1. W moim przypadku safeman się sprawdza (odpukać...). Wierzę, że potencjalny złodziej pójdzie na łatwiznę i wybierze sprzęt bez zabezpieczenia.
2. Zwykły monitoring także skutecznie utrudnia "pracę" amatorom cudzej własności.
3. Przy dolnej stacji mechanizm działania złodziei jest raczej jasny. Ale jak oni funkcjonują w miejscach, do których można dotrzeć tylko na nartach? Zjadą na kradzionych, a po swoje wrócą "przy okazji", czy może zwiezie je wspólnik? Zmierzam do tego, że rozpoznanie złodzieja wcale nie musi być niemożliwe.