Dziś słodko-gorzko. Słodko bo moja córka pierwszy raz pojechała na koniach w teren. To tak trochę jak przejście z oślej łączki na duży stok.
Po wcześniejszych, dość intensywnych dniach, dziś dzień regeneracji. Wybór padł na Piwniczną i baseny. Te są raczej kameralne, wewnętrze (ciepłe) dostępne tylko w czepku pływackim (przypadkiem posiadaliśmy).
Baseny z fajnym widokiem na Kicarz.
No właśnie, Kicarz, to ten gorzki smak dzisiejszego dnia.
Ustrzelone ptaszysko, wracające z łupem.
Córka ruszała na konie ze Szczawnika, więc raz jeszcze obejrzałem wyciąg. Też raczej gorzki smak.
Podpory w raczej dobrym stanie.
Krzesła ?
I sama trasa.