Lecą samolotem ksiądz, zakonnica, no i wiadomo - pilot.
Nagle burza, grzmoty, błyska, samolotem zaczyna rzucać, silnik się wyłącza i maszyna zaczyna pikować w dół. Pilot przedziera się do kabiny i woła: "zakładać spadochrony, musimy wyskakiwać!!!", co też wszyscy szybko zrobili. Już ze spadochronami drapią się do drzwi. Panowie, jako że dżentelmeny, puszczają zakonnice przodem żeby skakała. Zakonnica zapiera się, już ma wyskakiwać ale sie cofa. Samolot coraz niżej, pilot ze strachem w oczach pyta księdza:
"popchniemy ją?",
na co ksiądz: "a zdążymy jeszcze?"