Mój rower
Stało się!Po ok. 15 latach ponownie siadłem na rower!Przeprowadzka do większego lokum spowodowała,że mogłem pozbierać swoje wszystkie sprzęty poupychane gdzieś u rodziny,w tym właśnie mój rower.
Rower ten kupiłem blisko 20 lat temu (ale szybko leci ten czas!) po długim czasie odkładania grosz do grosza.W tamtych czasach była to całkiem konkretna maszyna - dobra aluminiowa rama ze stopu 7005,cieniowane rury,bez amortyzatora,bo w tamtych czasach za dobry trzeba było sporo zapłacić,a ja jeszcze się uczyłem.Osprzęt też całkiem przyzwoity - shimano STX-RC - dziś nieistniejąca,wtedy określana jako dobry kompromis pomiędzy ceną a jakością.Tył 8 przełożeń (wtedy nie było jeszcze większych),uszczelniona tam gdzie trzeba i świetnie działająca.Waga całego roweru też całkiem przyzwoita ok 11 kg.
Kiedy go tak wyciągnąłem,miał flak w obu kołach,ale np. lakier metalik,mimo zabrudzenia,ciągle ładnie błyszczał.Od razu poleciałem po nowe dętki,bo uznałem,że stare już do bani.Nic bardziej mylnego!Przy demontażu okazało się, że obie jeszcze trzymają trochu "tlenu". Jedna była oryginalna od nowości,do tego wyglądała jak nowa!Przy okazji zwróciłem uwagę na wentyle obecnie stosowane.Myślałem,że już dawno wszystkie dętki mają zawór samochodowy,bo i po co wprowadzać inne?W razie jakiś problemów na trasie wystarczy dotrzeć do stacji benzynowej i sobie dopompujemy,przy inny wentylach już mamy problem.Nadal jednak szeroko stosowane są inne,które moim zdaniem nie są dobrym rozwiązaniem.
Zrobiłem też krótki przegląd osprzętu "dodatkowego". Najbardziej zaskoczyła mnie tylna lampka,która baterię miała wymienianą co najmniej ponad 10 lat temu,a nadal świeci!Większość baterii,nawet nieużywana,już by padła,a tu proszę.
Sprawdziłem też hamulce,bo to ważna część roweru,zwłaszcza na zjazdach... Mój rower wyposażony jest w tzw. "V-brejki",w tamtych czasach to było najlepsze rozwiązanie.Tarczówki pojawiały się wyłącznie w najdroższych sprzętach i raczej eksperymentalnie.Działanie owych hamulców jest znakomite i właściwie na dłuższą metę nie widzę sensu ich wymiany.
Licznik.Myślałem,że go dawno gdzieś straciłem,albo po prostu już nie będzie chciał działać.To była taka taniocha gdzieś z Lidla (chyba kupiony w Niemczech z promocji). Ale jednak był!Był założony na kierownicę,tak jak go kiedyś zostawiłem.Wystarczyło kupić baterię i wszystko działa! Zastanawiałem się tylko czy będę wiedział jak go ustawić,bo instrukcja chyba dawno wylądowała na śmietniku,a może nawet już wielokrotnie przeszła recykling... Jednak jego obsługa jest intuicyjna i śmiesznie łatwa,szybko więc się uporałem z problemem.
No dobra,czas ruszyć w drogę!Przy okazji przekonuję się,że mimo długiego czasu spoczynku,łańcuch i inne elementy nie piszczą,są w bardzo dobrej kondycji!Jakbym ostatni raz jeździł wczoraj,a nie 15 lat temu.Niestety obecne zębatki są gorszej jakości niż były oryginalnie,bo fabryczne zajeździłem tak,że zrobiły się okrągłe,to znaczy zęby zniknęły całkowicie!Ale po tak długiej przerwie to bez znaczenia i tak najpierw trzeba sprawdzić na co mnie stać,później będę się zastanawiał,czy by nie zainwestować w coś lepszego...
Początkowo skierowałem się w stronę stawów w Kaniowie,gdzie niedługo zamierzam jeździć na rybki.Póki co,na razie tylko turystycznie.Niestety od razu zauważam,że jest jakiś problem z przerzutkami.Nie mogę z przodu wrzucić najszybszego biegu.Efekt jest taki,że w czasie jazdy w dół pedałowanie nie ma sensu. Ale mimo wszystko udaje mi się wycisnąć ponad 51 km/h.Licznik odnotował maksymalną prędkość na poziomie 389km/h... :eek: Chyba na postoju magnes musiał znaleźć się w jakiejś pozycji przy widełkach,albo jednak nie wszystko dobrze działa.Jednak żeby jechać rozsądnym tempem,trzeba używać nieprzyjaznych łańcuchowi kombinacji zębatek.Cóż,czeka mnie regulacja.
Jakoś się dostosowałem i dotarłem w planowane miejsce - mój sprzęt na tle stawów:
Im dłużej jechałem ,tym bardziej się rozkręcałem.Nad stawami postraszyły chmury,więc depa w stronę domu.Ale obłoki się rozeszły... Skoro tak,to trza poznać lepiej swoje nowe okolice.Skierowałem się na centrum,a następnie na Bestwinkę.Trasa urocza - stawy,pola,parę domków od czasu do czasu - do tego nie uczęszczana przez samochody.Tak sobie śmigałem aż postraszył mnie deszcz.Oczywiście wtedy,kiedy byłem maksymalnie daleko od domu! :
Zdjęcie marne,bo z telefonu i do tego z zoomem cyfrowym,ale mniej więcej widać co trzeba.Deszcz to tylko jeden powód przymusowego powrotu.Najgorsze doświadczyła moja "żyć". :tongue: Siodełko mam,nazwijmy to,sportowe.Świetnie się sprawdza na długich podjazdach,ale jest mało wygodne.Do tego,nie wiedzieć czemu,pojawiło mi się cierpnięcie dłoni.Nie wiem skąd się wzięło,ale dość skutecznie utrudniało jazdę.
Miałem w planie zrobić choć 30 km,tak na początek.Niestety pogoda + ból pewnej części ciała spowodowały,że dzisiejszy wypad zakończyłem na skromnych 23 km.Pogoda straszyła,ale chmury szybko sobie poszły i zrobiło się całkiem ładnie - zachód słońca:
Sezon rozpoczęty!I to chyba najważniejsze,choć czasu niestety mało.
Pozdrówka!
:smile: