W Szczyrku może ubyć aż dziewięć wyciągów
Ewa Furtak
Przez lata największym utrapieniem dla gospodarza ośrodka narciarskiego w Szczyrku były urządzane przez właścicieli gruntów blokady. Czy za sprawą decyzji sądu blokady będą dla ośrodka ostatnią deską ratunku? - pisze Ewa Furtak.
Kolejne sezony narciarskie w szczyrkowskim ośrodku narciarskim Czyrna-Solisko zaczynały się tak samo: doniesieniami, że właściciele gruntów na trasach i pod wyciągami blokują przejazd narciarzom, bo nie dogadali się z gospodarzem ośrodka Gliwicką Agencją Turystyczną. Efekt konfliktu: nieczynna większość wyciągów w ośrodku i narciarze uciekający do Ustronia, Wisły, Korbielowa.
Inauguracja zeszłorocznego sezonu wyglądała inaczej: spółka Szczyrkowski Ośrodek Narciarski, utworzona przez prywatnych właścicieli gruntów, wydzierżawiła ośrodek. Narciarze, choć wyglądało na to, że Szczyrkowi bardzo trudno będzie odbudować dobry wizerunek, chyba przebaczyli, bo dopisali. Marcin Kędracki, prezes Gliwickiej Agencji Turystycznej, miał dodatkowe powody do satysfakcji, bo Ministerstwo Skarbu Państwa podjęło decyzję, o którą od dawna zabiegał: Agencja, a wraz z nią ośrodek, miała zostać sprywatyzowana.
Wygląda na to, że wszyscy cieszyli się przedwcześnie. A to za sprawą wyroku Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej. Uznał, że trzeba usunąć podpory, liny, betonowe umocnienia, bo powstały bez zgody właścicieli gruntów.
Sprawa ma źródło jeszcze w czasach ostrego konfliktu pomiędzy GAT-em a właścicielami gruntów. Skierował ją do sądu jeden z tych właścicieli Stanisław Richter. Wygrał w pierwszej, a teraz w drugiej instancji. Wyrok jest już prawomocny.
Richter jest przekonany, że decyzja sądu nie stoi na przeszkodzie prywatyzacji ośrodka, o którą walczy od lat. Uważa, że wręcz przeciwnie: zmieni wartość wyceny ośrodka i umożliwi udział w prywatyzacji właścicieli gruntów.
Dla prezesa Kędrackiego ten wyrok to jednak klęska - diabeł wyskakujący z pudełka. Już policzył, że w ośrodku może ubyć aż dziewięć wyciągów. Niektóre trzeba będzie rozebrać, a jeden stanie się zupełnie bezużyteczny z powodu braku wyciągu-łącznika.
Kędracki nie ukrywa: realizacja postanowień sądu oznaczałaby w zasadzie koniec ośrodka, tym bardziej że zgodnie z planami zagospodarowania przestrzennego nie wszystkie wyciągi można byłoby odbudować. I przypomina: "Postanowienia sądów trzeba w Polsce realizować".
Na razie wszyscy myślą, jak wybrnąć z patowej sytuacji. Kędracki proponuje, by Richter jako właściciel działek zablokował je i nie pozwolił rozebrać wyciągów. Ale zaznacza od razu: "To oczywiście tylko taki mój czarny humor". Bo sytuacja jest zła. Richter podpowiada jedyne jego zdaniem wyjście z sytuacji: "Uznajcie wreszcie nas za współwłaścicieli". Sprawa wróciła do punktu wyjścia.
Od lat piszemy o kolejnych inwestycjach narciarskich w Wiśle. Modernizowane są tam kolejne ośrodki, przybywa kolejek linowych. O szczyrkowskim konflikcie pisaliśmy też w "Gazecie" wiele razy. Kolejni burmistrzowie Szczyrku mówili nam to samo: "To dla miasta żyjącego z narciarstwa katastrofa, ministerstwo musi jak najszybciej rozwiązać problem". Zwracaliśmy się wiele razy do kolejnych ekip rządzących Ministerstwem Skarbu Państwa z pytaniem, czy mają już jakiś pomysł na Szczyrk. "Pracujemy nad tym", "Analizujemy sytuację" - słyszeliśmy w odpowiedzi. Czasem któryś z kolejnych ministrów wysyłał dla świętego spokoju swoich przedstawicieli do Szczyrku, były tutaj także wyjazdowe posiedzenia komisji sejmowych. Ale na tym się kończyło. Konkretów nie było.
Dopiero teraz pojawiły się konkretne plany rozwiązania problemu, czyli prywatyzacja. Tyle że być może jest już na to za późno. Kędracki mówi: "Trzeba to było zrobić już dawno temu. To wszystko przez to, że przez tyle czasu na Szczyrk nikt nie spojrzał okiem prawdziwego gospodarza". To samo mówi Richter. I trudno się z nimi nie zgodzić. Bo to całkiem realne, że zamiast pisać o modernizacji szczyrkowskiego ośrodka, przyjdzie nam relacjonować jego rozbiórkę.