No i znowu pisanie dla samego pisania....
To nie jest wcale żaden "brak zapału" ani efekt "andrzejkowego weekendu" ani to że gdzieś się "nie pracuje w sobotę". To tylko logiczny rachunek ekonomiczny w połączeniu z rozumieniem praw fizyki. Nikt nie uruchamia armat zbyt pochopnie, bo wszystko rozbija się o temperaturę gruntu. Właściciele stacji dają czas ziemi na maksymalne wychłodzenie i zamarznięcie. Śnieg jest bardzo dobrym izolatorem ciepła, przyjmuje się ponoć nawet że 10krotnie lepszym izolatorem niż ziemia a co za tym idzie śnieżenie na ciepły grunt powoduje że wysoka temperatura w miejscu śnieżenia utrzymuje się długo, co jest niekorzystne w trakcie sezonu. Dlatego też z racji że nie ma pośpiechu korzystniej jest się wstrzymać jakiś czas i poczekać aż grunt będzie zimniejszy, co szczególnie jest ważne na południowym wschodzie gdzie jeszcze parę dni temu temperatura przekraczała 10`C.
Po wychłodzeniu lub dla przyspieszenia efektu wychładzania zaleca się także nawet "zlanie" wodą gruntu bądź "mokre śnieżenie", ale tutaj z kolei pojawiają się problemy z wodą i nie wszystkie stacje szczególnie po tak suchym roku mogą i chcą sobie na to pozwolić.
Ot i cały sekret.