no więc jeszcze wtedy nieżonka pożyczyła przewodnik lonely planet od koleżanki, a następnie zakupiła bilety lotnicze do tajlandii. ja wydrukowałem sobie parę kartek informacji o walucie, języku itd. oraz oczywiście o dzielnicy bangkoku patpong oraz zakupiłem ubezpieczenie podróżne.
no i wystartowaliśmy z katowic przez frankfurt. acha tuż przed lądowaniem w azji okazało się, że nie wzieliśmy przewodnika lp:)
a później jedna noc w bangkoku, osiem dni na wyspie cosa mui i pięć dni zwiedzania bangkoku:)
generalnie wszystko w ciemno, a więc najfajniej jak się da, bo najtaniej (nie licząc standardowych biletów lotniczych) i niezależnie. sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem.
wszystkie ceny w tajlandii są mocno zawyżone, ale oni lubią się targować wiec nie problem zejść z ceną za "roleksa" 500 pln do 30 pln za dwa
dobra metoda to wchodzenie do lokalnych biur podróży i zbieranie folderów, a następnie organizowanie sobie samemu wycieczek według ich pomysłów. przykład - pół dnia snorklingu od osoby około 150 pln w bp. my pożyczyliśmy wspomniany już wyżej skuter i pojechaliśmy do najbliższej wioski położonej nad morzem. tam zapytaliśmy pierwszego lepszego gościa po ile u niego snorkling i od razu zostaliśmy jego klientami - dziesięcioosobowa łódź tylko dla nas dwojga, komplet płetwy, rurki maski w cenie no i wyprawa na rafę - pięć godzin pływania - 70 pln za całość
jak do tej pory najlepsza kuchnia jaką doświadczyłem to tajska