Dwa tygodnie temu mój syn maił wypadek na stoku w skutek którego doznał urazu nogi, ale o tym to już pewnie czytaliście w innym temacie.
Ponieważ ja pojechałem przodem, wiem to jest mój błąd bo choć jeździ bardzo dobrze zazwyczaj staram się go mieć przed sobą... no ale stało się pojechałem jednak przodem, zresztą na jego życzenie...
Zaniepokojony na dole że go jeszcze nie ma dowiedziałem się od innego narciarza: "ale tam taki młody w czerwonej kurtce glebnoł(śmiech)" musiałem jeszcze dokupić punkty na wyjazd i dopiero ruszyłem w górę, zanim znalazłem się przy nim to od momentu zdarzenia upłynęło paręnaście minut, zastałem go leżącego na stoku, wijącego się z bólu, a sprzęt(narty kije) leżały ok 30-40 metrów wyżej rozrzucone. Co prawda na stoku było mało narciarzy ale te parę osób musiało w tym czasie przejechać koło niego, jednak nikt nie pokwapił się żeby pomóc mu, zabezpieczyć miejsce zdarzenia, czy choćby pozbierać rozrzucony sprzęt który stwarzał potencjalne zagrożenie dla innych narciarzy...
Co to jest brak kultury, bezpieczeństwa, odpowiedzialności.... czy ogólnie tego wszystkiego razem wziętego:confused: