Oj o przejściach na granicach, szczególnie tej czeskiej (dawniej czechosłowackiej ) dużo by pisać.
Teraz jak jadę w Alpy lub z powrotem to przez trzy godziny jestem poddenerwowany obojętne czy coś się dzieje czy nie. A zdarzało mi się tak jechać 16 razy w roku!
Czesi czepiali się wszystkiego: alkoholu, nowych nart, świateł, starych winietek ...
Jeden ze spektakularnych przykładów miał Grzegorz D.:
- pewnego dnia wracał z Alp ok 3-4 w nocy i jak jechał autostradą zachciało mu sie iść do toalety. Zjechał na najbliższą stację i zaparkował przed drzwiami do toalety. Na stacji nie było ani jednego samochodu, pusto, cicho i ...
Kiedy wyszedł przed drzwiami stała policja i spisywała numery itd. Kiedy zobaczyli Grześka od razu zażądali papierów i wlepili mu pokutę za ... parkowanie na miejscu dla inwalidy! Przypomnę, że jest środek nocy i na stacji stoją dwa samochody: Grzegorza i policji!
Mnie np. nie chcieli puścić w Znojmo, bo w boksie miałem nowe narty i buty. Na dodatek miałem ze sobą, jak zwykle, kilka par nart. Dopiero legitymacja prasowa FIS pomogła, bo już chcieli mnie oskarżyć o przemyt!
Któregoś dnia wybrałem się na Pilsko. Zachciało mi się wejść na sam szczyt, czyli Słowacka stronę, a tu nagle podchodzi dwóch "harcerzy" i prosi o dokumenty - macam, macam o k .... zapomniałem dowodu w aucie! No to skończyło się zepsutym dniem, pokutą 200 koron !!! i deportacją ...