W Beskidach chcą jednego karnetu
Czy beskidzkie wyciągi narciarskie połączy wreszcie jeden karnet? Właścicieli ośrodków postanowili namówić do tego samorządowcy Beskidzkiej Piątki. Wszyscy czekają teraz na szacunkowe koszty takiego przedsięwzięcia.
Obrazek z Austrii: pięć wielkich regionów narciarskich stowarzyszonych pod jedną nazwą Ski amadé, 270 nowoczesnych wyciągów, 860 km tras i tylko jeden karnet. Narciarz odwiedza kasę raz i może przez kilka dni jeździć, gdzie mu się tylko podoba.
Obrazek z Beskidów: kilka miejscowości, kilkadziesiąt wyciągów (głównie krótszych leciwych orczyków lub talerzyków), nowoczesnych kolejek jak na lekarstwo i w każdym ośrodku inny karnet. Nawet na dwie sąsiadujące ze sobą ośle łączki potrzeba innych biletów.
Głosy, że trzeba coś z tym zrobić, pojawiają się od wielu lat. Za przykład podawana jest nawet Słowacja, która zrozumiała, że narciarze oczekują nowoczesności i wygody, a nie skansenów. Do tej pory kończyło się jednak na narzekaniach. Czy teraz będzie inaczej? Do wspólnego działania gestorów wyciągów postanowili namówić samorządowcy z Beskidzkiej Piątki. To organizacja skupiająca pięć atrakcyjnych górskich gmin: Brenną, Szczyrk, Ustroń, Wisłę i Istebną. — Nasza współpraca bardzo dobrze się układa, robimy wiele na polu promocyjnym. Teraz chcielibyśmy rozszerzyć to na grunt prywatny i zachęcić właścicieli, by wprowadzili system wspólnych kart wstępu na swoje wyciągi. To byłby krok milowy dla naszego regionu — mówi Andrzej Molin, burmistrz Wisły.
Spotkania właścicieli wyciągów z samorządowcami odbyły się najpierw w poszczególnych gminach, a w środę doszło do zebrania całej Beskidzkiej Piątki. Byli na nim również przedstawiciele współpracującej z nią firmy Delta Partner, specjalizującej się w pozyskiwaniu unijnych funduszy oraz firm wdrażających odpowiednie systemy informatyczne dla ośrodków narciarskich.
Właściciele bazy narciarskiej zapoznali się z techniczną stroną wprowadzenia wspólnego skipassu. Choć do pomysłu odnoszą się pozytywnie, to nie zabrakło wątpliwości. Przystosowanie wyciągów do wspólnego karnetu nie jest tanie, gdyż często wiąże się ze zmianą dotychczasowych systemów i zamontowaniem nowych urządzeń, jak bramki, kołowrotki i czytniki kart. — Ci, którzy mają malutkie wyciągi, musieliby chyba zainwestować w to cały zysk. Przecież niektórzy do dzisiaj mają tekturowe bilety, które dziurkują — mówią. Drugi problem to kwestia wzajemnych rozliczeń.
Specjaliści przekonują jednak, że są różne możliwości. — Można się starać o dotacje unijne z programu Innowacyjna Gospodarka. Tu dofinansowanie sięga nawet 85 proc. inwestycji. Ale właściciele musieliby o nie wystąpić wspólnie, czyli np. założyć spółkę — wyjaśnia Bartosz Tyrna z Delta Partner.
Dodaje, że najważniejsze jest przełamanie bariery. Ustalono, że na początek firmy informatyczne przygotują szacunkowe koszty wprowadzenia wspólnego systemu na terenie Beskidzkiej Piątki. Wtedy dojdzie do kolejnych rozmów. — Na razie ciężko mówić o szczegółach, trzeba poczekać na konkrety. Ale sam pomysł jest świetny. To wymarzona sprawa dla narciarzy. Od dawna myślałem, żeby wprowadzić wspólny karnet przynajmniej z tymi wyciągami, które są najbliżej mojego — mówi Józef Waszut, współwłaściciel nowej kolejki Zagroń w Istebnej.
Źródło: Gazeta.pl