Narty - skionline.pl
Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 07/06/2020 in all areas

  1. 13 points
    Dzisiejsze kręcenie to znów wycieczka do zachodniego sąsiada, choć dystans i parametry tym razem raczej emeryckie 😄. W świetle ostatnich dyskusji na temat celów i motywacji chciałam się przyznać, że moim dzisiejszym celem i motywacją były bardzo dorodne wiśnie i czereśnie w dolinie Salvey, do których da się dojechać raczej tylko rowerem, bo obsadzona jest nimi pewna ogólnodostępna, acz peryferyjna droga gruntowa. Wiem, że to brzmi pewnie strasznie trywialnie w kontekście wszystkich podniosłych dysput na temat osiągów, szlifowania formy i planów treningowych, ale mam parę ładnych zdjęć z Salvey i pobliskich okolic - nieco bardziej na zachód od Odry niż rejony, w których byłam tydzień temu. Może ktoś ma ochotę obejrzeć, a jak nie, to trudno. Idylliczna dolina Salvey łączy miasteczka Tantow i Gartz, niedaleko polskiej granicy. Jest w niej kilka starych młynów i sielankowe krajobrazy: Tanova buszująca w zbożu: Od Gartz kontynuowalismy Marchijskim Szlakiem Terenowym (Märkischer Landweg), oznaczonym takim niebieskim iksem: Kummerow: Pierwsza połowa wycieczki prowadziła prawie w całości po takich drogach gruntowych polami i w lesie, aż do Jamikow. Raczej płasko. Potem była boczna droga asfaltowa, za to w terenie już dość pagórkowatym, więc było urozmaicenie. Stare i nowe wiatraki w Luckow: Celem wycieczki było również sprawdzenie, jak mój ostatni nabytek, tj. smartband z gps Garmin Vivosport sprawdzi się w takich dłuższych aktywnościach. Sprawdził się całkiem dobrze, bo po eksporcie danych do Stravy nawet nastąpiło rozpoznanie czasu faktycznego poruszania się, tak jakby była aktywowana autopauza, a zapis danych chyba dokładniejszy niż ze smartfona..
  2. 12 points
    Już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł wybrania się na dłuższą trasę fitnessem po terenach przygranicznych. Ale najpierw były zamknięte granice, potem nie było czasu, albo pogoda nie taka. W końcu jednak przyszedł ten dzień i przekonałam Darka, abyśmy wybrali się na konkretną wycieczkę. Jednodniowy wypad do Meklemburgii odpada - ze względu na ograniczenia wjazdu, ale można przecież jeździć w Brandenburgii! Tak więc zaplanowaliśmy wyjazd transgraniczny - zachodniopomorsko-brandenburski, a dokładniej mówiąc fragment szlaku Odra-Nysa prowadzący Doliną Dolnej Odry. Nie była to nasza pierwsza wizyta w tych rejonach - bywamy tam co najmniej dwa razy w roku, nie licząc kilkudniowej wyprawy od Zgorzelca do Szczecina, zaliczonej trzy lata temu. Grunt to wcześnie wstać i mieć dość czasu w zapasie. O 5.40 radośnie obudziłam Darka stwierdzając, że kanapki na drogę gotowe i żeby się szykował . Szykował się i szykował - wyruszyliśmy o 6.40 . O tej porze w sobotę nie spodziewałam się dużego ruchu na ulicach Szczecina, ale jednak przejazd takimi rowerami przez miasto do komfortowych nie należał - światła, krawężniki, krzywa kostka, remonty dróg. Przy lekkich rowerach przeznaczonych na szosę dużo bardziej się to zauważa, niż przy turystycznych trekkingach. Skierowaliśmy się w stronę Rosówka - najbardziej na północ wysuniętego przejścia granicznego z Brandenburgią. Na granicy: Było jeszcze wciąż dość wcześnie - około 9.00 i ruch samochodowy na szosie B2 nie był zbyt duży. Zdecydowaliśmy się dojechać nią do Gartz (Oder), gdzie można wjechać na szlak. Po drodze trochę górek, ładne widoczki i czereśnie przy drodze. Ale tak przy ruchliwym asfalcie, to chyba niezbyt smacznie i zdrowo - choć szpakom zupełnie to nie przeszkadzało! W oddali - panorama Gartz. Na starówce odszukaliśmy bankomat, żeby wybrać trochę euro w gotówce. Do tej pory zwykle omijaliśmy ją bokiem, jadąc promenadą nadodrzańską, a to całkiem ładne miasteczko. Ruina kościoła św. Szczepana, z aktualnie remontowaną wieżą: A potem odszukaliśmy ławeczkę nad Odrą, gdzie zainstalowaliśmy się na drugie śniadanie. Klasyk z Gartz - czyli fotka z pomnikiem na pamiątkę trzech zburzonych mostów przez Odrę. Teraz najbliższy most jest w Gryfinie-Mescherin albo w Krajniku-Schwedt. Kawałek za Gartz znów jedziemy szosą, bo szlak biegnący koroną wałów przeciwpowodziowych jest od dwóch lat w remoncie, a objazd prowadzi niezbyt wygodną drogą z płyt. Od wioski Friedrichstal wracamy na Oder-Neiße-Radweg, najpierw kawałeczek przez las, a potem już nad kanałem w Dolinie Dolnej Odry. Niestety cały czas dokucza bardzo mocny wiatr - południowo-zachodni - więc mamy centralnie "w mordę wind". Na wałach przeciwpowodziowych fatalnie - jedziemy 15 km/h, mam wrażenie że zaraz mnie zdmuchnie, a przecież bynajmniej nie jestem kobietą filigranowej budowy ! Proszę Darka, aby podjął się roli "wiatrołapa" i jakoś chowam za nim, wtedy jest nieco lżej. Zbliżamy się do Schwedt, przed którym trasa prowadzi malowniczym mostkiem nad śluzą w kanale Odry: Samo Schwedt - spory ośrodek przemysłowy z niewielką, ale ładną starówką - mijamy bokiem i dalej zmagamy się z wichrem, mając jako rekompensatę takie widoki: Chwila odpoczynku w Criewen. Tutaj mieści się centrum informacyjne Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry oraz ciekawy pałac z ogrodem - warto zajrzeć. My jednak tym razem tylko przysiadamy na ławeczce obok drogowskazów: Kolejne miejsce to wioska Stolpe z górująca nad wioską wieżą obronną z XIII w. Czyż to nie jest idealna trasa na rowery szosowe? Jedziemy, jedziemy i dojeżdżamy do Hohensaaten, gdzie kilka łódek właśnie się śluzuje na kanale. Ale przez cały dzień nie widzieliśmy ani jednej barki na Odrze. Czyżby żegluga towarowa wciąż nie rozkręciła się po lockdownie? Tutaj po raz pierwszy rzucił nam się w oczy wyjątkowo wysoki stan rzeki. Prawdopodobnie fala kulminacyjna na Odrze, po ostatnich intensywnych opadach na południu Polski. właśnie dotarła na południowy skraj naszego województwa i przeciwległe tereny po niemieckiej stronie. W wielu miejscach jest dużo wody na terenach zalewowych na zewnątrz wałów. Jeszcze kilka kilometrów i już jesteśmy w Hohenwutzen. Jest 13.30 - pora na obiad. Proponuję, abyśmy zjedli w knajpce na Polenmarkcie w Osinowie Dolnym, ale Darek stwierdza, że ogórkową czy pierogi to on ma w domu i że chce prawdziwego Bratwursta . No cóż, w takim razie idziemy do Gasthofu w Hohenwutzen - Darek dostaje swojego bratwursta i piwo, a ja stek drobiowy z grilla i niemieckiego radlera, w przyjemnym ogródku, prawie przy rzece: Na Polenmarkt jedziemy i tak - uzupełnić picie na powrotną drogę, bo pusto w bidonach. Darek na moście granicznym: Odra-Oder. Potężna rzeka, która wreszcie znów łączy, a nie dzieli ... W Osinowie, na targowisku Polenmarkt, po tygodniach zastoju koronawirusowego, znów tętni życie: A my w tył zwrot i wreszcie z wiatrem. Niemiecki brzeg i polski brzeg: W powrotnej drodze wybieramy wariant przy wieży widokowej, czyli bliżej rzeki. Niektóre drzewa stoją całkiem w wodzie. Ale wysoki stan Odry jeszcze bardziej widoczny jest z góry, z wieży: Na kolejnym zdjęciu widać po koronie drzewa, jak mocno wiało! Niestety wiatr przyniósł też chmury frontowe i gdy byliśmy na wieży - zaczęło kropić. Na szczęście póki co - przelotnie i wkrótce przestało. Owieczki pod Friedrichsthal: W samej wiosce pstrykam taką oto aktualną dekorację - ma ktoś fantazję! Dalej pedałujemy do Gartz i odbijamy w kierunku granicznej wioski Staffelde, a następnie na polski Szlak Bielika. Na granicy po raz drugi: Namówiłam jeszcze Darka, żeby skręcić przed Pargowem (ostatnia polska miejscowość na zachodnim brzegu Odry) w lewo, wzdłuż granicy, kawałeczek na górkę z widokiem na Odrę. Mimo, że droga gruntowa, to dało się podjechać szoszówkami. Ładnie, bardzo ładnie! W wiacie w Pargowie robimy ostatni popas na kanapki. Chmury jednak coraz bardziej gęstnieją - nie ma co się rozsiadać, trzeba jechać, szczególnie, że już prawie 19.00. Jedziemy kiepskim asfaltem do Kamieńca, a potem superancką DDR-ką do Kołbaskowa, wśród dojrzałego zboża - chyba wkrótce żniwa! Żeby nie wracać przez Szczecin, wybieramy trasę na zachód od miasta - przez Smolęcin i Karwowo. Kilka podjazdów na wzgórzach stobniańskich - w gratisie. Malownicze ruiny kościoła w Karwowie: Zaraz za wioską niestety znów zaczyna padać i deszcz towarzyszy nam - mocniejszy czy słabszy - prawie całą drogę do domu. Kolejna rowerowa inwestycja w gminie Kołbaskowo, czyli DDR-ka Karwowo-Warnik: Dalej już było tak paskudnie, że nie robiłam zdjęć. Największą ulewę przeczekaliśmy na przystanku w Dołujach - podjechał autobus do Szczecina, ale nie, nie złamaliśmy się! W siąpiącej mżawce dzielnie popedałowaliśmy w stronę Dobrej Szczecińskiej . W domu byliśmy o 21.15 - jeszcze po widoku, zgodnie z planem. To była długa trasa - przy niezbyt sprzyjającej pogodzie, ale przejechana w całkiem dobrej formie, choć niezbyt szybkim tempie. No to pierwszą "dwusetkę" mam za sobą.
  3. 12 points
    Pierwsza zagraniczna wycieczka w erze po narodzinch wirusa.
  4. 11 points
    Jedna z największych hal Beskidu Wyspowego - Hala Michurowa, z panoramą Tatr dzisiaj jest opustoszała i zarasta. Postanowiliśmy z kolega wyjść, i spędzić tam jedną noc. Z piątku na sobotę na Hali Michurowej o powierzchni kilkudziesięciu hektarów spędza noc co najmniej 10-15 osób. W różnych jej miejscach. Palą się ogniska. Jest przyjemnie i spokojnie. Beskid Wyspowy jest moim ulubionym "Beskidem". Widać wyraźne przewyższenia gór, jakby rysowało je dziecko. Są to moje "Karpaty", te najbliższe, wymagające, znajome od dziecka. Najbardziej znajome ze wszystkich Beskidów. Na Ćwiliniu wymyślono ponad 100 lat temu określenie "Beskid Wyspowy". Samo określenie Ćwiliń jest z języka niemieckiego. Jestem u siebie - w Austro Węgrzech 🙂 Tu wszędzie są ślady tego państwa, do którego mam sentyment. Swoją dzikością bardziej przypominają ukraińskie Beskidy. Na większości szlaków trzeba się, nie omieszkam wspomnieć "przepierdolić", choć nie są to przewyższenia gór wysokich. Niemniej jednak w przed/popołudnie wyjeżdżając z Krakowa można tutaj "ciachnąć" solidne 600-900 metrów przewyższenia. Trochę się wahałem czy pisać o tym. Ale ta hala kiedyś zarośnie, i już jej nie będzie. Noc. Ognisko, długa dyskusja. Rano schodzimy do Gruszowca. Na przełęczy jest kultowy, niepozorny bar "Pod Cyckiem". Takiego czegoś nigdy nie uwidzieliście. Tam na górze było po 600-700 owiec - wspomina starszy mieszkaniec Gruszowca popijający piwo i wódkę. Rozmowa ciągnie się nam beztrosko przez godzinę. Wypijamy kilka piw, jemy gulasz z serc i gołąbki. W takich chwilach czas się zatrzymuje, i wszechświat zwalnia. Wychodzimy na przystanek w lekko-euforycznym-melancholijnym tonie, myśląc o tym co usłyszeliśmy. Czy Ćwiliń będzie tak magicznym miejscem jeszcze pod koniec naszego życia?
  5. 11 points
    Po sobotnich ekscesach niedzielna rundka miała być lajtowa, przyjemna i - dla odmiany - raczej jak najmniej asfaltu. Udało się to ostatnie, bo chyba najgorszy moment dnia sobie z Darkiem wybraliśmy . Cały dzień straszna wichura, ale ciepło, a w prognozach deszczu nie zapowiadano. Może się przejedziemy? Ale na trekkingach, żeby ... siodełko było inne. Dobra, siadamy po obiedzie na trekkingi - nie jest źle. To może do Stolca przez łąki nad Świdwiem? Pokręcimy coś koło 30 km, wypijemy browarka nad jeziorem Stolsko na spółkę i wrócimy szutrówkami przez las? Jedziemy najpierw "patatajką" - czyli drogą z płyt w budowie w kierunku rezerwatu Świdwie. Du, du, du, du. Potem przez łąki rezerwatu Świdwie. Gwałtowne porywy bardzo utrudniają jazdę, a pomimo wczorajszego deszczu polne drogi miejscami są znów bardzo piaszczyste. A do tego zaczyna padać. Rzucam bardzo niecenzuralne przekleństwa na tegoroczne lato. Dojeżdżamy do Stolca. Po raz kolejny siedzimy tutaj pod wiatą przystanku, przeczekując deszcz. Jaka nazwa, taka pogoda ... Gdy na chwilę przestaje, zaglądamy nad jezioro - sporo osób, pomimo kiepskiej pogody, choć do zdjęcia akurat znalazłam moment bez ludzi. Wracamy przez dwie szutrówki, a potem gruntowymi drogami przez las. Gdy jesteśmy kwadrans drogi od domu - deszcz przestaje padać, a wiatr słabnie. Wkrótce nawet pokazuje się słońce, akurat jak dojeżdżamy pod naszą bramę.
  6. 10 points
    Na przełomie czerwca i lipca miałem startować w czterodniowej etapówce Bike Adventure w Szklarskiej Porębie, niestety z powodu COVID-19, zawody przełożono na 2021, a skoro kwatera była wcześniej zarezerwowana, więc grzechem było nie pojechać i na luzie pojeżdzieć po tych rejonach. Poniżej kilka zdjęć z wycieczek po Karkonoskich i Izerskich szlakach. Zaliczone szlaki rowerowe w okolicach Szklarskiej Poręby, Pasmo Rowerowe Olbrzymy-część wschodnia, Singletrack Szklarska Poręba, Singltrek pod Smrkem. Podsumowując to prawdziwa rowerowa kraina i dla MTB i dla szosowców też(chociaż to nie ja).
  7. 10 points
    W niedzielę wybrałem się na krótką przejażdżkę w kierunku jeziora Goczałkowickiego. Miało być ok 45 km 🚴, wyszło prawie 80 😃. W trakcie pokonywania kolejnych kilometrów odwiedziłem zamek w Grodźcu wraz z ruinami kościoła. Następnie wspiąłem się na górki koło Iłownicy, aby podziwiać wspaniałe widoki na okoliczne stawy. Po przejechaniu przez krainę żab i bocianie ruszyłem przez lasy w kierunku zapory w Goczałkowicach. Na zaporze, jak zawsze, sporo spacerowiczów, więc postanowiłem podjechać, nad położone koło Pszczyny, jezioro Łąka. Tam, to dopiero były tłumy 🙈. Odwiedziłem Spot do którego jeździłem wiele lat temu i postanowiłem wracać. W planie był jeszcze posiłek, świeży sandacz, e okolicach Ochab. Był pyyyszny! Mijając Skoczów, najedzony, przy pięknym zachodzącym słońcu dotarłem do domu.
  8. 9 points
    Kolejna wycieczka Miała być stówka z Paulą, ale późno wyjechaliśmy i trzeba było skrócić dystans, bo po godzinie 21, to już się słabo jedzie i człowiek bez oświetlenia mało widoczny jest. Wyszło 86...i to też dobrze biorąc pod uwagę, że w ciągu dnia skwar sięgał w słońcu +31 stopni. Jazda w tlenie, z tętnem średnim 138 - to jak dla mnie 2 strefa. Mapa: Dzisiaj mało zdjęć...i głównym celem była moja Druga Połowa Przerwy były dwie - jak skończyła się droga, drugi raz...na siku Klimatyczne bajorko po drodze Mazowieckie klimaty... Dzisiaj na trasie były dwa podjazdy. Jeden przed Głowaczowem 5%...i za Brzózom 6% I na szczycie 😮 Krówki Łany... Lasy... ...czego chcieć więcej? Weekend rowerowo udany Łącznie z wczorajszym, wieczornym, mocnym treningiem oraz wcześniejszą wycieczką nad Wisłę przekręcone ponad 250 kilometrów. Pozdro!!!
  9. 8 points
    Wybory, emocje... A my? A my przede wszystkim wybraliśmy rower Piękna, słoneczna pogoda, temperatura ok 20 stopni, umiarkowany wiatr, czego chcieć więcej? ...no dzisiaj zachciało się nam pospać dłużej Już nie pamiętam kiedy spałem do godziny 9tej 😮, dzisiaj mi się przytrafiło, nie mówiąc o Pauli, która zjawiła się w kuchni pół godziny później niż ja. Pyszne omlety z owocami, kawa, moje ukochane miętówki do niej...i co? Tradycyjnie: woda, bidony, elektrolity, baton do kieszonki, aparat i w drogę. aaaa wcześniej jeszcze rzut oka na prognozę wiatru i wyznaczenie trasy. Wgranie plików do Garminów i dzisiaj jedziemy po nawigowanym śladzie, częściowo po drogach, którymi jeszcze nigdy nie jechaliśmy. Jak ta trasa wyglądała? Ok 125 kilometrów i taki oto Tour de Radom Na początku wyjazd naszymi codziennymi trasami treningowymi, później Puszcza Kozienicka, Pionki, w Brzózie ponownie rzeka Radomka, w Głowaczowie powrót na południe, potem okolice naszej działki, w Jastrzębi skręt na Piastów i potem Zakrzew, Wolanów i powrót przez Mazowszany i Trablice do domu Jedziemy!!! Drogi puste...i ten zapach!!! Wszędzie pachnie zbożem przy drogach sąsiadujących z okolicznymi polami. Oooo i Pani w nowej stylówce 😮 Ponieważ dzisiaj jedziemy luźno, to przerw na zdjęcia jest sporo Pierwsza przy niszczejącym, drewnianym kościółku w miejscowości Cudnów. Wypatrywałem jakiejś zjawy na starej dzwonnicy...ale nic, nie było Dalej podążamy w stronę Pionek. I tutaj kolejna przerwa, nad tutejszym zalewem. Kaczuszki Przez miasto przemykamy szybko, w sumie nie do miasta przyjechaliśmy... ...aaa przy lokalach wyborczych naprawdę trzeba było dzisiaj uważać. Pani i pewien starszy Pan, włączając się do ruchu na biegu wstecznym potrąciliby Paulę...cóż? Wyborczy kierowcy mają wiele wspólnego z niedzielnymi, a w sumie dzisiaj przecież też niedziela właśnie. W każdym bądź razie trzeba w dni wolne, mimo mniejszego ruchu uważać i mieć oczy wokół głowy. Klimat szos w Puszczy Kozienickiej? Kochamy go!!! I ponownie mazowieckie pola, krajobrazy... Przed Brzózą kilka niewielkich podjazdów. Na szczycie, tuż przed wymienioną miejscowością widok powalił na kolana 😮 Morze... morze zbóż... Uwielbiam! Takiego miejsca grzech nie wykorzystać do zrobienia kilku zdjęć Marboru: Mimo święta i wyborów...na wsi, trwają prace... kiedy żniwa? Znajoma Pani W kilku odsłonach I trochę z dalszej perspektywy ...i tam!!! Tam jedziemy. Gdzie? Tam, na tamte zielone wzgórza, które pokazują się gdzieś na horyzoncie. Coś się stało Specowi? Nie... To chyba tylko komar gryzie po nogach Ruszamy! Brzóza: Tuż za nią, rzeka Radomka - w poniższym miejscu już byliśmy tydzień temu Mijamy Głowaczów i zatrzymujemy się przy zwierzakach, które kochamy! Koniki 😮 i dwa źrebaki Mordeczka słodka Jedziemy dalej. Mijamy nasze, w przyszłości domowe okolice...i wjeżdżamy do magicznego lasu. Mazowieckiego lasu. Tutaj robimy kolejną przerwę, zjadamy batony białkowe i robimy sobie sesję foto. Marboru: Paula: I ponownie Luxa niebieska... ...Luxa pomarańczowa: I jeszcze raz... ...i jedziemy z tego miejsca... I dalej co? Dalej nie będzie już zdjęć Aparat padł Wielka szkoda, bo miały być jeszcze zdjęcia na lotnisku w Piastowie. Trudno, trzeba będzie na lotnisko podjechać kiedy indziej...tylko kiedy, bo na odcinku Wsola-Gulin ok 7 kilometrów jeden pas jezdni przejezdny (remont), na dodatek podziurawiony powstającą tu przy okazji wymiany nawierzchni kanalizacją. Ostatnie trzydzieści kilometrów wyraźnie przyśpieszamy - czas nagli i w końcu nie wyrobimy się na wybory... Wyrobiliśmy się W ostatniej godzinie głosowania, ale obywatelski obowiązek został wypełniony Tylko kto wygrał? W sumie nie wiadomo... ...nie!!! Wiadomo - my wygraliśmy!!! Dzisiaj mieliśmy wspaniały dzień za miastem, na rowerach - oddychaliśmy pełnią życia Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula.
  10. 6 points
    Chciałem dodać coś z dzisiejszej jazdy ,ale ja za mało zdjęć robię Dzis rejony Górnego Śląska,lotnisko w Pyrzowicach i kilka zbiorników wodnych po drodze. Pogoria w Dąbrówie Górniczej.Po 60km przerwa na pizzę i colę.Nigdy nie piłem tyle tego napoju co teraz hmm Ruszamy dalej i kolejny zbiornik wodny nieopodal Piekar Śląskich I na koniec zalew Nakło-Chechło i chwila dla siebie 100km z hakiem ,500m przewyższeń. Mega udany rowerowo dzień. Pozdrawiam. Łukasz
  11. 6 points
    Na Rodos pustki jak w maju otwarte morze 10% hoteli i usług, na lotnisku spokojnie i bez tłoku bo z Katowic samoloty latają co godzinę, zdjęcia z plaży dzisiejsze temperatura 32C wiatr 5do6B
  12. 5 points
    @mysiauek czego szukam w rowerowaniu? Odpowiem enigmatycznie, ale myślę, że większość czytelników i Ty, to zrozumiecie... Tego samego co na nartach Dla mnie rower szosowy, to jak jazda na GS w słońcu i pustym stoku o poranku @JC piękna maszyna...a w zasadzie dwie. Do elektryków, wiesz, że mam sceptyczny stosunek...ale bardzo się cieszę, że masz rower na którym mnie i Paulę dogonisz Może dogonisz Wyborczy Coffe Ride Dzisiaj, z moją Drugą Połową, wybraliśmy się na luźne rowerowanie za miastem W sumie wyszło prawie 125 kilometrów, a mimo częstych przerw i zdjęć...wyszedł nawet fajny wynik przy niskim tętnie Mazowieckie klimaty... ...i widoki Trochę zdjęć w ruchu... I nowa, pomarańczowa, stylówka Zapraszam na pełną relację z dzisiejszej jazdy, na moim blogu, pod linkiem: Z szosowym pozdrowieniem marboru
  13. 5 points
    Dzisiaj Paula w pracy, na drugiej zmianie, a ja? Ponieważ trochę się ochlodziło postanowiłem zrobić sobie próbę siły na 100 km. Baza w weekend została zrobiona, dzień regeneracji był... Tylko ten wiatr... By próba była miarodajna postanowiłem zrobić trzy ponad 30 kilometrowe pętle. Połowa dystansu z wiatrem, połowa pod wiatr. Ależ dostałem w kość 😮 No ale próba (łączny dystans wyszedł mi 110km) wyszła pomyślnie. Mój nowy rekord życiowy od dzisiaj: Forma rośnie 💪 To cieszy 🙂 Z kolarskim pozdrowieniem 🚴‍♂️ marboru
  14. 4 points
  15. 4 points
  16. 4 points
    Mój dobry Kumpel, który startuje w zawodach MTB, który na codzień trenuje zresztą na szosie... W tychże zawodach MTB, wśród amatorów często w czołówce, bądź na podium, średnią wyścigową, w trudnym terenie, często w górach, ma na poziomie powyżej 30 km/h 😮 No ale to, jak to się mówi wśród kolarzy... Koń 🐎 Zresztą były Mistrz Polski w Przełajach...teraz ściga się dla przyjemności 🙂 Także, co? By jeździć szybko, trzeba jeździć szybko. Oczywiście trenować trzeba mądrze i robić kilometry, @Ziemowit jak się wkręcisz, to przepadniesz 😉 oczywiście w pozytywnym słowa znaczeniu.
  17. 4 points
    Od maja odkrywam na nowo m.in. Beskid Wyspowy. Jest to bez wątpienia mój ulubiony Beskid, który przechodziłem cały w dzieciństwie. Udało mi się wejść na Ćwiliń, Lubogoszcz oraz Luboń Wielki. Wycieczkę najlepiej zacząć od kawy po turecku... Pierwsze w tym roku borowiki ceglastopore. Jedne z moich ulubionych grzybów, rzadko zbierane. Na każdej wycieczce staram się poświęcić trochę czasu aby coś pozbierać i przywieźć do jedzenia. Grzyby, rośliny, etc. Maj, to miesiąc zbierania pędów sosny z których można zrobić syrop/nalewkę, lub surowe młode pędy poszatkować i dodać jako posypkę do np. spagetti (polecam!) Prawie jak buka...
  18. 4 points
    Cześć Kontynuując płynięcie kanałem dojechaliśmy do najbardziej upierdliwego odcinka pomiędzy wypływem z Serw a śluzą Swoboda. Prosta chyba ze 4 km albo lepiej, później łuk i za nią następna, już krótsza ale równie upierdliwa. Śluzę Swoboda przywitaliśmy z ulgą: Stąd został nam już tylko "rzut beretem" na Studzieniczne. Była jeszcze koncepcja śluzowania się na Białe i kończenia w Gołej Zośce ale płynięcie prawie 8 km pod silny wiatr nikomu tak naprawdę się nie uśmiechało więc na śluzie Przewięź skończyliśmy: Normalnie oczywiście nie wolno ale o tej porze roku jeszcze nikogo nie było więc miły Pan śluzowy pozwolił nam przepakować się na swoim trawniczku, podsuszyć rzeczy i czekać na transport. Cały spływ udało nam się zrealizować bez żadnych zakupów, wioząc wszystko ze sobą (wysępienia połowy bochenka chleba od jakiegoś gościa nie liczę) a całkowity koszt wyniósł około 300-320 pln na osobę z transportem z Warszawy, wynajmem sprzętu, opłatami za pola oraz jedzeniem bez alkoholu, który każdy zapewniał sobie we własnym zakresie ale spożycie i tak było wspólne. Pozdro
  19. 3 points
    W piątek standardowa pętelka Piaseczno - Pieczyska - Piaseczno, w celu testów nowej maszyny Fuji sportif 1.3 2019. Testy zdane na 5+:-) Nowy rower znacznie wygodniejszy niż poprzednia szosa, zapewne i za sprawą geometrii jak i opon 28C - to jedyne co poprzedni właściciel w nim zmienił w porównaniu do wersji katalogowej. A jutro czas na testy w boju, dwudniówka po górach Sowich z której nie omieszkam zdać relacji.
  20. 3 points
    Ech, lato, lato - gdzie jesteś? I czemu omijasz Pomorze Zachodnie? Już połowa lipca, a mieliśmy ledwie dwa upalne dni. Wciąż raczej chłodno i wietrznie, a wczoraj - wbrew prognozom - znów popadało. Miało być szosowo, a była trekkingowa runda dookoła komina - szkoda fitnessa na mokre drogi. A że pogoda nie rozpieszcza - to jeździliśmy z Darkiem i parą naszych przyjaciół od baru do baru, zygzakiem . Nowe Warpno, Trzebież, a po drodze Puszcza Wkrzańska.
  21. 3 points
    Cześć Oczywiście, że wiele/wszystko zależy od celu. Gdy jadę sam lub tylko z żoną to jazda, jak powyżej, czyli celem jest jazda i... koniec. Natomiast - podobnie jak piszesz - gdy organizujemy wyjazdy czy wycieczki rowerowe w grupie z przyjaciółmi cele są bardzo różne. Pisałem już o "Znanych wodowskazach Polski" czy "Trójstykach granic" - to tylko hasłowe cele do realizacji fajnych imprez gdzie szybkość i odległość nie mają znaczenia. Ostatnio wprowadziliśmy taka modę na imprezy celowane. Np. jedziemy na przedłużony weekend w Izery do kumpla, który remontuje dom i pracujemy/imprezujemy przez 5 dni. Mamy imprezy cykliczne np. układanie drewna na zimę u kolegi. Sam z żoną robił to trzy dni. Od trzech lat daje sygnał i spotykamy się w piątek po południu na 6-8 h i robota zrobiona a jednocześnie ekstra impreza zaliczona. Polecam takie rozwiązania wolnego czasu. Pozdrowienia serdeczne
  22. 3 points
    Roweru MTB nie ma co porównywać, to szosy - dwa różne światy. Nawet w rowerach szosowych jest olbrzyma różnica... Rower Endurance jakim jeżdżę, a np. szosa Aero, to też dwa światy jeśli chodzi o prędkości. Do tego dochodzi jeszcze osprzęt, koła, waga... Wszystko ma znaczenie. Wynik jaki uzyskałem, to raczej ściganie samego ze sobą. Daleko mi do Chłopaków, którzy jeżdżą kilka sezonów więcej ode mnie na szosie. Ci z okolicy już kilka razy zapraszali mnie do ścigania, jest taka grupa co, co tydzień umawia się na ustawki... Wiadomo, że w peletonie jedzie się szybciej, ale jak patrzę na ich wynik chociażby z wczoraj, to jeszcze daleka droga przede mną, i bardzo możliwe, że nigdy nie dojdę do takiej formy. Na trasie ok 50 km, najlepszy uzyskał średnią powyżej 43 km/h 😮 No ale wstydu nie ma, jest 31...i trzeba dalej jeździć 🙂🚴‍♂️ najważniejsza jest frajda 👍 Pozdro...i koniecznie kiedyś zakosztuj kolarzówki.
  23. 2 points
    Morze, piasek... "zagraniczne wczasy". Bułgaria żyje we wspomnieniach starszych pokoleń jako wymarzone miejsce odpoczynku. Egzotyczne miejsce kiedyś (nie lubię tego określenia). Wśród młodszych pokoleń jako tanie miejsce na wakacje. Wśród pracowników branży turystycznej obsługujących ruch turystyczny nad morzem - jako najgorszą klientelę. Bułgaria kojarzy się mniej więcej tylko z wybrzeżem. Nie... Mała, biedna bałkańska republika która nie poradziła sobie najlepiej z rzeczywistością od początku lat 90tych. Jeden z piękniejszych górskich krajów Europy w którym dane mi było być. Spędziłem w Bułgarii tydzień - 7 lat temu. Chodziłem kilka dni po górach Piryn, oraz zwiedzając kraj. Bułgarię zapamiętałem pozytywnie. Mam w pamięci spotkanych w górach ludzi, przypadkowego kierowcę którego zatrzymałem żeby mnie podwiózł - opowiadał że Bułgaria jest dnem bo tutaj wszyscy kradną z rządzie. Uśmiechniętą rodzinę która także zabrała mnie na autostop w kierunku Buzłudży. Maszynistę oraz kierownika pociągu osobowego relacji Trojan - Lewski w środkowej Bułgarii z którymi przegadaliśmy 3 godziny o naszych krajach. Konduktorkę w starym radzieckim trolejbusie ZiU-9 miasta Wraca która zażartowała że we wrześniu jeszcze noszę krótkie spodnie (było chłodno dla niej). Wraca była pierwszym bułgarskim miastem które zobaczyłem po wyjściu z pociągu Budapeszt - Sofia. Smutne bloki na tle majestatycznych gór Starej Płaniny. Wraca, wracam. Pod koniec lipca lecę do Bułgarii na tydzień. W góry. Będą to wyśnione wczasy, po ograniczeniach w podróży, Bułgaria wydaje się być spełnieniem marzeń. Jeśli macie wspomnienia, rady, itp będę wdzięczny. Planuje zrealizować 2 dniową wycieczkę po Starej Płaninie (centralna część), i 2 dni w Pirynie. Moje zdjęcia z przed kilku lat.
  24. 2 points
    Dziękujemy. W lecie więcej wieje po zachodniej stronie wyspy, tu są plaze dla tych co lubią wiatr i fale. Zdjecie z okolicy Mandriko.
  25. 2 points
    W 1981 roku na szczycie Buzłudża (1441 m.n.p.m.) w paśmie Starej Płaniny zostaje wybudowany monumentalny obiekt - pomnik bułgarskiego socjalizmu. Nawiązujący do fascynacji kosmosem obiekt, popada po paru latach w ruinę. Udało mi się go zobaczyć parę lat temu. Fiński zespół Haloo Helsinki! nakręcił tam niesamowity klip do swojej piosenki "Vihaan kyllästynyt"
  26. 2 points
    Na rowerze MTB jeździłem głównie w terenie, po asfalcie tylko fragmenty, więc nie mam porównania. Natomiast na rowerze Crossowym jak najbardziej i mam dokładnie takie same spostrzeżenia jak Ty w cytacie u góry @Mitek. Średnie rzędu 27-28 km/h robiłem na rowerze fitnessowym (pętle gdzie było i z wiatrem i pod wiatr)... Moim zdaniem na rowerze MTB można taki wynik wykręcić, ale nie jest to łatwe. Dużo łatwiej gdy na wymienionym dystansie 50 kilometrów są sprzyjające warunki...a mianowicie - mała ilość skrzyżowań, na których musimy wyhamować do zera (rower MTB rozpędzić nie jest tak łatwo jak szosy, czy fitnessa). Kolejna bardzo ważna sprawa, wiatr. Gdy jest sprzyjający, to każdy rower jedzie sporo szybciej niż normalnie. No i z tych trzech najistotniejszych rzeczy, ostatnia, to ukształtowanie terenu oraz jakość asfaltu - po płaskim, bądź lekko z góry jest ok...ale gdy mamy pod górkę na dłuższym fragmencie trasy... To bardzo szybko traci się avg... nie mówiąc gdy w asfalcie są mega dziury. Oczywiście powyższe piszę przez pryzmat własnej formy i doświadczeń...a uważam się za niezbyt mocnego rowerzystę Porównanie rower MTB 50 km = 150 km na szosie moim zdaniem nie jest trafione... Chyba, że porównujemy oba rodzaje rowerów na asfalcie i na tej samej trasie (przewyższenia)...ale nawet wówczas dałbym, to w innych proporcjach: Rower MTB 100 km, Szosa 140 km - max. Co do "treningu"... to kwestia podejścia. Jeśli ktoś jeździ dla przyjemności, nie analizuje parametrów jazdy, swojego ciała, ustawienia na rowerze - to po prostu sobie pedałuje ...ale jeśli ktoś bierze, to wszystko pod uwagę - trenuje, mniej lub bardziej profesjonalnie ale trenuje...jeśli do tego dołożymy jeszcze rowerowego trenera personalnego...to z całą pewnością można taką jazdę zadaniową nazwać treningiem. Słowo trening uważam, że nie jest zarezerwowane tylko dla zawodników W Radomiu polecam https://www.localgymsandfitness.com/PL/Radom/1384984091808719/TrenujRower Tętno, strefy, moc, interwały, jazda w tlenie, tempo, baza, jazda w trupa... rozjazd... Fajnie jest trochę pobawić się w trenowanie Jest przestrzeń do rozwoju, człowiek jest jeszcze młody, ma bowiem jedynie 46 lat Pozdrowienia serdeczne marboru
  27. 2 points
    Z miasta, wzdłuż rzeki i nad rzekę, a właściwie nad Królową - Wisłę. Szosą z Radomia do Elektrowni Kozienice, ujście Radomki przez okolice i w Puszczy Kozienickiej - łącznie wycieczka na 123 kilometry. Ciekawych zdjęć zrobiłem całą masę, więc nie ma co mitrężyć... ...zaczynam fotorelację z dzisiejszej wyprawy Kilka zakrętów i mijam radomskie lotnisko. Jak widać na poniższym zdjęciu trwają pracę nad pasem startowym. Skręcam w stronę bliskiej sercu miejscowości dla @gregor_g4, Kozłowa. W Jastrzębi w lewo i po raz pierwszy przecinam Radomkę przed miejscowością Bartodzieje. Jak widać, wody jest dużo, po zalanych łąkach widać, że było zdecydowanie więcej. Mijam Bartodzieje i w Woli Goryńskiej kieruję się w stronę Głowaczowa. Tu na szosie niespodzianka, nowy dywanik... Mazowieckie klimaty? Proszę! W Głowaczowie skręt w prawo, w kierunku do Brzózy i ponownie przecinam Radomkę. Tym razem miejsce dosyć, na forum, pokazywane przeze mnie, w relacjach kajakowych. W tym miejscu widać wyraźnie, że wody dużo. Pod mostem na sztucznym progu aż się kotłuje. Tutaj woduje się masa spływów komercyjnych. Dzisiaj również na wodzie kolorowe łódki. Sporo jeszcze na brzegu, grupa zbiera się do wypłynięcia. Ten odcinek rzeki Radomki (Brzóza - Ryczywół, bądź ujście do Wisły) polecam wczesną wiosną, w tych porach roku znajdziemy tutaj masę pięknej przyrody i spokój. Na poniższym zdjęciu jezdnia z Brzózy, w kierunku na Ryczywół. Zakręt w lewo na trasę Kozienice - Góra Kalwaria i po kilometrze w prawo, kierunek miejscowość Kłoda. Tutaj Radomka uchodzi do Wisły. Po drodze mijam koniki i rowerzystów tubylców Tutaj droga się kończy...jak by się dobrze rozpędzić, to... ...wpadłoby się prosto w wody dwóch rzek Mamy tu następujący znak i oznaczenie. Robię krótką przerwę... ...i szybko uciekam. Cała zgraja komarów mnie dopada!!!! Szosa wzdłuż wsi biegnie na skraju Radomki, widoki z tego miejsca są... No właśnie, jak byście nazwali te widoki? 😮 Koniki z bliska W szerszej perspektywie, u góry, po lewej stronie widoczne wody Wisły, na pierwszym planie mniejsza z rzek. Jadę w kierunku Elektrowni Kozienice, gdyby nie ilość a w zasadzie mnogość słupów wysokiego napięcia można by rzec, że jest tu przepięknie...tfu... jest przepięknie! Ziemie tutaj żyzne! Uwielbiam lato, gdy zboże już wysokie. Klimaty... Tutejsze asfalty są świetnej jakości! Docieram ponownie nad brzeg Wisły. Robię przerwę, jem batona i podziwiam raz masę wody, dwa olbrzymie zabudowania Elektrowni. Wody i tu masa. Główki się przelewają, wędkarze którzy zazwyczaj tutaj łowią ryby muszą szukać innych miejsc na ryby. Wejść się nie da, kamienie całkowicie zalane. Przy Elektrowni trwa praktycznie cały rok pogłębianie dna. Czym to się robi? Tym... W szerszej perspektywie wygląda, to tak: Elektrownia z miejsca mojego postoju? Proszę podziwiajcie tego olbrzyma 😮 Jednak wolę taki widok... ...niż taki 😮 Wracam, w stronę domu Tym razem w Brzózie kieruję się w stronę Radomia. Po drodze podziwiam pola, górki, tutejsze lasy i puste drogi. Pięknie Dzisiaj mam treningową jazdę w tlenie, więc mocno pilnuję tętna by nie osiągać dużych zakresów. Jadę sobie wolno, nieśpiesznie. Mijam mazowieckie wioski Robię trochę głupie rzeczy... puszczam kierownicę, wyciągam aparat i robię zdjęcia w trakcie jazdy Muszę skończyć z takimi praktykami... no ale... bociany... Zbliżam się ponownie do Puszczy Kozienickiej. W lesie jest chłodno i przyjemnie Droga powoli się wznosi i są tutaj nawet nizinne serpentyny Sto pierwszy kilometr i znowu krótka przerwa. Powód? Rzeka Pacynka... strasznie malownicze miejsce. Pozostałości po tamie, to już tylko kilka betonowych ruin... Po młynie, który był nieopodal nie ma już nawet fundamentów Jest tutaj czyściutko i na tej małej rzeczce występuje podobno pstrąg. To zasługa radomskiego koła wędkarskiego, który kilka lat temu prowadził tutaj zarybienia. Ostatnie zdjęcie mojej maszyny... ...i swoją wycieczkę kończę w osiedlowej pizzerii na jedzonku, coli i lodzie Za mną 123 kilometry Ręce, nogi czerwone... opalenizna kolarska jest wyraźna po dzisiejszym, słonecznym i ciepłym dniu. Mapka: Paula dzisiaj pracowała...więc wieczorem, gdy trochę się schłodzi czeka mnie jeszcze trening. Jutro kolejna wycieczka, tym razem już we dwoje Pozdrawiam serdecznie marboru
  28. 2 points
    Cześć Widocznie - wybacz - jeździsz bardzo mało i krótko. Na MTB średnie rzędu 20-22km/h to przeciętne z jazdy w średnio trudnym terenie. Na asfalcie jak nie ma wiatru w ryj utrzymanie prędkości powyżej 30km/h nie jest problemem a z jazdy po asfalcie średnia powinna być w granicach 25-26km/h jak mówimy o jeździe. Asfalt - w sensie rower szosowy - to rzeczywiście inny świat z wielu względów. Waga itd... może. Ale przede wszystkim przełożenia i charakter jazdy - równa jednolita nawierzchnia na której napędzasz się i utrzymujesz prędkość. W dwójkę trójkę już jest znacznie lepiej ale np. ja wolę jeździć sam - podobnie jak Mariusz. Poza tym tam drażni mnie otoczka - koledzy z szosówek, którzy czasem ze mną jeżdżą wiedzą, że sobie należy odpuścić pewne kwestie. Zobaczysz Ziemowit, pojeździsz sobie 2-3 lata codziennie przez cały rok po 30-40 km - będziesz się z tego swojego postu śmiał. Pozdrowienia
  29. 2 points
  30. 2 points
    Ja bez fotek tym razem ale mały sukces. Dwojka z przodu czyli 5 latka w niedzielę zrobiła wg Stravy 24km. W tym trzy place zabaw, wejście na wieżę szybu Prezydent... oczywiście tempo dziecięce, przystanki po drodze itp. Mimo to, zaczynam się obawiać co będzie za parę lat Myślimy nad całodniową wyprawą do dziadków.
  31. 2 points
    W takim razie kilka "zdzisiów" z dzisiejszej przejażdżki do Trzebieży. Taka sobie 50-tka w mieszanym terenie i w miłym towarzystwie współmałżonka i sąsiadki, raczej nie zurbanizowana.
  32. 2 points
    Cześć 4 dnia mieliśmy płynąć od śluzy Kudrynki na jezioro Studzieniczne gdzie w okresie licealnym spędzałem wakacje i gdzie jest zajebista miejscówka na cyplu na przeciwko wyspy. Pogoda lekko zweryfikowała nasz plan. Po śniadaniu: I próbie nawiązania kontaktu z rodziną: Zwodowaliśmy się i ruszyliśmy na zachód. Płynięcie po kanale nie należy do jakichś wyjątkowych przeżyć a i kolejne śluzowania połączone z niewielkimi opadami deszczu nie należały do pasjonujących: więc momentami z nudów dostawałem po prostu piany: Na szczęście nasze prośby aby zaczęło się coś dziać zostały wysłuchane: (Tak mnie więcej od połowy jest już fajniej ale wcześniejsze minuty ładnie tworzą klimat) 25 Kanał grad.MP4 Miałem już na wodzie różne akcje pogodowe ale pierwszy raz grad przecisnął mi wodę prze fartuch. Kto pływał to wie, że fartuch wytrzymuje ciśnienie wody w całkowicie zanurzonym czy wywróconym kajaku bez problemu. Po opadzie zrobiło się dość zimno i zdecydowaliśmy się (nie byłem rzecznikiem tej decyzji bo najgorzej płynie się "na rozruchu" a na następny dzień został nam najbardziej upierdliwy odcinek kanału i tylko parę godzin ale trudno) na postój na bardzo cywilizowanym prywatnym polu biwakowym. 5 dzień przywitał nas równo padającym deszczem. Gdzieś do godziny 7.30, poważ nie rozważaliśmy przeniesienie sprzętu na drogę i zamówienie samochodu ale później się przetarło i można było nie uprawiać wiochy tylko płynąć dalej, choć humory były słabe...bo to ostatni dzień.
  33. 2 points
    Poszlajałem się wczoraj po Beskidzie Śląskim zaliczając trzy ośrodki narciarskie (wiem, że z jedną trasą to nie ośrodek ). Trasa z Ustronia Polany przez Czantorię, Soszów na Stożek i nazad na parking pod Czantorią. Beskidzki standard grzbietem w obie strony. Pogoda super. Pomimo wcześniejszych opadów - w miarę sucho. Ludzi, jak na ten najpopularniejszy szlak mało. Schroniska po drodze czyli Soszów i Stożek czynne. (choć na Soszowie mizernie z dobrymi piwami a był pełen asortyment browaru Zamkowego z Cieszyna). Jedyna rzucająca się "inwestycja" narciarska to nowe odprowadzenia wody z niebieskiej trasy na Czantorii. Stan szlaku jak na taką popularność dobry, jedynie odcinek przy zejściu z Czantorii w stronę stacji Światowid wymaga odrobinę uwagi. Wyszło tego około 25 km i 1350 verticala. Parę fotek. Pozdrawiam mirekn
  34. 1 point
    Cześć Aleś poszedł! 10 postów - chyba zrozumieli już po 3. Wiesz kolega ma trochę racji choć sprzedaje ją może nieakceptowalnie dla Ciebie ale pisze dokładnie to samo co ja. Przez skórę czuć, że wpadłeś w pułapkę sprzętową i staramy się Cię z niej wyciągnąć bo to zła droga do poznawania narciarstwa. Morgan... bez komentarzy. Ma dobre filmy prezentujące taktykę poruszania się po stoku, fajnie się słucha jego gadki (nawet ni w ząb nie znając francuskiego jak ja) i... tyle. Sporo mocno dyskusyjnych tez. Teraz co do butów... Buta 100 czy podobnego ciężko jest źle dobrać (zakładam, że osoba kupująca umie czytać i umie prawidłowo przymierzyć but narciarski) w dzisiejszych czasach. Po prostu wszystkie dane masz na tacy po zmierzeniu stopy (długość, szerokość, objętość) i bierzesz to co wychodzi z miarki po czym idziesz na stok i układa się w dwa trzy dni. I tu zaczyna się problem dlatego bo to są buty dość miękkie i jeżeli źle się ułożą (bo na przykład osoba źle w nich stoi na nartach - odchylenie) to są do wyrzucenia. Bootfitting w wypadku butów miękkich to sztuka dla sztuki ze względów oczywistych. Dlatego też lepszym pomysłem w obecnych czasach jest kupno buta twardego bo trudniej go zepsuć a jednocześnie zmusi Cię do prawidłowego stania - jeżeli w twardym bucie dobrze dobranym będziesz stał źle to się zmęczysz po pierwszym dniu. Jak piszesz - jesteś ambitny - super. Swego czasu miałem w grupie chłopaka koło 35 lat, którego jakiś naprawdę dobry sprzedawca naciągnął na kupno sprzętu z samej góry katalogu. Gość miął sportowe buty, pierwszą SL itd. i... był naprawdę ambitny i twardy. Jak sam powiedział zdawał sobie sprawę, że sprzedawca wpuszcza go trochę w maliny ale olał to (na biednego nie trafiło) bo pomyślał: Skoro mam od razu najlepszy sprzęt jaki mogę dostać na rynku to znaczy, że resztę załatwić mogę już tylko ja sam. Gość więc od razu na wejściu rozprawił się z mitami dotyczącymi sprzętu i skupił na nauce jazdy. Po 3 tygodniach naprawdę dużo potrafił. Swobodnie czuł się w technikach równoległych, całkiem fajnie jeździł śmigiem, świetnie kontrolował prędkość w jeździe, opanował skręt cięty na płaskim i średnio stromym stoku itd. Nie jest to modelowa droga do zapoznania się z narciarstwem ale dla ambitnych nie jest wcale zła... dla ambitnych. Pozdrowienia
  35. 1 point
    Cześć O rany, pomyłka oczywista. MTB=freride, BMX=frestyle. Może być? Zresztą tu nie chodzi o jakieś szczegóły. Znam gościa, który kręci sporo figur na GS +10 cm do wzrostu i takiego, który klepie w GS większości forumowej braci na dwóch różnych nartach. Zasada jest prosta: im więcej gadania o sprzęcie = tym większy leszcz. Pozdrowienia
  36. 1 point
    Cześć Powyższe sformułowanie jest wyjątkowo nieszczęśliwe i mam nadzieję, że to po prostu przypadek i nie wpadłeś w pułapkę sprzętową bo wtedy już po Tobie chłopie. Narta SL rzeczywiście nie jest ideałem do nauki jak każda narta specjalistyczna i stąd odradzanie jej zakupu. Dlaczego; budowa narty SL i jej skrętność powodują bardzo często wu początkujących trwałe wady techniczne w postaci skrętu przez wysunięcie narty wewnętrznej. To wynik dążenia za wszelką cenę do jak najszybszego opanowania jazdy na krawędzi, które samo w sobie z założenia jest błędne - choć zrozumiałe i naturalne. Krótki skręt cięty do którego jest stworzona narta SL to końcowy etap nauki, najwyższy poziom, gold level i aby w niego świadomie wejść trzeba mieć ukształtowane podstawy techniczne w postaci świadomości odciążenia-dociążenia, prawidłowej fazy sterowania skrętem, opanowany skręt pełny z prawidłową fazą sterowania, umieć rozróżniać typ śladu i umieć płynnie i szybko przechodzić z ciętego w ślizgowy i ześlizgowy i odwrotnie itd.itp. Nie znaczy to jednak, że na narcie SL nie można/ nie da się skutecznie uczyć jeździć. Gdy nie masz nart kupowanie nart Sl do nauki nie jest idealnym pomysłem ale gdy masz już porządne narty na których można zjechać z pełnym zaufaniem każdą techniką to kupowanie czegoś innego (no może poza GS lub nartami specjalistycznymi to tourów czy freeridu) jest bez sensu. Pytanie czy kupić sobie narty takie czy owakie i tu podajesz jakieś parametry z Twojego punktu widzenia nie ma najmniejszego sensu, ponieważ tego typu różnice załatwia niewielka adaptacja techniki a nie umiejętności lub ich brak. Co innego gdybyś przesiadał się np. po 10 latach jazdy tylko i wyłącznie na SL na nartę o profilu GS dłuższą o 15-20 cm - różnica będzie a to jak szybko się zaadoptujesz i dostosujesz swoją technikę do nowego sprzętu będzie miernikiem jej poziomu. Natomiast gdy mówimy o nartach popularnych, różnicach po parę mm pod butem czy paru cm długości to z Twojego (każdego właściwie narciarza) różnice te nie mają żadnego znaczenia, ŻADNEGO. Z punktu widzenia poprawnej techniki jazdy, chcąc się nauczyć porządnie jeździć jeżeli masz jakieś wybory kup nartę dłuższą i węższą ale jak już masz narty to po co? To tak jakbyś miał porządny rower a chciał sobie kupić gorszy. Masz rower - to jeździj i ciesz się tym! Taka moja rada wynikająca z wielu wielu lat jazdy ale przede wszystkim wielu wielu lat uczenia innych. Pozdrowienia serdeczne
  37. 1 point
    Szanowny @JC będzie "na stare" lata haratał "Otesanka" w Scyrku Ile jeszcze w Wiśle wody musi przepłynąć by zmienił się stosunek do elektryków? Zła informacja jest taka dla niektórych, że przejmują one już ogromną część rynku. Kto wie czy za 5-10 lat nie będą one stanowiły podstawowego wolumenu sprzedaży większości marek. Na elektryki takie jak na zdjęciu zaczynają się przesiadać ludzie stosunkowo młodzi z bogatym doświadczeniem jazdy po górach tradycyjnymi metodami. Dla nich do tej pory nie stanowiło kłopotu całodzienne kręcenie z wynikami 40-50km i pod 2 tys w górę. Czas przestać patrzyć na wspomaganie prądem przez pryzmat gościa z brzuchem z jakimś pseudo niedowładem. Jest nawet gorzej bo dla wielu takich barierą są nadal słabe baterie czyli inaczej mało prądu. Czekają jeszcze na zasobniejsze w waty baterie.
  38. 1 point
    ......przewrotne acz prawdziwe...... (coś jak "złote a skromne")
  39. 1 point
    Nie wiem czym sie zajmujesz, ale czas pomyśleć o zmianie pracy.
  40. 1 point
    Cześć Fajne zdjęcia, fajne wycieczki, zazdroszczę oczywiście bardzo! Zwrócić chciałem uwagę na fakt, że każde porządne zdjęcie dokumentacyjne powinno być wyskalowane. W wypadku zdjęć geologicznych skalą jest najczęściej młotek czy też szpadel. W wypadku zdjęć rowerowych typowa skala to rower. Twoje zdjęcia Rafał są znakomitym przykładem tej zasady. Pozdrowienia serdeczne
  41. 1 point
    Cześć A mnie zabił Techniczny Krem Ochronny Manaslu Extreme Outdoor SPF50 itd. Mistrzostwo świata za ściemnianie! Jak znam życie to kosztuje pewnie z 10 razy tyle co zwykły dermosan. Pozdrowienia
  42. 1 point
    No @Mitek piękna relacja 👍 🙂
  43. 1 point
    Jestem pod wrażeniem👍🏻 @tanova - wpadam w depresje widząc 215km☹️. Zakup przez Was szosowek jakos musiał mi „umknąć”😁. Gratuluje fajnej wycieczki, dzięki za tradycyjnie treściwa relacje. Pozdrawiam
  44. 1 point
    Gratulacje @tanova 💪 Piękna wycieczka i dystans niczego sobie 👍 Niemieckie jedzonko na talerzach wyglądało zacnie, nie dziwię się Darkowi, że takie wolał 🙂 Weekendową pogodę mieliśmy diametralnie inną... Do jazdy zdecydowanie wolę jak jest chłodniej, niż upalne. Pozdrowienia dla Was 👍🚴‍♂️🚴‍♀️
  45. 1 point
    123 kilometry pustymi drogami... ...z Radomia nad Wisłę pod Elektrownię Kozienice. Ujście Radomki Dużo wody... 😮 Dym i...mega komin 😮 Puszcza Kozienicka I urocza Pacynka... Zapraszam do pełnej relacji na moim blogu, pod linkiem: Pozdro dla rowerzystów! marboru
  46. 1 point
    To ja wrzucę kamyczek do ogródka, jedna z piękniejszych znanych mi tras mtb. Bielawa czarna ze Strefy MTB Sudety Krótka charakterystyka Szlak kompletny i doskonały. Jest jazda u podnóża gór, wjazd w górską dolinę i znakomity kawałek przez bród, wąwozem leśnym nad potokiem, w lesie bagiennym. Do tego już klasyczne odcinki po różnej maści drogach górskich oraz ścieżkach pieszych. Kamieni, korzeni a także szczątków roślinnych (najgorsze) do oporu. Miejscami naprawdę stromo. Zaczyna się przy Jeziorze Bielawskim. Przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Bielawa - rozdroże pod Wielką Sową. Wpierw poruszamy się na granicy lasu z widokiem na Bielawę i Pieszyce. Za Kamionną wjeżdżamy w dolinę a później w las wspomnianym interesującym wąwozem. Później jest zdecydowanie normalniej. Jeszcze Polana Potoczkowa. Tam zaczyna się pierwsza niewielka strefa kamieni. Rozdroże - Wielka Sowa - Mała Sowa -Schronisko Sowa Najkrócej, walka na kamieniach. Posiadacze szerokich opon na niskim ciśnieniu będą usatysfakcjonowani. Schronisko Sowa - Kozie Siodło - Przełęcz Jugowska Na początku spokojna droga, dalej od Sowy trochę kamieniście, od Koziego Siodła zjazd po wymagającej ścieżce z licznymi kamieniami i korzeniami. Po drodze na Niedźwiedziej Skale tablica upamiętniająca Hermanna Henkela z takim wierszem jego autorstwa: W górach jestem znowu prawdziwym człowiekiem; tam stajemy się braćmi i wszystko co brzydkie i błahe opuszcza nas Mini pętla do Zygmuntówki Bardzo stromo dla upartych albo... bardzo głodnych. Przełęcz Jugowska - Polana Bielawska. Długa, gładka, szeroka, szutrowa droga wcięta w zbocza gór. Ładne widoki, umiarkowane nachylenie. Szczególnie efektowny jest przejazd przez stok narciarski nad Zygmuntówką. Polana Bielawska - Słoneczna. Rewelacyjny, trudny odcinek po ścieżce dla pieszych, liczne kamienie i korzenie. Po drodze wieża widokowa na Kalenicy. Słoneczna - Bielawa. Na początku bardzo stroma, wcięta w teren droga, póżniej zdegradowany asfalt do miasta. I jeszcze trochę statystyk suma przewyższeń: 1600 m spady średnie: 7% spady maksymalne: 22% kamienie, korzenie: tak walory widokowe: duże walory przyrodnicze: tak rower: mtb oznakowanie: dość dobre Długość trasy: 46.08km Jak ktoś chce gpx to może pobrać ze strony www.rowerem.info lub z apki Dolny Śląsk rowerem pozdro Wiesiek
  47. 1 point
    A co Cię tak zabolało? Jak kogoś stać, to jego sprawa, ile płaci za nocleg.
  48. 1 point
    Cześć No to płyniemy dalej... Na jeziorze Postaw zatrzymujemy się w Bazie Rybackiej WPN. Cały czas chcemy kupić bilety do Parku. Zazwyczaj dostaje się bilety z kajakami i od razu płci ale byliśmy pierwsi w tej bazie w tym roku i nie byli przygotowani. Baza była oczywiście zamknięta ale obok budynku stał samochód i jakiś gość na oko wyglądający na parkowca. Szukając miejsca na siku zagadnąłem go czy przypadkiem nie ma biletów lub nie wie gdzie kupić. Niestety... dziwił się trochę, że nie dostaliśmy w AsTourze ale rozumie sytuację i w końcu powiedział, że jako pierwsi możemy płynąc bez biletów i pojechał. Na drodze miął się z innym samochodem, tym razem oficjalnym parkowym z nalepkami, który do nas podjechał. Spytaliśmy się o bilety już tak proforma i nadmieniliśmy, że Pan z którym się minął pozwolił nam płynąć bez. Okazało się, że człowiekiem, który zgodził się, żebyśmy płynęli bez biletów był Naczelny Dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego. Więc mamy luz! Dalej rzeka wije się nienerwowo wśród trzcin. Jest na tym odcinku dość szeroka, płynie w terenie otwartym, momentami zbliżają się do niej zabudowania. Gdy zdecydowanie skręca na północny-wschód zostawiając po prawej stronie spore rozlewisko to znak, że jesteśmy w Maćkowej Rudzie. Musieliśmy się tu zatrzymać aby kolega wymienił fartuch bo wyposażył się w niepasujący do dziury, od innego modelu kajaka. Okazja do pozbycia się śmieci bo odpoczywać nie ma za bardzo po czym. Po dalszej godzince dopływamy do Budy Ruskiej i jakiegoś prywatnego pola. Szybko rozbijamy namioty. Dwóch kolegów zostaje w obozie a my we trójkę płyniemy około 1 km w dól rzeki aby znaleźć wejście do małego lewobrzeżnego dopływu Gremzdówki. Gremzdówką chcieliśmy dostać się do Jeziora Gremzdy ale rzeczka pod prąd zabrała nam zbyt dużo czasu a jak ostatnie gamonie nie zabraliśmy czołówek więc trzeba było wracać mniej więcej po przepłynięciu połowy zamierzonego odcinka. Rzeczka o tej porze roku była nieprzetarta ale niosła tyle wody, że spłynięcie było dość szybkie. Pod prąd szło jak ... pod prąd małą rzeczką czyli targanie. Po dopłynięciu do obozu, już po zmroku byłem tak zmarznięty, że musiałem iść się przebrać do namiotu i chwilkę się ogrzać w śpiworze no i .... obudziłem się rano. Piątek to wspaniała pogoda aczkolwiek zimno. Korzystamy z prywatnej plażki na mały postój i wypicie jakiegoś izraelskiego czy greckiego trunku. Za gościnę zostawiamy 5 pln w puszeczce na stoliku. Dzień mija dość szybko. Na nocleg stajemy w Dworczysku przed mostkiem zaraz za leśniczówka Łozki (w nowym zupełnie wydaniu). CDN. Pozdrowienia
  49. 1 point
    Cześć No będę się starł Cię nie zawieść. Jutro jadę do kumpla po całość materiału zdjęciowego i filmowego ze spływu więc będę się rozwijał. Znając, życie to pewnie wpłynęli w Szlamicę w okolicach Rygola bo tam jest taki nieewidentny skręt przed mostkiem a rzeka aż zaprasza do płynięcia prosto. Obecnie aby płynąć odcinkiem granicznym trzeba się zarejestrować w Straży Granicznej z podaniem składu osobowego peseli itd. Była z tym zresztą niezła zabawa z powodu braki sieci. Lataliśmy po jakichś górkach aby dokonać tej rejestracji. Powiedziano nam jednoznacznie, że trzeba się trzymać cały czas polskiego brzegu a przybicie do brzegu sąsiadów może się równać z odprowadzeniem pod bronią i kwarantanną. Byliśmy tam pierwsi w tym roku co dodatkowo wzmożyło czujność służb. O babciach czy dziadkach nie było mowy. Wszystkie sklepy po drodze były nieczynne - liczyliśmy się z tym więc całość towaru mieliśmy ze sobą. Pierwszy spływ nie weekendowy, który udało się zrobić, bez żadnych zakupów. Śluzowi - jak byli - witali nas delikatnym pukaniem się w głowę. Zresztą cała idea płynięcia szlaku Czarnej Hańczy w tym okresie wynikała z faktu, ze w sezonie spłynąć się nim normalnie po prostu nie da. Pozdrowienia serdeczne
  50. 1 point
    te wkładki ze zdjeć to już raczej nie do uratowania, ładnie poniszczone, ja bym reklamował, tu zadziała psychologia nigdy nie będziesz do końca zadowolony dużo poza tym za te wkładki BTW w ramach auto Mikołaja tez byłem u bootfittera tydzień temu jak przetestuje napisze bo ciekawe buty sobie sprawiłem póki co chodzę tak po domu, żona puka sie w czoło
Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...