Mateo
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
151 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Zawartość dodana przez Mateo
-
Skurcze przy pływaniu nie mają nic do rzeczy. Przy pływaniu pracują głównie mięśnie antagonistyczne do potrzebnych na nartach. Popływać i owszem ale wyłącznie jako rozluźnienie po treningu właściwym oraz w ramach treningu wydolnościowego. BTW: Skąd takie wściekłe ceny przyrządu p.t. bosu ? Jakaś paranoja a szkoda bo trening na bosu jeden z lepszych przed nartami. Dołoże jeszcze jedno ćwiczenie. Wskakiwanie ( i zeskakiwanie ) obunóż na skrzynię gimnastyczną ( albo cuś na ten kształt ). Oczywiście, wysokość tak dobrana aby stanowiło to wyzwanie. Przeskakiwanie obunóż przez ławeczkę, najlepiej na "głębokie" materace.
-
Zdecydowanie lepszym ćwiczeniem od zwykłego przysiadu jest przysiad wykroczny, zwany czasem wypadem z odbiciem z nogi wykrocznej do tyłu. Istotne jest dla prawidłowego obciążenia założenia np. kija od szczotki trzymanego oburącz, za głowę. Proste przysiady, nawet z obciążeniem nie dość obciążają najbliższą kolanu część czworogłowego. Przysiady proste robić na podłożu niestabilnym typu: bosu ! , bardzo gruby materac. Wzmaga to pracę niezbędnych w jeździe mięśni stabilizujących a zarazem rozwija równowagę. Wbieganie pod górkę na wytrzymałość i siłę a zbieganie z góry (można zakosami) na wzmocnienie strefy przykolanowej. Starać się robić o wiele więcej ćwiczeń eksplozywnych niż stricte siłowych na maszynach.
-
Witam, Poszukuję dla znajomego z Krakowa godnego polecenia serwisu narciarskiego w Krakowie. Wymóg podstawowy to ręczne przygotowanie krawędzi , wraz z dopieszczeniem diamentami. Sprawa jest dosyć pilna bo znajomy ma wyjazd za kilka dni.
-
Przepraszać ? A za co ? Dobrym zwyczajem jest jeżeli moderator dokonując przenoszenia części wątku do innego, równocześnie informuje o tym w wątku pierwotnym. Przypadkiem zajrzałem do drugiego i odnalazłem... Ta odpowiedź pozostanie tutaj czy mam jej szukać gdzieś indziej ?
-
Nie, nie chodzi o SnowStyle.
-
Eeee... czegoś nie rozumiem. Gdzie zniknęła odpowiedź JC na moje pytanie oraz mój krótki komentarz do niej ? Czyżby brzytwa się omsknęła moderatorowi ? Została gdzieś przeniesiona ?
-
To Head miał tak olewający stosunek do SkiTest'u 2010 ? To samo, w sumie, spotkało również slalomkę Head'a. Inna sprawa, że w tym "teście" mało chodzi o rzeczywiste porównanie jakości nart.
-
Witam, Widzę, że wątek jest "żwawy" dlatego zadam pytanie do JC. Próbowałem znaleźć na forum odpowiedź ale może nie umiem do końca dobrze to zrobić albo po prostu jej tam nie ma. A pytanie brzmi: Czy podczas SkiTestu mają zastosowanie pewne standardy przygotowania nart, a zwłaszcza ich krawędzi, ujednoliconych w ramach grup sprzętowych ? Abym byłlepiej zrozumiany... Czy np. dla nart allmountain krawędzie mają być przygotowane przez producentów na np. 88/0,5 ? Jeżeli tak nie jest to jak można obiektywnie i wiarygodnie porównać narty ? Pytanie nie wzięło się z gruchy w tym wątku ponieważ, o ile pamiętacie, na początku chodziło o nartki K2 i ich uzasadnioną ocenę w SkiTeście. W tym samym teście nartki które zakupiłem w tym roku czyli Head'y i. Supershape Titan są ocenione hm.. średnio a zarazem w komentarzu jest informacja, że: "....Nowy Head i. Supershape wypracował sobie w teście zaledwie ocenę “dobrą”. Średnie noty za trzymanie krawędzi i płynność jazdy wskazywać by jednak mogły na pewne niedociągnięcia serwisowe, przez co narta w testach nie pokazała całego swego potencjału. Warto więc wypróbować ten model samemu, wcześniej jednak upewniwszy się co do jakości serwisu..." No to jaka jest wartość takiej informacji ? Faktycznie. Fabryczne przygotowanie krawędzi wołało o pomstę do nieba ale jak w takim razie ocenić całą drabinkę wartościowania nart w teście ? Czyżby na samej górze były, po prostu najlepiej przygotowane ? Czy nie powinno być tak, że narty są jednakowo przygotowane i dopiero możemy mówić o jakiejś porównywalności ? A w kasku się jeździ i tyle. Bez kasku wygląda się, po prostu, lamersko Garnek już tyle razy mi uratował twarz, potylicę czy życie, że wart jest każdej złotówki którą na niego wydałem. Przy okazji. Po dobrym przygotowaniu Titan'y są rewelacyjnymi nartami.
-
Mój syn zakupił i używał ostatnio w Austrii ten typ: http://camonboard.pl/index.php/kamery/drift-innovation/hd170.html Bawił się tym na wiele sposobów a efekty i jakość SUPER ! Zdumiewająco szerokokątny. Z tego co piszecie to ma tę przewagę nad pozostałymi, że ma mały ekranik z boku z podglądem oraz pilota w formie zegarka.
-
Polecam swoje deski: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=3127&id_modelu=4325 Można je teraz upolować w rozsądnej cenie a walory użytkowe... rewelka. Niestety firmowe przygotowanie jest zaskakująco niechlujne. Podczas "rozdziewiczania" stwierdziłem na jednej krawędzi 89 a na drugiej 90. Ręcznie wyprowadzone na np. 88/0,5 sprawują się kapitalnie w każdych warunkach jakie możesz spotkać na stoku. Szczerze polecam. Magnum są niezłe ale uważam, że wszechstronniejsze są Titan. Na Allegro można wyjąć nawet za 1300: http://allegro.pl/50-znizki-head-titan-swietne-dechy-2010-2011-i1465232546.html
-
Tego, że "łokieć" nie jest zabezpieczony napiętą, trzymetrową siatką na słupkach wysięgnikowych to nie pojmuję. No ale za to mamy Memoriał Urszuli
-
Do Mikołaja, Pamiętam ale miałem problemy z aparatem. Byle czym się nie da a dodatkowo, mam teraz nawał przgotowań do wyjazdu. Czy może być po powrocie czyli za tydzień ? Pozdrawiam
-
Nie było moim zamiarem eskalowanie dyskusji która, co nieco śmieszne wynikała między zwolennikami "moczenia". Nie wiem też co w moich postach mogło zostać odebrane jako złosliwość lub próba osmieszania. Koledzy ! Wyloozka Piszę nieco skrótowo i pośpiesznie bo właśnie "przeleciałem", oczywiście obficie mocząc 6 par nart na jutrzejszy wyjazd do Karyntii. Sądzę, że mam również pewne doświadczenie osobiste. Parę osób z tego i innego forum wie, ze robię to całkiem przyzwoicie. Wracając do merituma i żeby przy okazji nie zanudzić i nie spowodować ponownie odruchu wymiotnego u pozostałych czytających ten wątek. Ciepło powstające podczas tarcia i ścinania nierówności stali krawędzi wcale nie musi byc tak spektakularne aby spowodować pożar warsztatu. To nieporozumienie. Wystarczy miejscowy i nieodczuwalny dla nas wzrost temperatury o kilkadziesiąt stopni w mikroskali własciwiej rozmiarowi polikrystalicznej wielkości ziaren diamentów aby rozpocząć proces destrukcji pilnika diamentowego rozpocząć. Tak naprawdę to problemem nie jest rozgrzewanie się tylko wielokrotne, niejednakowe procesy rozgrzewania i stygnięcia diamentów i otaczającej je bazy mosiężnej. Nie na próżno podałem kilka danych fizycznych. Szkoda, że nie mam czasu aby przygotować rysunki lepiej tłumaczące o co mi chodzi. Ziarna diamentowe podczas tarcia rozgrzewają się i to nie podlega dyskusji. Ciepło jest bardzo sprawnie przewiedzione przez diament i rozgrzewa bezpośrednio przylegający mosiądz. 18-krotnie wyższy współczynnik rozszerzalności cieplnej oraz 10-krotnie gorsze od diamentu przewodnictwo cieplne powoduje powstanie silnego i rosnącego nacisku sąsiadującego mosiądzu na ziarno diamentu. Do tego momentu wszystko jest jeszcze Ok , nacisk z boków na nieściśliwy diament się wzjemnie równoważy, ale następuje stopniowe wypychanie niemieszczącego się mosiądzu do góry a rozgrzany mosiądz od spodu wypycha diament nieznacznie do góry. W sumie nic specjalnego się nie dzieje. Stanie się dopiero kiedy, po pracy, pilnik wystygnie. Mosiądz stygnąc, nie powróci dokładnie na swoje miejsce, ponownie skutecznie unieruchamiając diament. Dookoła ziarna powstaną luzy. Luzy które umożliwią, podczas następnych prac, na wyrobienie sobie przez kanciaste ziarno diamentu coraz większej przestrzeni, aż do wypadnięcia. Konsekwentne, od pierwszego użycia !, odbieranie powstającego podczas tarcia ciepła, nawet tego niezauważalnego dla nas jest podstawą trwałości układu tak niejednorodnego pod względem rozszerzalności i przewodności z jakim mamy do czyniena w pilniku diamentowym. Raz "wyloozowany" diament jest stracony Przy okazji dodam jeszcze jedną zaletę stosowania mikstury. Na obrabianym metalu krawędzi pojawia się tzw.film który redukuje tarcie i związane z nim ciepło w miejscach gdzie stosowana akurat granulacja pilnika już nie daje efektu polerskiego a wyłącznie tarcie bez szlifowania. Łatwy do wychwycenia moment kiedy pilnik przestaje "grać" a zaczyna "płynąć" po filmie. Mam nadzieję, że nie zanudziłem a moja wypowiedź nikogo nie uraziła Czeka mnie, mam nadzieję, sympatyczny wyjazd do Karyntii i w tym pogodnym nastroju życzę miłego wieczoru.
-
Zanim dalej będziesz snuł tę ciekawą tezę... Fakty fizyczne: Przewodność cieplna: Diament-2500 W/m*K Miedź - 398 W/m*K ( szczegółowej wartości mosiądzu, nie znając proporcji stopu z cynkiem nie można podać ale wiedząc że wynosi dla cynku 116 można założyć że jest to wartość średnia czyli 250-260 ) Rozszerzalność cieplna liniowa: Diament 0.000001 Brąz, mosiądz 0.000018 Muszę to składać do kupy czy sam spróbujesz ? http://klub.chip.pl/jizdeb/tablice/wlasciwosci_cial_stalych.htm
-
Po szkoleniu Holmenkola, o ile pamiętam w '04, i zastosowaniu się do zaleceń szkolącego o niestosowaniu żadnych płynów do, jak to ujmujesz , usuwania pyłu z obróbki, zastosowałem się i nawet aktywnie uczestniczyłem w dyskusjach, broniąc tego stanowiska. Jednakże po drugiej ... a może trzeciej dostawie kolejnych diamentów z Holmenkola zacząłem nieco bardziej krytycznie podchodzić do tej tezy. Oględziny powierzchni zużytych pilników ( a pomimo delikatnej pracy "wykańczały" się w tempie ok. 2 komplety na sezon - przeciętnie ok 50-70 par do ostrzenia w sezonie ) jasno pokazały że zgon nastąpił wskutek zaniknięcia diamentów w mosiądzu. Jednoznacznie wskazywał na to żółty i połyskliwy kolor owych "muszych kupek". Nie były szare od pyłu stalowego ale żólte. Wkrótce potem pojawiły się Sormy i przestawiłem się na nie całkowicie z czego jestem bradzo zadowolony. Z Sormami pojawiło się "obfite moczenie". Od tej pory nie mam wcześniej wymienionych objawów. Śmiem potwierdzić zdanie Helego że głównym zadaniem używania roztworu wody z np. denaturatem jest schładzanie lepiszcza i bazy mosiądzowej. Nie mam czasu ale można to dość dokładnie policzyć jakie powstają temperatury i jakie to daje efekty. Najpierw powstaje luz który pozwale na obracanie się ziaren diamentowych a to już jest początek tego, że obracające się ziarna , jakze by mogło być inaczej, wydrążą sobie jamkę tej wielkości że mogą z łatwością z niej wypadać. Twierdzisz, że to jest demonizowanie... Nie, to są po prostu rozsądne rady praktyka a wyjaśnienie dlaczego tak a nie inaczej jest chyba uprzejme wobec tych którym argumenty " bo tak ! " nie wystarczają.
-
Piękne narzędzia, Heli ! Podziwiam samozaparcie i wkład pracy. Nie chcę niepotrzebnie nakręcac dyskusji ale przewaga dobrej jakości i przemyślanego pazura na innymi rozwiązaniami, jest ( dla mnie ) bezdyskusyjna. Szybkość i ergonomia pracy, powtarzalność oraz możliwość przygotowania krawędzi do ostrzenia nawet w przypadkach "terminalnych" odsyła do kącika inne rozwiązania. Pewnie, że można cykliną, scyzorykiem a twardziele nawet osobistym, prywatnym pazurem ale po co, skoro można szybciej i lepiej. Mam, bez porównania prostszy pazur Kunzmanna ale dzięki niemu jestem w stanie wyprowadzić resztkowe ( ok. 0,2 mm ) krawędzie w komórkowych slalomkach na 87. Nie wyobrażam sobie walki z tym problemem stalową cykliną. Dlaczego ? Zużycie krawędzi i pożądany kąt doprowadza do tego że pilniki pracują praktycznie na całej powierzchni bocznej ścianki. O ile można sobie z tym poradzić w strefach przedniej i tylnej "jadąc" ostro raszplą od góry narty pod większym, niż ostrzenie, kątem, o tyle środek z płytą i wiązaniami nie pozwala na to. Jedynym ratunkiem ( oprócz przeznaczenia na sztachety ) jest wyprowadzenie rowka powyżej krawędzi o szerokości ok 3-5 mm i zabawa na tak wąskiej strefie pracy. Tylko dobry i skuteczny pazur pozwala na to.
-
Hm ... nie bardzo wiem co widzisz na załączonym przeze mnie zdjęciu, jak napisałes: przyspawanego. Docisk to po prostu kawałek płaskownika wygiętego w kształt litery L ze stosunkowo precyzyjnym wymiarem wysokości. Śruba z imbusikiem dociska pilnik ale nie jest to precyzyjne pod względem fizycznym i kłopotliwe do szybkiej wymiany na inny pilnik. Nie wiem też co masz na myśli pisząc o zacisku śrubowym za 80 zeta. Poczekaj do jutra to wrzucę zdjęcia i opis docisku dla pilników diamentowych , gdzie oprócz kątownika ( tego się nie da uniknąć ) koszt to tylko śruba jaka jest stosowana do szybkozacisku siodełka rowerowego, oraz kawałek blaszki ok. 2 mm gr. i 30 mm płaskownika 5 mm Pozdrav
-
Jak znajdę jutro czas to załączę zdjęcia swojego "patentu" na kątownik do diamentów. Pozdrav
-
Zgadzam się z powyżej wymienionymi propozycjami ale lista producentów dobrej jakości kątowników za zaciskami śrubowymi jest znacznie szersza. Jednak jest to propozycja dla pilników i raszpli czy widii. Dla pilników diamentowych na bazie elastycznej konieczne jest inne rozwiązanie. Może to być takie rozwiązanie jak pokazane na załączonym zdjęciu, może też być znacznie prostsze. Pomiędzy szczękę zacisku śrubowego a wierzch pilnika diamentowego ( elastycznego ! ) włożyć, prostopadle do długości pilnika, kawałek, stosunkowo wąskiego ( np. 5mm gr. /10-15 mm szer.) płaskownika który da efekt "utwardzenia" kąta obróbki wyłącznie w części środkowej. Jeżeli spowoduje to nadmierne odchylenie zacisku należy, dla wyrównania jego pracy, po przeciwnej stronie ( względem śruby ) dołożyć podobny kawałek "mięska". Nacisk na początkową i końcową strefę pilnika można b.delikatnie i z " głębokim czuciem palcowym " zwiększyć nasadą dłoni i palcem( Dla doświadczonych serwisantów ! ). Mocowanie do kątownika zaciskiem szczękowym na całej długości jest pewnym nieporozumieniem i pozbawia pilnik możliwości lepszej pracy oraz może być przyczyną przyśpieszonego i nierównomiernego zużycia.
-
W kwestii : na mokro czy sucho. Też byłem, kilka lat temu na szkoleniu Holmenkola ( dyplomik, a jakże ) i widzę, że z uporem propagują swój "patent". Dziwna sprawa, że tak jak pisali i Heli i Raceman większość producentów diamentów stanowczo zaleca wstępne i sukcesywne przemywanie ( ja stosuję po prostu starą szczoteczkę do zębów ) krawędzi nart i pilników. Moje doświadczenie stawia na pierwszym miejscu, pod względem trwałości ( wynika to pewnie z wprawy ) i efektywności , pilniki na płytce elastycznej Moonflex. Dlaczego Holmenkol tak robi ?... Może żeby więcej komplecików sprzedać ? Szybsze zużycie-większy obrót-lepszy zysk. Szanuję tę firmę za jakość smarów i pilników ale zupełnie nie mogę pojąć dlaczego wciskają taką ciemnotę. Gdybym się stosował do tej zasady to musiałbym , chyba w sezonie po dwa ( może trzy ) komplety pilników kupować. A tak służą mi po 2-3 sezony. Jedną z kluczowych spraw przy pracy diamentami na płytkach elastycznych jest sposób zamocowania. Mam własny patencik który pozwala, utwierdzając kąt obróbki w środku pilnika na swobodne, elastyczne układanie się powierzchni pilnika na krzywiźnie krawędzi. Dzięki temu pracuje całą swoją długością a nie , wyłącznie początkiem i końcem. Oprócz tego, co kilka posunięć, minimalnie przesuwam lub przekrzywiam pilnik do nieco innego położenia. Pozwala mi na to szybkościsk z siodełek rowerowych. Zmiana strefy pracy pozwala na bardziej równomierne zużywanie. To może być istotna przyczyna, oprócz nadmiernej siły zbyt szybkiego zużycia pilników Co do kątów. Radzę spróbować jazdy na nartach zaostrzonych 88 / 0,5/1(0,75) . Jak dla mnie jest to optymalna relacja dla jazdy rekreacyjnej stylem race.
-
Ten sposób jest najlepszy. Powinni dodać, ze po pierwszym zapięciu klamer górnych należy mocno ponaciskać golenią na język buta aby pięta cofnęła sie do końca.
-
Ponieważ nie zamierzam rozdmuchiwać tematu skrócę do niezbędnej treści: - czy Kolega swoją dobrą ocenę na temat nart Head bierze z autopsji ? Jeśli tak to następne pytanie. Czy miał Kolega okazję porównać model który polecam z innymi nartami ? Przyznam że w swoim czasie miałem podobne podejście do tzw. nowinek. Akurat patent Kneisla wzbudził moją wesołość już w momencie podania do wiadomości ale nie poważyłbym się porównywać go do systemu Head'a. Cóż, może za mało wiem na ten temat... do tej pory nie mogę znaleźć "bateryjki:" :eek: Polecam Koledze, przy najbliższej okazji wypróbowanie nart o których wspomniałem a do tego czasu pewną skromność w opiniach które nie mają oparcia w doświadczeniach osobistych. Z wymienionych przez Bobica moge z czystym sumienie polecić Bandity bo akurat Legend 8000 mi nie podeszło ale synkowie zachwycają się ProRaiderem. Ale to już zupełnie inna bajka... Dla mnie OT Pozdrav Sławek
-
A co będzie jak Ci „bateria” siądzie na stoku?:eek: To czary mary ale sama marka i narty Head są jak dla mnie ok! Drogi Kolego, Nie jestem częstym gościem na skionline (kilka lat temu bywałem częściej) ale, o ile pamiętam, to ludzi związanych ze sprzedażą nart, powinna obowiązywać elementarna handlowa kindersztuba. Do niej należą m.in. zasady: .... - powstrzymanie się od negatywnych komentarzy na temat konkurencji ... - wypowiadanie się z sensem, opartym na rzeczywistej, zweryfikowanej wiedzy ! przyznaję, że czasem we mnie zbiera się na wypowiedzi w Twoim stylu, zwłaszcza wtedy kiedy nie bardzo wiem co napisać a chciałbym dalej odgrywać rolę eksperta. Wtedy siadam cichutko w kącie i czekam aż mi przejdzie. Mam również nieodparte wrażenie że nigdy nie miałeś na nogach nart Head'a z systemem Chip-Inteligence. Jest jeszcze również możliwe że miałeś ale Twój sposób jazdy nie pokazał możliwości jakie daje. BTW: Sugeruję powstrzymanie się od komentarzy krytycznych zwłaszcza wtedy gdy Twoja wiedza sprowadza się do wiadomości wyniesionych ze szkoleń w konkurencyjnych firmach. Nie jestem związany z firmą Head ani żadną inną narciarską a jakość nart oceniam osobiście na stoku i we własnym, domowym serwisie, w czym mam pewne doświadczenie. Pzdr
-
Radzę poszukać np. na ebay'u Head Monster Chip z ubiegłego roku. Nowy model na ten rok to Chip 78 ale cena astronomiczna w detalu. http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=2882&id_modelu=3948 Wersja bez chip'y to Peak 78 o takiej samej konstrukcji sandwitch i Intelligence http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=2884&id_modelu=3955 Przy Twoim wzroście polecałbym długość 171 ale trochę za mało masz wagi do tej długości dlatego 165 będzie gucio. Uprzedzam ewentualne pytania. Przetestowane osobiście przez prawie miesiąc w tamtym roku (Monster Chip, początkowo 171, póżniej 177) i nie zamieniłbym ich na żadne inne. Co do mojej, znanej niektórym użytkownikom forum awersji na markę Head oznajmiam że mi przeszła wobec doskonałości tych nart Sprawdzają się w ABSOLUTNIE wszystkich warunkach, no może świeżutki, metrowy puch to przy mojej masie zbyt duże wyzwanie dla nich.







