Praded Jeseniky
Wedle życzenia.
Podejście drugie.
Fotek raczej nie zapodam, w ogóle tej zimy nie pstrykałem (żona opanowała aparat), a z Pradziada mam kilka zdjęć na komórce "średniej" jakości jako dowód dla żony i teściowej, że faktycznie byłem na nartach bo dziwnie patrzyły na mnie gdzie, po co i czy na pewno jadę :biggrin:
Rano już po 6 temperatura masakryczna bo ponad 20, na miejscu na parkingu dolnym około 8 trochę "chłodniej", bo 17, na samej górze jeszcze "chłodniej" koło 14 stopni.
Coś popierdzielili z mapką do opisu tras, ale trzymajmy się oznaczenia z mapy
http://www.holidayinfo.cz/zima/panmapa.php?lang=1&ro=1&cntry=1&rg=4&loc=3&cat=45&frm=info&raw=
Tak więc czynne były 1, 2, 3-4 jako prze - i do - jazdówki oraz 6.
1 nie warta wspomnień, najmniej ciekawa do tego z dziurami i wyrwami.
2 dosyć fajna, ale od połowy wypłaszczenie zakończone półką za którą trzeba ostro hamować bo już wyciąg.
6 najlepsza i najdłuższa i na niej prawie cały czas jeździliśmy. Choć do miana czarnej to jej sporo brakuje.
Ciekawostka - kupiliśmy karnety do południa, a na 6 okazało się, że już cała obsługa jest zwinięta razem z bramkami, tylko orczyk chodzi na free i tak jeździliśmy do 12.20 (o 12.30 autobus na dół - kursy co godzinę, a musiałem wracać).
Śnieg oczywiście miękki i mokry. Ale nie zwalisty i nie zapadający się pod nartami.
A do tego jeszcze go sporo. Kolega potknął się na górze i podparł mocno kijkiem baz talerzyka i ten wpadł w śnieg po samą rączkę.
Nie było też mrowia ludzi aby trasę zryć, całkowicie bezkolejkowo, na trasie luzik, choć ludzie byli.
Śnieg o dziwo na prawdę szybki, trochę zwałek i muldek, można to było przeskakiwać, ciąć, śmigać, chłonąć, kompensowawć, odbijać się etc.
Piękna zabawa na śniegu. Wszystko na slalomkach 170, 63 pod butem. Niczego im nie brakowało do jazdy. Me too :tongue:
Trochę też było ślizgania po "dziewiczym" śniegu z boku trasy pomiędzy krzaczkami i krzewami - ten był wolniejszy, ale też miło.
Dla przypomnienia - na Pradziadzie jest li i wyłącznie śnieg naturalny - to ścisły rezerwat przyrody i świstaki nie zaakceptowały sztucznego naśnieżania. A orczyki wyglądają jak sprzed 40 lat albo i lepiej. Wolne jak jasna cholera, ale cóż.
Mocno wiało rano i później też, aż łeb chciało urwać. Ale z czasem białe obłoki się rozwiały i zrobiła się czysta lampa.
Najpierw ściągnąłem polar spod shoftshell'a, następnie pizdnąłem w kosodrzewinę kask z goglami i przywdziałem okularki.
Na koniec ściągnąłem softsheel, zostałem w podkoszulku z podciągniętymi rękawami. Jazda inna i przyjemna, że hej - czuć "inaczej" lekkość, luzik i swobodę.
Bez tych wszystkich zimowych "zbroi i pancerzy" :biggrin:.
Powszechnym był widok facetów w krótkich spodenkach i koszulkach na ramiączkach. Reszta golizna.
Jak również młodych divek w obcisłych rajtuzkach i króciutkich jeansowych spodenkach - mniam :tongue:
Z samej góry piękne widoki.
Spod Petrovy kameny Śnieżnik na wyciągnięcie ręki.
A ponoć z wieży widokowej na Praded w dobrą pogodę widać nie tylko Śnieżkę ale i Tatry.
To był mój pierwszy raz na tej górze.
Ale ze względu na możliwość skosztowania wyłącznie naturalnego śniegu pod nartami myślę tam jeszcze wyskoczyć na mrozie, bo to raczej jedno z nielicznych - tak naturalnych miejsc do jazdy. Przynajmniej w Sudetach.
Tylko raczej w tygodniu, bo infrastruktura nie nastraja do "tłoków". I trzeba pilnować pogody, bo przy kiepskiej to "nie jazda" na takiej górze.
Temperatura na dolnym parkingu o 13 około 24-25 st.
Od 1 maja Praded zamknięty obowiązkowo bez względu na pokrywę śnieżną - świstaki, a może też ekonomia.
Drzewiej bywało inaczej.
To mój najdłuższy sezon :smile: