Dobra, trochę zmaściłem, to nie ulega wątpliwości... Ale relacje mieliście mniej więcej na bieżąco, więc już pisał nie będę. Powiem tylko, że pomimo pogody, która nie rozpieszczała i tak BARDZO MI SIĘ PODOBAŁO :) A jak tylko pojawiało się okno pogodowe, to rekompensowało wszystko!Kilka zdjęć wstawiłem do galerii:http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=366A tutaj jeszcze jakieś takie bardziej prywatne:
Młody pozytywnie mnie zaskoczył. Generalnie na początku było kiepsko, bo niby był na nartach półtora roku wcześniej i coś tam już jeździł, ale okazało się, że nic nie pamięta. A może nie tyle nic nie pamięta, co na początek trudne warunki atmosferyczne trochę go przytłoczyły, wystraszył się, zaparł i konsekwentnie, z uporem maniaka każdy członek jego ciała odmawiał posłuszeństwa. Oczywiście przerwa na czekoladę, frytki, żelki załatwiła sprawę. Później zabawa na orczyku i na koniec dnia już bez problemów ogarnialiśmy zatrzymywanie, podchodzenie, oraz skręty, jednym słowem pług all inclusive Następnego dnia nie było grymaszenia tylko twarda walka - żaden śnieg i żadna mgła nie straszne Trzeci dzień przywitał nas solidną glebą - młody jak stanął na świeżym, wyratrakowanym, zmrożonym sztruksie, to najwyraźniej poczuł zew krwi i puścił się ze ścianki... Oczywiście zero myśli o skręcaniu czy hamowaniu - pełna dzida. Już go miałem, brakowało kilku metrów, ale młody postanowił załatwić sprawę po swojemu i położył się na plecach. Skomentował to tylko tym, że śnieg jest szybki i dlatego tak pojechał :stupid:W kolejnych dniach jeździliśmy doskonaląc technikę. Młody zaczął już ogarniać skręt równoległy, co mnie bardzo cieszyło. Niestety problemem była zmienna pogoda i często śnieg był miękki i kopny + to, że świeżo upieczony 6-latek był zafascynowany pługiem (nazywanym przeze mnie "pizzą") i zdecydowanie wyżej cenił taką formę narciarstwa nad jazdę na nartach równoległych oraz potrzebował prędkości, bo wtedy czuł, że żyje. Wiadomo, jak to jest uczyć kogoś z bliskiej rodziny - nie ma lekko.Co ciekawe, po raz pierwszy miałem "pacjenta", który:- wolał jeździć we mgle ---> "ponieważ wtedy widzę tylko Ciebie i mogę się skupić, a jak jest słońce i ta durna piękna pogoda, to jest dużo ludzi, oni się patrzą i ja się stresuje. I jeszcze jak są ludzie to się rozpraszam..."- wolał jeździć po stromym ---> "No bo jak jedziemy po stromym to każesz mi jechać ostrożnie i pizzą [czyt. pługiem], a jak jedziemy po niestromym, to każesz jechać na frytkach [czyt. równolegle]" Jeśli chodzi o tego byka i okolice... :biggrin: Ktoś miał łeb, jak sklep wymyślając nazwę knajpy :)W sumie cała miejscowość mi się podobała. Motyw z makietą świetny!
A co do tego, kto był tam w tym samym czasie...