Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 29.02.2020 w Wpisy na blogu

  1. Montaż klipów narciarskich nie jest łatwy. Tym bardziej jest trudno, gdy materiału nakręconego ma się nie za dużo... Tym razem wykorzystałem niemal wszystkie ujęcia, które przywiozłem ze sobą do Polski ze słonecznych stoków Austrii. Montaż zajął 30 godzin 😮 Efekt? Zapraszam Was na niespełna trzy i półminutową podróż po Karyntii. Proszę o komentarze, uwagi... wskazówki @Piotr_67. @kmarcin - Wy trochę montujecie, bawicie się w te klocki, na waszej opinii i fachowym zdaniu mi bardzo zależy @Mitek jakieś uwagi do jazdy? Dzięki i pozdrawiam serdecznie marboru
    6 punktów
  2. Część 1: Czy w Czarnogórze można fajnie pojeździć na nartach? Ależ tak! Nadarzyła się okazja, aby podróż służbową przedłużyć o parę dni urlopu i zobaczyć, co ten niewielki kraik na Bałkanach ma do zaoferowania zimą. Największy ośrodek narciarski – Kolašin - położony jest o nieco ponad godzinę drogi z Podgoricy, do której z Polski i Berlina można dolecieć samolotem – są połączenia LOT-owskie z Warszawy i Ryanairem z Krakowa, Poznania i Wrocławia oraz z Berlina. Bilety w zimie są tanie – zaczynają się już od 10 euro. Mnie podróż wyniosła niewiele ponad 40 euro w obie strony plus bagaż rejestrowany (50 euro za sztukę w obie strony) i oczywiście dojazd na lotnisko w Berlinie. A że samolot lądował pod wieczór, więc nocowałam w Podgoricy i dopiero rano udałam się w dalszą podróż w góry. Z Podgoricy do Kolašina można dostać się pociągiem lub autobusem. Pociągiem jest bardziej malowniczo, ale rzadko jeżdżą i nie było pasującego połączenia rano. No cóż, może się uda w drodze powrotnej, bo ta linia kolejowa jest bardzo ciekawa – napiszę więcej na ten temat w poniedziałek. Autobusy jeżdżą często – co pół godziny do godziny, ale tylko do osiemnastej, a koszt na tej trasie to 6 euro za bilet. Rzeczywiście płaci się w euro – być może wiecie, że w Czarnogórze oficjalną walutą jest euro, wprowadzone jednostronnie przez miejscowe władze w miejsce marki niemieckiej. Piątkowy poranek w Podgoricy był bardzo deszczowy. Lało jak z cebra przez pierwszą godzinę jazdy autobusem, który mozolnie wspinał się szosą wzdłuż doliny Moračy do góry. W pewnym momencie deszcz zaczął przechodzić w deszcz ze śniegiem, a za chwilę zrobiło się całkiem biało – dookoła, ale również na drodze. Jakie to szczęście, że nie musiałam być kierowcą na zasypanych śniegiem górskich serpentynach! Parę minut po dziesiątej autobus dojechał do Kolašina. Tutaj mam zarezerwowaną kwaterę prywatną – umówiłam się z właścicielką – panią Ljubišą, że mogę wprowadzić się już przed południem. Szybkie przebranie w narciarskie ciuchy i już jestem gotowa na stok! No właśnie, ale który? Bo są tutaj dwa ośrodki narciarskie – starszy i większy Kolašin 1450 i nowszy Kolašin 1600, obydwa położone około 10 km od miasteczka. Są plany rozbudowy i połączenia obydwu stacji, ale na razie każda działa osobno – z osobnymi skipassami. Po krótkiej naradzie z gospodarzami decyduję się na Kolašin 1450. Niestety nie ma tutaj skibusa, ani żadnego innego busa – pozostaje samochód prywatny, albo umówienie się z gospodarzami na transport. Droga jest kompletnie biała, a dookoła zadymka. Droga? Nawet nie widzę, gdzie ona jest – na szczęście za kółkiem siedzi Milan, syn gospodarzy. Przy parkingu jest duży budynek, mieszczący kasy, wypożyczalnię sprzętu i restaurację: A tak to wygląda w srodku: Na taką pogodę jak wczoraj chciałam wypożyczyć jakieś szersze narty allmountain, ale niestety - nic z tego. Sprzęt jak widać - starsze roczniki, chyba z demobilu po jakiejś wypożyczalni w Alpach. W końcu decyduję się na Heady supershape i.magnum, 170 cm, chyba też jakaś przedpotopowa edycja sprzed co najmniej kilkunastu lat. Ktoś rozpoznaje rocznik? Buty na szczęście nieco nowsze, ale za to flex - maksymalnie 80. No cóż, jak się nie ma co się lubi, to się bierze, co jest. Komplet - buty, narty kije w wersji premium (tak, to wersja premium ) - 15 euro. Tyle samo za skipass dzienny. Cały ośrodek oferuje 14,5 km tras i pięć wyciągów - dwa krzesełkowe i trzy orczyki. Przewyższenie - ok. 400 metrów. Wczoraj chodziła sześcioosobowa kanapa Doppelmayera (to ta z prawej strony na mapce) Vilina Voda, obsługująca trzy długie trasy i talerzyk Jezerine na dole dla początkujących. Mapka: Ośrodek ma też swoją stronę internetową, również w wersji angielskiej. Ze dwa razy zjechałam orczykiem, żeby trochę ogarnąć narty, ale głównie jeździłam na kanapie - niestety bez osłon. Zgodnie z prognozami, śnieżyca od godzin południowych nieco słabła, a nawet czasami po południu próbowało trochę przedrzeć się słońce. Od czwartkowego wieczoru do piątkowego popołudnia spadło pewnie coś około 30-40 cm świeżego śniegu i był to pierwszy dzień w sezonie, w którym wreszcie były dobre warunki śniegowe. Dlaczego? Ponieważ stacja nie ma sztucznego naśnieżania - widziałam ledwie dwie mobilne armatki przy orczyku. Generalnie otwarte były dwie trasy długości ok. 1,5 km (czerwona - nr 1) i 2 km.(niebieska - nr 3). Trasy bardzo urozmaicone i dość szerokie. Początek niebieskiej: Niebieska z widokiem na nieczynne krzesełka Cupovi: I końcówka, przy dolnych stacjach wyciągów: Czerwona: Radość, że znów jestem na nartach i że jest taki świetny śnieg! Trzecia trasa, dostępna z wyciągu - czerwona nr 2, nie była w tym sezonie w ogóle udostępniona. Dziewiczy puch na pół metra. Kusiła, kusiła - w końcu wyczekałam przejaśnienie i pojechałam: Jazda po kolana w sniegu, ale jak cudownie! Nawet gleba w ten puch była całkiem spoko, tyle, że trochę trwało, zanim się z tych piernatów wygrzebałam. Fajne cztery i pół godziny na nartach, ludzi malutko - przy wyciągu cały czas na bieżąco. Narty-szrotówki dały radę. Nawet byłam pozytywnie zaskoczona, że tak dobrze to ciężkie cholerstwo szło w kopnym śniegu. Te miękkie muldy jakby po prostu nie istniały. A w perspektywie - kolejny dzień na nartach i to w słonecznej pogodzie. [cdn.]
    1 punkt
  3. Sygryda Storrada, czy ktoś zna tą postać historyczną? Córka Mieszka I i Dobrawy Przemyślidanki czeskiej księżnej, siostra Bolesława Chrobrego, ale przede wszystkim spleciona losami z kilkoma państwami europejskimi. Królowa szwedzka, duńska, norweska i angielska. Na przełomie X i XI wieku, jedna z najbardziej wpływowych postaci ówczesnego świata. Jej polskie imię Świętosława. Skandynawski przydomek Storrada - „Dumna”, "Harda". Nassfeld – zaskakuje podobnie jak polskiego pochodzenia, wpływowa, historyczna Królowa. Karyntia może być dumna posiadając taki ośrodek i śmiało mogę napisać, że jest to diament w koronie stacji narciarskich tego regionu Austrii. Drugi dzień jest równie radosny jak pierwszy. Wstajemy rano i czujemy się rozgrzani, pełni wigoru i chęci do dalszej jazdy. Śniadanie jemy w pośpiechu, cieszymy się słonecznym porankiem i to jeszcze bardziej nas pobudza do działania. Kawa… tak, ta chwila z magicznym napojem jest jedynie chwilą, krótkiej pauzy i zadumy. Jedziemy! Z Villach do celu mamy ponad godzinę drogi. Wykorzystujemy ten czas na posłuchanie audiobooka „Królowa” drugiej części, po „Hardej” powieści Elżbiety Cherezińskiej. Na miejscu, w Tropolach jesteśmy tuż przed uruchomieniem tutejszej gondoli. I całe szczęście, bo Nassfeld jest sporym ośrodkiem, i by dostać się na górę szybko, trzeba być wcześnie, by nie wpaść w dużą kolejkę do gondoli. Na parkingu również byliśmy jednymi z pierwszych i mimo, że mieliśmy niewielką drogę do pokonania, do stacji dolnej, to podwozi nas te kilkanaście metrów kolorowy wagonik podpięty do olbrzymiej maszyny Catepilara. Nassfeld - cześć 1 Jesteśmy na górze! Minęliśmy dwie stacje pośrednie i wspięliśmy się do Kofel Center. Tutaj przywitały nas monumentalne, brązowe "kloce". Widok w stronę doliny, z której przybyliśmy: Gondola: Rozglądamy się po okolicy i już wiemy, że będzie to świetny narciarsko, ale również krajobrazowo dzień. Ruszamy na trasy. Paula po każdym zakończonym fragmencie zjazdu uśmiecha się i cieszy jak dziecko. Narty trzymają, jest doskonale! W którą stronę jedziemy? Kierujemy się do wschodniej części ośrodka, w stronę terenów wokół Gartnerkofel 2195 m npm. Tutejsze trasy narciarskie robią na nas kolosalne wrażenie. Jazda na nich jest szybka, bezpieczna, długa. Jest szeroko, a trasy wypieszczone przez ratraki. Wciągamy się w stronę imponujących swą urodą skał. Znajdujemy się teraz w punkcie, z którego widać niemalże wszystkie tereny narciarskie Nasffeld. Nasz wzrok przykuwają widoki, tutejsze przestrzenie oraz horyzont olbrzymich gór po stronie włoskiej tutejszej granicy. Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy się nie wcisnęli w tutejszą panoramę Potężne szczyty i granie w oddali powodują, że robimy dłuższą przerwę by wczuć się w miejsce. Cieszymy się napełnieni pozytywną energią gór. Sięgamy wzrokiem i obiektywem aparatu fotograficznego daleko, daleko do Italii. Przyciąga niczym magnes najbliższa nas formacja skalna Gartnerkofela... Z innej perspektywy wygląda imponująco! Brązowe, masywne, olbrzymie skały... Wychwytujemy wzrokiem dzieło doskonałego rzeźbiarza jakim jest natura. Jeździmy na nartach w obrębie tej części stacji narciarskiej. Kilka razy pokonujemy tutejsze trasy. Robimy zdjęcia ale również kręcimy ujęcia do naszego klipu z wyjazdu. Przyśpieszamy, bo do odwiedzenia inne trasy, inne miejsca w ośrodku. CDN
    1 punkt
  4. Cisza, spokój, kilku znajomych emerytów, trochę dzieci z przedszkola narciarskiego...kameralna, malutka stacja narciarska w wielkim miejscu. Dlaczego w wielkim? To tutaj, na samej górze znajduje się ważny z punktu widzenia geografii, ale również historii punkt, granica trzech Państw” Austrii, Włoch i Słowenii. Co oprócz tego? Wspaniałe widoki na każdą ze stron. Austriacka, charakterystyczna Karyntia, włoski posmak Dolomitów oraz urok okolic Krańskiej Gory. Narciarsko? Jedna główna trasa i wyciąg krzesełkowy – wyprzęgana, stara trójka. Na dole orczyk, taśma i wyrwirączka, czyli tereny narciarskiego przedszkola. U góry pięć wyciągów orczykowych z krótkimi trasami zjazdowymi – w czasie naszego pobytu, czynne były tylko trzy – niestety warunki śniegowe jakie są każdy widzi. Ostatni dzień wyjazdu, gdy auto spakowane, my wykwaterowani, to zawsze poznawanie przez nas miejsc małych, klimatycznych – takich do szybkiego zwiedzania, szybkiego pojeżdżenia na nartach. I dokładnie taki to jest ośrodek, po polsku” „Trzy Granice”. Do jazdy na pół dnia, góra jeden dzień. Czy warto? Oczywiście warto! I turystycznie, i narciarsko czas spędzony (od rana, do 14) w opisywanym miejscu spędziliśmy świetnie! Dreiländereck - część 1 z 3. No, to zapraszam do fotorelacji i gruntownego zwiedzenia opisywanej stacji narciarskiej. Na początek mapa tras oraz wyciągów: Parking oraz frekwencja o poranku... Dolna stacja oraz kasy: ON jest bardzo przyjazny dla narciarzy skiturowych - wyznaczonych jest w okolicy kilkanaście tras do uprawiania tej dziedziny narciarstwa. Dolna część, to 300 metrowa płaska łąka. Po jej obydwóch stronach znajdują się trzy wyciągi dla dzieci - orczyk, taśma i wyrwirączka. W czasie naszego pobytu przyjechał autobus przedszkolny i na narty przyjechały tutejsze dzieci. Wiek ok 3, 4 lat - strasznie małe bąki. Miały zawody, zabawy na śniegu i świetnie zorganizowany czas przez opiekunów i rodziców, aż miło było popatrzeć Dolna stacja od strony trasy narciarskiej. Jest tutaj mała pizzernia, toalety, kilka ławek oraz bramki do krzesełka. Na narty startujemy tutaj z wysokości ok 700 m npm - stacja górna, to wysokość ok 1500 m npm. Śniegu niestety na części ON nie było dużo - taśma, wyrwirączka już bez śniegu Jak przed chwilą spojrzałem...ośrodek w chwili obecnej w całości został zamknięty (na dole było nie więcej niż 10, 15 cm śniegu podczas naszego pobytu) Także jeśli chcecie go odwiedzić, koniecznie wcześniej sprawdźcie, czy funkcjonuje! Ktoś tu czeka na otwarcie Krzesełka z bliska: Główna trasa - dół, na fotce również sprzęt do naśnieżania. Łagodna część trasy (dla dzieci) widziana z góry: Rozstawiony slalom dla dzieciaków - Paula kończy pierwszy zjazd: Jedziemy w górę. Wyciąg choć wyprzęgany, to jedzie się dosyć długo - długość wyciągu, to ok 2300 metrów. Długość głównej trasy zjazdowej ok 3000 metrów. Pierwsze co, to z Ludkiem "Trzygranicznikiem" zrobiłem sobie foto Widok w stronę Italii - jedziemy zwiedzać krótkie trasy części szczytowej. Stodółka: Widok i trasa w stronę Słowenii. Po lewej stronie widoczny, krótki, czarny stok wraz z nieczynnym już orczykiem. Południowa górka z wyciągiem: Górna stacja z restauracją. To tutaj większość tubylców po 70siątce, po wykonaniu kilku zjazdów odpoczywało, opalało się i piło sznapsy Taka emerytura, to ja rozumiem... W oddali Gerlitzen I chyba nasz hotel gdzieś przy jeziorze? CDN
    1 punkt
  5. Była przestrzeń, był diament, trzeciego dnia przyszła kolej na złoto Karyntii. Trzeci dzień wyjazdu narciarskiego, nie jest już na pełnej świeżości fizycznej – są jeszcze olbrzymie pokłady świeżości duchowej! Głód widoków, głód tras i jazdy na nartach jest nadal silny. Jesteśmy już bardziej spokojni, bardziej pewni w jeździe, rozgrzani i mamy świadomość, że jeszcze sporo jazdy przed nami. Skisafari ma to do siebie, że daje nam możliwość poznawania nowych miejsc, nowych widoków, nowych tras zjazdowych. Każdy ośrodek narciarski jest przecież inny. Wiem, wiem – wielu z Was nie lubi zmian, generalnie ludzie nie lubią zmian...nawet podobno jeśli chodzi o muzykę, to wolimy już wcześniej znane melodie. My z Paulą wolimy żyć w zmianie. W ruchu. Kochamy różnorodność i nowe miejsca, choć rozumiemy tych wszystkich, którzy mają inaczej. Z drugiej strony są miejsca, do których uwielbiamy wracać – kochamy Dolomity i tam przecież byłem już cztery razy...i mi wciąż mało. Złoto Karyntii, czy złota nazwa jest tylko z nazwy złota? Bodajże Michał w swojej relacji napisał „nie wszystko złoto, co się świeci”… Nie zrażeni tą opinią, a wręcz zachęceni… bo napisał również, „trasy dla takich ścigantów jak marboru”, postanowiliśmy odwiedzić opisywane miejsce. Niewielki, kameralny, ale trasowo podobno świetny ośrodek narciarski...jak się nazywa? Goldeck – część 1 Napiszę od razu – dla nas Goldeck, to prawdziwie złote miejsce! Mimo tego, że tras jest tutaj 12...i to jest bardzo naciągana cyfra, to nam podobało się bardzo. Dlaczego? Bo główne trzy możliwości zjazdu 5, 4 i 2+3 jako jedna trasa, to ok 3 kilometrowe, szerokie, świetne miejsca by poszaleć na nartach. Ojjj gdyby nieczynna trasa prowadząca na sam dół (8) była przygotowana – to byśmy się prawdziwie zakochali w tym ON. Jaka jest tutaj infrastruktura? Ośmioosobowa gondola z samego dołu, dwa szybkie i wyprzęgane krzesła oraz dla osób uczących się oddzielny teren narciarski z trzema krótkimi orczykami. Jaką trafiliśmy pogodę? Zmienną. Do południa było ciemne niebo, z nisko przemieszczającymi się po ośrodku chmurami i padającym śniegiem, a popołudniu wyszło słońce i pojawił się błękit nieba. Było chłodno i temperatura oscylowała wokół 0 do +4. Spora wilgotność powodowała, że uczucie chłodu było spore. Jakie jest najwyższe miejsce w Goldecku? Oczywiście szczyt Goldeck 2142 m npm z charakterystyczną wieżą, przy której swoją górną stację ma jedno z wspomnianych wcześniej krzeseł. Jak dojechać do ośrodka? – należy kierować się do miejscowości Schwaig. To cóż? Zaczynam swoją fotorelację. Mapa tras narciarskich: Budynek kas, wypożyczalnia i inna infrastruktura przy dolnej stacji gondoli. Jak widać na dole nie ma śniegu nic Dolna stacja, nowoczesnej kolejki 8 osobowej. Kto jest pierwszy do wyciągu? Paula Małe, kameralne miejsce, a jest tu polski akcent - reklama 4F 😮 Godziny otwarcia ośrodka, z poniższego zdjęcia, nie są do końca pilnowane z austriacką precyzją. Uruchomiono wyciąg i bramki o godzinie 8:40, zjeżdżaliśmy na dół ok 16:20. Zima jaka jest każdy widzi... niestety główna trasa numer 8, którą można zjechać z góry na dół nie jest czynna Całkowity zjazd tutaj, to było by coś ok 8, do 10 kilometrów 😮Szkoda, że jej nie naśnieżono, bo z pewnością z tym zjazdem cały ośrodek zdecydowanie zyskałby na naszej, jeszcze lepszej ocenie. Jesteśmy na pierwszym z krzeseł - jedziemy na górę. W tej części ośrodka śniegu nie brakuje. Spojrzenie na górną część stacji. Na razie widoki są ograniczone...ale, to się zmieni w ciągu tego dnia Górna stacja nieczynnego już, starego wyciągu - krzesła dwuosobowego, można by to zdemontować... Dolna stacja drugiego krzesła, którym dojeżdżamy pod samą wieżę i szczyt góry. Jest gdzie tu pojeździć Jeśli chodzi o część kulinarną, to mamy tutaj trzy miejsca. Restaurację widoczną na powyższym zdjęciu w tle...i tą polecamy - tutaj wybór dań jest spory. Malutki bar przy dolnym krześle - tym z centralnej części całego, tutejszego areału. Bądź niewielki bar, pomiędzy trasami jednego i drugiego krzesełka - tutaj warto wpaść na kawę i zupkę Jazda jest świetna, trasy przygotowane bardzo dobrze. Równo, twardo i w zasadzie do końca dnia tak jest - warunki utrzymują się w optymalnym stanie do zamknięcia ośrodka. Zero muld, zero lodu - jazda na całego i na maksa. Kolejek przy wyciągach brak - stoki luźne. Narciarsko jest doskonale. Widoki ze zbliżenia... ...na wprost: Na wschód: Raz, po raz jeździmy w chmurze. Na trasie, na grani jeszcze po dwóch godzinach od otwarcia można znaleźć sztruks Widok na niższe krzesło, z wyższego: Zbliżenie I jak, warto tu przyjechać? Widok na zabudowania szczytowe, po prawej stronie widoczny krzyż, którym oznaczony jest najwyższy punkt na Goldecku. Inna perspektywa...prawda, że przy takim świetle jest tutaj niesamowity klimat? CDN
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...