Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 21.06.2014 w Odpowiedzi
-
Po środowym kajaku, wczorajszym rowerze – dzisiaj w piątek przyszedł czas na pieszą wycieczkę – wycieczkę do serca Gór Świętokrzyskich. Na początku w planach było wejście na Łysicę – najwyższy szczyt „masywu” ale ponieważ odcinek na 612m szybko minął i jest to niecałe 3km ze Świętej Katarzyny, postanowiliśmy przedłużyć marsz do Kakonina oraz powrót z ponownym zdobyciem świętokrzyskiego serca. W ten sposób pokonaliśmy łącznie ponad 17km w 4 godziny. Jadąc autem od strony Bodzentyna pięknie widać cel naszej podróży. Parkujemy auto pod Klasztorem i wchodzimy na szlak. Pogoda jest niepewna, a my w plecaku oprócz napojów, w razie czego mamy sztormiaki – jak się później okaże, niepotrzebnie się asekurowaliśmy, deszczu nie było. Bilet wstępu do Świętokrzyskiego Parku Narodowego dla dwóch osób kosztuje 13zł. Kasa znajduje się zaraz za poniższą bramą. Tuż za nią po lewej stronie miejsce zbrodni hitlerowskich z okresu II Wojny Światowej, po prawej obelisk: Zaraz na wprost kapliczka oraz źródełko. Ostatni raz byłem w tym miejscu jakieś 7lat temu, i na początku traktu nie było takich udogodnień jak pomosty w, z reguły, wilgotnych miejscach. Pniemy się w górę, dookoła puszcza i piękny zielony, naturalny misz masz z aktorami pierwszoplanowymi w postaci drzew. Zwierząt żadnych nie widzieliśmy, ale dziki są tu z całą pewnością…1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Rowerem po jurajskich trasachTo i ja się pochwalę małą wyprawą.Dzień przed przed Bożym Ciałem, po robocie wyjechaliśmy z Bielska w kierunku Jury Krakowsko-Częstochowskiej, scislej bardziej Częstochowskiej do Mirowa.Zamek w Mirowie Po wieczornym ognisku i nocy w "agroturystyce" wybraliśmy się w 6 osób na piękną wycieczkę rowerową po nowiutkich ścieżkach asfaltowych oraz leśno-polnych duktach. 17 latek od razu odłączył się od nas bo z wapniakami jeździł nie będzie i na swoim ekstremalnym góralu pognał w strone Janowa i Złotego Potoku. My w stronę Żarek. W Żarkach widzieliśmy zespół starych stodół z kamienia (foto brak) oraz zaliczyliśmy kawę i lody. Z Żarek udaliśmy się w stronę pustelni w Czatachowej. Następnie w stronę Niegowej i Bobolic Odrestaurowany zamek w Bobolicach i pstrąg na talerzu Z Bobolic wrócilismy do pobliskiego Mirowa, gdzie zapakowaliśmy nasz sprzęt i do domu.W sumie przejechaliśmy w bardzo rekreacyjnym tempie ponad 25 km w pagórkowatym przepięknym rejonie Polski.17 latek przejechał 56 km w nieco tylko dłuższym czasie.Polecam wszystkim te okolice. Są wspaniałe krajobrazy, ciekawe budowle, mili ludzie. Wszędzie jest bardzo czysto.Widzieliśmy tylko skrawek tego co można zobaczyć, dlatego jeszcze tu wrócimy.1 punkt
-
W sercu Gór Świętokrzyskich – Część III Święty Mikołaj! Tak, w ciepłych porach roku siedzi sobie spokojnie w Górach Świętokrzyskich i odpoczywa – to z miejscem jego pobytu w Laponii – ściema. Od tego miejsca szlak wyraźnie prowadzi w dół i zejście jest bardziej strome. Napotykamy na swojej drodze strumyk z krystalicznie czystą wodą. Po wyżłobionym korycie widać, że w czasach dużego opadu atmosferycznego potrafi się on przerodzić w całkiem silny potok. Mija jakieś piętnaście minut i docieramy do wyjścia z Świętokrzyskiego Parku Narodowego w Kakoninie. Tuż za nią drewniana osada, a w niej: …i nawet byśmy tu zjedli, ale klimat tego miejsca psuje włączony na cały regulator Dr Alban…o nie – takiej muzyki i hałasu, to nie lubimy! Schodzimy parę metrów niżej do tutejszej atrakcji: Chata piękna, ale niestety zamknięta. Zerkamy przez okienko, co w środku i stwierdzamy, że prawie jak u naszych babci... Podziwiamy architekturę tutejszej osady, mimo, że budynki są nowe – zrobione z dużym smakiem. Za stodołą jest kawałek łąki, gdzie spokojnie przy dłuższej podróży można rozstawić namiot i przenocować. Wracamy na szlak i powrotną trasę pokonujemy ekspresowo. Mijamy szczyt Łysicy i schodzimy w dół, ostatnim fragmentem trasy. Kolejna nowość, której wcześniej tutaj nie widziałem, to poręcze na najstromszej części szlaku. Myjemy ręce przy źródełku… …i kończymy Świętokrzyską przygodę w sercu tutejszych Gór. Z pewnością tu wrócimy – pozostaje nam do zrobienia, również bardzo dawno nie odwiedzana przez nas, Łysa Góra i Święty Krzyż. pozdrawiam marboru1 punkt
-
W sercu Gór Świętokrzyskich – Część II Dzisiejsza pogoda sprzyjała pieszym wycieczką i podchodzeniu do góry – nie wiadomo kiedy i jesteśmy już przy gołoborzu. Gołoborze – przekładając na prosty język, to sterty kamieni, które powstały w wyniku mrozu przez pęknięcia dużych fragmentów skał…oczywiście miliony lat temu – nie uświadczysz tu piachu ani żwiru. Podchodzimy jeszcze kilka metrów i widzimy zjawisko w pełnej okazałości… Patrzę, patrzę i oczyma wyobraźni widzę przed sobą białą przestrzeń, pokrytą śniegiem, między drzewami wytyczona trasa narciarska z trzema wariantami zjazdu… …północny stok – idealnie by pasowało… Między drzewami można dostrzec rozległą panoramę. Dokładamy kolejnych kilkanaście metrów w pionie i osiągamy cel – Łysicę i wysokość 612m npm. Jak widać, wierzchołek zwieńczony jest okazałym krzyżem, na którym widnieje taki oto napis: Z tego miejsca dokładnie widać jak zarasta zielenią gołoborze, również stąd, jako, tako można coś zaobserwować, na wprost, pomiędzy drzewami. Robimy sobie razem, z moją Drugą Połówką przerwę, podczas której decydujemy się na zejście drugą stroną grani do Kakonina. Ta strona, w porównaniu do tej od Świętej Katarzyny jest łagodna i doskonale nadawała by się na podjazd i zjazd rowerem – w głowie od razu rysuje się taki plan… Po drodze spotykamy tutejszego uśmiechniętego, bardzoooo starego Enta… Patrzę na GPS i Endomondo – mamy niezłą średnią marszu – ponad 6,50km/h. Napotykamy ciekawy „schodek”. Na przewróconym pniu cała masa hub. Marsz tutaj, to czysta przyjemność – teren łagodny a turystów w tej części jak na lekarstwo. Docieramy do miejsca kolejnej krótkiej przerwy z drewnianą, klimatyczną kapliczką. Nie uwierzycie, kto się w niej schował…?1 punkt
-
Rowerem przez Magurkę i Przegibek z BB Wczoraj pisałem o "szerokiej autostradzie" rozpoczynając wjazd na Błatnią, natomiast podobną drogę odkryłem dwa tygodnie temu jadąc na Magurkę. Wiedziałem o niej już wcześniej, ale dopiero teraz mogłem nią przejechać. Droga rozpoczyna się na Łysej Górze, tuż powyżej posiadłości z wysokim ogrodzeniem chyba pana Karwali i wije się przechodząc trochę poniżej Magurki aż do Przegibka i dalej w kierunku Międzybrodzia. Ja dojechałem tylko do Przegibka a z tego co wiem droga kończy się na razie w lesie...a pewnie docelowo w okolice jeziora będzie można zjechać. Kilka zdjęć jak to wygląda: Tak się zastanawiam, czy te drogi nie przeszkadzają "ekologom"....ale chyba nie! Tak więc trasę można zrobić sobie w obie strony, albo wjechać na Przegibek, albo tak jak ja wybrałem przez Małą Straconkę podjechać początkowo drogą asfaltową, która pnie się konkretnie ale za to nabieramy szybko wysokości:happy: Po drodze na Magurkę mamy takie oto widoki! Ogólnie na rower i krótki wypad polecam. Z centrum BB około 30 km czyli około dwóch godzinek i jesteśmy z powrotem. Pozdrawiam Maciek1 punkt
-
Rowerkiem z B-B przez Błatnią i Klimczok Witam. Dziś korzystając z wolnego dnia i pięknej pogody wybrałem się na rowerową wycieczkę ze znajomym. Trasa bardzo popularna, pewnie dobrze znana niektórym z Was...natomiast wariantów jej jest bardzo dużo. Trasa w skrócie wyglądała tak: BB-Wapienica-Błatnia-Klimczok-Bystra-BB. W sumie ponad 40 km i 1200 w pionie dało się we znaki :happy: Podjazd na Błatnią rozpoczęliśmy z Wapienicy, a dokładnie od mostka nad rzeczką poniżej zapory. Skierowaliśmy się następnie na szeroką "autostradę", których wiele od dłuższego czasu w Beskidach powstało... Niestety potem trochę pobłądziliśmy bo nie chcieliśmy jechać szlakiem turystycznym ale w końcu dotarliśmy na niebieski, którym wjechaliśmy na Błatnią. Końcówka ostra ale daliśmy radę. Krótki odpoczynek a widoki mamy takie. Teraz już trzymaliśmy się szlaku i jechaliśmy na Klimczok mijając po drodze trzy podjazdy. Najwyższy punkt trasy wjeżdzamy bez problemu:biggrin: Następnie zjazd do Bystrej zaczynamy nietypowo, tzn. nie najkrótszą drogą. Kierujemy się szeroką drogą w kierunku Szczyrku, a dokładnie osiedla "Pod Magurą" chyba tak się nazywa... podziwiając Skrzyczne. Pięknie, jak na dłoni było też widać stok Beskid i zaawansowanie prac. I tak w pewnym momencie na dużym skrzyżowaniu odbiliśmy w lewo ponownie na "szeroką autostradę" która zaprowadziła nas do samej Bystrej. Tyle na teraz, serdecznie pozdrawiam. Maciek1 punkt
-
W Królestwie Enta - część II Wjeżdżamy ponownie do Królestwa Drzewca: Niestety magiczne czasy są wypierane przez teraźniejszość… Jej ślady widać wszędzie: Uzupełniamy kalorie zjadając po ciasteczku z czekoladą, obserwujemy otoczenie i dochodzimy do wniosku, że jest tu pięknie. Żałujemy, że magia przeszłości, dawnych lat wyczuwalna jest w tak niewielu miejscach… …Ent również się martwi, bo drzewa umierają… Jedziemy w stronę cywilizacji, a drogę mamy prostą. Przyroda zatrzymuje, przytrzymuje i cieszy nasze oczy. Uwieczniamy ją robiąc zdjęcia. W drodze powrotnej wiatr nam sprzyja, a asfalcik z górki. Mkniemy szybko podziwiając okoliczne krajobrazy, ostatnie, wiejskie i sielskie. Docieramy do Koziej Góry… …a tutaj brutalne zetknięcie z cywilizacją – okazałe tutejsze więzienie: Jedna z najnowocześniejszych tego typu placówek w Polsce – istny hotel 5cio gwiazdkowy. Humory dopisują – dystans szybko się skraca a my postanawiamy go wydłużyć. Robimy rundkę powrotną, dookoła Zalewu na Borkach. Ludzi, jak to w święto – masa. Robię fotkę, naszej radomskiej, miejskiej i niespływalnej rzeczki – Mlecznej. Kierujemy się w stronę domu i końca dzisiejszej przygody. Kończymy odnotowując dystans ponad 60km – jesteśmy zadowoleni. Rekonesans Radomki uważamy za udany – nie możemy się doczekać kiedy w Starym Młynie pojawimy się z kajakiem. pozdrawiam marboru1 punkt
-
W Królestwie Enta - część I Po wczorajszym kajaku przyszedł dzisiaj czas na wyprawę rowerową. Nie zwykłe rowerowanie…a rekonesans na rzece Radomce w Starym Młynie: Odcinek Zalew Domaniów – Jedlińsk. Chciałem sprawdzić poniżej zapory jak wygląda teraz poziom wody i koryto mojej, „domowej” rzeki – ostatni raz w tych okolicach byłem jakieś 15 lat temu. W zasadzie, to troszeczkę zaniedbałem się jako cyklista w tym sezonie – przejechane jedyne 160km – dla porównania: kajak 186km. Nadrobiłem. Trasa wyglądała tak: Odcinek miejski przejechałem dosyć szybko z jedną małą przerwą. Po spojrzeniu na niebo, postanowiłem się chwilę zastanowić czy jest warto wyprawiać się dzisiaj tak daleko – na niebie od północy i południa nieciekawie wyglądające chmury. Deszcz w Boże Ciało, to nic dziwnego przecież. Zaryzykowałem. Po kilku kilometrach mijam jedno z charakterystycznych miejsc na trasie – miejscowość Cerekiew i tutejszy Kościół. Wiatr wieje prosto w twarz, a odcinek ok. 15km pod górkę. Cóż, po intensywnym sezonie narciarskim trochę zaniedbałem nogi – najwyższa pora je roztrenować. Oj dostały dzisiaj porządny wycisk. Docieram do Jarosławic i Sanktuarium Mniejszego Matki Boskiej Jarosławickiej i Św. Ojca Pio. Traktorzyści, podobnie jak rowerzyści – dzisiaj nie próżnowali. Za tą miejscowością wjeżdżam, a w zasadzie wjeżdżamy (jestem ze swoją Drugą Połową) w tereny leśne. Miejscami, leśna droga daje w kość – piasek, to nie jest dobre podłoże dla bicykla. Jakież jest nasze zdziwienie gdy spotykamy na swojej drodze Enta… Poza Śródziemiem i na naszej trasie rowerowej? Zaskoczenie niesamowite. Cóż – magia jest z nami, a przygoda, której w każdej wolnej chwili staramy się wyjść naprzeciw – robi nam niespodziankę. Gadamy z nim chwilę…i pytamy o pozwolenie wyjazdu z leśnego Królestwa. Pytamy również, czy w przyszłości na spływie kajakowym na odcinku pełnym drzew, między Starym Młynem i Przytykiem dużo zwałek i powalonych pni… …nie odpowiada – chyba za wiele zażądaliśmy? Docieramy na miejsce – Starego Młyna, tej składającej się z kilku zabudowań wioski gdzie centrum, to most na Radomce. Pierwsze, co zauważam, to dwóch młodych tubylców próbujących złapać jakieś ryby niezbyt dozwoloną metodą… …metodą dosyć karkołomną: Jak na zdjęciu widać – koryto jest dosyć szerokie a głębokość wystarczająca do pływania – to nas cieszy! Autor relacji na klimatycznym, drewnianym moście. Jak widać za moimi plecami rzeka wpływa do Królestwa Entów. Kiedyś, kiedyś idąc wzdłuż brzegu, można było spokojnie wejść do lasu i znaleźć sobie miejscówkę na ryby – obecnie, jest to raczej niemożliwe przez rosnącą dookoła, bujną zieleń. Kiedyś, kiedyś tuż za pierwszym zakrętem była potężna zwałka… …jak mniemam, po tylu latach – już jej nie ma? Pod mostem znajduje się skośny próg wodny i bystrze. Wody do spłynięcia tego fragmentu jest dość dużo. Ale, czy to jest aby bezpieczne? Ciekawe, co Koledzy Kajakarze na to powiedzą? W znalezionym opisie na necie – tuż za tą przeszkodą, znajdują się wbite w dno kołki… …na fotce, na zbliżeniu, tak jakby było je trochę widać: Wody nad nimi sporo – będąc ostrożnym, pewnie to odpuszczę i nie narażę Seawava – kajak przecież pneumatyczny, na taką próbę – obniosę. Zaobserwowane miejsce przed mostem do przenoski – strona prawa, wodowanie na plaży za mostem po lewej. Atmosfera tego miejsca jest magiczna… …na początku wioski Ent, na moście szum wody, prymitywnie łowiący ryby tubylcy, krowy, kot… jest klimat! Ruszamy za most i skręcamy w prawo, w poszukiwaniu brzegu rzeki w głębi lasu. Niestety roślinność zawładnęła tym miejscem i po przejechaniu kilkuset metrów – odpuszczamy. Jest po 17stej – odwrót, do domu. Mazowsze…1 punkt
-
1 punkt







