Puszcza Bukowa po raz drugi - Czajcza Góra i Binowo
Kolejna wycieczka do Puszczy Bukowej – tym razem od strony południowej i w nieco mniejszym składzie, niż tydzień temu, bo tylko z Darkiem. Pogoda sprzyja – jest zimowo i dosypało śniegu, ale zapowiadana „bestia ze wschodu” na Pomorzu Zachodnim okazała się takim hałaśliwym, ale niegroźnym ratlerkiem: -2 stopnie i przebłyski słońca, więc całkiem fajne warunki na wędrówkę. Tym niemniej dojazd Drogą Kołowską przez główne pasmo Wzgórz Bukowych dostarcza trochę emocji, bo wąska i kręta droga jest zaśnieżona i bardzo śliska. Już zaczynam się czuć trochę jak w górach.
Pomysł na trasę był podobny jak ostatnio – trochę górek i jezioro. Zaczynamy w Binowie – wiosce w gminie Stare Czarnowo, położonej u stóp Gór Bukowych, znanej przede wszystkim z pola golfowego, ale jest tu też ładne jezioro z plażami i trochę ośrodków wypoczynkowych. Ostatnio byliśmy tu chyba z dwadzieścia lat temu, gdy nasz syn był kilkuletnim brzdącem. Teraz, w styczniu wioska jest senna i opustoszała, ale trochę się tu jednak zmieniło – na przykład powstała winnica, jedna z bodajże czterech w okolicach Szczecina.
Idziemy początkowo żółtym szlakiem, okalającym od północy Jezioro Binowskie, a potem wchodzimy na zielony szlak, który doprowadzi nas na Czajczą Górę – pierwszy z celów naszej dzisiejszej wycieczki. Początkowo wędrujemy średnio ciekawą drogą przez wieś i jej przysiółki, ale gdy wchodzimy w las, jest już zdecydowanie ładniej.
Odnajdujemy kolejny kamień, tym razem znakujący Drogę Binowską.
Leśna ścieżka łagodnie pnie się do góry wśród bukowego lasu, a śniegu przybywa.
Czajcza Góra (127 m npm.) jest o prawie 20 metrów niższa, niż Bukowiec, który odwiedziliśmy ostatnim razem, ale ciekawsza widokowo. Można stąd dojrzeć dolinę dolnej Odry i Równinę Wełtyńską.
Robimy pętelkę wokół wzniesienia Czajczej Góry czarnym i niebieskim szlakiem. Na ścieżce widać ślady nart biegowych. Snujemy z Darkiem fantazje – gdzie by tu można zbudować wyciąg i poprowadzić trasy zjazdowe. Może tutaj? Ech nie, szkoda lasu.
Schodzimy do opłotków Binowa i odbijamy na żółty szlak dookoła jeziora. Mijamy ośrodki wypoczynkowe, potem wędrujemy ścieżką przy linii brzegowej. Ładnie tu.
Na polance, funkcjonującej latem jako plaża, robimy postój na gorącą herbatę i drożdżówki. Jakieś małolaty pieką kiełbaski przy ognisku. Po drugiej stronie jeziora widać pole golfowe – to te białe fałdy terenu – i potężny maszt RTV w Kołowie, na Lisicy, zapewniający sygnał w województwie zachodniopomorskim i części lubuskiego.
Potem szlak trochę odchodzi od jeziora i prowadzi bardzo błotnistą drogą przez las. Dobrze, że jest lekki mróz i błoto zamarzło. Jeszcze zaglądamy na wiejską plażę w samym Binowie, ale dokuczliwy, zimny wiatr dość szybko nas wygania. Pora wracać do domu.