Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 31.08.2020 w Wpisy na blogu

  1. Słowacka „Orla Perć”, to był nasz kolejny cel, który osiągnęliśmy w zeszły piątek. Ok 27 kilometrów, graniowego szlaku w Tatrach Zachodnich i mniej więcej 2200 metrów przewyższeń, również po łańcuchach, i po mocno eksponowanym terenie skalnym. Całość zajęła nam 13 i pół godziny, a cała trasa w składzie ma 13 dwutysięczników i 3 niższe szczyty. Rakoń 1879 m npm Wołowiec 2064 m npm Ostry Rohacz 2084 m npm Rohacz Płaczliwy 2125 m npm Nohavica 2051 m npm Trzy Kopy, w której skład wchodzą: Przednia Kopa 2150 m npm Drobna Kopa 2090 m npm Szeroka Kopa 2090 m npm I następnie: Hruba Kopa 2166 m npm Banikov 2178 m npm Pachoł 2167 m npm Spalena 2083 m npm Mały Salatyn 2046 m npm Salatyn 2048 m npm Telaciarky 1936 m npm Przedni Salatyn 1624 m npm Zapraszam, do kolejnej, niemałej, ale obfitującej w piękne widoki, tatrzańskiej fotorelacji poniżej Auto zostawiamy na parkingu ośrodka narciarskiego Rohacze, ruszamy na szlak i po krótkim trawersie zielonym szlakiem, wchodzimy na odcinek asfaltowy... ...aż do... jak, to nazwałem "Tatusiowego" Schroniska Tutaj podchodzimy w stronę przełęczy. Jest pusto o poranku, a pogoda zapowiada się bombowa!!! Robimy sporo zdjęć i na każdym z nich znajdują się szczyty, które później będziemy zdobywać 😮 Jesteśmy na przełęczy! Zdobywamy Rakoń. W oddali? Tatry Wysokie - nie tak dawno je eksplorowaliśmy Od lewej Wołowiec, później pojawiają się Rohacze - Ostry i Płaczliwy, a w dalszej części kolejne nasze cele. Zbliżenie na drugą połowę naszej wędrówki: Bojowe nastawienie Pauli! W dole Rohackie jeziora: Wołowiec mamy szybko I idziemy dalej... Ku Rohackiemu Koniowi 😮 Spotykamy Kozice...tym razem w grupie W ogóle się nas nie boją 😮 I jeszcze raz pierwsza ambitna część szlaku przed nami. Ostry...a na dole przyjazne stadko Wchodzimy coraz wyżej. I pojawiają się pierwsze łańcuchy. Widok w dół? Proszę: Charakterystyczna grań na słowackiej "Orlej Perci": Paula walczy! Generalnie ma sporo szacunku dla graniowych fragmentów szlakowych u niej...rozmawiamy potem i okazuje się, że woli te bardziej pionowe wspinaczki Radość z pokonanego, eksponowanego fragmentu: Kolejność zdjęć w fotorelacji jest następująca... najpierw moje z aparatu, a w drugiej części będą Pauli, robione kamerą Kolejny cel - Płaczliwy! Zejście z Ostrego: Gdzieś w oddali kolejne ambitne cele Spojrzenie w tył (przed chwilą tam byliśmy): ...a na Słowacji gdzieś chyba wybuchła mała bomba atomowa...? Oto pozostałość... Zdobywamy Rohacza Płaczliwego Zbliżenie w dal...i zachwyt... ...tak... Pani też to czuje Marboru w charakterystycznym miejscu płaczącej góry: Chwila przerwy i idziemy dalej... W dole ponownie Rohackie Plesa: Nasza dotychczasowa droga... Widok w stronę Słowacji i po lewej stronie, skryty w chmurach kolejny cel naszych wędrówek tatrzańskich. Przedzieramy się dalej... ...i jest adrenalina!!! Są łańcuchy i są ekspozycje 😮 Paula radzi sobie doskonale w takich miejscach! Dochodzimy do "Narciarskiego Szczytu" Kto zgadnie, co to za wierzchołek? Tu czuję się jak u siebie Dalej? Igła... Kolejna graniówka - Paula już w przeciwwietrze oraz w kapturze. Wieje coraz mocniej. Tuż przed kolejną zdobyczą... ...i jest! Najwyższy punkt naszej wyrypy. ...i lecimy dalej! Pachoł!!! Widać od razu... ...i co? I idziemy dalej. Daleko, daleko... Krywań! Piękny jest skubaniec. ...i inne tatrzańskie kolosy. No ale komu w drogę, temu czas... trakt czeka. Niby łatwo, a łatwo nie jest. Pojawiają się łańcuchy i trochę terenu lekko wspinaczkowego. Ważne, że praktycznie sami w okolicy i to, że droga się nam skraca W oddali górna stacja w Rohaczach: Mijamy Salatyny... Serduszko... wiadomo! Schodzimy. Łagodnie, skiturowo. I w dół, i w dół...i kolejne punkty odhaczone na trasie... ...tak!!!! Można się zachwycić tym gdzie byliśmy, jak to wygląda z oddali. Panorama całego naszego szlaku - od Rakonia...aż do Salatyna: Jeszcze ostatni punkt i schodzimy na sam dół. A teraz pora na zdjęcia z GoPro Hero 8. Ręka Pauli Marboru w drodze na Wołowiec: Widok z Wołowca na Rakoń i dalej...po horyzont! W stronę Tatr Wysokich i Polski: Wołowiec i słup graniczny: Walka na Ostrym! Krew płynie wyraźnie szybciej w człowieku. Piękna grań Konia! I jestem na szczycie Teraz zejście. I kolejny wierzchołek... jest radość!!! ...i ponownie w dół ...tym razem w górę Chwila na nawodnienie i sekunda zadumy... I jest pięknie!!! Ja zdecydowanie wolę iść ku niebu, niż ku piekłu, czyli w dół Razem up...!!! Chwila płaskiego: I ponownie up, up!!! Cudownie!!! I lubiane miejsce przez Skiturowców Na koniec mapa naszej wędrówki Dotrwaliście do końca? Nam było kondycyjnie trudno, ale daliśmy radę!!! Cóż? Ponownie nogi bolo!!!! 😮 Kiedy kolejny raz odwiedzimy Tatry? Mam nadzieję, że już we wrześniu. Jesteśmy oczarowani tymi turniami... Pozdrawiam serdecznie marboru PS. Link do galerii zdjęć:
    6 punktów
  2. Któż z nas nie czytał Pana Samochodzika Zbigniewa Nienackiego? Dla mnie ta seria książek była niezwykle ważna i towarzyszyła mi w podstawówce, technikum, na studiach...a teraz? dumnie stoi na jednej z moich półek na książki. Te opowieści ukształtowały moją młodość. To również dzięki nim pojawiły się w moim życiu obozy żeglarskie, namioty ze znajomymi, wędkarstwo, zainteresowanie historią, kajaki. Również zamiłowanie do czytania, które zostało do dzisiaj Mimo, że twórca postaci Tomasza i pokracznego auta z silnikiem Ferrari był ORMowcem (podobno tylko w służbie drogowej) trwale zaraził mnie przygodą i szacunkiem do przyrody. Do dzisiaj darzę go sympatią i z sentymentem wracam do czasów, tamtych czasów. Mazury wypełniły całe moje młode życie, a nigdy nie byłem nad Jeziorakiem 😮 I dopiero w tym tygodniu nadrobiłem to Nooo.... a nad tym jeziorem oraz w jego okolicach, autor przecież umiejscowił kilka części powieści - i to nie był przypadek, Nienacki mieszkał właśnie nad brzegami Jezioraka. Dla zainteresowanych polecam: https://www.nienacki.art.pl/w_nowe_przygody_winnetou_niewidzialni_zlota_rekawica_tomekk_2006.html Mój i Pauli wyjazd do Iławy był krótki, więc i czas musieliśmy podzielić na różne aktywności - nie udało się nam chociażby w części zwiedzić miejsc opisanych pod powyższym linkiem To co się udało, to spędzić kilka godzin na wodzie w naszym kajaku Co z resztą? Nadrobimy w przyszłości. Był czas na wiosła, był wiatr i żagiel...było trochę rzeki Iławki, było fajnie! Mapka naszego pływania: Fajnie na wykresie widać kiedy płynęliśmy z wiatrem i na żaglu, a kiedy wiosłowaliśmy nieśpiesznie Na początek postanowiliśmy przepłynąć się Iławką. Przy brzegach łódki, łódeczki...to wszystko własność prywatna okolicznych mieszkańców oraz posiadaczy działek. marboru z wiosłem Bardzo ciekawe kanały i garaże na sprzęt pływający - sporo tego było! 😮 Fajnie mieszkać w takim miejscu i mieć coś takiego Brzydkie kaczątka... bajkowo!!! Niezwykły klimat miejsca Dom, prywatny pomost, łódeczka... w takim klimacie widzę się na emeryturze Rzeczka wije się przez miasto, park...a na niej masę ptactwa. Kaczka: Dwie kaczki 😮 ...eee marboru!!! Znowu niepoprawny politycznie Dopływamy do jazu i...i nawracamy do jeziora. Czemu? Za przeszkodą wodną jest mało wody i teren raczej trudny do pływania - rezygnujemy z dopłynięcia do dwóch jezior (taki był pierwotny plan), bo takie przedsięwzięcie byłoby dość czasochłonne. Relaksujemy się na Jezioraku... Paula wypoczywa, a ja kontempluję miejsce i wspominam młode lata i przygody Pana Tomasza i jego pokracznego, pływającego auta. Ojjj powędkowałbym... nawet miałem wędki...tylko okazji nie było i czasu Zrywa się wiatr! Supppeeerrrr!!!! Rozkładamy żagiel Skiperzy mijających nas łodzi, motorówek biją nam brawo 😮 Wzbudzamy ciekawość jak cytowany już kilka razy wehikuł stworzony na kartach powieści Nienackiego 😮 Płyniemy szybko. Mamy świetną zabawę Gdyby ktoś podążał naszym szlakiem, to chyba jedyne miejsce gdzie blisko wody można coś kupić i zjeść...z daleka, miejsce jest oznaczone takim banerem: Ależ relaks i przyjemność sobie zafundowaliśmy Paula kontroluje nasz mini "spinaker"...a ja robię pamiątkowe selfiki Oj posiwiałem... Z wiatrem płynie się świetnie...ale mając świadomość, że nasz kajak pneumatyczny, pod wiatr zamienia się w pompowany latawiec i będzie trudno wiosłować z powrotem, nawracamy i... teraz pracujemy obydwoje na 200%, a efekt wiosłowania, to powolny powrót. Na koniec postanawiamy opłynąć największą śródlądową wyspę w Polsce - Wielką Żuławę, bądź jak kto woli, Wielki Ostrów. Przesmyk między wyspą a stałym lądem, po przeciwległej stronie od Iławy. Kończymy naszą krótką przygodę z Jeziorakiem...zobaczyliśmy nawet sporo jak na jeden dzień pobytu tutaj...ale jest niedosyt w sumie? Dobrze, że jest! Wrócimy tu na eksplorację północnej jego części. Wysp i połączonych innych jezior. Dobijamy do naszej przystani i naszego lokum. Dzisiaj w strugach deszczu wracamy autem do domu. Przepakowaliśmy się, a jutro jedziemy w Tatry Góry wciągają mocno. Niebawem napiszę o naszych kolejnych eksploracjach. Tym czasem pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    2 punkty
  3. Właśnie rozpoczęłam drugą część urlopu. Krótko przed wyjazdem zapadła decyzja - jedziemy do Austrii! Ryzyko pandemiczne chyba mniejsze niż wysłanie córki do szkoły za dziesięć dni, a o takim tripie marzyłam od dłuższego czasu. Będzie urlop w drodze. Dzisiaj pierwszy dzień i górska wędrówka pętlą szlaków w okolicach Linzu. Już na początku w zaplanowaną wycieczkę wkradł się element zaskoczenia. Mieliśmy rozpoczynać w najniższym punkcie, na parkingu Klammbrückl, niedaleko aktualnej kwatery, ale jeśli wpiszecie w nawigację "Parkplatz Klammbrückl", to pokieruje Was ... na Dolomitenstrasse, na inny parking, pod schronisko. Trochę dalej, sporo wyżej i płatna drogą - ponad 7 km gładkiego asfaltu, prawie 1000 m przewyższenia i cała masa agrafek. Pewnie niektórym szosowcom mocniej zabiją serca. My zostawiamy auto na parkingu i dalej już pieszo idziemy do absolutnie fantastycznie położonego schroniska. Na tarasie z widokiem na Spitzkofel 2718 m: Dalej wędrujemy doliną Laserz Poniżej po lewej widać Große Sandspitze - najwyższy szczyt Alp Gailtalskich 2770 m: Słońce wynurza się zza gór, będzie nam dogrzewać cały dzień W oddali widać pasaż Kerschbaumtörl, na który wkrótce będziemy się wspinać, a na pierwszym planie tablica upamiętniająca jednego z przewodników-pionierów turystyki górskiej: Wędrujemy w stronę schroniska Karlsbader Hütte: Za nim schowały się dwa urokliwe jeziorka - Laserzseen. Pięknie jak nad Morskim Okiem, ale na szczęście niewiele osób. Dalej czeka nas wspinaczka na przełęcz: Po drodze fantastyczne widoki na grupę Großvenedigera - to te ośnieżone trzytysięczniki na horyzoncie Droga na przełęcz szybko się kończy. Jesteśmy! Obok nas głową Szymona - Simonskopf 2687 m Dalej schodzimy w dolinę Kerschbaumtal i schronisko Kerschbaumeralm: W schronisku - lokalne po powitanie i obiadek z widokiem na kapliczkę Schodzimy w dół doliną Kerschbaum wzdłuż potoku ... w stronę Klammbrückl - mostu nad głębokim na 33 m kanionem, wydrążonym przez potok w skale. A potem - najpierw malowniczą, a potem już tylko stromą ścieżką przez las do Dolomitenhütte, gdzie stoi nasze auto. Zbocze w słońcu, wiatru ani krztyny. Strasznie gorąco i pot zalewa twarz. Dzień kończymy na tarasie przy szklaneczce radlera. Za nami ponad 22 km szlaku i blisko 1500 m przewyższenia. Warto było!
    1 punkt
  4. Po całonocnym i porannym deszczu zapowiadało się okno pogodowe. Wybraliśmy się na wycieczkę do wąwozu Garnitzenklamm, w okolicach Hermagoru. 4,5 kilometra szlaku podzielone jest na 4 odcinki, można robić krótsze pętle albo przejść cały wąwóz. Na szlaku 9 mostków, liny, klamry, drabinki i wspaniały spektakl, tworzony przez wodę, skały i alpejską roślinność. Zresztą słowa nie oddadzą tego tak jak obrazy: Na koniec Darek wymyślił "skrót" innym szlakiem i zamiast 5 godzin wędrowaliśmy 7. Ale nawet było ładnie i pogoda - wbrew zapowiedziom - poprawiła się. Wyszło nam prawie 17 km. Bacówka Kühweger Alm: Widok na ośrodek narciarski w Tröpolach: Pod wieczór jeszcze zajrzeliśmy do Hermagoru - zakupy, bankomat, takie tam. Miasteczko ładne, ale jakoś nie wybitnie. Jest jedna główna ulica Hauptstraße i tyle. Dzisiaj ruszamy dalej rowerami. Pozdrawiam
    1 punkt
  5. Wczesną pobudka w niedzielę i już parę minut po ósmej ruszamy rowerami spakowani z sakwami. Drawa po sobotnich opadach ma kolor kawy z mlekiem, jesteśmy też pod wrażeniem, jak potężną rzeką zrobiła się na przestrzeni ok. 50 km. Poranne widoczki z przedmieści Lienzu: Trafiłamy też na cmentarz kozacki w dzielnicy Peggetz i tablicę upamiętniającą tragedię Kozaków z Lienzu (masowe samobójstwa i brutalną deportację do ZSRR). Na moście w Nikolsdorfie opuszczmy Tyrol Wschodni i wjeżdżamy do Karyntii. Chwilę zatrzymujemy się w Oberdrauburgu, aby odpocząć na historycznej starówce przed długim podjazdem. Przed nami Gailbergsattel - 6,5 kilometra wspinaczki na 982 m npm, aby przedostać się przez przełęcz z Doliny Drawy do doliny Gail. Ruch jest średni, sporo motocyklistów w słoneczną niedzielę, ale na szczęście nie jest upalnie, a droga jest szeroka i co jakiś czas można złapać oddech w zatoczkach. Z pełnym obciążeniem z sakwami jest to wyzwanie, ale dałam radę. Na górze zasłużony odpoczynek przy pysznym, jeszcze ciepłym apfelstrudlu: Teraz już tylko długi zjazd z górki do Kötschach-Mauthen. Na tutejszym kempingu zaopatrujemy się w kartę turystyczną Kärnten Card , dzięki której będziemy korzystać ze zniżek i gratisów przy różnych, czekających nas atrakcjach. Teraz będziemy jechać szlakiem R3 (Karnischer Radweg), wzdłuż Gail. Most na rzece Gail: I ciekawe miejsce tuż za Mauthen, gdzie do Gail wpływa potok o zupełnie innej barwie wody. Zrobiło się tak ... patriotycznie 😉 Po lewej stronie mamy Reißkofel (2371 m), a wokół szeroką dolinę. Mijamy karynckie wioski, czasem coś nas zadziwi. Na przykład taka rzeźba w ogródku - robi wrażenie! Gonią nas niestety czarne chmury. Po prawej rozpoznaję Tropölach i ośrodek narciarski Nassfeld-Hermagor. Przed deszczem chronimy się w barze dla rowerzystów, ale jest już późne popołudnie, a pogoda wcale nie chce się poprawiać. Kończymy po 76 km w sympatycznym pensjonacie w Watschig - to mała wioska kilka km od Hermagor. Padało całą noc i prognozy nie są na dziś zbyt optymistyczne. Zobaczymy, czy uda się dzisiaj jednak gdzieś ruszyć. Pozdrawiam.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...