Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 18.07.2015 w Odpowiedzi

  1. Dojechaliśmy do zapory w Dębe: Koniec Zalewu Zegrzyńskiego:W Dębe zjedliśmy sklepowy obiad - kajzerka z kiełbasą, jagodzianka i puszka fanty Z Dębe jedziemy do ronda z DK 62. Stamtąd prosto i, żeby uciec z drogi wojewódzkiej, skręciliśmy w lewo na wieś. Po drodze minęliśmy sporo sadów owocowych - jabłkowych, śliwkowych, wiśniowych i gruszkowych.[ATTACH]23269[/ATTACH]Po przejechaniu kilku polnych dróg dojechaliśmy do Nuny - typowej wsi "ulicówki". Jest w niej jeden sklep, kościół i Ochotnicza Straż Pożarna. Przez całą Nunę droga jest idealnie prosta.Po przejechaniu Nuny skręciliśmy w lewo i dojechaliśmy do polnego jeziorka.I gdzie tu jechać?Złociste żyto, które już za kilka dni pójdzie pod heder kombajnu.Polną drogą dojechaliśmy do Psucina.[ATTACH]23268[/ATTACH]Stamtąd przez Pieńki Psuckie, tunel pod tunel pod torami i Toruń Dworski, wróciliśmy do domu.
    3 punkty
  2. Okolice NarwiiW poniedziałek wreszcie trochę pojeździłem - 60km po mazowieckich drogach i wale nad Narwią. Wyjechaliśmy o 10:20 (póki co nie biorę przykładu z johnnego :wink:) z Torunia Włościańskiego, gdzie mieszkaliśmy. Przez polne drogi dojechaliśmy do Jerozolimki, a potem do Goławic. Stamtąd chcieliśmy się przedostać drewnianą kładką na drugą stronę Wkry, ale skręciliśmy w nieodpowiednią drogę, która skończyła się tak:Obok były jakieś opuszczone domy, a na drodze wystawały krawężniki i małe betonowe płyty.W końcu wyjechaliśmy na dobrą drogę, która prowadziła wprost do kładki. Przy Wkrze stał stary opuszczony budynek z czerwonej cegły, dom to raczej nie był.Przez kładkę przechaliśmy do Kosewka. Stamtąd pojechaliśmy na południowy wschód do Pomiechówka. Po przejechaniu przez tory kolejowe skręciliśmy w prawo w kierunku Modlina. Przez Narew przejechaliśmy takim dwupoziomowym pieszo-drogowo-kolejowym mostem.Po zjechaniu z mostu, zeszliśmy na plażę, z której rozpościerał się widok na Twierdzę Modlin i Narew, która za 2-3km łączy się z Wisłą. Chcieliśmy zwiedzić Spichlerz Kazimierza Wielkiego, ale niestety został sprzedany i za rok-dwa ma powstać tam hotel.Wracając z powrotem na naszą trasę, trzeba było pokonać taką oto skarpę.Na zdjęciu wydaje się łagodna, ale w rzeczywistości była niemal pionowa. Schodząc z rowerem poślizgnąłem się i łup o ziemię! Przez 2h ciężko było oddychać (przez nadciągnięcie mięśni w klatce piersiowej), dlatego jechaliśmy wolniej.Z tamtego miejsca (tuż obok mostu) wjechaliśmy na wał narwiański. Po dojechaniu do Nowego Dworu Mazowieckiego robimy mały pit-stop na frytki i coś do picia. Podczas przerwy przyszła 10-15 minutowa ulewa. Po zjedzeniu ruszamy wałem w stronę Zalewu Zegrzyńskiego. Mijamy spaloną łąkę i nadpalone drzewa.[ATTACH]23267[/ATTACH]I dojeżdżamy do ropociągu. Podpora bramowa niekratowana? :wink:
    2 punkty
  3. Chcę nie tylko zjechać z ośmiotysięcznika, ale chciałbym na niego wejść w czasie poniżej doby – mówi Andrzej Bargiel, zwycięzca biegu na Elbrus. Andrzej Bargiel ma 22 lata. Pochodzi z Podhala. Zaledwie sześć lat temu pierwszy raz założył narty skitourowe. Dwa lata temu był już trzeci w Pucharze Świata w narciarstwie wysokogórskim. W tym roku w spektakularny sposób pobił rekord w biegu na Elbrus (najwyższy szczyt Europy). Teraz chce zjechać na nartach z ośmiotysięcznika. Jak nieskromnie przyznaje, przy okazji ma zamiar pobić rekord szybkości wejścia. Newsweek: Wycieczka z nartami na ośmiotysięcznik? Odważne przedsięwzięcie... Andrzej Bargiel: Tak, w przyszłym roku chciałbym zjechać na nartach z ośmiotysięcznika. Dokładnie z samego wierzchołka Czo Oju (8201 m.n.p.m.). Newsweek: Startując po raz pierwszy w biegu na Elbrus, od razu pobiłeś rekord o 32 minuty. Sukcesy chyba łatwo ci przychodzą? Andrzej Bargiel: Po prostu okazało się, że mam rewelacyjny organizm. Świetnie adaptuję się do dużych wysokości. Ale rzeczywiście trochę się zdziwiłem, że poszło mi tak dobrze. Sędziowie ledwo weszli na szczyt, a ja zaraz za nimi tam byłem. To było ciekawe doświadczenie: 70 uczestników, trasa licząca 12 kilometrów i 3250 metrów różnicy wysokości... Newsweek: I tak po prostu pokonałeś rekord należący do Denisa Urubko – człowieka, który zdobył Koronę Himalajów i na dużych wysokościach czuje się jak ryba w wodzie. Ty pierwszy raz przekroczyłeś granicę 5 tys. metrów. Andrzej Bargiel: Dla mnie to wcale nie był taki ważny wyczyn. Tam nie używa się nart, tylko biega się na czas. A ja głównie skupiam się na zimie i na moim ulubionym sporcie – skialpiniźmie. Newsweek: Aha, czyli zrobiłeś sobie taki poważniejszy trening? Andrzej Bargiel: (Śmiech) Przy okazji pojechałem na Elbrus, żeby przygotować się do sezonu zimowego. Zabrałem ze sobą narty, bo chciałem zjechać z góry. I zjechałem. Elbrus to był jednorazowy projekt. Stwierdziłem, że warto tam pojechać. Bo to było coś zupełnie innego. Ale tak poważnie okazało się, że mój organizm ma świetną wydolność. Do tego jednak musiałem trochę popracować na taką kondycję. Newsweek: Zjechałeś z Elbrusa, ale równie dobrze jeździsz w Pucharze Świata w narciarstwie wysokogórskim. Andrzej Bargiel: W tym sezonie byłem piąty. W poprzednim trzeci. W tym roku najbardziej zależy mi na mistrzostwach świata, które odbędą się we Włoszech. Newsweek: A czym skitouring różni się od na przykład od klasycznego narciarstwa biegowego? Andrzej Bargiel: Rzeczywiście skitouring trochę przypomina biegi, w których bierze udział Justyna Kowalczyk. Jednak tutaj podejścia są zdecydowanie wyższe. Często jeździ się poza trasami. Trzeba się wspinać na nartach na górskie granie, a potem jazda w dół krętymi żlebami. Dlatego dobra pora dla skitourowców to wiosna, gdy śnieg jest ciężki i lawiny są mniej groźne. Newsweek: Teraz mierzysz w Czo Oju. Nie za wysoko? Andrzej Bargiel: Nie tylko chcę zjechać z wierzchołka, chciałbym na niego wejść w czasie poniżej doby. Obecny rekord wynosi 17 godzin. Myślę, że realne jest wejście w 12 godzin. Zamierzam spróbować szybkiego podejścia z bazy 5800 m od razu na 8200 m. Newsweek: Himalaje to nie Tatry. Na ośmiu tysiącach metrów mogą się zdarzyć różne, nieprzewidziane rzeczy. Trzeba mieć dobre umiejętności wspinaczkowe. Przygotowujesz się jakoś szczególnie do tego wyjazdu? Andrzej Bargiel: Myślę, że nie ma takiej potrzeby. Poza Tatrami zrobiłem kilka dróg w Alpach, głównie latem. Poza tym technicznie nie ma znaczenia, czy wspinasz się w Tatrach, czy na ośmiotysięczniki. Himalaje to jest łatwe wspinanie. Poza tym na Czo Oju wybieram się z bratem TOPR – owcem. Technicznie dobrze jeżdżę na nartach. Nie muszę ćwiczyć. Tam problemem jest wysokość. Jedną rzeczą, którą trzeba tam solidnie zrobić to aklimatyzacja. Dlatego raczej nie obawiam się tej góry. Zobaczymy, co będzie. Newsweek: Wpisałeś już jakiś nowy rekord do kalendarza, który chciałbyś pobić? Andrzej Bargiel: Tak, po cichu myślę o pobiciu rekordu szybkości wejścia na Everest bez tlenu. To by było coś spektakularnego! Całość wraz z galerią zdjęć na: http://www.newsweek.pl/narty/artykuly/narty-alternatywa/%E2%80%9Enarty-na-osmiotysieczniku-to-pestka!%E2%80%9D-,68205,1
    1 punkt
  4. Projekt 7 dolin jednak powstanie? http://www.rdn.pl/index.php/wiadomosci/nowy-sacz/12407-nowe-atrakcje-dla-turystow-czy-kielbasa-wyborcza Czyżby za kilka lat miał powstać duży ośrodek narciarski w Beskidzie Sądeckim? Jest zielone światło z ministerstw na realizację projektu 7 dolin! :)
    1 punkt
  5. Radom - Szydłowiec - Przysucha - Domaniów - Radom, 122 km. Cz.2 Docieramy do Chlewisk. Znajduje się tutaj Manor House oraz Pałac Odrowążów... ...niestety brama wjazdowa do ośrodka jest zamknięta. Uzupełniamy płyny i bidony w okolicznym markecie i ruszamy dalej. Teraz poruszamy się po jeszcze większych wzniesieniach - raz szybki zjazd, raz mozolny podjazd i tak do samej Przysuchy. W Przysusze witają nas: Robię fotkę i kierujemy się w stronę Radomia z wiatrem. Przed miejscowością Wieniawa odbijamy w lewo, w stronę zbiornika Domaniowskiego. Po drodze mijamy zalaną wodą kopalnię piachu - teraz dzikie łowisko wędkarskie. Mijamy kilka wiosek i ukazuje się nam tafla jeziora. Tutaj, w pobliskiej, wakacyjnej knajpce robimy przerwę. Ludzi jak na lekarstwo. Pełnia lata, wysoka temperatura a ludzi jak na lekarstwo. Na plaży pustki, na drugim brzegu Pałac Domaniowski. Okrążamy zbiornik i przejeżdżamy przez tamę. Nasz przejazd płoszy olbrzymie stado ptaków. Przez chwilę czujemy się jak u Hickoka. Kierujemy się już w stronę domów. Teraz nabieramy prędkości, bo drogę mamy przez ponad 20 km z górki, na dodatek dosyć silny wiatr wieje nam w plecy. Zatrzymujemy się chwilę przy lokalnych miejscach pamięci... ...przykładami lokalnej, sztuki ludowej. Wracamy w stronę miasta. Kolejna wyprawa szczęśliwie dobiegła końca. A w głowach kiełkują już plany i następne pomysły na kolejne przygody. pozdrawiam marboru
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...