Pragnę się z Wami podzielić moim sposobem prania bielizny.
Wiem , wiem można wogle nie prać, bo podobno nie śmierdzi;).
Podejrzewam, że podany niżej patent może nie znaleźć zrozumienia wśród płci nadobnej, ale trudno zaryzykuję.
Po powrocie z nart zdejmujemy z siebie wszystko za wyjątkiem spodniej bielizny i wchodzimy po prostu pod natrysk, lub do wanny. Myjemy się jakby nigdy nic, po pewnym czasie zdejmujemy bieliznę i przy jej użyciu domydlamy się. Teraz wystarczy wypłukać ją pod bieżącą wodą, na kaloryfer i gotowe.
Sposób niestety nie sprawdza się przy osobach, które uważają, że nie tylko pranie, ale i kąpiel jest czynnością zbędną i wręcz uwłaczającą prawdziwemu narciarzowi.