Więc zaczne od tego że majówka miała być bez nart. Nart nie wziąłem ale:biggrin: i tak było do dzisiejszego dnia ale jakoś takwyszło że przy dzisiejszym sniadanku wpadł mi w reke folderek z reklama namiastki stoku narciarskiego całkiem niedaleko od naszego lokum,wiec jedynie słuszna decyzja-spróbowac nie grzech :tongue:Na miejscu wypożyczam sprzęcik,płace za 5 godz i próbujemy.wjazd na góre i pierwsza mysl-chłopiespokojnie sezon masz za soba bez urazów,nie popsuj tego.Zaczynam jazde,strasznie ciezko,wolno,tępo :frown::Nie podoba mi się ale cóz moje dziewczyny mi kibicuja wiec cóz trza targać,nastepne zjazdy staram sie wchodzićbardziej na krawęć i próbuje ciety skret (co jest prościuchom w naturalnych warunkach) tutaj kilkakrotnie kończy się panicznym łapaniem równowagi...Co poza tym,po spedzonych paru godzinkach wydaje mi się że trzeba podchodzic do tej jazdy z respektem,czy warto:rolleyes:: dla mnie to nowe doswiadczenie,ale zeby mi sprawialo specjalna frajde toraczej nie :frown::,juz większą frajde miała córa pędzaca z góry na napompowanym kole :wink: