Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. marek_kapica

    marek_kapica

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      450


  3. Areski

    Areski

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      132


  4. hupon

    hupon

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      718


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 09.05.2016 w Odpowiedzi

  1. Dziś wybraliśmy się z żoną do ustronia na rowerku. Wyjazd fajny ale na koniec wiatr dał nam popalić, 102 km zaliczone
    5 punktów
  2. Cześć Traktując podziękowanie Johnny'ego pod Twoim postem jako przyzwolenie założyciela tematu do zboczeń... kontynuuję: Mirka Wódkę miałem kiedyś okazje poznać i z nim pogadać stojąc w okolicy kibla w pociągu podmiejskim na trasie Zawiercie-Sosnowiec. Niezwykle spokojny i skromny chłopak traktujący wspinanie jako sens życiowy jako drogę...Prostolinijny i ujmujący człowiek. Było to pewnie jakieś 25-27 lat temu. Podobna postacią był nieżyjący już lat wiele Gerard Kowalski. Ten z kolei przesiadywał często w siedzibie PKG na Wąskim Dunaju z nieodłączną fajeczką... W Kobylańskiej bardzo często stawiałem namiot przy źródełku właśnie w związku z tym Szeroka, Lotniki czy też Słoneczna to były miejsca gdzie wisiało się czasami cały dzień. Pamiętam jak swego czasu wybraliśmy się na cały dzień do Bolechowic. Wracaliśmy zmęczeni ale zadowoleni łupami w postaci Ryski na Tablicą (które zresztą znany wszystkim pierwszy żywczykowiec przełomu lat 70/80 Konstanty Miodowicz przeszedł już bez asekuracji w roku 1979) oraz jakichś dróg na Zamarłej, i innych skałkach poza bramą. Naszą radość wzmagało czekające pod tropikiem wino więc wyciągaliśmy nogi jak należy. Niestety gdy doszliśmy do namiotu okazało się, że to wino ktoś nam bezczelnie zasunął. Były to takie czasy, że namiot rozbity był przy ścieżce i nikt nigdy niczego nie zabrał aż do tego nieszczęsnego wina. Brak jego smaku pamiętam do tej pory... Wtedy poziom wspinania czołówki to było VI.4 i chyba już ci co chcieli to mieli i SuperFriction i magnezję i secondskiny. My chodziliśmy w zwężonych elastycznych dresach (musiało być obciśle) t shirtach i oczywiście korkerach podbitych styrogumem przez szewca na ulicy Perzyńskiego na Żoliborzu. Wypadek w Tatrach z pewnością wpłynął na moje dalsze wspinacze życie aczkolwiek ja tego nigdy nie traktowałem jako jedynej pasji i nie traktowałem z należytym napięciem. Pasją były po prostu góry a to jak i gdzie... czy to narty czy skałki czy co innego ... nie maiło znaczenia. Tak - filar Świnicy kończyliśmy bardzo późno. Gdy weszliśmy na szczyt słonce właśnie się chowało a nad nami - bezpośrednio nad szczytem - krążyły jakieś dwa drapieżne ptaki. Była to jedna z bardziej zajebistych chwil w moim życiu. Schodziliśmy już po ciemku w zupełnie pustych górach... Pozdrowienia
    3 punkty
  3. Kolejna wieczorna jazda po pracy......może to jest nudne, może mało ciekawe? Sam nie wiem? ...ale taka jazda wieczorna, zwłaszcza po ciężkim dniu w robocie, to czysta przyjemność.Trochę natury, zieleni, błękitów - i zaraz człowiek szczęśliwszy!Trzy kilometry od chaty i zaraz zwierzęta, natura w czystej postaci... Jeszcze trochę asfaltu i w las. Na początku szutry... A potem, to co lubię najbardziej - nizinna, "tradycyjna" leśna droga. Błękity... Zielenie Jak to dobrze, że człowiek ma blisko do głuszy... Konwalie jeszcze bez "dzwonów"... Zasiane?...Z cyklu "mazowieckie klimaty": Strumyk, a na pagórku obok rzeźba Św. Krzysztofa. Słońce powoli zachodzi... ...i na koniec eksplozja barw. Ostatnia fota zrobiona telefonem. Wcześniejsze GoPro, wczorajsze aparatem... są różnice...23 km przekręcone.pozdrawiammarboru
    3 punkty
  4. Julia Mancuso wczoraj opublikowała filmik z Heli-Ski, które odbyła ze swoją mamą :cheerful: Pięknie! [video=youtube;meNjGERFTeA]
    2 punkty
  5. I meta tam, gdzie Majka już raz wygrał... może by tak powtórka? :biggrin: Nie wspomniałeś jeszcze o Col de la Bonette (20ty etap) - też wielka kolarska marka. Kibice od lat się nie mogą tego "doprosić" na Tourze, to Włosi zrobili psikusa i Giro tamtędy pojedzie :biggrin: O ile (tfuu) znów nie odwołają z powodu warunków...
    2 punkty
  6. Tym niemniej chyba ostatni 'tajny' stoczek w Wiśle zostanie rzucony tłumom na pożarcie..... Zwykle był to ostatni ratunek gdy w innych miejscah kolejki siegały pół godziny.... :-). Pozostanie Stożek, ale to juz nie to... (dojazd) PozdrawiamM
    2 punkty
  7. Tour de SiczkiTym razem, rano - tym razem, trochę dalej.Cel dzisiejszego rowerowania - Pacynka, Jedlnia Letnisko, Zalew w Siczkach.Od rana pięknie, słonecznie, ciepło ale również wietrznie.Jedziemy we dwóch z Piotrkiem.Wyjeżdżamy z miasta i pierwszą krótką przerwę robimy nad rzeką Pacynką w Piotrowicach. Miejsce szczególne, ponieważ obydwa brzegi połączone są starym, drewnianym mostem. Kwitną i pachną - Bzy. Docieramy do Jedlni Letnisko i do zabytkowego kościółka, który ma ponad 100 lat i wybudowany jest w stylu zakopiańskim. Obok niego równie piękna, stylowa dzwonnica. Docieramy do Zalewu Siczki. Powstał w roku 1976 i w tym roku obchodzi 40stkę!Dzisiaj wiało, więc warunki do żeglowania - super. Na zbiorniku zwodowanych jest kilka wyremontowanych, starych Omeg. To sztuczne jezioro powstało z wód malutkiej rzeczki - Gzówki. Wokół lasy i rezerwat przyrody Jedlnia. Rundka wokół... ...wędkarzy, rowerzystów, pieszych - jak na lekarstwo.Cisza spokój - pełen relaks. Pięknie. Ostatnia fotka i powrót do domu. Trasa, jak na weekend, nie za długa, bo nieco ponad 40 km - cóż? Ograniczenie czasowe.Wieczorem inny sport......wesele.pozdrawiam marboru
    2 punkty
  8. Do zródeł Odry...... Wszyscy(?) wiedzą skąd wypływa Wisła - choć i tu zdania są podzielone, który z potoków źródłowych jest 'tym własciwym' - to mało kto ma wyobrażenie skąd wypływa druga rzeka w Polce...popularne info - to 'gdzieś z Czech'.... :-)Trudno się dziwić takiej niewiedzy, skoro źródła Odry znajdują się w niepozornych Górach Odrzańskich - najbardziej wschodnim paśmie Sudetów, w dodatku na terenie czynnego poligonu wojskowego... (Vojenski Ujezd Libava) http://www.vojujezd-libava.cz/ .Wstęp tam był do niedawna całkowicie zakazany, mieszkańcy wysiedleni a dostepu broniły setki groźnych tablic i kilometry ogrodzeń. No ale... Rosjan już dawno tam nie ma, ogrodzenia zniknęły a czeska armia doszła do wniosku, że mozna z tego miejsca zrobić turystyczną atrakcję.Do źródeł Odry i obrzeży poligonu umozliwiono dostęp w dni wolne od pracy, a cały poligon od kilku lat dostepny jest raz w roku w dniu 1 maja. Skorzystałem wiec z okazji...Początek pod zamkiem w Prostat-cie Zaraz za wsią zaczynaj a straszyć tablice - małe, duze i całkiem duze... tego dnia jednak nie obowiązują. Chętnych sporo... Mijam przynajmniej kilkaset samochodów na parkingach i przy drodze. Boje się tłoku na trasie, lecz jak poźniej okazało się rowerzysci 'rozpełzli' sie na tych kilkudziesięciu km kwadratowych poligonu i pojawiali się w zasięgu wzroku nader rzadko....Za pierwszy ogień idą zródła Odry.... W odróżnieniu od Wisły wypływa ona z niepozornego płaskowyżu. W pewnym miejscu twarde podłoże zmienia się w tryskający pod stopami trawnik nasączony woda jak gąbka- i już.... By zlokalizować 'punkt' wykonano wiatę a w niej studzienkę - teraz wiadomo że 'to tu'. Kupuję za 30 koron 'bilet' (na koszty rzeczywiscie perfekcyjnej organizacji imprezy) i ruszam .....Drogi najrózniejsze, nieco asfaltu, trafił sie też dłuższy odcinek rozwalonej kostki, ale najczęściej jest to lesna szutrówka lub gruntówka z odcisnietym grubym bieznikiem.Traktora? Czołgu? Wszystko jedno- ręce dostają solidnie popalić.... Pojawia sie główna strzelnica artyleryjska..... ten ciekawy obiekt na fotce to miejsce dla obserwatorów. Na szczęście nie strzelano... :-). A na górze super widoczki na okolicę..... .Dalej to już samotna jazda, z rzadka mijam innych rowerzystów. Trasa bardzo urozmaicona- i widokowo i wysokosciowo, podjazdy krótsze niż w Beskidach ale o 'słusznym', zwykle kilkunastoprocentowym nachyleniu.... w mojej obecnej kiepskiej kondycji i przy kiepskiej nawierzchni nie raz zmuszały do wypychu i podziwiania z buta malowniczej okolicy, nieco przypominajacej naszą Jure koło Morska, Bobolic. Uderza pustka, kilometry bez śladu zabudowań, stare zdziczałe sady, dróżki prowadzące do nikąd, pojawiacy sie niz z tego ni z owego klasztor w srodku lasu...... hmmmm nawet czeska armia go nie ruszyła? (w kazdym razie gps przydał sie wielokrotnie)W sumie ponad 60km z przyzwoitym przewyższeniem ok 1000m. Do tego najtrudniejszy podjazd pod sam koniec..... :-)Polecam wszystkim skorzystać za rok.....zdecydowanie dobrze spędzone Świeto pracy :-) PozdrawiamM
    2 punkty
  9. W tym roku na Giro d'Italia będzie "niezły" podjazd (27 maja, piątek), http://www.giroditalia.it/eng/stage/tappa-19/ , inne też niczego sobie - Paganella, Alpe di Siusi, Passo Gardena, Passo Pordoi ...
    1 punkt
  10. Zapowiadali piękną pogodę,więc uznałem,że czas zakończyć sezon narciarski.Przynajmniej oficjalnie.Rozpocząłem go na tourach,więc tak też chciałem skończyć,choć w tym roku niewiele się udało.Winna całosezonówka...Ponownie budzik naparza od 4 rano,a w mózgu przebija się okrzyk: "skończ wreszcie ten sezon,kiedyś trzeba się w końcu wyspać!".Jakoś się zwlekłem,spokojnie spakowałem i w drogę. Ta przebiegła w miarę spokojnie,choć w tygodniu zdecydowanie większy ruch i sporo nierozważnych dzieci. Lepiej uważać. Sporo też ciężarówek i traktorów,skutecznie opóźniających jazdę.Tak więc na Biela Put zameldowałem się nieco przed 9 rano - trochę późno. No ale dziś przecież nie ma to większego znaczenia,przynajmniej tak mi się wydawało. Parking puściuteńki,WiFi działa,nawet z WC można skorzystać. No to trzeba spakować plecak i przytroczyć narty. Trochę mi to zajęło,widać brak wprawy. Do tego mało praktyczny jest. W końcu się udało i czas wrzucić ustrojstwo na plecy. Uch!!! Ale ciężki! No tak,trzeba będzie pomyśleć nad tym. Ale tu płasko,a ja spieszyć się nigdzie nie muszę. W drodze do śniegu: Tu jeszcze ubrany,ale szybko zaczynam odczuwać ciepło. Trzeba było coś z tym zrobić,bo zaraz będzie dość stromo pod górkę. Chowam się za Biedronkę i tam przebranie oraz przepakowanie plecaka,bo tu też trzeba zmiany wprowadzić. Na szczęście od Koliska zaczyna się już śnieg,więc będzie łatwiej. Co ciekawe,już jeden osobnik zjeżdżał na sam dół. Musiał być bardzo wcześniej. Zakładam foki,narty na nogi i cisnę na Majovą. Bałem się,że tu mogą mi narty ujeżdżać,ale na szczęście bezpodstawnie. Jedynie złapanie równomiernego rytmu trochę trwało. Za to doczekałem się w końcu nart w krótkich gaciach! Myślałem,że na to nie ma już szans,a jednak! Dopiero teraz mam odpowiednią wentylację,a właściwie chłodzenie,bo bez tego to ciężko.Strasznie się człowiek grzeję,ale o tym już pisałem.Niestety jest jedna przerwa w pokrywie śnieżnej. Niewielka,ale trzeba to jakoś pokonać. Jakoś! Po prostu na fokach po trawie - bez problemu. Poszło sprawnie i wchodzę na trasę nr.1. Tutaj wygląda,że przynajmniej będę miał już ciągłość śniegu aż do samej góry. Choć są miejsca mocno zawężone. Za to nieco wieje i mi się w takich warunkach zdecydowanie lżej idzie. Zacząłem nawet jakąś panią doganiać. Złapałem rytm to jakoś idzie.Ową panią nawet wyprzedziłem,a chwilę później jakiegoś pana,również w krótkich gaciach,co już było jakimś sukcesem. Chwilę oddechu złapałem na Lukovej,bo tu już trochę więcej widać. Mimo wysokości,nadal ciepło i przyjemnie,ale to chyba głównie zasługa słońca - smali niemiłosiernie! Lubię to. Trzeba jakieś fotki walnąć i do góry! Powyżej Lukovej śnieg trzyma się jeszcze bardzo dobrze.Może jeszcze nawet za tydzień będzie co tu robić. Jest jeszcze na pełnej szerokości. No i coraz więcej widoków. No nic,znowu będzie nieco dłużej...
    1 punkt
  11. Kobylańską bardzo lubię, ale chyba ze względu na "tyły" czyli okolice Grupy nad Źródełkiem, początek jest strasznie zaludniony (Kula i Żabi Koń). Wspinasz się jeszcze rekreacyjnie? czy po wypadku całkowicie zaprzestałeś? z tego co mi się kojarzy to był to chyba wypadek przy zjeździe? jeżeli możesz to napisz coś więcej. Co do poziomu to pewnie w tych czasach wspinanie w starych butach (pewnie korkery?) to i tak było coś, VI+ to pewnie teraz VI.2 w nowych butach wspinaczkowych Ja dopiero w tym roku poświęciłem więcej czasu na wspinanie i przygotowanie w lutym/marcu, trochę żałuję, że nie zacząłem tego od grudnia, bo miałbym kilka cyklów treningowych więcej. Efekty widać po pierwszych wypadach w skały. Jeżeli uda się poprowadzić VI.1+ OS'em, i VI.2+/VI.3 RP to będę bardzo szczęśliwy. Nie jestem fanatykiem skałkowym, nie wiszę tam na wędce i nie patentuje godzinami jednego ruchu. Tak jak trening zimą na panelu traktuję jako przygotowanie fizyczne do sezonu skałkowego (siła i wytrzymałość anaerobowa), tak wspinanie w skałkach traktuję jako podnoszenie taktyki, techniki i psychiki przed wspinaniem w Tatrach. To jednak góry mnie ciągną, chociaż nie ukrywam, że wspinanie na Sokolicy jest tego namiastką i daje ogromną frajdę , wolę zrobić tam łatwe V+ czy VI niż męczyć palce na dziurkowych VI.1 . Dlatego chyba styl OS dużo bardziej mi odpowiada, bo w górach nie można sobie pozwolić na wiszenie i patentowanie, dlatego często jeżeli odpadnę to robię drogę dalej i rzadko do niej wracam aby przejść niby "czysto". A nie ma dla mnie przyjemniejszej rzeczy (no oprócz skiturów i ładnych zjazdów ) niż jakaś piękna IV lub V droga w Tatrach! niby łatwa, ale to jest coś wspaniałego! majestat gór i piękna pogoda i możliwość przebywania w miejscu gdzie większość osób nigdy nie postawi nogi to daje takie poczucie wolności (szczególnie jak się stoi na szczycie w pobliżu wierzchołka turystycznego np. Zadni Kościelec czy taternicki na Świnicy). Może kiedyś jakiś mini mityng w Kobylańskiej albo Będkowskiej (chociaż ja bardzo polubiłem Słoneczne Skały w Dolinie Szklarki ) Dla tych co uważają, że już jest za późno na wspinaczkę bo są za starzy polecam film o Mirku Wódce - rocznik 60', swoje najtrudniejsze drogi zaczął prowadzić dopiero po 40. [video=youtube;HjoYRJcsHPg] Pozdrawiam Tomek
    1 punkt
  12. Wokół GoczałkowicDziś kolejny wypad z Żonką w ulubione nasze tereny.Trasa podobna jak we wtorek,ale od drugiej strony i nieco zmodyfikowana.Głównie poszukujemy kolejnych ścieżek w lesie,z dala od ruchu samochodowego.Jest ich mnóstwo jeszcze nie odkrytych przez nas.Czechowice-Dziedzice od innej strony,a właściwie nowo odkryta trasa do Goczałkowic. Dalej była mała wyżera i znowu jazda na łono natury.Kręcimy się wokół stawów i na ścieżkach leśnych. W końcu docieramy do J.Goczałkowickiego,tj. do zapory. Dobra widoczność,to widać nawet drugi brzeg... Dostrzegamy też jedną jedyną żaglówkę.Ale fajnie mają! Nikt im nie przeszkadza,a jezioro spore. Tak przy okazji wspomnę,że jest tu jakiś chory limit na ilość żeglujących,wynoszący zaledwie 30 jachtów!!! Bo niby jakiś rezerwat jest,choć jezioro sztuczny twór - ktoś może to logicznie wyjaśnić? Taka ciekawostka: nie wiem czemu,ale zawsze na zaporze obsiadają mnie Biedronki... Może nie było by nic dziwnego,gdyby nie fakt,że Żonkę nie obsiadają... Dalej kierujemy się jakąś tajemniczą,ale fajną drogą przez las,do tego asfaltową i docieramy do półwyspu,jak się później okazuję.Przyjemna miejscówka na relaks. Czas wracać,na dziś wystarczy.Jedziemy Rowerową Trasą Wiślaną,jakże interesującą... Dziś wyszło 46 km - Żonka się rozkręca.Do domu jechała najszybciej,bo obiecałem grilla...PS.Zapomniałem dodać,że Żonka przejechała... węża!!! Wystrzeliła z roweru jak z procy!!! Chyba była bardziej przerażona niż ów gad...
    1 punkt
  13. Chopok zdobyty!W końcu doczekałem się najlepszego widoku,tj. końca trasy.Szczyt,a właściwie narciarski szczyt, przywitał mnie lekkim opadem śniegu! Niemal do końca szedłem w słońcu,a tu nagle chmurka i opad. To trochę mi plany pokrzyżowało,a w sumie to najpierw zamknięta Rotunda. Byłem pewien,że tam sobie coś wsiamie i odpocznę,a tu Zonk! Trzeba więc nasiąknięte wilgocią foki zdjąć na polu i przy niezbyt fajnym wietrze. Trochę mi ręce przymroziło... Czas wię zdecydować co dalej,bo stanie w miejscu nie jest wskazane.Na horyzoncie widać już ciemne chmury i spore opady. Zaczynam się zastanawiać,czy szybko nie uciekać w dół. Trochę żal,bo chciałem jeszcze zjechać na południe,ale nie ma co ryzykować. Decyduję się zdobyć szczyt,choć już tu zaczyna lekko padać. A o mi tam,nigdy na nim nie byłem. podjeżdżam na nartach ile się da,ściągam dechy i do góry. Niestety buty narciarskie nie są najlepsze do wspinaczki po skałkach i kopnym śniegu. Trochę żałuję,że nie wziąłem butów trekkingowych,ale z drugiej strony gdzie zostawiłbym narciarskie? W dodatku wyziębnięte później założyć? To blisko,więc powoli do przodu i jestem! Szczyt zdobyty. Wejść to niewielki problem,gorzej z zejściem na dół.Do tego coraz bardziej straszą chmury. Rezygnuję ze zjazdu na południe - była taka opcja - i cisnę pod Rotundę. Trochę czuję niedosyt,bo ani południa nie zaliczam,ani browara na szczycie,tak choć się jeszcze pobyczyć,zjeść i na widoczki popatrzeć. Zamiast tego robi się ciemno i zaczyna mocniej padać. W tych okolicznościach uznałem zjazd na dół za najrozsądniejsze wyjście. Tym bardziej,że opad się jeszcze wzmaga podczas zjazdu. Warunki na trasie całkiem dobre,ale strasznie tępy śnieg! Można na krechę jechać,tylko kolana się męczą. Tak jest do Lukovej. Poniżej miłe zaskoczenie - śnieg już nie hamuję i jazda jest bardzo przyjemna. Widać,że te zabiegi na PŚ do teraz coś tam dają. Choć zauważyłem,że tu więcej śladów zjeżdżających narciarzy - czyżby niektórzy tu kończyli i bawili się na tej części? Trudno powiedzieć. Ruszam i drobnymi przerwami zjeżdżam do Koliska. Na Majovej też fajna jazda! Tylko ta mała przerwa... Cóż,wszystko co dobre szybko się kończy,tak jak i śnieg na trasie.Czas wziąć nieco uwalone narty do ręki i z buta do parkingu. Jakby na złość wyszło ponownie słońce... Ale to na chwilę,Chopok pożegnał mnie płaczem. I tak oto zakończyłem sezon,choć zawsze mówię,że to do końca nigdy nie wiadomo...
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...