogólnie na 7 słabo. I jedziemy na Wierch Pośredni do Rudego Kota. A Rudy Kot siedział w barze Iglo i dopiero po 20 minutach wrócił do jednostki macierzystej. Jedzienie bardzo dobre, karczek dość tłusty, ale smaczny. I jedziemy do Soliska. Wierch Pośredni I znów Wierch Pośredni. Słabo. Bardzo słabo. 8 ok, ale dół 10 masakra. Albo jedziesz po lodzie, albo po muldach. Stwierdzamy że jest beznadziejnie i jedziemy na Małe Skrzyczne. Tam warunki nadal świetne, i tam jeździmy do końca dnia (do 14.20) Widoki związane z Małym Skrzycznem I jedziemy znów do Soliska. Tym razem trasa 4. Do Suchego ok ale niżej... Ostatnia ścianka była strasznie wymuldzona, a gdzie nie było muld był lód. Trasa 4 I kończymy. Dzień uważam za udany. Prawie cały dzień bez kolejek, ciekawe dlaczego? Kolejki tylko na B1 którą jechaliśmy 2 razy. Oby pogoda jutro też była tak dobra Jeszcze dane z Endomondo
  34. 21 points
    Turracher Höhe część 2 - wschód W skrócie: · czerwona 2 FIS (2150 m) świetna · czerwona 21+czarna 35 (2000 m) też fajna · trasy wzdłuż orczyka świetne, zróżnicowane z garbami i zakrętami w lesie – czerwona 23 (1450 m) i 24 (1400 m), szkoda, że tak krótkie · niebieska 18 (1900 m) dla szukających mniejszych wyzwań jest super · można sobie zrobić wycieczkę krajoznawczą– zjazd około 4 km trasami 24+31+końcówka 20 PS Około16 jeszcze sobie wjeżdżałem Turrachbahn a następnie niespiesznie wracałem dojazdówką 32 w stronę jeziora. Okazało się, że taxisee działa niestety do 16 więc powrót w stylu Kowalczyk przez jezioro a potem busikiem pod parking. PPS Trasy na wschodzie są w wielu miejscach zacienione ( na zachodzie po południu) więc nie ma szału ze światłem - mi to osobiście przeszkadzało bo nie lubię jeździć na ślepo. słynna przeprawa seetaxi przez jeziorko na wschodnią stronę ośrodka czerwona 25 czarna 35 końcówka 20 i znowu czarna 35 niebieska 18 20 20 chatki czy tu ktoś jeździ? miłe osmotnienie akcja ratunkowa - na chwilę zamknęli trasę i mało co a bym nie zdążył na ostatnie krzesło podziwiam widoki wracając podwózka Reasumując, kolejny super dzionek. Czy TH powaliło mnie na kolana? Jeszcze nie wiem. Problem ze światłem po południu i niezbyt ostre narty nie pozwoliły mi wycisnąć 100% z ulubionych tras. Będzie podejście drugie.
  35. 21 points
    Dzień 1 St. Oswald Jak ja lubię jak się nie sprawdza prognoza pogody…jednak było jak na załączonych obrazkach. Ale od początku. Dzisiaj mały falstart bo od wczoraj szukaliśmy po wypożyczalniach butów dla syna. okazało się to nie takie proste i dopiero piąta wypożyczalnia miał coś sensownego. Zamówiłem w Hervisie online komplet ale mi zaproponowali … buty z flexem 60 i też próbowali wcisnąć za duże o 2 numery. (podobnie w innych wypożyczalniach). Dramat i kłótnie: „Co pan robisz? Po co wyjmujecie wkładki? Przecież zmierzyłem i ma numer 27 a nie 26…” itd. itp. Zdążyliśmy więc zwiedzić tylko pół ośrodka tzn. część położoną w okolicach St Oswald. Widok na trasy w Bad Kleinkirchheim Widok ze szczytu Priedrof Widok na niebieską 15 i początek czerwonej 16 Wjazd niebieską 18 Tłumy na lotnisku Oldschoolowa gondola 4 osobowa Nockalmbahn – podróż w czasie. Tłumy na trasach Można i leżakować Widok na czarną 21 z czerwonej 23 Lotkisko Gondola na Brunnach z czerwonymi trasami 26 i 27 Kolejki jak w Białce i Szczyrku ... Górskie klimaty Wiosna w dolinie Końcówka czerwonej 13 Najlepsze są trasy przy gondolach – 26 i 27, 19 a mój faworyt to połączenie 16 i 13 – uczciwe parę dobrych kilometrów zjazdu. W zasadzie to nie ma w tej części ośrodka krzeseł z bublinkami i parę z nich to egzemplarze vintage. Jest też sporo krótkich tras więc per saldo szału nie ma. Mimo wszystko fajny dzień i trochę pojeżdzone.
  36. 21 points
    Hochkonig - wisienka na torcie? Część 2 - ostatnia. Mają tu nawet lokalnego Matterhorna 😮 Trasa numer 10... Z samej góry, do samego dołu... Ekstaza! Tak, tak - choć niebieska, to chyba tylko przez szerokość. Gigantki szły tu jak burza! Gdzieś w oddali schronisko? Wie ktoś, coś na temat miejsca widocznego na poniższym zdjęciu? Widoczne z Aberg-Langeck 1900 m npm. Panoramy bajeczne... W taki dzień Zoom x30 się przydał - niby te same miejsca na fotografiach a jakby inne... Gdzieś w podróży: Maria Alm: Chyba poniższy sztruks dzisiaj wygrywa...? A może ten: 6 dni na nartach w SkiAmade minęło nie wiadomo kiedy Powoli się żegnamy z tym Regionem... Piękny czas! Początek 10chy! Poniżej też trasa - Dycha Początek, krótkiego, czarnego fragmentu w Maria Alm: No i samo miasteczko: Mapka i dane dnia dzisiejszego: Endomondo pokazuje przebyty dystans z wyciągami. Nie szkodzi - dla nas, to był już, po 6 dniach, rekordowy wyjazd! 😮 Bez jutrzejszego dnia, na liczniku z tej właśnie aplikacji, mamy już nakręcone 703 kilometry 😮 Czujemy trochę w nogach, ale jutro się nie będziemy poddawać Kolejny piękny dzień na nartach. Masa zdjęć, ok 40 nagranych krótkich filmików do klipu...czas minął szybko! Trzymajcie kciuki by się pogoda utrzymała jeszcze jutro... Kolejna część bloga z ostatniego nartowania po SkiAmade będzie napisana już z Polski, pewnie w niedzielę. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  37. 21 points
    Rytro 17.01.2020 Dzisiaj w końcu takie Rytro na jakie czekałem prawie 11 miesięcy! Rano zmrożony sztruks, narty pięknie po nim szły, po 3 godzinach zaczęło wychodzić miejscami bardzo twarde podłoże ale dalej było ok. Stok jeszcze nie tak szeroko naśnieżony jak np. w zeszłym sezonie ale jest już po czym pojeździć i gdzie poskręcać. Ludzi niedużo, dosłownie kilka aut na parkingu, jeździło też kilka szkółek ale nie przez cały czas. Super dzień w Rytrze. (Byłem też w Rytrze w niedziele 12.01.2020 ale był sakramencki beton bo dwa dni wcześniej lało a tamtej nocy przymroziło mocno, rano tarka sztruksowa lodowo-śnieżna aż głowa bolała po zjeździe. Dzisiaj dużo, dużo, dużo lepiej.) Nierówna walka z "bezzimiem" trwa, ale Rytro się nie poddaje @lski@interia.pl Polecam na szybszą jazdę dłuższym skrętem, warunki pod to są, oprócz Jaworzyny to jedyne miejsce w okolicy gdzie jest to możliwe. @marboru Miejsce do zaliczenia po powrocie z Alp
  38. 21 points
    Dwie relacje, które dostałem od @expat z Podhala. Pierwsza z nieczynnej Maciejowej w Rabce: "Pomysł zjechania z Maciejowej zakwitł w mej głowie już jakiś czas temu, natomiast w zeszłym roku, gdy zauważyłem, że zdemontowali górną stację wyciągu wkoorwienie sięgnęło zenitu. Dla mnie po prostu zamordowano jeden z fajniejszych stoków narciarskich w Polsce! Nie wiem o co tu "kaman" ale przecież wystarczyłoby, aby właściciele licznych pensjonatów i domów wczasowych w Rabce, czy Ponicach opodatkowali się kwotą powiedzmy tysiąca złotych na sezon. Spokojnie można by wówczas zaspokoić roszczenia właścicieli działek, którzy nie bez podstaw twierdzą, że działalność ośrodka niszczy teren co odbija się na eksploatacji ich jako pastwisk. Ośrodek narciarski tej klasy jak Maciejowa czy Polczakówka tętniłby życiem ku pożytkowi wszystkich "lokalersów", tym bardziej, że narciarstwo trafiło już pod strzechy i ma niewiele wspólnego z klasycznym "dżinsiarstwem" na stoku. Tak czy inaczej koło południa zapakowałem narty na plecy, buty w specjalny plecak i ruszyłem jakieś trzy i pół kilometra pod górę Na miejscu okazało się, że...nie jestem sam. Mało tego! Strzelaliśmy się kadrami nawzajem! Podejście jest dość mozolne, ale piękne panoramy łagodzą ciężar kilku kilogramów na plecach. Facet z nartami idący z buta nakręca dość dużą ciekawość wśród licznych spacerowiczów, którzy po świątecznej szarlotce postanowili pohasać po okolicznych górkach. Parę osób pyta co i jak, co oczywiście stanowi fajny fundament do nawiązania rozmowy. Każdy żałuje, że Rabka przestała być ośrodkiem narciarskim, cóż? W doopę nóż jak mawiał pewien prezes znanej spółki giełdowej z top10 w kartoflanej. Zabrałem na tę eskapadę najstarsze narty jakie posiadam. Rosoły mają tylko dwie zalety - są lekki i mają niewielki promień skrętu natomiast zupełnie nie nadają się do jazdy po puchu, tym bardziej, że po wypadku moja waga to plus minus jakieś ekstra 10 kilo Oczywistym jest zatem zapadanie się w dość głęboki (nasypało spokojnie pół metra!) śnieg. Tak czy inaczej, nawet jak je przeoram i zniszczę ślizgi to będzie niewielka strata. Idąc po górę zastanawiam się co mnie czeka? Jakieś linki w poprzek stoku? Może doły zasypane nawianym śniegiem? Zobaczymy. Wreszcie docieram na szczyt, wyżymam czapkę wylewając jakiś litr płynu, wyciągam z wora buty, zapinam je dość mocno. No cóż? Raz kozie śmierć! W pobliżu przechodzi lokalers dość głośno komentując, że on tu zjeżdżał jak był w liceum, ale teraz to by się nie odważył - fajnie. Kiedy odpycham się kijkami podniecenie ustępuje miejsca skupieniu aby po chwili zalać mnie przypływem endorfin na takim poziomie, że zapominam o likach, dołach, oborniku! Zasuwam w dół raz po raz przerzucając resztki zardzewiałych krawędzi. Śnieg tańczy w powietrzu, jazda po puchu to zupełnie co innego niż po przygotowanym sztruksie. Kątem oka dostrzegam innego narciarza, który ruszył mniej więcej w tym samym czasie. Spotykamy się dopiero na dole i wymieniamy fotkami Stok jest po prostu genialny! Na górze dość fajne wyprofilowanie, które łagodnie przechodzi w wygodny dla relaksu kąt nachylenia obok lizery lasu. Dalej ponownie większy spadek, chopa, górka i...przejazd przez ścieżkę czarnego szlaku w górę. Na końcu podjeżdżam wraz z przypadkowo poznanym kolegą z Kalisza, Rafałem pod resztki ośrodka. Przybijamy pionę i....wchodzimy z buta pod górę. We dwóch zawsze raźniej. Zjeżdżamy jeszcze dwa razy, gdy wreszcie ja opadam z sił. Kolega jest o połowę młodszy, więc zachęca do jeszcze jednej eskapady, ale nic z tego. Przebieram się w suche ciuchy robiąc klasycznego orła na śniegu, po czym schodzimy we dwóch do Ponic. Nie ma bata żebym nie zahaczył o nieistniejący basen z klimatycznym wodospadem, w którym jako dziecko kąpałem się bardzo często. Opowiadam historię mojej bytności w Gorcach i widzę, że zdobywam mocną sympatię Rafała. Gites majonez. Dalej z buta w dół do Rabki. To był zajebisty dzień, jeden z lepszych jakie miałem w życiu. Temat bezwzględnie do powtórzenia o ile warunki pozwolą. W drodze powrotnej spotykamy lokalersa...idzie z dość sporym psem, już czuję, że będą kłopoty. Okazuje się, że bezpodstawnie. Skąd z nartami idziecie? A jeździliśmy trochę na Maciejce. Jak? I co pieszo żeście podchodzili? Nie baliście się? Czego? Qrwa tam jest obornik, doły, linki porozkładane. Nie. Lubimy mieć stok do prywatnego użytku. Im mniej suv-ów na dole tym lepiej! Jedźcie do Kasiny, tam jest fajny stok. Dzięki, jutro się wybieramy do Spytkowic. Szczęśliwego nowego roku! Wzajemnie! Trzymajcie się wariaty! Linek nie stwierdziłem, ale niewykluczone, że się pojawią jak więcej osób spróbuje zjeżdżać z resztek jednego z bardziej fajnych stoków w PL." Fotki: Druga relacja z dzisiaj ze Stacji Spytkowice Ski: "No i spytki w Spytkowicach bardzo udane. Stok długości 800 metrów z różnym nachyleniem, dobrze przygotowany i wyratrakowany. Karnet 4 godziny 70 złotych, za 2 godziny 60 złotych, wiec wybór jest oczywisty. Na miejscu mamy fajny kompleks hotelowy, wypożyczalnie, serwis i dwie knajpy "(na gorze i na dole). Ceny znośne. Ośrodek dysponuje sporym parkingiem, widać że jest mocno doinwestowany. Najważniejsze, że jest kanapa! ❤️ Mogłaby co prawda być nieco szybsza ale nie wymagamy cudów. Z Rabki mam na miejsce dokładnie 16km, dojazd autem bez problemu, bus kosztuje 5 złotych i podjeżdża się pod sam ośrodek. Polecam, jakby ktoś był w pobliżu, szczególnie dla dzieci. ". Fotki: Dzięki Piotrek! PS. Dzisiaj w lubelskim ruszyły dwie stacje: Rąblów i Kazimierz. Jutro wieczorem się wybieramy z Paulą do tej drugiej - ktoś będzie?
  39. 21 points
    10 tuż przed otwarciem. Około 10 otworzyli niebieską kanapę. Skutecznie odkorkowała Solisko. 4 na górze, rejon hali przygotowane dobrze. Na dole niestety słabo. Około 11:00 wjechał ratrak i poprawiał. Im niżej tym gorzej. Na 7 jeszcze trochę śniegu miejscami brakuje, w innych jest całkiem dobrze. Golgota dziś już była jeżdżona (ale jeszcze nieczynna), śniegu raczej mało. c.d.n.
  40. 21 points
    Jurgów dzisiaj,ściągnęły mnie tu polsko-czesko-słowackie zawody masters w slalomie,tradycyjna impreza coroczna.Piątek,13 numer startowy.Temperatura powietrza też plus 13 stopni,przyzwoicie,jak na 20 grudnia.Śnieg bardzo przyzwoity,wiosenny firn,a nie ciapa,żadnych salmiaków nie było,slalom na minutę-żyć,nie umierać,żeby tylko nie ci dwaj faceci,co się wepchali przede mnie na podium...
  41. 20 points
    Podróż powrotną do domu po pobycie na lodowcu Molltaler rozpocząłem w sobotę 14.03.2020 około godz 10:00. Lodowiec bardzo pozytywnie mnie zaskoczył ze względu na dużą ilość opcji trudnych zjazdów pozatrasowych. Ze względu na sytuację związaną z epidemią strachu bacznie obserwowałem komunikaty na temat ewentualnych utrudnień powrotu do domu, słuchałem też radia. W czwartek 12.03 wieczorem Słowacy ogłosili że za 4 godziny o północy zamykają swoje granice dla wszystkich oprócz swoich, pomyślałem spokojnie można przez Czechy, a pewnie jutro KE nakaże Słowacji umożliwienie powrotu do domu dla Obywateli UE. Postanowiłem spróbować wrócić przez Słowację tak jak przyjechałem,w końcu jeździłem w ośrodku Słowackiej firmy, opłaciłem też przejazd po Słowackich drogach w dwie strony, cały czas liczyłem że jeszcze w ciągu tych paru godzin coś się zmieni i Słowacy pozwolą na tranzyt. Niestety na granicy pod Bratysławą(na szczęście nie było kolejki) Słowacy poinformowali mnie że mogę wracać do Polski przez Czechy. Jak zaplanowałem w planie awaryjny dalej turystycznie drogą B49 wzdłuż granicy na Breclav, niestety granica zabarykadowana radiowozem, inne ,,zielone granice” też, pozostał Mikulow gdzie okazało się że Polaków nie przepuszczają (po interwencjach Czesi zgodzili się rano w niedzielę na tranzyt, w sobotę do południa też puszczali, czyli miałem wyjątkowy niefart) Na granicy w Mikulowie nerwowo, szykowała się blokada granicy przez Polaków, służby czeskie chamskie i bezczelne jak za czasów komuny, nie mieli litości nawet dla rodziców jadących z ciężko chorym dzieckiem które było przykute do wózka inwalidzkiego. Taką kartkę dostaliśmy od Czechów na granicy w Mikulowie B49 Austria W Mikulowie zrobiło się już ciemno, po kilku telefonach i rozmowach z innymi Polakami decyzja kierunek Passau Niemcy. W tej nerwowej atmosferze ruszyłem autostradą i zaraz flesz-zdjęcie za szybkość. Nasze media źle zinterpretowały czwartkowy komunikat Czechów pisząc że zakaz nie dotyczy Polaków. Niemcy Na granicy A/D 22:00 bez korków i kontroli, ale było 30km/h i stało już wojsko z długą bronią, pierwszy parking i decyzja - nocleg w hotelu Passau po przejechaniu prawie 1000km. Passau piękne miasto w którym dla nas historia zatoczyła koło i wróciliśmy tu pierwszy raz po latach. Hotel z wyjątkowo sympatyczną obsługą i biblią przy łóżku, w pokoju czajnik umożliwił zjedzenie kolacji o północy, a rano napełnienie termosów na drogę. Przy śniadaniu obsługa pozwoliła zabrać ze sobą bułeczki na czarną godzinę (przydały się na granicy D/PL). Taki widok z okna hotelu zablokowany z automatu przez Booking przy dodawaniu opinii. Rano po śniadaniu wycieczka po Passau, wejście na Zamek, Stare Miasto, Katedra (ponad 100 osób na mszy w Niemczech to niecodzienny widok), kawa na Rynku i w drogę , nigdy nie jechałem przez malowniczą Bawarię, dodatkową atrakcją jazdy przez Niemcy były odcinki bez ograniczeń prędkości . Granica D/PL nawigacja pokazywało 2 godz stania, w praktyce 1,5km staliśmy 8 godzin!. Przydały się termosy, zapasy wody i owoców. Polska godz. 01:00 w domu rano 08:00 z przerwami na drzemkę. Przejechaliśmy 2 tyś kilometrów (miało być 760km) i po 46 godzinach dotarliśmy do domu. Słowacy zamknęli granicę w piątek w kilka godzin po komunikacie, Czesi zostawili jeden dzień (zamknęli w sobotę) ale komunikat był mylący lub złe przetłumaczony i sugerował że ograniczenia nie dotyczą Polaków. Nikt z forum też mi nie mi nie podpowiedział ,,uciekaj'' pod moją czwartkową relacją, telefon ,,uciekajcie" otrzymaliśmy od naszych Austriackich znajomych dopiero w piątek o 22:00 . Zadaje pytanie, czy epidemia strachu upoważnia do tak drastycznych ograniczeń praw obywateli UE, czy nie można było zamknięcia granic zrobić tak po prostu po ludzku i dać czas na powrót 3 dni do niedziel lub umożliwić stały tranzyt jak to obowiązuje cały czas w Austrii i Niemczech. Mówią że co cię nie zabije to cię wzmocni , nas wzmocniło.
  42. 20 points
    Dzisiaj wykorzystaliśmy bonus na sezonówce 😊 20200502_132406.mp4
  43. 20 points
    W tym roku z obawy o moje sztuczne serce lekarze zabronili mi jazdy na nartach. Jednakże prosili o dużo ruchu, dzisiejszych warunków nie mogłem odpuścić na ostatni w tym roku taki spacer: @marboru oto prywatna Szwajcaria łodygowska; A serduszko mam ze sobą: No to mój ostatni dzień na nartach w tym sezonie. Na szczęście nowy sezon już blisko. Ale kiedy karnety na Szczyrk będą dostępne? Do zobaczenia: @marionen przez ciebie ryzykowałem dziś moim zdrowiem "Rysiu, Żbiku"
  44. 20 points
    Świetny dzionek zaliczony Ludzi szczątkowe ilości Pogoda ,śnieg i wiatr we włosach Zjazd do samego dołu
  45. 20 points
    11.05 - 5.00. Wyjazd z Kappl w strugach deszczu przechodzącego w deszcz ze śniegiem. Do Innsbrucka jazda fatalna. Za Brennerem rozchylają się zasłonki i jest słońce! Czyżby uratowani? Najłaskawsze prognozy wiatrowe ma ośrodek Paganella/Andalo i tam też się udajemy. Koło 8.30 meldujemy się na parkingu. W międzyczasie rzut oka na to, co zostawiliśmy za sobą. Cała dolina Paznaun stoi, wiatr 8-9, opady. W innych ośrodkach podobnie. Przy kasie biletowej czytam ostrzeżenie o lodzie na trasach. Ok, tu jest betonowo, śnieg sztuczny, trzeba zmienić styl. Pierwsze zjazdy to wyczucie terenu, ale też wielka radość z tego, że jeździmy, jest słońce, widoki... Przed 11 silne podmuchy docierają do Paganelli i obsługa wyłącza najwyższe wyciągi, na nartach nie można przejechać do Andalo. Przejeżdżamy samochodem na kolejną stację, Andalo, gondola chodzi, ale na mniejszej prędkości. Decydujemy się wjechać, tłumy dobre 30 minut w kolejce, ludzie zaczynają się mocno irytować, krzyczeć, ale co zrobić, z wiatrem nikt jeszcze nie wygrał. Na górze widać, że chodzą tylko dwa boczne krzesła. Znowu długie stanie w kolejce do krzesła i przejazd na skrajnie prawą stronę ośrodka, tam ludzi najmniej. Przed 14 wiatr ustaje i ośrodek rusza pełną parą. Jeździmy do zamknięcia o 16.30 i pozwalamy sobie nawet na małe apres ski na stoku, żeby uczcić pierwszy dzień wydartego narciarskiego szczęścia. Sam ośrodek mnie nie zachwycił głównie ze względu na sporą ilość ludzi, w tym naszych rodaków jeżdżących tam tłumnie, szkółek, etc... ale był zdecydowanie najlepszym wyborem na ten dzień.
  46. 20 points
    Może tym razem się uda, bo wczoraj miałam problemy techniczne z umieszczeniem relacji. Sportgastein Pierwszy dzień naszego narciarskiego tygodnia w dolinie Gastein i przyległościach spędziliśmy w ośrodku Sportgastein. O takim wyborze zadecydowały dwa czynniki - po pierwsze stabilna, słoneczna pogoda bez silnych wiatrów. Sportgastein jest najwyższym ośrodkiem regionu Ski Amadé, leżącym w prawdziwie wysokogórskiej scenerii, w związku z tym trasy i wyciągi są nie osłonięte i przy silnym wietrze stacja nie działa. Po drugie - piękna pogoda zapewne wyciągnęła z domu jednodniowych/weekendowych narciarzy. Mieliśmy nadzieję, że nie dotrą do trudniej dostępnej, kameralnej stacji na końcu doliny, lecz zostaną w Dorfgastein lub Bad Hofgastein-Bad Gastein. I słusznie - na parkingu sporo miejsca, nawet ok. 9.30. Do Sportgastein prowadzi płatna droga że szlabanem, ale narciarze wpuszczani są za darmo. Kupiliśmy skipassy - przy kasie kolejek brak. Warto też zapytać w kasie o zniżki dla studentów, jeśli macie w swoim gronie osoby z ważną legitymacją studencką - mimo iż nie ma ich w oficjalnym cenniku, to kolejny ośrodek, gdzie taką zniżkę dostaliśmy. Podoba mi się koncepcja ośrodka - od parkingu na szczyt Kreuzkogel narciarzy wwozi długa gondola Goldbergbahn. Wzdłuż niej wytyczono osiem tras - pięć w górnym piętrze, do stacji pośredniej i trzy w dolnym, co daje sporą ilość wariantów zjazdu o kilkukilometrowej (ok 5km) długości. Oprócz tego jest jeszcze orczyk wzdłuż fragmentu trasy gondoli, wspomagający ją zapewne w bardziej zatłoczonych okresach. Efektem takiego rozplanowania jest również mała ilość ludzi na trasach, które świetnie się trzymały do późnego popołudnia. Przy górnej stacji gondoli - fantastyczne widoki na morze gór i oczywiście Foto Point. W dół biegnie (ciemno) niebieska trasa S1, trzy czerwone oraz jedna skiruta po muldach, którą nie jechaliśmy. Najbardziej przypadła nam do gustu czerwona S6 - ciekawie poprowadzona urozmaiconym terenem, z fragmentem wśród skałek. Przy stacji pośredniej knajpa i trzy trasy na sam dół - czerwona dość wąska i bardzo pokręcona nartostrada oraz dwie czarne z bardzo konkretnymi ściankami ok. 70 procent. Ogólnie trasy raczej wymagające - kondycyjnie i technicznie też. Nie widzieliśmy prawie wcale osób początkujących. Do gondoli kolejek nie było, cały dzień jazda na bieżąco. Wszystkie trasy objechać można w ok. 2 godziny, ale my zostaliśmy cały dzień, bo nie chciało się nam przenosić. Przy pięknej pogodzie i twardych, zmrożonych stokach wcale się nie nudziliśmy. Jeżdziliśmy od ok. 9.45 do 16.30, z przerwą na lunch w drugiej knajpce - przy dolnej stacji. Mnie Endomondo pokazało blisko 90 km, a to i tak najgorszy wynik w rodzinie 😉. Po południu wrzucę więcej zdjęć, bo teraz zbieramy się na stok. Dzisiaj Dorfgastein
  47. 20 points
    Dzisiaj karty rozdawała pogoda. Nam dostało się tak średnio - chyba dama i to taka mocno kapryśna, bo w separacji . Huraganowe wiatry mocno okroiły ofertę ośrodków narciarskich w okolicy. Sportgastein nie działał w ogóle, w Schlossalm-Angertal-Stubnerkogel tylko pojedyncze, dolne wyciągi . Na placu boju pozostał Dorfgastein albo jakieś opcje w ośrodkach poza doliną. Dorfgastein bardzo nam też polecała nasza właścicielka, jako dobrą alternatywę na wietrzną pogodę. Cały ośrodek ma około 70 km tras – głównie czerwonych i niebieskich. Jeździ się do wysokości 2033 m npm., więc niżej w Sportgastein i w bardziej osłoniętym terenie. Niestety nie było udostępnione połączenie między Grossarltal a Dorfgastein, więc na dobrą sprawę mogliśmy jeździć tylko po połowie ośrodka. Separacja - jakby nie patrzeć . Działała dolna sekcja gondoli, kanapa z osłonami Wengeralmbahn i kanapa bez osłon Gipfelexpress plus jakieś orczyki w dolinie dla początkujących, z których nie korzystaliśmy. Wengeralmbahn: Niestety było też multum ludzi w ośrodku. Rano do gondoli staliśmy chyba z dwadzieścia minut. Następne z dziesięć do Wengeralmbahn. Początek dnia był jeszcze słoneczny, ciepły – kilka stopni na plusie, śnieg miękki. Na trasach szybko zaczęły się robić odsypy. Krzesło Gipfelexpress ruszyło z pewnym opóźnieniem, bo dopiero przed jedenastą, ale za to tam warunki śniegowe były chyba najlepsze i tam spędziliśmy najwięcej czasu na kilku wariantach tras – głównie czerwonych i jednej niebieskiej. Gipfelexpress tuż przed otwarciem: Roztaczał się też stamtąd wspaniały widok na góry, dolinę i dziejący się na naszych oczach spektakl natury, kiedy to nadciągające chmury frontowe niechybnie zapowiadały zmianę pogody. Trasa D2: I autorka bloga : Z niebieskiej trasy D7a bardzo blisko już do Grossarl i bez problemu można byłoby przejechać na nartach, ale pracownik ośrodka z ratrakiem - chyba dla powagi urzędu - z uśmiechem odsyłał narciarzy z powrotem na swoją stronę, gdyż w każdej chwili pogoda mogła się pogorszyć na tyle, że znów trzeba byłoby zatrzymać górne krzesełka i ludzie zostaliby po złej stronie, a drogą to 50 km objazdu! Po godzinie dwunastej zaczęło przelotnie prószyć śniegiem, a przed czternastą zrobiła się prawdziwa zadymka śnieżna i na samej górze nic już nie było widać. Wyciągi raz chodziły, raz nie chodziły. Zjechaliśmy niżej do Wengeralm – tutaj widoczność lepsza, ale za to śnieg przechodzący w śnieg z deszczem, a niżej to już prawdziwa ulewa. No cóż – około wpół do trzeciej zwinęliśmy żagle i postanowiliśmy narciarski dzień zakończyć w pizzerii Ramazotti w Bad Hofgastein, gdzie sześć lat temu w lecie bywaliśmy parę razy. Pizza wciąż jest tam pyszna, a klimat równie sympatyczny, co kiedyś. W sumie 50 km (łącznie na nartach i wyciągach) zrobione. Nie jest to wynik imponujący i nie wyjeździłam się tak jak wczoraj, ale jeszcze parę dni przed nami, więc pewnie zdążę to nadrobić. Za oknem szaro, buro i ponuro, ale jutro od południa pogoda ma się poprawiać. Pozdrawiam serdecznie !
  48. 20 points
    Jaworzyna Krynicka 06.02.2020r. Dzisiaj z synem (11 lat) wybrałem się na Jaworzynę Krynicką, w sumie pierwszy raz w życiu. Plany, planami, a rzeczywistość okazała się taka, że zamiast przez bramki przejść o 9:00, to przeszliśmy o 9:40. Karnet na 4 godz. dla mnie 90zł, dla syna 77zł. Ok. 9:35 kolejek do kas brak, może po jednej, dwie osoby. Do godz. mniej więcej 11 pogoda i warunki były super. Niby spore zachmurzenie, a słońce pięknie przebijało się przez chmury, świetnie przygotowane trasy, niedużo ludzi i jeździło się pięknie. Kolejka do gonodoli ok 5-7 minut, więc kilka razy zjechaliśmy góra - dół, a kiedy zaczęło przybywać osób przenieśliśmy się na czarną 5, gdzie warunki były kapitalne, a ilość narciarzy minimalna, więc kilka zjazdów po czarnej i przenosiny na 2 i 2a. I wtedy pogoda się popsuła. Zachmurzyło się solidnie, kontrast zerowy, a najgorsze było to, że temperatura wzrosła do ok 0.5 stopnia i zaczął padać ni to bardzo drobny śnieg, ni to mżawka, która błyskawicznie zamarzała na goglach, ubraniu. Najgorzej było z goglami, bo po przejechaniu 300-400 metrów widoczność była wręcz symboliczna, I w sumie tak było przez cały czas. Mimo tego, wyjazd na Jaworzynę i tak był udany, a poniżej kilka zdjęć i filmik z jazdy syna po niebieskiej, czerwonej i czarnej trasie. Niebieska 3: Na czerwonej 1: Końcówka czerwonej 1: Końcówka czerwonej 1: Dzisiaj głównie na ścigantach, na ostatnią godzinę zamieniłem na Heady iTitan, Czarna 5 FIS: Czerwona 2a: Widok na nieczynną 4: Czerwona 2a. I filmik: bartek jaworzyna1270.mp4
  49. 20 points
    Dzień 4 – Goldeck czyli chyba nie wszystko złoto… Goldeck to kolejny z małych ośrodków, który mi już dawno chodził po głowie i który mi polecano. Info w pigułce: 25 km tras (dość grubo naciągany wynik obejmujący wszystkie łączniki, dojazdówki, opcje itd.; naciągane są też długości poszczególnych tras na stronie); 1 gondola, 2 krzesła 6 osobowe, 2 orczyki, 1 wyciąg taśmowy W zasadzie to mamy tu 4 główne trasy: - czarna 8 (zamknięta – brak śniegu) – 8 km zjazdu - niebieskie 3-ki (kolor powinien być czerwony) – około 2 km, po obu stronach krzesła +przejście w 3a; - czerwona 4 i 5 łączące się na dole, też coś koło 2 km Jest tu też dużo opcji off-piste. Myślę, że najdłuższy zjazd z krzesła nr 3 do dołu krzesła nr 2 to max 3 km. Pogoda, warunki i frekwencja jak na fotkach. Było na plusie ale śnieg trzymał do końca. Widoki bajeczne. Kolejny udany dzień, pomimo „problemów technicznych” na początku - po moich kontuzjach + ostatnich przygodach mam lęki i boję się puścić na maxa nawet na stosunkowo łatwych trasach; dopiero jak się wk…em to mi się zaczęło dobrze jeździć. Najfajniej dla mnie było na 3-ce. Reszta wspomnianych tras do szybkiej i ostrej jazdy dla ścigantów pokroju @marboru 😜 Reasumując, spoko trasy dla jeżdżących ale bez szału. Nie wiem czy jest to super opcja dla mniej zaawansowanych narciarzy rekreacyjnych. Ilość tras i ich długość oraz ilość koloru niebieskiego na mapce to zabieg marketingowy. Ośrodek na 1 dzień. imponująca stacja dolna gondoli. sama gondola OK - szybka 8 osobowa widok na 3 po dojeździe 7 zbieg 3 i 3a 3 5 nadajnik RTV na szczycie Goldeck 2142 m zbieg 4 i 5 gradka dla skiturowców 3 na dole 3 u góry 4 ski route 9 - fajna opcja szczególnie końcówka off-piste katujemy 3 dalej... gdyby nie te tłumy ... pożegnanie z Goldeck widok na końcówkę ski route 9
  50. 20 points
    Malo kto tu ostatnio pisze, a o nartach to juz w ogole, wiec ja cos tu tylko zostawie Rozpoczecie sezonu w Ischgl wraz ze startem osrodka. Mjejscowka jak zwykle nie zawodzi.


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...