Trzy znane organizacje ekologiczne zaprotestowały przeciwko budowie dużego ośrodka narciarskiego w Brennej. Ich zdaniem szkody przyrodnicze będą nieodwracalne, a ucierpią przede wszystkim wilki i puszczyki. Samorządowcy liczą, że uda się znaleźć kompromis.
Samorządowcy liczą na kompromis, bo o nowoczesnym ośrodku narciarskim na Kotarzu marzą w Brennej od kilku lat. W tej popularnej miejscowości działają co prawda mniejsze wyciągi, ale brakuje infrastruktury spotykanej w innych kurortach. Powstały więc plany budowy m.in. kolejki krzesełkowej, trasy narciarskiej i dużego schroniska. — To szansa rozwoju dla naszej gminy i dochodów dla mieszkańców — argumentuje Iwona Szarek, wójt Brennej.
Inwestycję chcą zrealizować prywatni przedsiębiorcy. Aby jednak ośrodek mógł powstać, gmina musi doprowadzić do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego. Budowa wiąże się z wycinką drzew. Trzeba wyciąć około 20 ha prywatnych lasów i 7 ha należących do Lasów Państwowych. Urzędnicy przygotowują właśnie odpowiedni wniosek o zgodę na wycinkę.
Plany ośrodka przeraziły jednak ekologów. Trzy organizacje - Klub Gaja, Stowarzyszenie dla Natury „Wilk" oraz Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot - przygotowały właśnie wspólne negatywne stanowisko dotyczące planowanej inwestycji i przed kilkoma dniami przekazały je władzom Brennej. — Ta inwestycja będzie miała fatalne i nieodwracalne skutki przyrodnicze, dlatego jesteśmy jej zdecydowanie przeciwni — mówi Jacek Bożek, szef Klubu Gaja.
Ekolodzy napisali, że na terenie przewidzianym pod kolejkę i trasę występują cenne gatunki roślin i zwierząt, m.in. bardzo rzadki puszczyk uralski, dla którego inwestycja będzie miała zgubne skutki. Przebiega tędy również korytarz migracyjny wilków, który zostanie całkowicie przecięty. Uważają też, że w kontekście aktualnych zmian klimatycznych budowa ośrodka na tak niskiej wysokości nie ma uzasadnienia ekonomicznego. — Po prostu nie ma już tak śnieżnych zim. Sztuczne naśnieżanie będzie niezwykle kosztowne i wymagające zużycia ogromnej ilości wody. Taki ośrodek będzie działał najwyżej przez półtora miesiąca w roku — mówi Bożek, dodając, że ekolodzy cały czas będą monitorować tę sprawę.
Wójt Brennej zapowiada, że gmina będzie chciała poznać opinie specjalistów i naukowców. — Stanowisko organizacji ekologicznych na pewno nam nie pomaga. Ale liczę, że uda się wypracować jakiś kompromis — mówi Szarek.