Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Aldok63

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    448
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    14

Zawartość dodana przez Aldok63

  1. Zachód Grońskiego to jedna z pięciu linii w polskiej części Tatr Wysokich, które wycenione zostały na 6. Zachód Grońskiego przez długi czas uważany był za najtrudniejszą linię narciarską w polskich Tatrach Wysokich. Z pewnością pokonanie go w 1994 roku przez Piotra Konopkę było dużym wyczynem, którego długo nikt nie zdecydował się powtórzyć. Najokazalej prezentuje się z Rysów - imponująca, pionowa niemal linia przecinająca ścianę Wołowego Grzbietu działa na wyobraźnię. W praktyce okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Narciarze spodziewający się dużych trudności technicznych będą wprawdzie rozczarowani, ale miłośnicy mocnych wrażeń mogą liczyć na sporą dawkę adrenaliny. Zjazd rozpoczynamy na Małej Wołowej Szczerbinie (2355 m n.p.m.), z której zsuwamy się kilka metrów, a następnie wąskim, mocno nachylonym śnieżnym zachodem trawersujemy północne, skaliste stoki Wołowego Grzbietu. Zachód ciągnie się przez ponad 500 metrów, dwa razy wznosząc się (konieczne podejście kilka metrów na nartach) i dwa razy stromo opadając (jedyne miejsca, gdzie można wykonać kilka skrętów). Jest mocno eksponowany - pola śnieżne podcięte są skalistym progiem opadającym do Wyżniego Czarnostawiańskiego Kotła - dlatego dobrze się asekurować dziabą. Zachodem docieramy do wylotu żlebu schodzącego z Żabiej Przełęczy. Żleb ograniczony z lewej strony skalną grzędą jest początkowo dość stromy, ale równocześnie dość szeroki. To tak naprawdę najciekawszy odcinek zjazdu, który sprowadza nas do Kotła pod Rysami. Stąd już bez problemów docieramy do Czarnego Stawu. Zjazd Zachodem Grońskiego to zjazd typowo taternicki - propozycja dla tych, którzy nad radość z jazdy przedkładają sporą dawkę adrenaliny. Z pewnością trawers mocno eksponowanych stoków Wołowego Grzbietu jest dla psychiki dobrym treningiem, który zaprocentuje podczas kolejnych zjazdów. Dane techniczne zjazdu Zachodem Grońskiego z Małej Wołowej Szczerbiny (2355 m n.p.m.) do Kotła pod Rysami i dalej do Czarnego Stawu pod Rysami (za przewodnikiem "Narciarstwo wysokogórskie w Polskich Tatrach Wysokich" K. Życzkowskiego i J. Wali): Trudność zjazdu: 6 Średnie nachylenie stoku: 31 stopni Deniwelacja zjazdu: 770 m Długość zjazdu: 1500 m Pierwszy zjazd: Piotr Konopka, 4 czerwca 1994 Tekst i zdjęcia: Michał Kowalski góry.pl
  2. Na narty tylko na Kasprowym Wierchu Tylko na Kasprowym Wierchu wciąż trwa sezon narciarski /INTERIA.PLCzwartek, 15 kwietnia (12:37) Wszystkie stacje narciarskie na Podhalu zakończyły już sezon narciarski. Czynne są tylko kolej linowa na Kasprowy Wierch i kolej krzesełkowa w kotle Gąsienicowym. Warunki na trasie narciarskiej w kotle Gąsienicowym są dobre. Leży tam od 20 do ponad 160 cm śniegu. Przed południem temperatura jest ujemna, a w ciągu ostatniej doby spadło tam około 10 cm świeżego śniegu. Nieczynna jest kolej krzesełkowa Goryczkowa oraz obie nartostrady i do Kuźnic można już tylko zjechać kolejką.
  3. 852. - takie zająłem miejsce w wyścigu. Ale przykro mi nie jest, bo okoliczności były zbyt przyjemne... Zresztą Marc Girardelli, legendarny alpejczyk, był dopiero piąty. A w sporcie i tak liczą się tylko zwycięzcy, prawda? Łukasz Grzymisławski wyborcza pl. *** Była pierwsza połowa stycznia, kiedy w narciarskich kurortach jest trochę luzu: po świętach, a przed szkolnymi feriami. W Austrii też, a dokładnie w najmniejszym jej landzie (zmieściłyby się w nim raptem cztery Warszawy) wtulonym między Szwajcarię i Jezioro Bodeńskie. Aż dwie trzecie jego powierzchni leży powyżej tysiąca m n.p.m. Jeszcze 90 lat temu był to jeden z najbiedniejszych zakątków Europy - gdy w referendum mieszkańcy opowiedzieli się za zamianą Vorarlbergu w szwajcarski kanton, Helweci ich nie chcieli. W latach 30. XX w. już mogli tego żałować, bo narty - a w gęstym od trzytysięczników Vorarlbergu znają się na nich jak nigdzie indziej (tu produkuje się sprzęt marki Head, wyciągi Doppelmayr, a gdy zakładano Ski Club Arlberg, Wyspiański właśnie publikował "Wesele") - zaczęły robić furorę jako ulubiona zimowa rozrywka zamożnych mieszczuchów. Romantyczna era narciarstwa, czyli kilkudniowych wycieczek na fokach zaczęła tu zmierzać ku końcowi już w 1937 r., kiedy w Lech postawiono pierwszy w Austrii wyciąg. *** Do najsłynniejszych stacji należy Lech-Zürs. Vaclav Havel, Vladimir Putin, Niki Lauda, holenderska królowa - wszyscy są na liście gości. Swego czasu bywał tu i Hemingway (wytrwali odnajdą w pobliskim Montafon stolik, przy którym grywał w pokera). Ja jednak nie pojechałem na karty, ale by wziąć udział w Der Weisse Ring. Ten rozgrywany w styczniu masowy wyścig narciarski (w tym roku odbył się po raz piąty, ja uczestniczyłem w czwartym) to spadkobierca zawodów rozgrywanych w okolicy jeszcze przed wojną; dopóki nie wymyślono cyklu Pucharu Świata, jeździli w nim najlepsi. Ma demokratyczną formułę open, zapisy przyjmowane są przez internet (www.derweissering.at , wpisowe kilkadziesiąt euro), miejsc jest około tysiąca. A i tak trzeba się spieszyć, bo chętnych do pokonania 22-kilometrowej trasy jest wielu. Podszedłem do wyścigu rekreacyjnie - chciałem dojechać do mety w tempie turystycznym, podziwiając po drodze pejzaże. Błąd! Przecież zawody to rywalizacja, której trudno nie ulec. W każdym razie ja uległem. „Espirito deportivo” - mawiają Hiszpanie. No dobrze, ale jak sprawiedliwie zmierzyć czas tysiąca narciarzy zjazdowych? Otóż każdy dostaje numer startowy z chipem, którego sygnał wychwytują bramki kolejnych etapów. Sędzia puszcza grupami po dwudziestu. Start na szczycie Ruefikopf (2362 m, wynosi nań kolej linowa z centrum Lech) odbywa się jednak w stylu klasycznym, a nie alpejskim, bo przed właściwym zjazdem trzeba podbiec kilkadziesiąt metrów pod górę. Jest walka kijek w kijek (już wiem, jak musi się czuć startująca w sprincie na zupełnie innych nartach Justyna Kowalczyk). Mój peleton szybko został rozerwany, jeszcze na oczach startowej publiczności. Wprawdzie nie przeze mnie, ale łudziłem się, że odrobię straty, np. w twardszym śniegu na zacienionym stoku. Teoretycznie można sobie pozwolić na takie taktyczne spekulacje, bo prowadząca zboczami wokół doliny trasa jest jak huśtawka - w dół do wyciągu, w górę, znowu w dół itd. W sumie trzeba pokonać 5,5 tys. m różnicy wzniesień! To ponoć najdłuższa karuzela narciarska na świecie (choć Sella Ronda w Dolomitach chyba jej nie ustępuje). Ostatecznie, po samotnej walce z lodem na trasie, wjechałem na metę w Lech przy wspaniałomyślnym aplauzie rozbawionej wczesnopopołudniowymi aperitifami publiczności. Komisyjnie zdałem numer, potem grzecznie czekałem z resztą wielojęzycznej ekipy w nadziei, że byłem nie całkiem ostatni (okazało się, że za mną znalazło się ponad stu różnych maruderów, emerytów i dzieci). Wszyscy bardzo sportowo się bratali między zieloną tablicą wyników a dystrybutorem z grzanym winem A potem, w ramach pocieszenia, sprawdziłem, co oferuje Skipass Arlberg (208 euro za 6 dni). Obejmuje on pięć miejscowości: Lech, Zürs, Stuben, St. Anton i St. Christoph. Doliny wokół przełęczy Arlberg są podzielone między kilka tutejszych klanów. Ich nazwiska czasem brzmią znajomo - jak Ortlieb (Patrick, mistrz olimpijski w zjeździe z Albertville, prowadzi tu dziś hotel; w wyścigu był siódmy) albo Strolz (duża sieć wypożyczalni sprzętu). Mimo 280 km ratrakowanych tras (w Lech-Zürs tylko jedna czarna, ale za to poprowadzona tak dogodnie, że bito na niej kiedyś rekord szybkości) okolica kusi amatorów freeride'u. Bo nigdzie indziej w Austrii jeżdżenie off-piste nie jest tak łatwe - 85 wyciągów kursuje między 1300 a 2800 m n.p.m. Po każdym obfitym opadzie wszystkie stoki, nie tylko oznaczone trasy, pokrywają się szybko gęstą siatką śladów nart (którym zwykle robi się zdjęcia do turystycznych folderów). Popularne jest wypożyczanie plecaków z otwieranymi jak spadochron i automatycznie pompowanymi skrzydłami utrzymującymi na powierzchni lawiny pechowca, który by ją podciął. To również jedyne miejsce w Vorarlbergu, w którym można uprawiać heliskiing, czyli narciarstwo z udziałem śmigłowców. Latają one w stronę pozbawionych wyciągów szczytów, ale zjazd z nich jest możliwy tylko z przewodnikiem (ok. 950 euro za siedem osób). Te niestandardowe atrakcje przyciągają wielu młodych ludzi, choć kurort ma charakter raczej wykwintny. W rozsianych po stokach barach zamiast nużącej muzyki pseudoludowej słychać brzmienia klubowe. Architektura to dużo drewna i rygory tradycyjnej estetyki - buduje się rozłożyście i nie za wysoko, aby nie zakłócić harmonii pejzażu, i nie za gęsto, by można było wszędzie dojechać na nartach. Oberlech (hotelowe miasteczko ponad Lech) jest w ogóle zamknięte dla samochodów, gości podwozi całodobowa gondola, a ich bagaże rozprowadza system tuneli. Sklepy, a właściwie wyposażone wielkomiejsko butiki, w Lech oferują kolekcje zaprojektowane specjalnie dla tego miejsca (wieczorami na ulicach łatwiej zobaczyć kratkę burberry niż goretexy). *** Dlaczego warto tu przyjechać także w kwietniu? Bo jest prawie 10 stopni i ponad dwa metry śniegu. Do tego właśnie teraz w Lech i Zürs "łączy się firn z winem" - restauratorzy kuszą wiosennych narciarzy specjalnym menu i kartami win. I jest taniej - do 16 kwietnia sześciodniowy skipass kosztuje 182, a jeszcze później - do 25 kwietnia - 146 euro. www.lech-zuers.at
  4. Tragedia w Smoleńsku przekreśliła olimpijskie plany Zakopanego Dosłownie za kilka dni na Słowacji miało dojść do spotkania w sprawie organizacji Igrzysk Olimpijskich. Tego spotkania oczywiście nie będzie. W spotkaniu oprócz burmistrzów Zakopanego i słowackich miast zainteresowanych organizacją Igrzysk mieli wziąć udział przewodniczący narodowych komitetów olimpijskich. Na Słowację razem z burmistrzem Januszem Majchrem miał też pojechać przewodniczący PKOL Piotr Nurowski, który zginął w smoleńskiej katastrofie. Przypomnijmy, że orędownikiem organizacji Igrzysk w Zakopanem był też prezydent Lech Kaczyński. W czasie ostatniej wizyty pod Giewontem, otwarcia Igrzysk Polonijnych mówił, że ma nadzieję, iż Zimowa Olimpiada odbędzie się w Zakopanem w 2022 r. – Stać nas na to, aby Igrzyska zorganizować w 2022 r. Mam nadzieję, że po drodze będą jeszcze mistrzostwa FIS w narciarstwie klasycznym w 2015 r. W Zakopanem FIS było trzy razy, ale tylko po wojnie. Jeżeli prezydent był wtedy w podstawówce, to musiało być to bardzo dawno – żartował już po raz ostatni w Zakopanem Lech Kaczyński. http://www.tygodnikpodhalanski.pl/www/index.php?mod=news&strona=1&kat=&id=&typ=&id=8443 p
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...