Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.03.2021 w Komentarze w blogu
-
Zobaczcie jak Martin Fourcade jedzie fragment slalomu na biegówkach oraz trening Francuskich biathlonistów2 punkty
-
Powrót nie całkiem legalny Początkowo planowaliśmy, że nad Bałtykiem dojedziemy tylko do Międzywodzia, z którego odbijemy na Wolin i wrócimy szlakiem Blue Velo - wschodnim brzegiem Zalewu Szczecińskiego i Jeziora Dąbie. Jednak wiadomość o otwarciu granic od soboty sprawiła, że spontanicznie postanowiliśmy zmienić trasę na wariant zachodni - przez Niemcy. Dopiero wieczorem, leżąc w łóżku w ośrodku na zachodnim krańcu Świnoujścia doczytałam, że Meklemburgia-Pomorze Przednie do końca czerwca nie zezwala na jednodniowe pobyty turystyczne ☹️. Hm, co tu zrobić? Nie byłam gotowa psychicznie na kolejny, koszmarny przejazd rowerem przez S3 - aż do Wolina. Stwierdziliśmy rano, że jedziemy zobaczyć na promenadę transgraniczną, jak się sprawy mają. Najwyżej coś wymyślę. Na granicy żadnych służb mundurowych nie było, tylko peleton niemieckich emerytów, spragnionych świnoujskich klimatów. No to pstryk i dyskretnie odbijamy na niemiecką stronę. Na początku mamy dwie spore górki do pokonania przez las, potem krajobraz południowej części wyspy robi się sielski i trochę nostalgiczny. Wciąż wieje mocny, północno-wschodni wiatr. Jest ciepło, ale rześko. W Anklam - zwrot i od tego miejsca mamy centralnie pod wiatr, który rozdmuchuje się do 8 m/s. Most na Peene w Anklam: Czeka nas walka z wiatrem i odcinek szlaku dookoła Zalewu po starej drodze z płyt betonowych i gruntówkach. Myślałam, że mi zerwie kask razem z głową 😮. Rekompensatą były fantastyczne krajobrazy kwitnących Bagien Anklamskich. Na pierwszym zdjęciu widoczne w oddali pozostałości mostu kolejowego Kamp-Karnin. W Ueckermünde robimy postój. Charakterystyczna ławeczka: Rynek i plaża nad Zalewem: Z tego miejsca mamy już bardziej z wiatrem, który zresztą pod wieczór słabnie. Jesteśmy 40 km od domu, prawie jak w przedpokoju 😉. Na granicy w Dobieszczynie już tylko ślad po kupie piachu, blokującej do niedawna przejście. Jesteśmy w domu ok. 20.45.2 punkty
-
Mariusz - to od początku : Generalnie narty dobiera się raczej do wagi, nie do wzrostu, więc w zależności od geometrii modelu można mieć dłuższą lub krótszą nartę. Zaczynaliśmy w lutym na wypożyczonym sprzęcie Salomona - były to nartki podobne do tegorocznych Snowscape 7, tylko w innej szacie graficznej - stabilne, raczej szersze i krótsze, z łuską. Sprawdzały się i na wyratrakowanych trasach z przygotowanymi torami i poza nimi, na przetartych i nieprzetartych szlakach. Taki typowy model do nauki, dla początkujących, choć widziałam sporo osób na trasach z tymi nartami, więc jest chyba dość popularny. W zasadzie nawet wybrałam te narty przez internet dla siebie, ale finalnie kupiliśmy ostatni dostępny wówczas od ręki model Salomon Aero 7 eSkin - z moherową foką oraz Salomon Escape 5 Grip z łuską. Obydwa w długości 198 cm, bo mamy z Darkiem ten sam zakres wagowy. Koszt - ok. 360 - 500 zł za parę, do tego wiązania. Buty też Salomona - w moim odczuciu ta firma ma najwygodniejsze buty i jakoś tak najzgrabniej wykonane. Jedna ważna sprawa - kompletując sprzęt trzeba zwrócić uwagę, żeby but był kompatybilny z systemem wiązań, bo są różne. Salomon robi buty pod wiązania Prolink, pasują też do systemów NNN i Turnamic. Fischer ma np. inne systemy i buty nie będą pasować. Cena - ok. 600 zł za parę. Modele RC 9 Vitane Nocturne Prolink oraz RC 9 RC 9 Nocturne Prolink. Do tego wiązania, kije (dłuższe niż do zjazdówek) - za komplet wyszło nam ok. 1500 zł. Odczucia z jazdy - dłuższa narta daje poczucie stabilności, mimo iż była węższa, niż te Snowscape do nauki, ale mam wrażenie, że w dłuższych nartach jest lepsze odbicie. W każdym razie oprócz tytułowego szurania zaczęły mi już wychodzić posuwiste kroki, choć do gracji i efektywności zaawansowanych biegaczy jeszcze nam sporo brakuje. Zauważyłam różnicę między łuską a foką na trasie do Chatki Górzystów - świeży śnieg, zwłaszcza w nasłonecznionych miejscach, mocno klei się do łuski na ślizgach. W pewnym momencie miałam pod stopami dwie śnieżne buły, które praktycznie całkiem mnie zastopowały. Zamieniłam się z Darkiem na narty i było zdecydowanie lepiej - warto chyba na przyszłość jednak mieć w plecaku smar na takie ewentualności. Do skinów jest inny smar i trzeba je co jakiś czas wymieniać, ale chyba jednak do takiej bardziej sportowej jazdy to jest lepsze rozwiązanie. Na użytek rekreacyjny w zasadzie nie ma aż tak dużej różnicy, czy ma się łuskę, czy skiny. I jeszcze na koniec - choć jazda na biegówkach wydaje się bardzo prosta, to jednak dostrzegam duże korzyści z zajęć z instruktorem. Sporo nam dało szkolenie jeśli chodzi o pokazanie elementów technicznych, możliwość korekty błędów i ogólną orientację w tym sporcie. Mieliśmy ten luksus, że przez pięć dni instruktorzy (którzy byli też przewodnikami karkonoskimi) byli do naszej wyłącznej dyspozycji, więc mogliśmy mieć praktycznie indywidualny instruktaż, dopasowany do naszych dyspozycji i potrzeb. Ale warto na początek chociaż skorzystać ze szkolenia weekendowego czy jednodniowego (to chyba minimum).1 punkt
-
Poniedziałek Rano pakujemy bagaże do auta. To już ostatni dzień w Szklarskiej – w nocy poprószyło znów świeżym śniegiem, teraz wychodzi słońce. Marzenie ! Zatem zanim wrócimy do domu, jeszcze raz wybierzemy się na wycieczkę na biegówkach. Dokąd? W najbardziej romantyczne miejsce w okolicy – na Polanę Izerską i do schroniska Chatka Górzystów. W końcu jest 8 marca, Dzień Kobiet. Dzień Kobiet na Nartach ! Kobiety na nartach dzisiaj w doborowym towarzystwie. Jest trochę jak na Alasce Świeżutki sztruksik na trasach ... Mijamy schronisko Orle - tutaj kończą się wyratrakowane trasy. Dalej idziemy ścieżką narciarską, już przetartą przez jakichś porannych narciarzy. Docieramy nad graniczną Izerę - cisza, spokój, śnieg, narty, las, rzeka, polana. Jest doskonale! Darek: Jagnięcy Potok: Bez komentarza ... Chatka Górzystów: Wciągamy fantastyczną gorącą czekoladę na wynos. Fotka z nartami: Obiad ponownie w Orlem - piękne jest to schronisko! Do Jakuszyc wracamy ponownie popularną "spacerówką". Przed nami pięć godzin jazdy samochodem. Czy to koniec sezonu? Mam nadzieję, że jeszcze nie, ale kto to wie? Tak trudno coś planować tej zimy. Pod powiekami wciąż te pejzaże i tęsknota za zimowymi górami.1 punkt
-
Niedziela Od rana miałam zdalne wykłady online - cóż, taka praca, czasem w dziwnych godzinach. Dopiero około południa można było ruszyć na narty. Stoją te dwumetrowe ołówki w kącie, błyszczą nowością i bezczelnie prowokują . No to co? Raz kozie śmierć! E tam, jaka śmierć? Nartki okazały się zwinne i posuwiste. „Będzie pani zadowolona” – mówił gość w Jeleniej Górze. Jak w kabarecie. W sumie tak - jestem zadowolona . Zaczynamy w Białej Dolinie w Szklarskiej Porębie, przy punkcie nr 41, skąd idziemy cały czas lekko pod górę do kopalni kwarcu Stanisław - najwyższego punktu tras biegowych wokół Jakuszyc. Najwyższy punkt w kopalni , co za paradoks! Ale za to jak ładnie widać stąd Szrenicę! Niedziela to ostatni dzień Biegu Piastów, rozgrywanego w tym roku w fomule indywidualnej. O ile w sobotę podobno na trasach były tłumy zawodników, to w niedzielę zostały już nieliczne niedobitki. My kierujemy się do schroniska Orle przez Jelenią Łąkę. Narty dobrze niosą, a ja powoli wchodzę w rytm. Tutaj zamawiamy obiad. Jest późne popołudnie, dochodzi szesnasta, a przed nami jeszcze kawałek drogi powrotnej. Nie szkodzi, w takich okolicznościach można sobie sunąć i sunąć ... Dochodzimy do Jakuszyc - trwa budowa Dolnośląskiego Centrum Narciarstwa Biegowego i Biathlonu. Pustki na mecie Biegu Piastów ... A my przez Polanę Maliszewskiego i bardzo malowniczą trasę Czarny Kamień kierujemy się na nartach w stronę Szklarskiej Poręby. Trasa prowadzi wzdłuż potoku i linii kolejowej, ale jest bardzo ładnie. Ostatni odcinek to leśna droga stromo pod górę, niestety już ze sporymi ubytkami śniegu. Odpinamy narty - szkoda sprzętu. W Białej Dolinie jesteśmy około osiemnastej, już o szarówce. Ale zabrane do plecaka czołówki tym razem nie przydały się. [cdn.]1 punkt
-
Sobota Prognozy na sobotę były znakomite – lampa, lekki mróz i słaby wiatr. Oj, chyba będzie najazd na Szrenicę! Zarządzam wczesną pobudkę i o 8.28 jesteśmy na parkingu. Miejsca o tej porze jeszcze są bez problemu, do kas stoi po parę osób – czynne trzy okienka. Jaki skipass bierzemy? Na cztery godziny, czy na cały dzień? A tam – jak szaleć to szaleć, kupujemy do szesnastej. Pierwszy wjazd przedpotopowymi krzesełkami na Szrenicę. Bzzz, bzzz, bzzz, bzzz … tuk, tuk …. bzzz, bzzz … Poranny Puchatek czeka na adeptów narciarstwa. Ups ... Śnieżynka coś marnie wygląda z góry Im bliżej szczytu, tym bardziej bajkowo ... Przy górnej stacji: Darek na Świątecznym Kamieniu: I autorka bloga: Zaglądamy na Halę Szrenicką - bardzo ładnie, warunki na stoku dobre, ale ten tłumek do orczyka - błeee ... Wracamy na Śnieżynkę, która z każdym przejazdem staje się raczej złą Królową Lodu z brzydkimi brodawkami z kamieni i niewydepilowanymi kępkami trawy Lolę zamknięto dwa tygodnie wcześniej, FIS w ogóle nie był czynny w tym sezonie. Może dzięki tym trudnym warunkom nie ma kolejek do szybkiej kanapy Karkonosz, ale jednak jazda jest taka sobie. Zwłaszcza, że mam już stępione krawędzie i narty żyją trochę swoim życiem na tych lodowych połaciach. Dużo osób sobie zupełnie nie radzi. Na ostatnie dwie godziny rozdzielamy się z Darkiem - on zostaje na Śnieżynce, ja zakotwiczam się na dłużej na Świątecznym Kamieniu, gdzie warunki są dużo, dużo lepsze. Jakie wrażenia? Tyle razy byłam przejazdem w Szklarskiej, a dopiero pierwszy raz wybrałam się tam z nartami. Wspaniała pogoda, fantastyczne widoki, świetna góra, urozmaicone trasy - niestety komuś jednak chyba brakuje - serca? chęci? możliwości? - aby je porządnie przygotować. Szkoda, to taka mała zadra w ogólnie pozytywnym odbiorze. Pomimo tego mankamentu, to i tak chyba mój najlepszy dzień na zjazdówkach w tym sezonie. [cdn.]1 punkt
-
@tanova świetny trip 👍 tereny bajeczne, a przede wszystkim przygoda 🙂 Relacja, sztos! Dzięki 👍1 punkt
-
Jeszcze małe uzupełnienie. Opis i interaktywną mapę szlaków, po których jechaliśmy, oraz odcinkowe mapy pdf można znaleźć na stronie Urzędu Marszałkowskiego: http://www.rowery.wzp.pl/1 punkt
-
No to jedziemy dalej - sobota: Wreszcie zmiana pogody - chmury i mgłę zastąpiło słońce, ale wciąż mocno wiało ze wschodu, więc było rześko. Dobrze, że mamy z wiatrem. Zaglądamy na plażę w Grzybowie - jeszcze pustą rano. Kolejną miejscowością jest Dźwirzyno, gdzie szlak R10 poprowadzono ciekawą kładką przez pola wydmowe. Potem jedziemy DDR-ką wzdłuż drogi przez centrum Dźwirzyna, Rogowo aż do Mrzeżyna. Tutaj pierwszy postój w porcie u ujścia Regi, gdzie rybacy właśnie sprzedają świeżą rybę prosto z porannego połowu. Chętnych nie brakuje. Za Mrzeżynem charakter trasy zmienia się. Kiedyś tamtejsze obszary leśne to był teren wojskowy, na który nie było wstępu. Dalej jest tam wojsko, ale część lasów jest dostępna dla osób postronnych. Szlak biegnie szutrowymi i piaszczystymi krętymi ścieżkami oraz przez kilka kilometrów - starą brukową drogą. Na trasie oddano w tym roku MMOR - czyli Modelowe Miejsce Odpoczynku Rowerzystów. Jest wiata z wielkim stołem, gniazda zasilania na energię solarną, również dla e-bike'ów, wifi i tablice informacyjne. Pełen wypas! Mijamy kolejne miejscowości. Niechorze Trzęsacz Na plażach kolorowo od parawanów, w miejscowościach - tłoczno, na szlaku rowerowym - ruch umiarkowany. W Międzywodziu spędzają weekend nasi przyjaciele - umawiamy się, że wyjadą nam rowerami naprzeciw. Spotykamy się gdzieś w lesie za Łukęcinem i jedziemy razem aż do Międzywodzia. Jeszcze wspólną kawa, ale czas szybko mija, a przed nami spory kawałek drogi do Świnoujścia. Ten fragment szlaku w zasadzie jeszcze nie istnieje. Jest bypass drogami gruntowymi i - miejscami - lokalnymi albo wariant jazdy szosą. Na DW 102 przez Wisełkę do Międzyzdrojów na szczęście ruch umiarkowany, jedzie się dobrze - spore górki, można się rozgrzać, zwłaszcza z sakwami. Pogoda pod wieczór trochę się psuje. Lodowaty wiatr że wschodu wzmaga się i przynosi chmury. Dojeżdżamy do Międzyzdrojów. Jest już około 20.00, a przed nami ostatnia prosta - poboczem DK3. Paskudny odcinek i dłuży się niemiłosiernie. Jestem szczęśliwa, gdy docieramy na przeprawę promową. Takie widoki z "Bielika": Jeszcze tylko przejazd przez całe miasto, bo nocujemy w ośrodku prawie pod niemiecką granicą. Tutaj kończy się szlak R10, czyli polski odcinek Euro Velo 10 i 13. A potem krótki wypad na kolację i zakupy. Bardzo tłoczno, mimo późnej pory. Nie czujemy się tak do końca bezpiecznie w takim tłumie.1 punkt
-
Dzień drugi Pogoda dalej nie rozpieszcza - za oknem rano chmury i mgła. Ale nie pada i jest cieplej niż w czwartek. Od Białogardu Stary Kolejowy Szlak biegnie w dwóch wariantach - przez Koszalin do Mielna oraz przez Gościno do Kołobrzegu. Obydwa na około 50 km. My decydujemy się na pierwszy z nich. Ale najpierw runda po białogardzkiej starówce, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Potem szlak biegnie wzdłuż rzeczki Liśnicy. W odróżnieniu od odcinka Złocieniec-Białogard, ten do Mielna wcale nie jest oznakowany, a niektóre fragmenty jeszcze nie istnieją, a w zasadzie istnieją jako polne drogi albo leśne dukty: Pod Bialogardem: Niestety, @Bumer nie trafiłam nad jezioro, o którym piszesz. Pojechaliśmy w stronę Pomianowa, a potem zjechaliśmy z asfaltu w teren. Nad Radwią trochę pobłądziliśmy. Prawie pokłóciłam się z Darkiem i prawie zgubiłam telefon na jakichś leśnych wertepach. Ale Radew - bardzo ładna. Fajna byłaby na kajak. Do Strzekęcina dojeżdżamy przy pierwszych kroplach deszczu i pomrukach burzy. Postanawiamy przeczekać nawałnicę w tamtejszym Bursztynowym Pałacu. Oczekiwanie umila nam kawa i wykwintna szarlotka. A gdy przestaje padać, przechadzamy się po pięknym parku wokół pałacu. Darek przy balustradzie. Od Strzekęcina przez Koszalin do Mielna jedziemy nudną ścieżką rowerową wzdłuż drogi wojewódzkiej. Duży ruch, brzydko, dobrze że chociaż bezpiecznie. 25 km. A nad morzem? Inny świat - sztorm, mgła i lodowaty wiatr. Szlak R10 prowadzi miejscami przez las asfaltową autostradą, miejscami tuż przy plaży, a miejscami środkiem przez miejscowości. Wszędzie mnóstwo ludzi, niestety, chodzą i jeżdżą jak stado krów. Kiepska sprawa w długi weekend czy w wakacje. Sarbinowo: Pod Kołobrzegiem: Zdjęcia z Kołobrzegu wyszły średnio Nocujemy w Grzybowie. Jutro cdn.1 punkt







