Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      4 153


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      16 752


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      8 428


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 08.08.2016 w Odpowiedzi

  1. Ciągnęło, ciągnęło i przyciągnęło. W niedzielę tydzień temu wróciłem z austriackich Alp. Razem z mamą, bratem i kilunastoma innymi osobami podziwialiśmy urok pasma Wysokich Taurów z najwyższym szczytem Grossglocknerem (3798m n.p.m.). Resztę relacji postaram się wstawić jutro, bo jeszcze całej nie napisałem i mam niezły bałagan ze zdjęciami (relacja będzie z siedmiu dni). Dodam tylko, że w Alpach byłem pierwszy raz 3 lata temu w Słowenii (jeden dzień podchodziliśmy od austriackiej strony) w Alpach Julijskich i Kamnicko-Sawińskich. Region Salzburgu i Sud-Tirolu miał być jednak inny niż Słowenia. Póki co moim rekordem życiowym był Triglav (2864m n.p.m. i 2200m podejścia w górę). Miał zostać pobity. I tak też się stało. Kosztowało mnie to wiele - m.in, rezygnacja z wypadu do Szczyrku po powrocie do Polski. Ale o tym pod sam koniec relacji No to zaczynamy! Wyjechliśmy z biurem podróży - są tego plusy i minusy, ale gdyby nie to, byśmy nigdy tyle nie przeszli. Dzień pierwszy - Alpy skrywające swą twarz Odjazd 16.07 wieczorem z Krakowa. Pierwszy punkt programu o 11 w niedzielę niedaleko Salzburga w jaskini lodowej Eisriesenwelt - największej takiej na świecie. Najpierw 20min spacerkiem do gondoli. Lekka mżawka przechodząca w deszcz nie ułatwiała marszu. Cali mokrzy docieramy do kolejki. Została zbudowana w 1958r przez firmę Pohlig. Zmodernizowana przez Simens jeździ wahadłowo. W kabinie mieści 18 osób. Dzięki przewyższeniu pomad 500m nachylenie wynosi prawie 90%! Od kolejki jeszcze 15min do celu - po drodze mijamy piękne widoki na okoliczne góry : Alpy słoneczne. Alpy deszczowe... Przy wejściu do jaskini: W jaskini zimno - ok.0 stopni. Niestety nie można było robić zdjęć. Lód ma ok. 5000 lat, a jaskinia 200 mln. W sumie 42 km korytarzy - my przeszliśmy jeden. Jeszcze nie przyzwyczajony do takich różnic wysokości, ledwo doczłapałem się do kolejki i do parkingu. Głowę mi rozsadzało niczym wiatr, mróz i woda okoliczne skały. Całe szczęście pierwszy proces został zatrzymany. cdn.
    1 punkt
  2. W trakcie naszego spotkania na Babiej powstał pomysł wspólnego wyjazdu na narty w Pireneje. Pisze Pireneje, bo - możemy pojechać do Andory lub Hiszpanii. Wstępny termin wyjazdu ustalony został na marzec 2017. Jeżeli będę wiedział ile osób będzie zainteresowanych takim wyjazdem, dzięki pomocy moich przyjaciół w Hiszpanii postaram się przygotować ciekawą ofertę. Zgłaszać się trzeba szybko, bo chodzi nie tylko o ofertę noclegów, ale także o rezerwację biletów lotniczych. Założenie jest takie, że oferta będzie zawierać: przelot, transport, zakwaterowanie, wyżywienie i skipassy. Długość pobytu 7 dni. Kto chętny?
    1 punkt
  3. Gotowy ruszam przez las,bo tak prowadzi trasa i nawet na początku piasku nie widzę... Ten pojawia się nieco później. Jest go ca raz więcej,aż w końcu wpadam na otwartą przestrzeń. Tak,tu zaczyna się pustynia. Czas sprawdzić co potrafią szerokie opony! Na początek kieruję się mniej więcej na sam środek,żeby poczuć klimat prawdziwej pustyni. Żar leje się z nieba i daje się mocno odczuć, ale na szczęście sporo pomaga dość silny wiatr, który nie jest krępowany przez las czy inne obiekty. Ale i tak co najmniej 30 st. w cieniu daje się odczuć. Jazda też nie należy do łatwych - szerokie opony dają radę,ale w bardziej grząskim terenie trzeba zredukować bieg i włożyć sporo siły. Zabawa przyjemna,ale mam też świadomość,że trochę siły trzeba zachować na drogę powrotną. Na środku pustyni jest taki taras widokowy - tak bym rzekł - na którym jest krótki opis samej pustyni,o wydmach itp. Zastanawiałem się gdzie dalej uderzyć. Wypatrzyłem w oddali jakieś zabudowania,więc tam się skierowałem. Wydawały się być niedaleko,ale to chyba Fatamorgana... Widać upał dawał się powoli we znaki. Na szczęście na pustyni można trafić na Oazę i schronić się choć w cieniu. Niestety,jaka pustynia, taka Oaza... Po blisko godzinnej jeździe,zacząłem opadać z sił. Upał zaczynał mnie wykańczać,a picie się kończyło. Nie było wyjścia i trzeba było uciekać. Resztkami sił i w dość dramatycznym stylu odnalazłem drogę do lasu i wodopoju. Ale ciężko było... Najważniejsze,że nie trafiłem na węże, skorpiony czy ruchome piaski. Na szczęście cały i zdrowy opuściłem to miejsce. A jak ono w praktyce wygląda? Oto zdjęcie z tarasu widokowego - to ta łatka... :tongue: Dość mocno zmęczony po szaleństwach w piachu,ruszyłem w drogę powrotną. Dokładnie tą samą trasą,którą tu przyjechałem. Po drodze postraszyły mnie jeszcze chmury burzowe,ale na szczęście udało mi się przed nimi uciec. Miałem przy tym sporo szczęścia,bo później się tam mocno rozpadało. Deszcz na pustyni? Takie rzeczy tylko w Polsce... :wink: Po drodze jeszcze taki widok: Ten dom stoi po niewłaściwej stronie wałów,nad samą Wisłą! Jak on przetrwał rok 1997 i 2010,kiedy woda przelewała się przez wały? Co ciekawsze, tam nadal mieszkają ludzie! No i to by było na tyle. Była niezapomniana przygoda. Sił starczyło na powrót i łącznie tego dnia przejechałem nieco ponad 200 km. Tłuścioch wyciska z człowieka więcej kalorii niż normalny rower,ale dałem rady. Pozdrawiam, Johnny
    1 punkt
  4. Na przodzie ktoś wypatrzył chatkę. Niestety zamkniętą. Za to widoki cudowne! Gdy zebraliśmy siły przed atakiem szczytowym, ruszyliśmy do góry. Prawa, lewa, prawa, lewa, KAMIEŃ, prawa, STRUMYK, lewa... Po drodze mijamy bajecznie położone jeziorka. Pot, zmęczenie, chęć zdobycia celu, pragnienie, niebiańskie górskie uczucie mieszały się ze sobą, dając spodziewany efekt - jezioro Seekarsee (2232m n.p.m.) zdobyte! Powyżej śnieg i majestatyczne góry. Wydawało się, że plamy Białego są na wyciągnięcie ręki... Jeeeest! W sam raz na ochłodę. Jak się okazało, śnieg (albo lód) będzie nam towarzyszyć przez cały pobyt w Austrii. Miodzio! Jeszcze tylko napić się świeżej wody i możemy schodzić. Niestety tą samą drogą Chociaż dzięki temu jeszcze raz zatrzymaliśmy się przy chatce. Potem szybko w dół. Przy schronisku skręciliśmy w górę do górnej części wodospadów. Tłum jak przy Morskim Oku, a dorożki zastąpiły taksówki. Podczas podchodzenia zaczął padać w deszcz. Cali przemoczeni doszliśmy do początku wodospadu. Z powrotem też zrobiłem kilka fotek. Pod koniec podeszliśmy pod wodospad. Jak na pierwszy dzień starczy - przeszliśmy 17km, 1300m w górę i tyle samo w dół. Z powrotem jeszcze raz minęliśmy ośrodki narciarskie i alpejską przyrodę, których zdjęcia dodam... no właśnie nie wiem kiedy. Może jutro, może pojutrze albo dopiero za ponad tydzień. Podobnie z resztą relacji - co prawda mam już prawie całą napisaną, ale zdjęć jeszcze nie obrobiłem. Przez najbliższe półtora tygodnia będę (starał się) pokonywać różne trudności i niedogodności (z małą przerwą na Beskid Extreme Festiwal). Ale z tego relacji nie będzie :wink: Między innymi dlatego reszta relacji dopiero po powrocie (czyli 14-15.08). No nic, 300km samo się nie przejdzie. Pozdrawiam
    1 punkt
  5. Dzień drugi - Poznaj nieznane Poniedziałek rano. Trzeba wstać. Ale jak tu wstawać skoro za oknem są niebiańskie widoki? Śniadanie? Co za przyziemna, prosta rzecz! Masywne góry, zieleń, potoczek, kwiaty... Mała cząstka duszy artystycznej zaczyna ożywać. Jednak aby nie skończyć jak niektórzy artyści, schodzimy na śniadanko. Po nim godzinna przejażdżka busem do Krimml. Po drodze widoki zapierające dech w piersiach - znane ośrodki narciarskie pokazują swoje letnie oblicze. Kaprun, Zell am See i inne... Może przyjechać tu zimą...? Do Krimml dojeżdżamy ok 9. Już z daleka widać wodospad. Jednak my idziemy wyżej. Na początku podchodzimy prawie cały czas drogą szutrową, czasami schodząc na bok, żeby podziwiać piękno górskiego potoku. Takim sposobem docieramy do schroniska. Wszyscy przepoceni, zmęczeni i z nadzieją, że będzie lepiej. Jednak czy już tutaj nie jest dobrze? Po krótkiej przerwie idziemy asfaltówką nieco w dół aż do momentu, w którym zaczyna się prawdziwa górska ścieżka. Wchodzimy do lasu. Po pewnym czasie wychodzimy w zieleń - to lubię najbardziej. A do tego te widoki... Po chwili robimy przerwę przy małym korytku, by zebrać siły i napić się źródlanej wody. Gorąc, który przedzierał się przez ubranie potęgował i tak duże zmęczenie. No nic. Trzeba ruszać - do celu jeszcze daleko. Las powoli się przerzedza na rzecz wysokiej roślinności. Mijamy urokliwe potoki i kolorowe alpejskie kwiaty.
    1 punkt
  6. StromÄ i wÄskÄ drogÄ zaczÄliĹmy zjeĹźdĹźaÄ w dóŠdo autostrady. Busem dojechaliĹmy do Fusch, mijajÄc po drodze znane Zell am See, a wczeĹniej skoczniÄ w Bischofshofen. PĂłnym popoĹudniem wybraliĹmy siÄ jeszcze do okolicznych wodospadĂłw. Fusch to maĹe miasteczko oddalone od Kaprun ok.13km. ZimÄ kursuje stÄd darmowy skibus dowoĹźÄcy narciarzy pod zbocza Kitzsteinhornu. Owe zbocza znajdujÄ siÄ tuĹź za pasmem gĂłrskim, na ktĂłrego zboczu mieszkamy. MaĹy hotelik prowadzony przez PolakĂłw (w ktĂłrym nocowaliĹmy) znajduje siÄ obok koĹcioĹa, w ktĂłrym na oĹtarzu jest rysunek Rumcajsa, a na ambonie szopka betlejemska. Dolina piÄkna - Ĺźywa intensywna zieleĹ i monumentalne gĂłry z zagubionymi biaĹymi nimfami na samej gĂłrze. ZauwaĹźyĹem, Ĺźe austriacy majÄ piÄkny zwyczaj (przynajmniej w gĂłrach) intensywnie okwiecaÄ kaĹźdy kÄt. Pierwszy dzieĹ zakoĹczony. Ciekawe, co przyniesie jutro? PS W pierwszym poĹcie czÄĹÄ zdjÄÄ mi uciÄĹo. SprĂłbujÄ jutro to poprawiÄ.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...