Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.05.2020 w Wpisy na blogu

  1. Dość późno wróciliśmy wczoraj z wycieczki i szczerze mówiąc - już nie miałam weny na pisanie, więc dzisiaj nadrabiam. Po piątkowej wycieczce na szlak Blue Velo na południe od Gryfina, opisanej w wątku "Rowerowe eskapady" w niedzielę objechałam kolejny odcinek Blue Velo - tym razem ze Szczecina-Dąbia wschodnim brzegiem Jeziora Dąbskiego aż do okolic ujścia Iny i miejscowości Święta i w rozszerzonym składzie. Nie tylko z małżonkiem, ale również z sąsiadką - Moniką. Od razu uprzedzam, że będzie dużo zdjęć i z góry przepraszam, jeśli wpis zrobi się przez to trochę rozwlekły. Ale zanim ruszyliśmy na szlak, to najpierw zajrzeliśmy jeszcze na przystań żeglarską do Taty, który przygotowuje łódkę do wodowania. Pierwsze jachty już na wodzie , ale "Lisica" jeszcze się szykuje: Samochód zostawiamy w okolicach ujścia rzeki Chełszczącej w Szczecinie-Dąbiu, gdzie zaczyna się szlak rowerowy wałem przeciwpowodziowym wzdłuż jeziora Dąbskiego. Niestety firma, która realizuje budowę ścieżki rowerowej, znajduje się w stanie upadłości i cała inwestycja jakoś utknęła. Mamy więc całkiem przyjemne fragmenty w standardzie drogi szutrowej: na przemian z odcinkami polnej ścieżki albo wręcz rozjeżdżonego piachu: Teraz, wiosną, szczególnie po deszczu, wszystkie odcinki są w miarę przejezdne, ale gdy trawy jeszcze urosną, to bywa bardziej hardcorowo. Z nawierzchnią, czy bez - w każdym razie szlak jest bardzo malowniczy i widokowy. Chyba jedyny taki w swoim rodzaju. Szlak jest oznakowany na odcinku Szczecin-Lubczyna, a dalej na razie trzeba sobie radzić samemu. Na plaży w Czarnej Łące: Mijamy malownicze łąki i kanał ... ... i wrak na mieliźnie, w pobliżu Lubczyny: Dojeżdżamy do ogrodzenia mariny, gdzie czeka nas niemiła niespodzianka. Furtka w ogrodzeniu od strony drogi rowerowej jest zamknięta na łańcuch, nie bardzo jest też możliwość obejść ją jakoś lądem. Pozostaje przeprawić się rowerami przez trzciny na teren przystani - nie jesteśmy chyba pierwsi, bo na podmokłym gruncie ktoś poukładał jakieś cegły, kamienie i resztki opon, więc udaje się przejść suchą nogą. Szybko przemykamy się przez przystań, żeby nikt nas nie zauważył. Szybko pstrykam zdjęcie - tutaj też tydzień temu było już wodowanie: Zatrzymujemy się na kanapki na plaży w Lubczynie. Wieje niemiłosiernie i jest lodowato. Chowam się od wiatru za budką ratownika: Za Lubczyną szlak wygląda na porzuconą budowę - przez pierwsze kilometry na koronie wału jedziemy po zdezelowanej siatce zbrojeniowej, ale potem znów fragment wygodnego szuterku. Darek i Monika: Za drzewami i zaroślami jest trochę cieplej, humory dopisują. Przejeżdżamy przez małe osiedle domków w Bystrej oraz kilka gniazdujących tuż przy ścieżce łabędzi: Dojeżdżamy do Iny, gdzie szlak skręca w prawo, w stronę Goleniowa. My jednak postanawiamy spenetrować ujście. Najpierw jedziemy polną drogą na koronie wału, między lewym brzegiem rzeki a kanałem melioracyjnym. Docieramy do pozostałości dawnego mostu na Inie. Dalej droga z płyt prowadzi do Inoujścia - trochę nadgryzionego zębem czasu nabrzeża ze stawą radarową i z widokiem na Szczecin-Skolwin: Teraz wracamy do miejsca, w którym według mapy powinien znajdować się przejezdny most na Inie - i rzeczywiście jest: Płytówką przez pola docieramy do asfaltowej drogi z Goleniowa do Świętej. Po drodze łapie nas deszcz - nie jest jednak bardzo długi ani obfity, więc w zasadzie, gdy dojeżdżamy do Świętej, to jesteśmy prawie susi. Przy wjeździe do wioski zatrzymujemy się w lapidarium. Jest na nim tablica poświęcona pamięci dawnych mieszkańców miejscowości, jednak nagrobki pozbawione są inskrypcji. Tylko na jednym z nich uchował się zatarty napis po niemiecku: Na końcu drogi rozwalające się nabrzeże i widok na Police. Jesteśmy w linii prostej około dziesięciu kilometrów od domu. Po raz kolejny żałujemy, że nie ma w tym miejscu przeprawy promowej przez Odrę. Jest w planach tunel, ale kiedy to będzie? Żeby nie wracać tą samą drogą postanawiamy dojechać do Kamienisk, tym razem na prawy brzeg Iny przy ujściu i wrócić do mostu. A po drodze takie widoki ... Może kiedyś warto wybrać się tutaj kajakami? Tymczasem wracamy do szlaku Blue Velo w budowie i szutrowej drogi, która kończy się nagle i niespodziewanie gdzieś w pobliżu Ininy. Jest już po siedemnastej, więc trzeba wracać. Ponieważ wariant przez Domastryjewo byłby sporym objazdem, zawracamy przez Bystrą oraz Lubczynę - ale nie szlakiem, lecz drogami w kierunku Szczecina. Czas najwyższy, bo nie dość że późno, to jeszcze zaczyna nas gonić czarna chmura, z podejrzanie wiszącymi "wąsami", zwiastującymi deszcz. W Lubczynie: Chmura jednak postanowiła pójść sobie bokiem, a my - po powyższym lubczyńskim obiekcie sakralno-żeglarskim - trafiamy na kościół w namiocie w Czarnej Łące. Mieliśmy w Szczecinie parę lat temu operę w namiocie, to dlaczego by nie kościół ? Od Załomia ruch samochodowy bardzo się wzmógł i przejechawszy spory kawałek ruchliwą ulicą Lubczyńską - bez pobocza, za to w sznurze samochodów, stwierdziliśmy, że to bardzo stresujące. Przy nadarzającej się okazji skręciliśmy w prawo w polną drogę, która według mapy miała nas doprowadzić z powrotem nad jezioro i na ścieżkę. Im głębiej w teren, tym droga jednak coraz bardziej nikła. Moi towarzysze wycieczki z coraz większym sceptycyzmem spoglądali to na mnie, to na drogę. Jednak udało się, choć ostatni odcinek wyglądał jak poniżej, a ja już widziałam siebie oczyma wyobraźni w kąpieli błotnej: Nagrodą był jednak przepiękny zachód słońca nad jeziorem na ostatnich kilometrach drogi, z widokiem na panoramę Szczecina. Pozdrawiam.
    10 punktów
  2. Czy w mazowieckim są góry? Są! Najwyższa jest Altana, która ma wysokość 408 m npm. Dzisiaj zaliczyliśmy szosowo najbardziej wymagające podjazdy w naszym województwie. Najwyższa trudność dzisiaj, to 11% przez chwilę w czasie podjazdu do miejscowości Huciska. Noooo, ale może od początku... Od rana leń! Dobre śniadanie, kawa, czekolada i co? Czarne chmury za oknem, w prognozie deszcz - zmotywowała mnie Paula. Szybkie napełnianie bidonów, kamera, dwa batony, dwa banany i w drogę po pysznej zupie pomidorowej Ostatnie jazdy z czwartku i piątku, to treningowo były interwały - dzisiaj? Dzisiaj miała być przygoda i jazda w tlenie na długim dystansie z podjazdami. Na początku bardzo spokojnie i w Szydłowcu jesteśmy po godzinie z hakiem. Ratusz: Pomnik Naczelnika Tadeusza Kościuszki - w tle tutejsza świątynia. Tradycyjnie w tym miejscu przerwa na świetne lody!!! Jeśli nie jedliście naprawdę dobrych lodów, to powinniście odwiedzić Szydłowiec - bardzo, bardzo polecamy tutejszą cukiernię. Po chwili relaksu lecimy w stronę naszego pierwszego celu - podjazd do wioski Huciska. Znajomi kolarze mówią, że miejscami jest tu nawet 14% nachylenia...mój Garmin pokazał najwięcej 11% - pomiar na 500 metrach. Może przez kilka metrów było i zachwalane 14...ja mam jednak wątpliwości. Tą górkę jak i pozostałe, wyjechałem na dużym blacie - noga poddaje całkiem nieźle Dla Pauli to było wyzwanie - debiut na takich podjazdach rasową szosą, jej nowym nabytkiem. Po zdobyciu szczytu, chwilę potem - kończy się asfalt. Nakręcamy i zjeżdżamy inną drogą niż przybyliśmy w to miejsce, w stronę miejscowości Budki. Rowerem MTB z tego miejsca da się skręcić na południe i zdobyć Altanę - najwyższą górę w Mazowieckim (na forum jest gdzieś moja stara relacja z wjazdu na Altanę rowerem Crossowym). Widok w stronę domu i zjazd? Proszę: Teraz kilka kilometrów z nachyleniem 2% i zaczynamy kolejny podjazd do Huty, a potem do miejscowości Antoniów. Tu max na moim urządzeniu mam 9%. Podjazd jest dość długi i generalnie trzyma tu ok 5% przez kilka kilometrów. Fajnie! To mój trzeci raz tutaj i jedyne, do czego można się przyczepić, to fatalny asfalt i dziury na odcinku ok 500 metrów pomiędzy wspomnianymi miejscowościami. Charakterystyczne, historyczne miejsce: W czasie wojny, tutejsze AK dzielnie walczyło z Niemcami. Zginęli tutaj Teraz dość długi zjazd w kierunku Niekłania. Tutaj w lesie znajduje się świetny fragment przyrody (jesteśmy już w świętokrzyskim) Rezerwat Skał Piekło... Cóż? Jeśli chcecie zobaczyć, co to za miejsce - musicie poszperać na forum, robiłem z tego miejsca relację. Kierujemy się w stronę Odrowąża. Zatrzymujemy się przy dwóch dopływach Czarnej Koneckiej. Tutejsze bagna... suche mimo ostatnich deszczów. Piękne miejsce i robię sobie tutaj pamiątkową fotkę z wyprawy Nieco dalej pamiątkę robimy Pauli Zaliczamy podjazd do Odrowąża (max 6%) i docieramy do trasy numer 42. Tuż przy niej klimatyczny kościółek. Teraz w dół po pięknym asfalcie do Bliżyna! Dookoła nas widać, że wszędzie pada... Czy się uda uciec przed deszczem? W Bliżynie skręcamy na ostatni wymagający podjazd - w stronę miejscowości Majdów gdzie, tuż przed szczytem znajduje się granica województw: świętokrzyskiego i mazowieckiego. Tutaj mamy max 8% do wyjechania. I co? Rura w dół, do domu W okolicach Wierzbicy widać, że fronty deszczowe się zacieśniają wokół nas. 10 kilometrów...i bylibyśmy w domu susi. Nie udało się 5 kilometrów deszczu, po czym w samym Radomiu już sucho. Podsumowanie naszej wycieczki: Fajny, luźny dzień na rowerze Dystans zrobiony zacny, próby "górskie" wypadły pomyślnie. Tereny do treningów świetne! Pozdrawiam serdecznie marboru
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...