ja mialem kiedys taki przypadek: Kaprun, wrzesien, wiadomo poczatek sezonu, nie jade szybko, jazda tylko na talerzyku na samej gorze, trenuje jakas grupka malcow, trener kaze im jezdzic na jednej narcie, jade sobie i nagle przede mna glebi jakis malec wlasnie na jednej narcie, wyjechal jakby z nikad, po prostu nagle pojawil sie przede mna :eek: w ulamku sekundy w wyobrazni widze jak przejezdzam po nim krawedziami, zahamowac ani zmienic kierunek nie jestem w stanie bo jest zbyt mala odleglosc, wybijam sie jakos z nart i przelatuje takim szczupakiem nad nim, koziolkuje, zbieram sie i widze rogala na jego twarzy - a wiec nic mu sie nie stalo udalo sie.
Tą krotka historyjka chce powiedziec ze zdarzaja sie tez sytuacje gdzie nie mozna wskazac jednoznacznie winnego, kolizje na nartach niestety moga sie zdarzyc ...