Właśnie jadę w brudnym, śmierdzącym IC PKP do W-wy. Już wszystko przeboleję byle pociąg dojechał punktualnie, bo nie mam specjalnie dużo zapasu czasu przed odlotem.
Rano wyjeżdżając z Bielska przekonałem się, że mimo dodatnich temperatur na drodze jest szklanka. Dwa efektowne boki, dyskoteka świecących kontrolek ABS, ABD, EPS, FBI, AGD i co tam jeszcze dały mi do zrozumienia, że nacisk na pedał przyspiesznika musi ulec zmianie.
A przygody z PKP zaczęły się już wczoraj, kiedy to nieświadomy rewolucyjnych zmian na PKP chciałem nabyć bilet drogą zakupu w kasie.
Wieczorem na dworcu była czynna tylko jedna kasa. Podszedłem, wydeklamowałem co chcę, dokąd i w odpowiedzi usłyszałem kwotę do zapłaty, która mało mnie z butów nie wyrwała. Przecież taniej można kupić bilet na samolot do W-wy!?
Myślę OK za zmiany na kolei trzeba zapłacić, bo ma być lepiej. Pogodzony z faktem większego uszczerbku w portfelu wciągnąłem kartę i podaję Panu.
W tym momencie słyszę - karta nie przyjmujemy!
- Jak to!? Odpowiadam. - Przecież miesiąc temu jeszcze płaciłem i nie było problemu!? dodaję
Na to Pan siedzący za szybą odpowiada znudzony - od dwóch lat nie przyjmujemy karty, tu jest kasa TLK, a nie IC. Jak Pan chce płacić kartą to musi Pan czekać, bo jest przerwa... Płaci Pan, czy nie!?
W ten oto sposób zapoznałem się z reformą PKP.