Zapowiadało się dobrze, ale skoro nikt nie kwapi się do podtrzymania wątku....
Mariana, służącego na misji wojskowej w "państwie islamskim" porwali dżichadyści i użnęli mu łeb. Krystyna na wieść o bohaterskiej smierci męża zwariowała. Wałęsała sie jakiś czas po polach, aż pewnego dnia rzuciła się z mostu do rwącej rzeki i tak zakończyła swój żywot. A szkoda, bo jeszcze mogła pożyć kilka lat dając radość nie tylko mężowi swemu. Tym bardziej, że miała dopiero 38 lat.
Stanisława od dłuzszego czasu śledziło CBA. "Przyszła kryska na matyska" - po przekazaniu pierwszej raty ( chłe, chłe) zamkli go w Piotrkowie. Nie wytrzymał ciśnienia i powiesił się był on w celi któregoś światecznego dnia.
Leszek zginał w wypadku kiedy na jego auto wiozące 45 litrów nowego oleju do smażalni, prosto z Makro, najechał rozpędzony TIR na litewskich blachach. Podobno kierowca TIRa był pijany. Ale czy to ma teraz jakiekolwiek znaczenie?
Koparka na podzespołach Pisten-Bully stała jeszcz jakiś czas na polu małżeństwa Kurwebiłl, ale w końcu zabrano ją na złom.
Aha, byłbym zapomniał, na strychu w domu Mariana Kurwebiłł leżały sobie nowiutkie, zapakowane w folię, narty Head Rally. Nieszczęśnik Marian zakupił je na parę dni przed udaniem się na misję wojskową po okazyjnej cenie. Przesyłkę od przystojnego (?) kuriera odebrała juz żona, przez co kurier juz tego dnia nikomu nic wiecej nie dostarczył. Marian przebywał wówczas już od 4 dni w państwie islamskim! Nawet tych nart nie dotknał, nawet ich nie widział....:sorrow: